Zbrojne organizacje tworzyły zatem niemal wszystkie funkcjonujące w podziemiu ugrupowania polityczne. Socjaliści powołali do życia wpierw Gwardię Ludową, a potem Socjalistyczną Organizację Bojową. Ludowcy stworzyli w sierpniu 1940 r. Chłopską Straż, czyli „Chłostrę”. Ruch narodowy dysponował swą Narodową Organizacją Wojskową, Stronnictwo Pracy zaś – Organizacją Wojskową „Unia”.
Te i im podobne grupy z czasem podporządkowywały się ZWZ, tak jak uczyniła to choćby podziemna organizacja harcerska Szare Szeregi, czy zorganizowana przez oficerów związanych z sanacją Organizacja Orła Białego. Inne, jak Tajna Organizacja Wojskowa (stworzył ją Jan Mazurkiewicz „Radosław”), Związek Jaszczurczy czy podległa wywodzącej się z ONR – Falanga Konfederacji Narodu Polskiego organizacja wojskowa „Uderzenie”, zachowywały niezależność organizacyjną.
Wszystkie jednak sposobiły się do walki i to nie tylko zbrojnej. Opór bowiem, w warunkach okupowanej Polski, miał niejedno oblicze. Oporem było upowszechnianie prawdziwych informacji, prostujących propagandowe kłamstwa. Swój udział mieli w tym i ci, którzy organizowali nasłuch radiowy, i ci, którzy obsługiwali podziemne drukarnie, i redaktorzy pism oraz biuletynów, wreszcie – również jak poprzednio wymienieni, ryzykujący życiem – kolporterzy.
Oporem było tajne nauczanie. Posługiwanie się fałszywym dokumentem. Udostępnianie mieszkań na zebrania konspiracyjne. Powolna i niedbała praca, tam zwłaszcza, gdzie produkcja zasilała zbrojeniowy potencjał okupanta. Słowem to wszystko, co oznaczało nierespektowanie narzuconego porządku.
Przy czym, z czego warto zdać sobie sprawę, wybór, jaki stał przed polskim społeczeństwem, był wyjątkowo ograniczony. Alternatywą było bowiem całkowite podporządkowanie się aż poza granicę upodlenia.
Mordy i represje
Opór był odpowiedzią na terror, na eksterminację. Ten zaś wzmagał się. Egzekucje, które jeszcze w latach 1939-1940 miały charakter selektywny, zaczęto zamieniać w masowe rozstrzeliwania czy wieszania. Mordowano przy tym nie tylko w miejscach ukrytych przed wzrokiem ludzkim. Zastraszaniu ludności służyły egzekucje publiczne, które nasiliły się zwłaszcza w Warszawie od jesieni 1943 r. Ginęli w nich nie tylko zakładnicy, ale również przypadkowi przechodnie z łapanek bądź ulicznych zatrzymań.
Ofiary łapanki, pierwotnie wywożone do przymusowej pracy, mogły również znaleźć się w jednym z coraz liczniej powstających na ziemiach polskich obozów koncentracyjnych. W nich zaś, w nieludzkich warunkach życia, zmuszanych do wyniszczającej pracy, mordowanych przy lada okazji i bez okazji, znajdowało się jednorazowo ponad 300 tysięcy więźniów. Do Sztuthofu, Majdanka czy cieszącego się najstraszniejszą sławą obozu w Oświęcimiu-Brzezince napływały wciąż nowe transporty.
W obozach tych, a zwłaszcza w trzech usytuowanych we wschodnich dystryktach GG, w Treblince, Sobiborze i Bełżcu, Niemcy realizowali swój plan niespotykanego dotąd w dziejach ludobójstwa. Plan ten określony był nader enigmatycznie jako „Endlösung”, czyli „ostateczne rozwiązanie”. Dotyczył on tych, którzy od marca 1941 r. byli wyjęci spod prawa – Żydów i Cyganów. Żydzi, stłoczeni w gettach izolowanych od innych skupisk ludności, wymierali masowo, niszczeni przez głód i epidemie. W oczach Niemców umierali jednak stanowczo zbyt wolno. Od wiosny 1942 r. getta zaczęto zatem likwidować. Ich mieszkańców przewożono do obozów zagłady, uśmiercano w komorach gazowych i palono w krematoriach.
Według szacunków – nie prowadzono bowiem ewidencji – do 1943 r. zmarło z głodu bądź zostało wymordowanych co najmniej 2,5 miliona polskich Żydów. Z samego getta warszawskiego wywieziono od lipca 1942 r. i uśmiercono w ciągu trzech miesięcy około 400 tysięcy osób! Los Żydów niemal powszechnie odczytywano jako zapowiedź tego, co czekało Polaków. I ta perspektywa skłaniała raczej do czynnego oporu, aniżeli paraliżowała wolę walki.
Mały sabotaż
Dążeniem, zwłaszcza młodego, przesiąkniętego wyniesionymi ze szkoły autentycznymi patriotycznymi ideałami, pokolenia, był opór z bronią w ręku. Początkowo nie było zbyt wiele takich możliwości. Organizująca się konspiracja wojskowa, zgodnie zresztą z zaleceniami rządu emigracyjnego, nie dążyła do mającego niewielkie szanse powodzenia bezpośredniego starcia. Z wyjątkiem działań sabotażowo-dywersyjnych, podjętych na rozkaz Sikorskiego podczas kampanii niemiecko-francuskiej, a realizowanych siłami kierowanego przez majora Niepokólczyckiego Związku Odwetu (powstał w samach ZWZ w kwietniu 1940 r.), w codziennej pracy konspiracyjnej przeważało szkolenie wojskowe.
Od końca 1940 r. coraz głośniejsze stawały się natomiast wyczyny, dokonywane w ramach akcji małego sabotażu. Przewodziła w nich powstała w obrębie Szarych Szeregów Organizacja Małego Sabotażu „Wawer” (powołana do życia w rocznicę dokonanej przez hitlerowców masakry w podwarszawskim Wawrze). Na jej czele stanął zaś autor wydanych jeszcze w czasie wojny „Kamieni na szaniec”, Aleksander Kamiński.
„Mały sabotaż” stanowił wówczas, by odwołać się właśnie do opinii Kamińskiego,
„czoło otwartej walki z okupantem w kraju na odcinku szczególnie istotnym – odcinku oddziaływania niezależnej polskiej myśli na najszersze rzesze narodu”.
Każdy, najdrobniejszy nawet, a udany i, co szczególnie ważne, dowcipny pomysł propagandowy wytwarzał ów szczególny nastrój – przede wszystkim w Warszawie, ale i w innych regionach kraju –
„nastrój niczym nie zmąconej wiary w słuszność własnej sprawy i kpiarskiego stosunku do tak zwanych tymczasowych”.
Bronią, równie zabójczą jak pistolet czy granat, okazał się zatem – śmiech.
Akcje małosabotażowe, niosące zresztą ze sobą podobny stopień ryzyka, jak działania z bronią w ręku, polegały na wymuszaniu zachowań zgodnych z poczuciem narodowej godności. Wymienić można tłuczenie szyb w witrynach fotograficznych tam, gdzie wystawiano podobizny umundurowanych Niemców, i malowanie propagandowych napisów czy symboli (Victoria, żółw, szubienice, na których „wieszano” Hitlera), i zrywanie flag hitlerowskich, a wywieszanie narodowych, zwłaszcza z okazji 3 maja i 11 listopada. Dodajmy, że „Wawer” prowadził wręcz bezpośrednią walkę propagandową z kierowaną przez Goebbelsa machiną.
Gdy przykładowo „propaganda niemiecka rzuciła hasło wypisywane i rozlepiane setkami tysięcy: „Deutschland siegt an allen Fronten”, „Wawer” krótkim, ostrym pchnięciem oddał cios: w słowie „siegt” literę „s” zamieniono na literę „l” („Deutschland liegt an allen Fronten” – zamiast: Niemcy zwyciężają – Niemcy leżą na wszystkich frontach). To dziełem „Wawra” stało się upowszechnienie kotwicy jako graficznego symbolu Polski Walczącej. Członek tej organizacji, Aleksander Dawidowski „Alek”, w lutym 1942 r. wsławił się usunięciem niemieckiej tablicy z pomnika Kopernika, zasłaniającej wyryty na cokole napis: „Mikołajowi Kopernikowi – Rodacy”. Również członkowie „Wawra” uczcili w czerwcu tegoż roku imieniny Naczelnego Wodza i Prezydenta RP opieczętowaniem części nakładu gadzinowego „Nowego Kuriera Warszawskiego” stosownymi życzeniami.
Przykłady podobnych działań przytaczać można wręcz w nieskończoność. Były one przede wszystkim odtrutką na ogłupiającą propagandę, na zwątpienie. Przywracały wiarę w przyszłość. Nie zastępowały jednak, bo i zastąpić nie mogły, dywersyjnych bądź odwetowych akcji konspiracji zbrojnej. Te zaś, przeprowadzane z coraz większym rozmachem, były dziełem ZWZ, przekształconego 14 lutego 1942 r. w Armię Krajową.
Podziemna walka
Armia Krajowa, na czele której stał jako Komendant Główny gen. Rowecki „Grot” (szefem sztabu był gen. Tadeusz Pełczyński „Grzegorz”), w końcu 1942 r. liczyła około 200 tysięcy żołnierzy. Rozrost szeregów był wynikiem napływu do konspiracji młodzieży (przede wszystkim męskiej, aczkolwiek coraz większą rolę ogrywały kobiety, pełniące obowiązki łączniczek i sanitariuszek) i konsekwentnie prowadzonej „akcji scaleniowej”. Ta ostatnia polegała na obejmowaniu jednolitymi strukturami wojskowymi samodzielnych organizacji podziemnych, głównie związanych z podziemiem politycznym. W ten sposób integralną, aczkolwiek autonomiczną częścią AK stała się „Chłostra” (w 1942 r. nastąpiła zmiana nazwy na Bataliony Chłopskie). Z innych zaś organizacji do AK weszły: Socjalistyczna Organizacja Bojowa, Tajna Armia Polska, Tajna Organizacja Wojskowa czy „Unia”.
Niepowodzeniem zakończyły się działania scaleniowe w stosunku do Narodowej Organizacji Wojskowej. AK podporządkowała się niewielka tylko część członków tej organizacji, pozostali, razem z innymi grupami o narodowo-radykalnym rodowodzie, utworzyli Narodowe Siły Zbrojne.
W ramach Kedywu – który poza zadaniami sabotażowo-dywersyjnymi prowadził też akcje odwetowe, wymierzone w wysokich funkcjonariuszy hitlerowskich, odpowiedzialnych za eksterminację obywateli polskich oraz zajmował się likwidacją agentów Gestapo – szczególnie silną pozycję zdobyły sobie jednostki bojowe, wywodzące się z Szarych Szeregów.
AK w doraźnej, codziennej perspektywie była głównym organizatorem samoobrony narodowej. Powszechne wystąpienie zbrojne, powstanie, nie było brane pod uwagę, ze względu na istniejącą dysproporcję sił. Momentem, w którym mogło ono i powinno nastąpić, był czas militarnego załamania się III Rzeszy. Na ten właśnie moment przygotowywano i szkolono kadry (funkcjonowały specjalne podziemne szkoły podchorążych oraz szkoły podoficerskie uzupełniane różnorodnymi kursami specjalistycznymi), gromadzono broń (produkowaną też we własnych wytwórniach), rozbudowywano poczynania wywiadowcze (największym sukcesem ofensywnego wywiadu AK stało się wykrycie i określenie miejsca produkcji niemieckich pocisków rakietowych V-1).
W miarę upływu czasu coraz większy nacisk kładziono jednak na akcje dywersyjno-sabotażowe. Od jesieni 1941 r. obok oddziałów Związku Odwetu brały w nich udział grupy „Wachlarza”, prowadzące swe akcje na obszarach wschodnich ziem II Rzeczypospolitej. Atakowano przede wszystkim niemieckie linie komunikacyjne, niszczono zapasy sprzętu wojskowego, odbijano więźniów. W październiku 1942 r. obydwie organizacje stały się podstawą nowej struktury – Kierownictwa Dywersji (Kedywu). Na jego czele stanął płk Emil Fieldorf „Nil”. W ramach Kedywu – który poza zadaniami sabotażowo-dywersyjnymi prowadził też akcje odwetowe, wymierzone w wysokich funkcjonariuszy hitlerowskich, odpowiedzialnych za eksterminację obywateli polskich oraz zajmował się likwidacją agentów Gestapo – szczególnie silną pozycję zdobyły sobie jednostki bojowe, wywodzące się z Szarych Szeregów. Ogromną sławę zyskała w tym okresie akcja przeprowadzona w końcu marca 1943 r. pod warszawskim Arsenałem, gdy szaroszeregowy oddział, dowodzony przez komendanta warszawskiej chorągwi, Stanisława Broniewskiego „Orszę”, odbił więźniów przewożonych z Alei Szucha.
Akcje, nadzorowane przez Kierownictwo Walki Konspiracyjnej (jego odpowiednikiem w sferze obywatelskiej było Kierownictwo Walki Cywilnej, na czele ze Stefanem Korbońskim, ustalające obowiązujące na tym polu zasady i egzekwujące je przy pomocy sądów KWC), do jesieni 1942 r. nie miały znamion powszechnego oporu. Sytuacja zmieniła się w chwili rozpoczęcia przez Niemców akcji pacyfikacyjnej na Zamojszczyźnie, która miała stać się terenem niemieckiej kolonizacji. Dorosłych wysiedlano do obozów pracy. Dzieci, po selekcji, zamierzano germanizować. Władze podziemne zdecydowały się w tej sytuacji na częściową mobilizację lubelskiego okręgu AK, co w konsekwencji doprowadziło do uformowania kilku większych zgrupowań partyzanckich. Siły te, równolegle z oddziałami BCh, podjęły zbrojną walkę z niemieckimi ekspedycjami karnymi, a wsie, zajmowane przez niemieckich kolonistów, palono. Stoczono też pierwsze poważniejsze bitwy (w grudniu pod Wojdą, w lutym 1943 r. pod Zaborecznem i Różą).
W rezultacie tych działań Niemcy musieli przerwać pacyfikację. Polski opór okazał się skuteczny. Był zaś dziełem tych, których oskarżano, że stoją „z bronią u nogi”. Oskarżenia te formułowali natomiast ludzie, występujący na ziemiach polskich w imieniu Kremla.
Tekst stanowi fragment książki „Dawniej to było. Przewodnik po historii Polski” (2019)
Całość publikacji dostępna w wersji drukowanej w księgarni internetowej ksiegarniaipn.pl
