Struktura narodowościowa miasta w tym okresie zmieniła się zasadniczo. Oprócz wspominanych Polaków i Niemców, nieliczną grupę stanowili również Niemcy bałtyccy (Baltendeutsche). Pierwszy łotewski statek z niemieckimi repatriantami i ich życiowym dobytkiem wpłynął do gdańskiego portu 15 października 1939 r., a później, 24 października, w Gdyni zacumował statek „Eider” z 460 pasażerami na pokładzie oraz statek „Oldenburg” z nieustaloną liczbą pasażerów. Prawdopodobnie ostatnim statkiem, jaki wyruszył z Niemcami bałtyckimi z Rygi w kierunku Gdyni w dniu 15 grudnia 1939 r. była jednostka „Sierra Cordoba”. Gdynia zatem była pierwszym miastem na szlaku podróży Baltendeutschów do ich miejsc docelowych w gdańskim Okręgu lub w głębi Rzeszy.
W samej Gdyni ostatecznie nie pozostało wielu Niemców ze Wschodu – jedynie 3,5 tys. pochodzących z krajów bałtyckich i 200 z Besarabii.
Budowa pierwszego nabrzeża, zwanego szwedzkim, w zewnętrznym basenie portowym przewidzianym do eksportu węgla, zdjęcie z ok. 1924 r. (źródło: E. Rojowska, M. Tomkiewicz, Gdynia w latach 1939-1945 w świetle źródeł niemieckich i polskich. Aresztowania, egzekucje, wysiedlenia ludności cywilnej narodowości polskiej, Gdynia 2009, s. 18)
Jednym z czołowych miast tego najmniejszego wówczas z polskich województw była stosunkowo niewielka Gdynia, licząca w 1921 r. zaledwie 1300 mieszkańców. Decyzja o budowie portu morskiego rozpoczęła nowy, dynamiczny etap w dziejach Gdyni.
Spis powszechny przeprowadzony w grudniu 1939 r. wskazywał blisko 56 tys. osób zamieszkałych w Gdyni, co oznaczało spadek liczby ludności aż o 56%.
Od uzyskania praw miejskich w 1926 r. do ostatnich miesięcy II wojny światowej miasto to w sensie ekonomicznym było morską stolicą Polski, nazywaną „oknem na świat”. Gdynia była również najmłodszym miastem okresu międzywojennego, nie tylko ze względu na datę swojego powstania, ale też z uwagi na wiek jej mieszkańców. Dynamiczny rozwój portu, gospodarki i infrastruktury miejskiej stał się żywym zaprzeczeniem niemieckiej propagandy o „polnische Wirschaft”, czyli polskiej gospodarce w znaczeniu pejoratywnym.
Za rozwojem ekonomicznym (liczącego w 1938 r. już 122 tys. mieszkańców) miasta szedł również rozwój życia społecznego i kulturalnego. Kolejny spis powszechny przeprowadzony w grudniu 1939 r. wskazywał blisko 56 tys. osób zamieszkałych w Gdyni, co oznaczało spadek liczby ludności aż o 56 %. Był to okres tuż po intensywnych wysiedleniach mieszkańców miasta. Z kolei następny spis, przeprowadzony już przez władze niemieckie, datuje się na okres pomiędzy 1 a 9 grudnia 1940 r. Podano wówczas, iż w mieście zamieszkuje 88 924 Polaków i Niemców, w liczbie tej ujęto 62 100 osób narodowości polskiej.
Ustanowienie władz okupacyjnych w Gdyni
Wojska niemieckie zajęły Gdynię 14 września 1939 r. Jeszcze tego samego dnia rano Lucjan Skupień, pełniący funkcje Komisarza Rządu w zastępstwie Franciszka Sokoła, przekazał cywilny zarząd miasta w ręce generała Georga Eberhardta.
W Gdyni niemalże od pierwszych dni okupacji miały miejsca aresztowania mężczyzn i chłopców w wieku od 14 do 70 lat. Zatrzymani przetrzymywani byli na terenie prowizorycznie zorganizowanych aresztów.
Przez pierwszych kilka tygodni władzę w Gdyni sprawował Zarząd Wojskowy Krigsmarine (Militärverwaltung Krigsmarine) na którego czele stał głównodowodzący wojskami niemieckimi w Polsce – generał Walther von Brauchitsch. Niemcy od początku planowali przekształcić to nowoczesne i dobrze zagospodarowane miasto w bazę niemieckiej marynarki wojennej. Zanim to nastąpiło, utworzono obręb twierdzy Marynarki Gdynia (Marinefeststungsbericht Gotehafen).
Niemiecka nazwa miasta – Gotehfahen (niem. port Gotów) wprowadzona została rozkazem Adolfa Hitlera bardzo szybko, bo już 5 dni po jego zajęciu. Kilka miesięcy później miastu nadano nowy, wizerunkowo spójny z nazwą herb, czyli wizerunek statku Gotów.
Dla sprawnego funkcjonowania gospodarki, a zwłaszcza portu, zdecydowano o konieczności pozostawienia w mieście ok. 5 tys. pracowników wykwalifikowanych wraz z rodzinami.
Namiestnik okręgu gdańskiego Albert Forster i jego administracja terenowa zakładali, iż plany całkowitej germanizacji Pomorza uda im się osiągnąć zaledwie w pięć lat. Zamierzali doprowadzić do tego stosując zarówno eksterminację pośrednią, jak i bezpośrednią. Zgodnie z wcześniej przyjętymi wytycznymi, w Gdyni niemalże od pierwszych dni okupacji miały miejsca aresztowania mężczyzn i chłopców w wieku od 14 do 70 lat. Zatrzymani przetrzymywani byli na terenie prowizorycznie zorganizowanych aresztów w Gdyni, tj.: w kościołach, halach fabrycznych, dawnych koszarach artylerii przeciwlotniczej, w więzieniu policyjnym i sądowym.
Kolejna akcja została przeprowadzona pod koniec października 1939 r. i określana była jako „Intelligenzaktion”. W jej wyniku ujęto przedstawicieli miejscowej inteligencji: wielu księży, nauczycieli, kupców, osoby prowadzące działalność polityczną, społeczną i oświatową. Zostali oni przewiezieni do więzienia przy Schiechsstange w Gdańsku, a następnie 10 listopada 1939 r. do więzienia w Wejherowie. 11 listopada 1939 r., w dzień polskiego święta narodowego, rozstrzelano ich w Lasach Piaśnickich w grupie 314 zakładników.
Relacja świadka Jadwigi Kocuniak z pierwszych dni okupacji Gdyni:
„Pamiętam jak Niemcy weszli do Gdyni, zamieszkaliśmy wtedy u koleżanki rodziców przy ulicy Świętojańskiej w domu zwanym Grażyna. Ponieważ tam były piwnice można było się schronić. Pamiętam, jak Niemcy krzyczeli, żeby zasłonić okna i nie patrzeć, bo będą strzelać”.
„Podstawy prawne” wysiedleń
7 października 1939 r. A. Hitler wydał dekret o umacnianiu niemczyzny, który zobowiązał Reichsfürera SS H. Himmlera do organizacji akcji przesiedleńczo-kolonizacyjnej oraz przesiedlenia ludności z terenów anektowanych do Rzeszy. Głównym celem tej zakrojonej na szeroką skalę akcji było stworzenie obszarów stricte niemieckich, zamieszkałych przez ludność jednolitą pod względem rasowym. Zgodnie z założeniami, począwszy od połowy października 1939 r. wysiedleniom mieli zostać poddani: wszyscy Żydzi z byłych polskich prowincji; z Okręgów Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie i Wschodnie wszyscy „Kongrespolacy”; z Okręgu Poznań (później Kraj Warty), Prusy Wschodnie oraz wschodniego Górnego Śląska szczególnie wrogo nastawiona polska ludność.
W rozporządzeniu Himmlera nr 1/II z 30 października 1939 r. wyraźnie zaznaczono, iż:
„Dla każdej prowincji należy ustalić specjalny dystrykt GG, dla każdego miasta prowincji niemieckiej jedno specjalne miasto, względnie jeden specjalny powiat dystryktu jako rejon przesiedleńczy”.
Z kolei 3 listopada 1939 r. Himmler wydał następne rozporządzenie (nr 4/II) zachęcające do kontynuowania akcji osadniczo-wysiedleńczej na terenie Pomorza i Wielkopolski, powiązane z osadnictwem na tym obszarze Niemców z państw bałtyckich.
Najszybciej planowano pozbyć się z Gdyni przybyłej po 1918 r. polskiej inteligencji i działaczy politycznych, jako osób zbyt niebezpiecznych ze względu na świadomość polityczną i narodową.
W trakcie narady przeprowadzonej 19 października 1939 r. w siedzibie komisarza miejskiego w Gdyni, w której wzięły udział najwyższe władze administracyjne i policyjne miasta, prowadzono ustalenia odnośnie spełnienia życzenia samego Führera – uczynienia z Gotenhafen miasta czysto niemieckiego. Zadeklarowano wówczas, chęć przyjęcia w mieście aż 65 tys. Niemców zamieszkujących kraje bałtyckie. Ostatecznie, jak wiadomo, zamieszkało ich w Gdyni zaledwie 3,5 tys.
Dla sprawnego funkcjonowania gospodarki, a zwłaszcza portu, zdecydowano o konieczności pozostawienia w mieście ok. 5 tys. pracowników wykwalifikowanych wraz z rodzinami. Nie zamierzano również wysiedlić ludności kaszubskiej, należącej do gminy rybackiej (około 80 rodzin) zamieszkującej osiedle rybackie Waszyngtona, i kilku rodzin z dzielnicy Oksywie.
Cele akcji wysiedleńczej i działalność Centrali Przesiedleńczej
Zasadniczym celem wysiedleń ludności polskiej z Gdyni była chęć usunięcia z nowo zajętych i wcielonych do Rzeszy terenów ludności polskiej, jako obcej rasowo i etnicznie. Jej miejsce mieli zająć osadnicy niemieccy. Urząd Polityki Rasowej NSDAP w Berlinie przygotował specjalny program „traktowania ludności byłych polskich obszarów z rasowo-politycznego punktu widzenia”. Według jego założeń, na nowych obszarach wcielonych do Rzeszy jesienią 1939 r. należało ostatecznie zniemczyć te warstwy, które wydawały się na to podatne, a bezwzględnie usunąć te, które nie rokowały na pozytywne poddanie się procesowi germanizacyjnemu.
Program ten dzielił ludność polską na następujące grupy:
- tych, którzy przybyli na teren nowej Rzeszy po 1918 r.
- polską inteligencję
- Polaków, którzy angażowali się w działalność polityczną w duchu polskim
- neutralnych Polaków
- polskich robotników rolnych.
Najszybciej planowano pozbyć się z Gdyni przybyłej po 1918 r. polskiej inteligencji i działaczy politycznych, jako osób zbyt niebezpiecznych ze względu na świadomość polityczną i narodową. Oprócz typowych wysiedleń (tzw. Aussiedlung) istniały tzw. wewnętrzne rugowania (Verdrängung), czyli przesiedlanie ludności na peryferie miasta lub w jego okolice. Do wewnętrznego rugowania przeznaczono autochtoniczną ludność polską Pomorza mieszkającą w Gdyni, ale urodzoną na innym obszarze kraju. Osoby te planowano przesiedlić na teren Kaszub (Kartuz, Kościerzyny, Wejherowa), jeśli posiadali oni w tych miejscowościach swoich krewnych. Pozostałych Gdynian, którzy do tej pory nie zostali jeszcze wysiedleni, zamierzano wypędzić do poszczególnych miast położonych w Generalnym Gubernatorstwie z chwilą, gdy ich mieszkania będą potrzebne niemieckim osadnikom. Efektem tych działań miał być całkowity rozpad polskich partii politycznych i stowarzyszeń, a co z tym związane – ograniczenie wszelkiej działalności niepodległościowej. Warunki życia Polaków przesiedlonych z obszarów włączonych do Rzeszy na teren GG miały zostać tak przygotowane, aby poprzez przeludnienie, ciężkie warunki ekonomiczne, socjalne i bytowe zapobiec ich szybkiemu przyrostowi naturalnemu. Miała z nich zostać stworzona tania siła robocza.
Wysiedlone z Gdyni osoby pozbawione zostały prawa do posiadanego mienia.
Dom rodzinny Jezierskich przy ul. Stawnej 30 w Gdyni (piąte miejsce wewnętrznego rugowania na terenie Gdyni), zdjęcie z 1942 r. (źródło: E. Rojowska, M. Tomkiewicz, Gdynia w latach 1939-1945 w świetle źródeł niemieckich i polskich. Aresztowania, egzekucje, wysiedlenia ludności cywilnej narodowości polskiej, Gdynia 2009, s. 154)
Organy wysiedleńcze w Gdyni usankcjonowały się bardzo późno, gdyż dopiero po zakończeniu pierwszej i najbardziej licznej fali wysiedleń. Od 15 listopada 1940 r. akcję wysiedleńczą nadzorowała Centrala Przesiedleńcza w Gdańsku (Umwandererzentralstelle, UWZ Danzig-Westpreussen). Całość akcji wysiedleńczej na terenie Pomorza nadzorował Wyższy Dowódca SS i Policji Richard Hildebrandt. Ważną rolę odegrał też Heinrich Friedrich Jagd, kierownik Sonderreferat für Polizeieinsatz przy dowództwie Schutzpolizei i dowódca terenowych organów Schupo i żandarmerii w Gdyni, które szczególnie zaangażowane były w wysiedlenia mieszkańców miasta. Centrala wykonywała swoje zadania zgodnie z rozporządzeniem z 24 kwietnia 1940 r. szefa Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA) w Berlinie, Reinharda Heydricha.
Ze względu na skomplikowaną sytuację narodowościową w Okręgu Rzeszy Gdańsk Prusy Zachodnie, rola pierwszoplanowa w całokształcie wysiedleń przypadła placówce kontrolującej ewakuację. Na mocy rozporządzenia RSHA, od listopada 1940 r. w gdańskiej placówce UWZ działały jednocześnie dwa ośrodki przesiedleńcze:
- SD Sonderreferat, kierowany przez SS-Obersturmbannführera Pecha
- Sonderreferat für Polizeieinsatz, kierowany przez kpt. Heinricha Friedricha Jagda.
Pech decydował o kierunkach deportacji na wschód i do GG, zaś Jagd dowodził terenowymi organami Schupo i żandarmerii, które dokonywały wysiedleń. Oba te ośrodki ściśle współpracowały i miały za zadanie wyznaczenie kierunku wysiedleń, zorganizowanie pociągów ewakuacyjnych i sprawowanie kontroli nad zbiorczymi obozami przesiedleńczymi. Szacuje się, że do końca 1942 r. wysiedlono z Gdyni około 70 tys. osób. Jednocześnie w tym okresie ogółem z Pomorza deportowano 170 tys. mieszkańców. Dodatkowo wysiedlone z Gdyni osoby pozbawione zostały prawa do posiadanego mienia. Dokonano tego posiłkując się rozporządzeniem dowództwa wojskowego w sprawie zajęcia własności polskiej na Pomorzu z 27 września 1939 r., według którego majątek Państwa Polskiego, polskich instytucji państwowych, gmin oraz osób fizycznych powinien być zajęty i skonfiskowany. Początkowo kwestiami tymi zajmował się Urząd Komisarza Rzeszy do Spraw Umacniania Niemczyzny, później Główny Urząd Powierniczy Wschód i Wschodnioniemieckie Towarzystwo Zagospodarowywania Ziemi.
Przebieg wysiedleń
Wysiedlenia z Gdyni, które miały miejsce na przełomie października i listopada 1939 roku, określa się mianem wysiedleń „dzikich”. Niemcy zmuszali do opuszczenia mieszkań i pozbawiali całego mienia Polaków, których uznali za wrogo nastawiony do III Rzeszy. Nakazy opuszczenia miasta pod groźbą zesłania do obozu koncentracyjnego otrzymywała przede wszystkim inteligencja, posiadacze ziemscy i właściciele dużych mieszkań położonych w prestiżowych dzielnicach Gdyni, które miały zostać przeznaczone na biura i kwatery dla wojska i administracji niemieckiej.
O konieczności opuszczenia swych domów Gdynianie informowani byli poprzez dwujęzyczne ogłoszenia, rozwieszone na słupach ogłoszeniowych w całym mieście, i nadawane przez megafony komunikaty prezydenta policji Christiana Diehma. Po wytypowaniu do wysiedlenia najczęściej na najbliższy posterunek policji udawał się ojciec, aby odebrać i podpisać oświadczenie o „wydaleniu z Gdyni” oraz pobrać bilety na przejazd w jedną stronę dla całej rodziny.
Osoby rokujące na całkowite zniemczenie próbowano przekupić możliwością pozostania w mieście, w zamian za podpisanie volkslisty. W przypadku odmowy dzieliły one los pozostałych osób przeznaczonych do wysiedlenia. Niezastosowanie się do nakazu wyjazdu z Gdyni niosło za sobą sankcje aresztowania, osadzenia całej rodziny w obozie koncentracyjnym lub nawet rozstrzelania.
Pierwsze wysiedlenia z Gdyni nastąpiły 12 października 1939 r. i objęły ludność polską z dzielnicy Orłowo. Ewakuowano wówczas ok. 2700 dorosłych i 1300 dzieci. Następnie, 26 października 1939 r., „opróżniona” z Polaków „kongresowych” została dzielnica Kolonia–Obłuże. Zgodnie z wytycznymi mieszkania miały pozostać otwarte, z kluczami w drzwiach. Wysiedlani mogli zabrać ze sobą jedynie bagaż podręczny. Meble oraz wszystkie należące do mieszkania urządzenia należało pozostawić w mieszkaniach. Zniszczenie mebli i sprzętu gospodarstwa domowego traktowane było również jako sabotaż.
Wysiedleni w czasie transportu nie otrzymywali pożywienia. Musieli korzystać z porcji jedzenia zabranych z domów. Podróż pociągiem trwała od kilku do nawet kilkunastu dni.
Wysiedlenia przeprowadzane były zazwyczaj we wczesnych godzinach rannych. Brała w nich udział żandarmeria, oddziały policji ochronnej, Selbstschutz, oddziały SA, SS i NSKK. Dzielnice objęte akcją wysiedleńczą otaczane były kordonami policji, która wkraczała do mieszkań, zmuszając zamieszkałych domowników do sprawnego spakowania się. W czasie pierwszych akcji wysiedleńczych dopuszczalna waga bagażu nie mogła przekraczać 25–30 kg na osobę dorosłą i 10 kg na dziecko. Od listopada 1939 r. waga bagażu mogła wynosić już 50 kg. Zmuszonych do opuszczenia mieszkań ludzi oddziały policji niemieckiej i oddziały szturmowe „Wachsturmann Eimann” prowadziły pieszo do punktów zbornych usytuowanych w prowizorycznych obozach położonych w wytypowanych dzielnicach Gdyni: Grabówku (Grabau, dawny Etap Emigracyjny), Redłowie (Hochredlau), Witominie (Wittomin) i w Chyloni (Kielau). Okres oczekiwania na transport wynosił nawet kilka dni.
Gdynianie wysiedlani byli głównie do następujących miast położonych na terenie GG: Częstochowy, Siedlec, Kielc, Lublina, Radomia, Warszawy, Krakowa i Rzeszowa. Wiele rodzin osiedlało się również na terenach wcielonych do Rzeszy, jak również na obszarach, które znalazły się pod okupacją radziecką.
Relacja Zofii Drogosz zamieszkałej przy ul. Czeladniczej 145 w Gdyni:
„Wysiedlenie naszej rodziny odbyło się w październiku 1939 r. Prawdopodobnie był to pierwszy transport wysiedlonych. Pamiętam jak szliśmy całą naszą rodziną na stację kolejową w Gdyni Obłużu. Mama zrobiła najmłodszym dzieciom woreczki na szyję z napisanym imieniem i nazwiskiem, bo mówiono, że małe dzieci miały być oddzielone od rodziców. W woreczkach mieliśmy łyżkę i łyżeczkę”.
Warunki transportów z Gdyni do GG
Władze w Berlinie nie określały warunków transportu osób wysiedlonych, pozostawiając tę sprawę do zorganizowania miejscowym organom policji i prezydentom miast. Wysiedleńców z Gdyni umieszczano w wagonach towarowych (tzw. „krowiakach”), w których znajdowało się zazwyczaj jedno małe okienko. Na podłodze czasami leżała słoma, mająca służyć za posłanie. Wagony ryglowane był od zewnątrz, aby uniemożliwić samodzielne ich otwarcie i ucieczkę. W jednym wagonie umieszczano około 60 osób.
Wysiedleni w czasie transportu nie otrzymywali pożywienia. Musieli korzystać z porcji jedzenia zabranych z domów. Podróż pociągiem trwała od kilku do nawet kilkunastu dni, gdyż zdarzały się częste postoje związane z koniecznością ustępowania przejazdu transportom wojskowym. Trudne warunki podróży powodowały, iż czasami dochodziło do zgonów w czasie ich trwania. Szczególnie często następowało to wśród osób starszych i małych dzieci. Zwłoki zmarłych często zakopywano w miejscach postojowych.
Warunki transportów wysiedlanych uległy poprawie dopiero od połowy 1940 r., gdy największa fala wysiedleń z Gdyni już się skończyła. Powodem tej zmiany były naciski światowej opinii publicznej, przekazującej wieści o trudnym losie wysiedlonych. Od tego momentu wysiedlonych transportowano nawet niekiedy pociągami osobowymi i pozwalano zabrać racje żywnościowe na kilka dni podróży.
Warunki życia na wysiedleniu
Po dotarciu do miejsca docelowego wysiedleńcy kierowani byli do obozów przejściowych. Tam oczekiwali na dalsze decyzje kwaterunkowe. Najczęściej trafali do polskich gospodarzy i otrzymywali u nich miejsce do spania. W zamian musieli wykonywać prace polowe i w ten sposób zarabiać na swoje utrzymanie. Dodatkowo, od października 1939 r., na terenie GG wprowadzony został obowiązek pracy na rzecz okupanta dla wszystkich Polaków, którzy ukończyli 18 lat.
Warunki egzystencji w miejscach docelowych były bardzo ciężkie. Ludzie pozbawieni byli swego mienia i dotychczasowych źródeł utrzymania, a także właściwej opieki medycznej. Jedynie dzięki zaangażowaniu w pomoc dla wysiedleńców lokalnych społeczności, organizacji charytatywnych, samorządów oraz PCK i Komitetów Pomocy dla Uchodźców i Osób Wysiedlonych przybyli nie byli zdani jedynie na łaskę losu. Komitety pomocowe organizowały zapomogi pieniężne, opiekę zdrowotną i kwaterunkową.
22 lutego 1940 r. na terenie GG ukonstytuowała się za zgodą władz niemieckich Rada Główna Opiekuńcza (RGO), która zajmowała się udzielaniem pomocy potrzebującym poprzez prowadzenie schronisk, zakładów opiekuńczych, domów noclegowych, rozdzielała żywność. W lipcu 1941 r. zgodnie z zarządzeniem władz niemieckich Powiatowe i Miejskie Rady Opiekuńcze zostały przemianowane na Polskie Komitety Opiekuńcze, które niosły bezpośrednią pomoc wysiedleńcom poprzez dożywianie dzieci, organizacje kuchni ludowych, a także kwaterunek wysiedlonych. Oprócz RGO pomoc osobom wysiedlonym niosły Caritas, Polska Spółdzielczość, Tajne Hufce Harcerskie, a także mieszkańcy GG.
Relacja Mariana Chamery, którego rodzina została wysiedlona z Gdyni do Radomia:
„Pamiętam, że mieszkaliśmy w budynku wraz z innym gospodarzem. Mieliśmy osobne wejście do jednej izby. Nie było tam podłogi w ogóle. Pamiętam, że latem na dni odświętne podłoga była posypywana piaskiem. W izbie mieścił się duży piec do pieczenia chleba. Na tym piecu zimą spaliśmy. Matka i rodzeństwo opowiadali mi, że nie było co jeść, zbierali na polu resztki zieminków, które zostały po wykopkach. Kiedy płakałem dostawałem szmatkę zamoczoną w słodziku. Bracia, aby mnie nakarmić, strącali z gniazd młode wrony i mama gotowała rosołek”.
* * *
Od marca 1945 r. Gdynianie zaczęli stopniowo powracać do swojego miasta. Najczęściej jako pierwszy do Gdyni udawał się ojciec rodziny, aby zorientować się w sytuacji w mieście. Jeśli udało mu się odzyskać mieszkanie lub znaleźć inne, sprowadzał do Gdyni swoją rodzinę. Niestety, często okazywało się, że pozostawione domy zostały zniszczone wskutek działań wojennych lub też były splądrowane przez uciekających ostatnich niemieckich lokatorów. W związku z tym niektórzy pozostawali w miejscu wysiedlenia. Większość Gdynian decydowała się jednak na powrót do miasta i zaczęła kolejny raz organizować swoje życie od nowa.
