Na 3 maja zaplanowane były uroczystości, w tym defilada. Święto rozpoczęło się o godzinie dziesiątej mszą świętą w katedrze. Brały w niej udział delegacje partyjne i przedstawiciele organizacji oraz młodzież szkolna i harcerze z opiekunami. Wówczas funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej i Urzędu Bezpieczeństwa – na rozkaz władz zwierzchnich – przekazali organizatorom i uczestnikom informację o zakazie jakichkolwiek manifestacji, pochodów czy demonstracji ulicznych. Uroczystości miały zostać zakończone po mszy.
Plac Wolności
Po wyjściu z katedry członkowie partii i organizacji rozeszli się, natomiast młodzież udała się na Plac Wolności, gdzie zgromadzili się uczniowie szkół powszechnych i średnich. Uformował się pochód, który ruszył przez miasto.
Śpiewano pieśni patriotyczne, wznoszono okrzyki na cześć Armii Krajowej, Stanisława Mikołajczyka i Polskiego Stronnictwa Ludowego, gen. Władysława Andersa, wojska polskiego, a także krzyczano hasła antyrządowe i antysowieckie, m.in. „precz z Bierutem”, „precz z niewolą”, „precz z czerwoną demokracją”.
Śpiewano pieśni patriotyczne, wznoszono okrzyki na cześć trzeciego maja, Armii Krajowej, Stanisława Mikołajczyka i Polskiego Stronnictwa Ludowego, gen. Władysława Andersa, wojska polskiego, a także krzyczano hasła antyrządowe i antysowieckie, m.in. „precz z Bierutem”, „precz z niewolą”, „precz z czerwoną demokracją”. Uczestnicy zachęcali przechodniów do przyłączania się do marszu. Ponownie doszli do katedry, gdzie odśpiewali pieśni religijne (Pod Twoją obronę, My Chcemy Boga) i odmówili modlitwy. Na tym manifestacja się zakończyła.
Zakaz organizowania tradycyjnego trzeciomajowego pochodu, zarządzony przez komunistyczne władze, spowodował wybuch niezadowolenia. Manifestacja przerodziła się w polityczny sprzeciw wobec komunistów i Związku Sowieckiego. Miała jednak pokojowy charakter.
Ludność cywilna w większej części poparła wybryk młodzieży…
Mimo to komunistyczny aparat bezpieczeństwa demonstrację uznał za atak na reżim. Część funkcjonariuszy UB została wcześniej oddelegowana, by obserwować przebieg uroczystości, kierownictwo było więc na bieżąco informowane o wydarzeniach. Podjęto radykalne działania, zupełnie niewspółmierne do sytuacji. W jednym z raportów sama bezpieka przyznawała, że przebieg wydarzeń z 3 maja nie miał „groźnego charakteru”.
Niemniej jednak, jeszcze tego samego dnia, władze aresztowały pięć osób biorących udział w manifestacji, w tym 23-letniego Konrada Krzysztofka, 29-letniego nauczyciela i podharcmistrza – Wacława Tomaszewskiego, 37-letniego Kazimierza Waćkowskiego, 28-letniego Mieczysława Waćkowskiego. Wszyscy przewiezieni zostali do Bydgoszczy do siedziby Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w celu dalszego prowadzenia śledztwa.
Podjęto radykalne działania, zupełnie niewspółmierne do sytuacji. W jednym z raportów sama bezpieka przyznawała, że przebieg wydarzeń z 3 maja nie miał „groźnego charakteru”.
Informacja o ich zatrzymaniu rozeszła się wśród mieszkańców miasta. Rano 4 maja młodzież opuściła zajęcia szkolne, ogłosiła strajk i udała się pod włocławskie więzienie i prokuraturę, żądając uwolnienia zatrzymanych. Manifestować wówczas miało kilka tysięcy osób. Interwencję, w celu łagodzenia sytuacji, podjął przede wszystkim prezydent miasta, Ignacy Kubecki. Kubecki w prokuraturze miał poinformować, że zwołał międzypartyjne zebranie, na którym jednogłośnie uchwalono, by wszystkich zatrzymanych zwolnić.
Jednocześnie prezydent przekazał tę wiadomość włocławskiemu UB, które jednak oświadczyło, że sprawę przejęły organa w Bydgoszczy. Młodzież na prośbę prezydenta przeszła na dziedziniec gimnazjum, by tam oczekiwać rozwiązania sprawy. Przebywała tam przez kilka godzin. Włocławski Urząd Bezpieczeństwa raportował:
„(…) dało się odczuć, że ludność cywilna w większej części poparła wybryk młodzieży. Najlepszym dowodem jest to, że młodzież szkolna skupiona na terenie GZK (…) nie była przez swych rodziców nakłaniana do tego by opuścić zgromadzenie i wrócić do klasy, czy to też do własnego domu, a odwrotnie rodzice i rodziny przynosiły jak pożywienie, tak odzież zebranej młodzieży, tym samym pochwalając nietaktowny postęp w stosunku do obecnego ustroju”.
Na placu zaczęli się gromadzić mieszkańcy, w tym członkowie Polskiej Partii Socjalistycznej i partii komunistycznej – Polskiej Partii Robotniczej, którzy popierali zachowanie młodzieży. Ponadto obecni narzekali na brak chleba i zakaz organizowania uroczystości w święta narodowe, jak np. 3 Maja. Według bezpieki część uczestników miała zachęcać do wznoszenia antykomunistycznych haseł i śpiewania „piłsudczykowskich” piosenek.
Według bezpieki część uczestników miała zachęcać do wznoszenia antykomunistycznych haseł i śpiewania „piłsudczykowskich” piosenek.
Wieczorem grupa młodzieży udała się pod siedzibę włocławskiego UB, gdzie znajdowali się także żołnierze jednostek Ludowego Wojska Polskiego. Wówczas funkcjonariusze UB otworzyli ogień do protestujących. Wśród manifestujących ranne zostały cztery osoby, najstarsza miała 31 lat. Jedną z ofiar, które wówczas zginęły, był funkcjonariusz UB, Czesław Majchrzak. Mężczyzna jednak sam się postrzelił nieumiejętnie obchodząc się z bronią.
Drugą ofiarą miał być 11-letni Eugeniusz Rosiński, który ranny zmarł po dwóch dniach w szpitalu. Informacja na ten temat pojawiła się w książce „Czerwony Włocławek”. Mity a rzeczywistość wydanej w 2000 r. Jednak autor publikacji się mylił. Dziennikarz Piotr Pytlakowski w 2001 r. artykułem w tygodniku „Polityka” (Złe święto, 5 V 2001 r.) potwierdził, że pan Rosiński żył. O tym, że „poległ” w 1946 r. sam także dowiedział się z książki „Czerwony Włocławek”.
Późniejsze represje
Nie ma natomiast wątpliwości, że 4 maja po manifestacji bezpieka przystąpiła do pacyfikacji mieszkańców. Aresztowała 24 osoby, które określano jako „prowodyrów manifestacji”. Byli wśród nich włocławianie i miejscowi uczniowie, studenci z Poznania i Torunia oraz mieszkańcy Warszawy. Przetrzymywani byli we włocławskim areszcie. Do Włocławka przyjechał zastępca prokuratora Sądu Wojskowego oraz funkcjonariusze z Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Bydgoszczy, z owianym złą sławą Bolesławem Halewskim na czele. Przesłuchali kilku zatrzymanych. Zakazali ich zwalniania i odjechali do Bydgoszczy. Po dwóch tygodniach zwolniono czternaście osób, a później kolejne.
Do Włocławka przyjechał zastępca prokuratora Sądu Wojskowego oraz funkcjonariusze z Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Bydgoszczy. Przesłuchali kilku zatrzymanych. Zakazali ich zwalniania i odjechali do Bydgoszczy.
We wrześniu 1946 r. odbyła się rozprawa Wacława Tomaszewskiego, Konrada Krzysztofka i 21-letniego Andrzeja Kozłowskiego, biuralisty z włocławskiej MO, uznanych na najważniejszych winnych „wystąpienia antyrządowego”. Zostali skazani za wznoszenie antysowieckich okrzyków 3 maja, a Kozłowski ponadto za udział w zgromadzeniu 4 maja.
Tomaszewskiemu i Krzysztofkowi zasądzono rok więzienia oraz pozbawienie praw publicznych i obywatelskich na dwa lata, natomiast Kozłowskiemu dwa lata więzienia i trzy lata pozbawienia praw publicznych i obywatelskich.
Wszyscy wyroki odsiadywali we Wronkach. W grudniu 1946 r. z więzienia został zwolniony Krzysztofek, a w marcu 1947 r. Tomaszewski i Kozłowski. Pokrzywdzeni przez komunistyczny reżim uczestnicy wydarzeń z maja 1946 r. sprawiedliwości mogli dochodzić dopiero po zmianie ustrojowej, po 1989 r. Wówczas uznano, że zostali skazani z przyczyn politycznych.
