W Stanach Zjednoczonych, gdzie stosunki polonijno-żydowskie nigdy nie należały do łatwych, peerelowska nagonka na Żydów jeszcze bardziej zaogniła wzajemne zadawnione pretensje, doprowadzając za sprawą amerykańskich Żydów do mocniejszego niż wcześniej nieuprawnionego przypisywania Polakom udziału w niemieckim Holocauście i wyolbrzymiania wieści o rzekomo tradycyjnym polskim antysemityzmie.
Przebieg Marca ‘68, a szczególnie kampanię antysemicką w PRL, obserwowała także administracja amerykańska i tamtejsze media.
Sytuację tę wykorzystały komunistyczne służby PRL, podsycając i utrwalając wrogi stosunek kręgów polonijnych do Żydów, których z kolei niektórzy polonusi oskarżali o budowę światowego komunizmu i aktywny udział w antypolskim terrorze stalinowskim.
Wobec Marca
Przebieg Marca ‘68, a szczególnie kampanię antysemicką w PRL, obserwowała także administracja amerykańska i tamtejsze media. 28 marca 1968 r. w Białym Domu odbyło się spotkanie prezydenta Lyndona Johnsona i jego doradców z przedstawicielami Polonii amerykańskiej, wśród których Charles Eustis Bohlen, prezydencki ekspert od spraw sowieckich i Europy środkowo-wschodniej, omówił sytuację w Polsce.
Były ambasador USA w Moskwie, Manili i Paryżu miał wyraźne pretensje do Polaków za prześladowanie Żydów w PRL. Miał twierdzić, że
„ostatnie wydarzenia potwierdziły, iż społeczeństwo polskie jest w swej masie nacjonalistyczne i antysemickie”,
po prostu „wrogie ludności żydowskiej”. Komentując z kolei przeanalizowane materiały z prasy peerelowskiej, w których odnotowywał ataki „na osoby narodowości żydowskiej jako głównych inspiratorów ostatnich demonstracji studenckich” – Bohlen przypisywał im wyzwolenie w społeczeństwie polskim „wojującego antysemityzmu”, apelując do przedstawicieli polonijnych o zaprzestanie szkalowania Żydów i „właściwe” przedstawianie sytuacji społeczno-politycznej w PRL.
Wśród polonusów na spotkaniu w Białym Domu obecny był m.in. Karol Burke – dziennikarz i pisarz, w przeszłości organizator rekrutacji ochotników do Armii Polskiej we Francji w 1917 r., a także jej żołnierz. Burke brał udział w wojnie z bolszewikami w 1920 r. W latach 1926–1928 był redaktorem „Sokoła” w USA, a także chicagowskich dzienników Związku Narodowego Polskiego „Zgoda” i „Dziennik Związkowy”. Należał do Związku Narodowego Polskiego. W 1944 r. uczestniczył w pracach na rzecz powstania KPA – podczas zjazdu założycielskiego Kongresu, który się odbył w maju 1944 r. w Buffalo był przewodniczącym Komisji Mandatów.
Karol Burke jednak w późniejszym okresie także odnotowywał nieprzychylne Polakom oceny tego, co działo się w kraju jego przodków.
W ramach delegacji Kongresu po wojnie wizytował zachodnie strefy okupacyjne Niemiec, organizując pomoc dla przebywających tam Polaków. Od 1945 r. był kierownikiem Biura KPA w Waszyngtonie, ściśle współpracując z mecenasem Karolem Rozmarkiem, pierwszym prezesem Kongresu. Burke jako działacz polonijny aktywnie działał również w waszyngtońskim Kole Stowarzyszenia Polskich Kombatantów, organizacji zrzeszającej głównie byłych żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.
Karol Burke na spotkaniu w Białym Domu ostro sprzeciwił się przedstawianiu spraw krajowych i polonijnych przez Bohlena. Przekonywał, iż Polacy nie są antysemitami, na co przytaczał liczne argumenty. Peerelowski wywiad znał przebieg całej tej dyskusji, gdyż relację z rozmowy uzyskał od swego tajnego informatora Chestera Grabowskiego z Brooklynu, wówczas redaktora czasopisma „Post Eagle”. Po dłuższej rozmowie Bohlen ponoć miał przeprosić za swoje słowa.
„Antysemityzm nie umarł – on żyje w Polsce”
Karol Burke jednak w późniejszym okresie także odnotowywał nieprzychylne Polakom oceny tego, co działo się w kraju jego przodków. W związku z planowaną na wrzesień 1968 r. w Cleveland VII Krajową Konwencją KPA zdając sprawozdanie z prowadzonej przez siebie aktywności, powołując się na dobre kontakty z różnymi departamentami administracji USA, amerykańską prasą, relacjonował, że w związku z rozruchami studenckimi w Polsce i antysemickimi wystąpieniami Gomułki środowiska żydowskie szeroko rozpowszechniały w Waszyngtonie nieprzyjazną Polakom narrację. Wskazywał na wystąpienia uczniów szkół rabinicznych, demonstrujących na ulicach Waszyngtonu z hasłem
„Antysemityzm nie umarł – on żyje w Polsce”.
Cytował łamy „Washington Post”, na których pisano o ponownym pojawieniu się antysemityzmu w Polsce „w sposób publiczny i oficjalny”, gdzie dodatkowo zarzucano Kościołowi w Polsce brak jakiejkolwiek reakcji w tej sprawie. Burke jako uczestników nagonki antypolskiej na forum Kongresu USA wymieniał amerykańskich senatorów: Wayna Morse z Oregonu, Josepha S. Clarka Jr. z Pensylwanii – byłego burmistrza Filadelfii, Thomasa J. Dodda z Connecticut – najbliższego współpracownik Roberta H. Jacksona, głównego prokuratora USA i oskarżyciela w procesie norymberskim, czy Roberta Francisa Kennedy, młodszego brata zamordowanego w 1963 r. prezydenta USA, wtedy senatora stanu Nowy Jork. Burke relacjonował, iż nie lepsza sytuacja dla obrazu Polski i Polaków przedstawiała się w odniesieniu do prożydowskich wystąpień amerykańskich kongresmanów, wskazując tu m.in.: demokratę Bertrama Lawrence Podella, którego rodzina o żydowskich korzeniach w przeszłości używała nazwiska Podolsky, a on sam (Podell) utrzymywał wysoką pozycję w żydowskiej społeczności, zasiadając w zarządzie Flatbush Yeshiva, i pełniąc pięcioletnią funkcję prezesa Żydowskiego Funduszu Narodowego Wielkiego Nowego Jorku (Greater New York Region of the Jewish National Fund). Karol Burke podawał, że kongresmani: Pelly, Gilbert, Celler, Addabbo, Halpern, Bingham, Kelly – ale i wielu innych – po Marcu ‘68 negatywnie wypowiadali się o Polsce, a niektórzy z nich wprost oskarżyli cały naród polski o wieloletnie prześladowanie Żydów, o pogromy przeprowadzane przez kilka stuleci, których kulminacyjnym punktem miała być dokonana przecież przez Niemców rzeź Żydów w getcie warszawskim.
Kongresmanka Edna F. Kelly, demokratka z Nowego Jorku, nawet wniosła pod obrady Kongresu specjalną rezolucję wyrażającą – jak podawał Burke –
„zaniepokojenie Kongresu prześladowaniem Żydów w Polsce i wzywającą rząd polski do zaprzestania tej akcji”.
Inni zaś kongresmani prześcigali się w rezolucjach wzywających administrację amerykańską do zawieszenia ustaw imigracyjnych, postulując jednocześnie o bezwarunkowe wpuszczenie do Stanów Zjednoczonych Żydów z PRL prześladowanych przez komunistyczne władze.
Walka w obronie dobrego imienia Polski
„Odwiedziłem tych kongresmanów, miałem z nimi i z ich asystentami dłuższe konferencje i wytłumaczyłem im, że jest zupełnie co innego jeśli oni krytykują Gomułkę i rząd komunistyczny, do którego wchodzą również komuniści Żydzi, a zupełnie co innego gdy przy tej okazji szkalują naród polski używając przy tym takich epitetów jak »hereditary antisemitism in Poland« (Dziedziczny antysemityzm w Polsce), albo »deep rooted historical antisemitism in Poland« (Głęboko zakorzeniony historyczny antysemityzm w Polsce), albo też mówiąc, że w Polsce były »centuries of pogroms and persecutions« (Wieki pogromów i prześladowań)”
– pisał w swoim sprawozdaniu Burke.
Karol Burke informował amerykańskich urzędników o krytycznej ocenie państwowej kampanii antysemickiej przez władze KPA, negatywnym stosunku wolnych Polaków do rządów komunistycznych, wyjaśniając szereg spraw polsko-żydowskich, jak się okazało dla kongresmanów i senatorów – jak wyjaśniał –
„niejasnych i niezrozumiałych”.
Kierownik Biura KPA w Waszyngtonie wręczył im także pisemne stanowisko Związku Narodowego Polskiego, największej organizacji polonijnej tworzącej KPA, wyjaśniające charakter antysemickich zajść w Polsce oraz obrazujące życzliwy stosunek Polaków do Żydów na przestrzeni całej historii Polski. Opracowanie to kongresman Edward Derwiński zamieścił nawet w oficjalnych sprawozdaniach obrad Senatu USA (Congressional Record).
Karol Burke informował amerykańskich urzędników o krytycznej ocenie państwowej kampanii antysemickiej przez władze KPA.
Na jednej konferencji w Departamencie Stanu urządzonej dla dziennikarzy jeden z wyższych urzędników Departamentu Stanu referując sprawy Europy Środkowej i Wschodniej zaznaczył, że w Polsce jest „hereditary and deep-rooted antisemitism” (dziedziczny i głęboko zakorzeniony antysemityzm). Obecny na konferencji Burke zaprotestował przeciw temu twierdzeniu, oświadczając że w Polsce było i jest mniej antysemityzmu niż w innych krajach.
„Protest mój miał ten skutek, że na następnej konferencji prasowej ten sam urzędnik wyrażał się już życzliwiej o Polsce i o sprawach polskich”
– podawał Burke.
* * *
Komunistyczna bezpieka nie miała najlepszego zdania o dr. Burke. Już w kwietniu 1949 r. opisywano go jako „potentata trzęsącego całą prasą Polonii amerykańskiej”, będącego czymś
„w rodzaju miniaturowego Geobbelsa prasy polskiej – emigracyjnej”.
A był to po prostu polski patriota, dbający o dobry imię Polski i Polaków. Burke, gdy zmarł w 1980 r. zapamiętano go jako szczerego „rzecznika spraw polskich”, cieszącego się „dużą popularnością i poważaniem w obu izbach Kongresu, w sferach rządowych, a nawet w Białym Domu”, człowieka, który
„każdemu zawsze chętnie spieszył z pomocą”.
