Jako oficjalny dzień zdobycia miasta ogłoszono 30 marca. Walki na Mierzei Wiślanej oraz zalanych przez Niemców i niemal kompletnie wyludnionych Żuławach toczyły się do 9 maja.
Sowieci traktowali Pomorze jako ziemię zdobytą, nie odróżniając Niemców od ludności rodzimej. Zarówno w trakcie, jak i po zakończeniu walk zdobywcy sprofanowali wiele świątyń, powszechne były grabieże i dewastacje inwentarza kościelnego. W różny sposób uszkodzone zostały wszystkie świątynie, zwłaszcza te w śródmieściu. Ogółem w diecezji zniszczono niemal całkowicie 8 kościołów katolickich (czterech nigdy nie odbudowano), a 10 dalszych – w bardzo dużym stopniu.
Od razu po opanowaniu Oliwy funkcjonariusze NKWD aresztowali wszystkich księży, którzy tam przebywali (z bp. Karolem Marią Splettem na czele), i skierowali ich do różnych obozów. Biskup powrócił do Gdańska 29 marca, lecz pozostał w areszcie domowym do 10 maja. Do tego czasu diecezja pozbawiona była jakiejkolwiek władzy.
Działania bojowe, postępowanie Sowietów oraz ogólna fatalna, szczególnie dla starszych, sytuacja bytowa doprowadziły do śmierci kolejnych 13 kapłanów gdańskich (w tym aż czterech proboszczów), co stanowiło 18% stanu wszystkich księży diecezjalnych z początku roku. Jako kolejnych należałoby wymienić aktywnych w diecezji dwóch księży emerytów z innych diecezji, z którymi straty wzrastały do 20% stanu kapłańskiego.
Na terenie diecezji gdańskiej utracili życie również inni, nie tylko polscy, kapłani i osoby konsekrowane, więzieni w obozie koncentracyjnym Stutthof (jedną z ostatnich była dominikanka s. Julia Rodzińska z Wilna) bądź uciekający przez Sowietami (w tym kilkanaście katarzynek, m.in. s. Charytyna Fahl).
Przekształcenia ludnościowe i napływ duchowieństwa
Już od końca marca 1945 r. na ziemię gdańską napływali Polacy. Jednocześnie trwał sukcesywny exodus ludności niemieckiej. Nowi mieszkańcy pochodzili z niemal wszystkich stron: z najbliższej okolicy, czyli Pomorza, z centralnej i południowo-wschodniej Polski oraz Wielkopolski, z Kresów wschodnich (tzw. ekspatrianci), a także z krajów zachodnich (reemigranci). W Gdańsku pozostała też niemała grupa jego „dawnych” mieszkańców.
Sowieci traktowali Pomorze jako ziemię zdobytą, nie odróżniając Niemców od ludności rodzimej. Zarówno w trakcie, jak i po zakończeniu walk zdobywcy sprofanowali wiele świątyń, powszechne były grabieże i dewastacje inwentarza kościelnego.
Wśród przybyszów byli polscy kapłani z wielu różnych diecezji, początkowo głównie zakonni, przejmujący duszpasterstwo parafialne. Jako pierwsi pojawili się polscy pallotyni, którzy w naturalny sposób zastąpili swoich niemieckich współbraci przy administrowanym przez nich kościele Chrystusa Króla, ale też przyczynili się do zabezpieczenia sześciu innych świątyń lub parafii w całej diecezji.
Napływowi duchowni przejmowali świątynie ewangelickie, w większości już opuszczone lub częściowo zniszczone. Czasem dokonywali swoistej rewindykacji mienia utraconego w XVI w. lub później: franciszkanie konwentualni odzyskali kościół Trójcy Świętej i kaplicę św. Anny, a dominikanie – bazylikę św. Mikołaja. Podobne starania nie udały się cystersom, którzy chcieli rewindykować oba pomorskie kościoły katedralne (ostatecznie odebrali z rąk pastora ewangelickiego kościół w Oliwie). Jezuici ulokowali się we Wrzeszczu, salezjanie na Oruni, franciszkanie reformaci w Nowym Porcie.
W kwietniu 1945 r. do diecezji powróciły dominikanki, które następnie uruchomiły domy dziecka i starców w Sopocie (po trzech latach przeniosły się do Gdańska). W kolejnych miesiącach przyjechały reprezentantki innych polskich zgromadzeń: pallotynek, elżbietanek, służebniczek, franciszkanek Rodziny Marii, siostry Najświętszej Duszy Chrystusa.
Sprawa biskupa Spletta
W kwietniu też pojawił się w Gdańsku Jerzy Dunin-Stemer, podający się za kleryka i członka hrabiowskiego rodu Duninów. Występował ponadto jako kapelan wojskowy w stopniu majora, a jako „ksiądz magister” już 8 maja przejął z rąk ewangelickiego pastora kościół w Sopocie. Wystosował pismo do wojewody w sprawie uwolnienia hierarchy, po czym przedstawił się lub został przedstawiony biskupowi jako chętny do pełnienia posługi jako polski ksiądz diecezji gdańskiej. Na podstawie fałszywych dokumentów bp Splett udzielił mu w trybie ekspresowym wszystkich niższych i wyższych święceń.
Problematyczne było jednak, że wielu przybyszów nie było w stanie przedstawić odpowiednich dokumentów, które dałyby podstawę do zatrudnienia na terenie diecezji gdańskiej.
Dunin stał się swoistym łącznikiem między biskupem i lokalnymi władzami, lecz z czasem okazało się, że jest oszustem. Ustalono, że był on ochrzczonym w dorosłości Żydem, wydalonym z kilku seminariów duchownych, który w rzeczywistości nie ukończył nawet jednej klasy gimnazjum. W lutym 1946 r. został zasuspendowany, później przeniósł się na Pomorze Zachodnie, gdzie przeszedł do Kościoła narodowego (polskokatolickiego). Do dziś jego rola w Gdańsku nie została wyjaśniona. Czy był on faktycznie tylko zwykłym hochsztaplerem, jakich nie brakowało na Ziemiach Odzyskanych, czy raczej agentem skierowanym przez komunistyczne służby do skompromitowania bp. Spletta, a tym samym całego Kościoła katolickiego.
Odzyskawszy wolność, ordynariusz podjął próbę opanowania sytuacji w obu podległych mu diecezjach, starał się być lojalny wobec władz. Udzielał jurysdykcji duchownym napływowym, niektórym przydzielał konkretne stanowiska w parafiach. Jednym z nich był ks. Józef Zator-Przytocki z archidiecezji lwowskiej, kapelan AK, który pod koniec lipca został administratorem parafii NSJ we Wrzeszczu. Problematyczne było jednak, że wielu przybyszów nie było w stanie przedstawić odpowiednich dokumentów, które dałyby podstawę do zatrudnienia na terenie diecezji gdańskiej. Niektórzy kapłani w ogóle nie zgłosili się do biskupa, pomijając przepisy prawa kanonicznego. Inni nie wzbudzili zaufania biskupa i miejscowych księży, a próba ich zdyscyplinowania wywoływała nieraz gniew i późniejsze oskarżenia o niechęć hierarchy do Polaków.
Przez stosunkowo długi czas bp Splett opierał się przekazywaniu parafii w ręce polskich przybyszów. Czasem, odmawiając, przekonywał, że urzędują tam już księża posługujący się językiem polskim. Do końca nie zmienił np. zdania w sprawie oddania w zarząd parafii i bazyliki św. Mikołaja dominikanom, którzy w maju zamieszkali na plebanii (otrzymali ją w administrację dopiero z rąk nowego ordynariusza).
Niektórzy kapłani w ogóle nie zgłosili się do biskupa, pomijając przepisy prawa kanonicznego. Inni nie wzbudzili zaufania biskupa i miejscowych księży, a próba ich zdyscyplinowania wywoływała nieraz gniew i późniejsze oskarżenia o niechęć hierarchy do Polaków.
Wymuszona zmiana postawy bp. Spletta nastąpiła po interwencji partii politycznych w sprawie jezuitów we Wrzeszczu, którym biskup również nie chciał powierzyć parafii. Akcja wiązała się z przyspieszoną polonizacją Gdańska z okazji pierwszej ważnej uroczystości: Święta Morza (29 czerwca). W jej ramach księżom zakazano posługiwania się językiem niemieckim podczas nabożeństw. Chwilę później biskup usłyszał nakaz opuszczenia Gdańska przez wszystkich niemieckich kapłanów. Sam zamierzał wytrwać na stanowisku do końca, choć otwarcie powiedziano mu, że również powinien opuścić miasto. Równolegle przez kraj przetaczała się już kampania propagandowa, w której bezpardonowo atakowano rzekomo wciąż walczącego z polskością biskupa, a przy okazji papieża Piusa XII za jego spolegliwość wobec Hitlera.
Na tak przygotowanym gruncie 9 sierpnia 1945 r. funkcjonariusze UB aresztowali bp. Spletta. Oskarżono go, że „idąc na rękę okupacyjnej władzy niemieckiej, działał na szkodę Państwa Polskiego i duchowieństwa katolickiego oraz ludności cywilnej”, wydając antypolskie zarządzenia. Proces pokazowy trwał od 28 stycznia do 1 lutego 1946 r. Biskup usłyszał wyrok ośmiu lat więzienia. Karę odbywał w stalinowskim więzieniu we Wronkach, a następnie był bezprawnie internowany. Dopiero w grudniu 1956 r. pozwolono mu opuścić Polskę. Nigdy nie zrzekł się godności biskupa gdańskiego i do końca życia pracował wśród swoich diecezjan w Niemczech.
Administrator apostolski diecezji gdańskiej
W lipcu 1945 r. do kraju powrócił prymas Polski kard. August Hlond. Wyposażony w specjalne pełnomocnictwa ustanowił polską administrację kościelną na dawnych terenach niemieckich przyznanych Polsce przez zwycięskie państwa. 15 sierpnia mianował dla nich pięciu administratorów apostolskich z prawami biskupów rezydencjalnych i godnością infułata.
Zarządcą diecezji gdańskiej i chełmińskiej został ks. Andrzej Wronka (1897–1974), który pochodził z Wielkopolski. Brał udział w I wojnie światowej jako żołnierz armii Cesarstwa Niemieckiego, po czym uczestniczył w powstaniu wielkopolskim i akcji plebiscytowej na Górnym Śląsku. Od 1919 r. studiował teologię w Poznaniu i Gnieźnie, a święcenia kapłańskie przyjął 1923 r. w Poznaniu. Po czterech latach obronił doktorat z filozofii na Uniwersytecie Poznańskim. Był wikariuszem, wykładowcą w gnieźnieńskim seminarium duchownym oraz rektorem Papieskiego Kolegium Polskiego w Rzymie. Wojnę spędził w Gnieźnie, początkowo pełniąc funkcję administratora parafii Wniebowzięcia NMP. Od 1941 r., gdy gestapo zakazało mu działalności kapłańskiej, pracował jako urzędnik bankowy. W lutym 1945 r. objął administrację parafii Trójcy Świętej w Gnieźnie.
Zgodnie z prymasowskim dekretem 1 września 1945 r. ks. inf. Wronka przejął władzę w Pelplinie i dzień później odbył tam ingres. 4 września przybył do Oliwy, gdzie przedłożył swą nominację i spotkał się z duchowieństwem. Następnie wrócił do siedziby biskupów chełmińskich, skąd zarządzał obiema diecezjami.
Odpływ Niemców i napływ Polaków spowodował z czasem naturalną przemianę charakteru diecezji gdańskiej pod względem narodowym i religijnym: z niemiecko-protestanckiego w polsko-katolicki.
Artykuł powstał w oparciu o skrócone i przeredagowane fragmenty okolicznościowej książki Diecezja gdańska w okresie komunizmu (1945–1989). Rys historyczny w stulecie biskupstwa gdańskiego, Gdańsk 2025, wydanej przez gdański oddział IPN
