Jednym z najbardziej dramatycznych momentów historii polskiej misji była śmierć trzech oficerów w wypadku lotniczym w listopadzie 1955 r. na terenie Korei Południowej.
Komisja Nadzorcza Państw Neutralnych
Na mocy rozejmu podpisanego w Panmundżom 27 lipca 1953 r. do obu państw koreańskich nie można było wprowadzać nowych rodzajów uzbrojenia niż te, które były tam w momencie jego zawarcia. Możliwa była jedynie wymiana zużytego sprzętu lub części na nowe tego samego typu oraz na zasadzie 1 do 1. Podobnie było z rotacją personelu wojskowego, ten również mógł być zastąpiony według reguły 1 do 1.
W celu nadzorowania wspomnianej rotacji ludzi i sprzętu wojennego powstała Komisja Nadzorcza Państw Neutralnych, do której komunistyczne Chiny i Korea Północna nominowały Polskę i Czechosłowację, zaś DNZ Szwecję i Szwajcarię.
Wymiana personelu wojskowego mogła dotyczyć wojsk wspierających w wojnie obie Koree, a więc na Północy Chińczyków, a na Południu żołnierzy służących w ramach Dowództwa Narodów Zjednoczonych (DNZ), przede wszystkim Amerykanów. Miała się ona odbywać wyłącznie przez jasno wskazane 10 tzw. portów wejściowych (morskich lub lotniczych), 5 na Północy i 5 na Południu.
W celu nadzorowania wspomnianej rotacji ludzi i sprzętu wojennego powstała Komisja Nadzorcza Państw Neutralnych, do której komunistyczne Chiny i Korea Północna nominowały Polskę i Czechosłowację, zaś DNZ Szwecję i Szwajcarię. KNPN miała nadzorować rotację w portach wejściowych poprzez grupy inspekcyjne na stałe w nich pracujące. Ponadto, na życzenie którejś ze stron rozejmu, Komisja mogła wysłać mobilne grupy inspekcyjne do jakiegokolwiek punktu na terenie Półwyspu Koreańskiego w celu przeprowadzenia śledztwa w terenie, jeśli zaszło poważne podejrzenie, że doszło tam do złamania rozejmu.
Katastrofa pod Kunsan
Jesienią 1955 r. z ramienia polskiej delegacji w południowokoreańskim porcie wejściowym w mieście Kunsan pracowali: mjr Jakub Zygielski, kpt. Władysław Rudnik i por. Zygfryd Zieliński. W dniu 7 listopada 1955 r. mieli oni zostać przetransportowani amerykańskim samolotem wojskowym z Kunsan do Seulu, a następnie w okolice Panmundżom, gdzie znajdowała się kwatera główna KNPN.
Nie dotarli jednak na miejsce, ponieważ samolot, pilotowany przez 22-letniego amerykańskiego oficera, ppor. Harolda S. Salvage’a, kilkadziesiąt kilometrów na północ od Kunsan rozbił się o zbocze jednej z gór, spadł do doliny i zajął się ogniem. Wszyscy czterej mężczyźni zginęli wskutek uderzenia i pożaru.
Samolot, pilotowany przez 22-letniego amerykańskiego oficera, ppor. Harolda S. Salvage’a, kilkadziesiąt kilometrów na północ od Kunsan rozbił się o zbocze jednej z gór, spadł do doliny i zajął się ogniem. Wszyscy czterej mężczyźni zginęli wskutek uderzenia i pożaru.
Na wieść o katastrofie, z inicjatywy polskiej misji, KNPN zdecydowała o zorganizowaniu sześcioosobowej grupy, która na miejscu miałaby spróbować zebrać informacje o przyczynach wypadku. Równolegle dyplomacja PRL złożyła w ambasadzie USA w Warszawie żądanie przeprowadzenia dokładnego śledztwa oraz dostarczenia Polsce jego wyników. Amerykanie z DNZ pozwolili zespołowi KNPN udać się na miejsce katastrofy dla zidentyfikowania ofiar oraz zebrania rzeczy, które do nich należały. Zaznaczyli natomiast, że jest to gest kurtuazji, a prawo do prowadzenia dochodzenia miało wyłącznie DNZ.
Przedstawiciele KNPN dotarli na miejsce katastrofy 9 listopada. Widok był tak drastyczny, że jeden z trzech polskich delegatów doznał szoku i paraliżu, który przez kilka kolejnych dni uniemożliwiał mu wykonywanie obowiązków zawodowych. Gdy kilka dni później zwłoki oficerów PRL przekazano polskiej misji, lekarz ocenił, że ich stan był tak zły, iż przed przekazaniem rodzinom należy je skremować.
Śledztwo i propaganda
Niemal od razu po katastrofie misja polska, wspierana przez misję czechosłowacką, a także na zapleczu KNPN przez Chińczyków i Koreańczyków z Północy, rozpoczęła polityczną grę wokół katastrofy i jej przyczyn. Chińczycy i Koreańczycy sugerowali nawet wysunięcie oskarżenia, że do wypadku mogło dojść wskutek sabotażu, jeśli nie amerykańskiego – co w kontekście śmierci amerykańskiego pilota wydawało się niedorzeczne – to południowokoreańskiego.
Ostatecznie misja polska w KNPN skupiła się przede wszystkim na domaganiu się dokładnego wyjaśnienia przyczyn wypadku, a także wykorzystała go jako jeden z głównym argumentów propagandowych do oskarżania DNZ o niewystarczające dbanie o bezpieczeństwo członków Komisji w trakcie przewożenia ich na terenie przez siebie administrowanym.
Widok był tak drastyczny, że jeden z trzech polskich delegatów doznał szoku i paraliżu. Gdy kilka dni później zwłoki oficerów PRL przekazano polskiej misji, lekarz ocenił, że ich stan był tak zły, iż przed przekazaniem rodzinom należy je skremować.
DNZ już 23 listopada 1955 r. przedstawiło wyniki swojego dochodzenia, które jednak zostały sformułowane bardzo ogólnikowo, więc stały się asumptem dla misji polskiej do domagania się dokładniejszych wyjaśnień, a także przekazania dokumentacji dotyczącej lotu i samego śledztwa. Amerykanie zakomunikowali bowiem, że przyczyną katastrofy były złe warunki atmosferyczne, w których pilot próbował zawrócić, ale mu się nie udało. Równolegle ignorowali naciski polskiego MSZ, nalegającego na przeprowadzenie pogłębionego dochodzenia, odsyłając do komunikatu DNZ z 23 listopada 1955 r.
Władze USA nie chciały upubliczniać dokładniejszych danych na temat lotu, ponieważ zdawały sobie sprawę, że uchybienia zostaną wyolbrzymione przez komunistyczną propagandę zarówno na forum KNPN, jak i zapewne przez dyplomację PRL, a być może także chińską i północnokoreańską. Z amerykańskich dokumentów, wytworzonych przez DNZ wynika, że zdecydowano się nie informować publicznie o tym, iż oprócz złych warunków pogodowych były też inne czynniki, które mogły przyczynić się do zaistnienia katastrofy. Zdecydowano więc nie komunikować, że 22-letni pilot nie posiadał odpowiedniego doświadczenia do wykonywania tego typu lotów, że zignorował ostrzeżenia meteorologiczne o niekorzystnych warunkach pogodowych, że nie zostały dopełnione procedury uzyskania zgody na lot od kontroli lotów, a także nie przygotowano pełnej dokumentacji dotyczącej pasażerów, zaś samolot nie był wyposażony w system nawigacji radiowej.
Władze USA nie chciały upubliczniać dokładniejszych danych na temat lotu, ponieważ zdawały sobie sprawę, że uchybienia zostaną wyolbrzymione przez komunistyczną propagandę zarówno na forum KNPN, jak i zapewne przez dyplomację PRL.
W połowie grudnia 1955 r. misja polska w KNPN zasygnalizowała także, że będzie się domagała od USA odszkodowania za śmierć oficerów. Sprawa jednak bardzo się ciągnęła. Chińczycy i Koreańczycy oceniali, że USA żadnych pieniędzy nie wypłacą, więc z ich perspektywy był to kolejny element walki propagandowej przeciw DNZ i USA. Władze PRL najwyraźniej podchodziły do tego podobnie, ponieważ ówczesny szef polskiej misji w KNPN, Albert Morski, komunikował w rozmowach z chińskimi i koreańskimi „przyjaciółmi”, że rodziny zmarłych otrzymały renty i istotą sprawy jest, by USA poniosły odpowiedzialność „moralno-polityczną”.
Chęć propagandowego wykorzystania kwestii odszkodowania, w dodatku w okresie, gdy toczył się ostry spór między obiema stronami rozejmu o przyszłość KNPN, spowodowała jedynie, że USA przez bardzo długi czas nie odpowiadały na monity ze strony PRL. Ostatecznie w zupełnie innych okolicznościach politycznych, gdy KNPN była już de facto ciałem symbolicznym bez grup inspekcyjnych i z brakiem możliwości wjazdu Polaków i Czechów do Korei Południowej, USA zdecydowały się wypłacić po 10 tys. dolarów rodzinom ofiar. Nastąpiło to dopiero 4 lata po wypadku, w listopadzie 1959 r.
