W tym reportażu, jak już go tworzyłam w maju 1981 r., chciałam pokazać, co się działo w stoczni, pokazywałam to jakby z trzech stron.
Świadomość 1970 r. była bardzo silna…
Pierwsze to, co się działo w stoczni, wypowiedzi stoczniowców, rozmowy z rządem, potem nagrywałam [Jerzego] Kołodziejskiego [wojewodę gdańskiego], który mówił, jak oni z pozycji władzy widzieli to, jak powstaje ten strajk, i trzeci nurt to był… też, nagrałam ludzi, którzy przeżyli 1970 r. w stoczni. Dlatego że świadomość 1970 r. była bardzo silna.
Oni zdawali sobie sprawę, że nie mogą przekroczyć bram stoczni. Że jeśli wyjdą na zewnątrz, to spotka ich to, co spotkało tamte pochody. Więc tu była taka niesamowita dyscyplina.
I oni zdawali sobie sprawę, że nie mogą przekroczyć bram stoczni. Że jeśli wyjdą na zewnątrz, to spotka ich to, co spotkało tamte pochody. Więc tu była taka niesamowita dyscyplina. To było jedno. I była też taka dyscyplina polegająca na tym, żeby nie ruszać Związku Radzieckiego i tematów skrajnych. Co było śmieszne, śmieszne nie śmieszne, ale pamiętam, że jak pokazał się jakiś, bo tam do stoczni przychodzili przecież i pisarze, i Wajda, i Janek Głowacki, i różni działacze opozycji, i tak dalej, i byli wpuszczani.
Pamiętam, pokazał się jakiś pan, który miał znaczek KPN. Proszono, żeby ten znaczek zdjął, bo uważano, że jak ktoś tutaj go sfilmuje, to będzie wyglądało na upolitycznienie strajku i to będzie przeciwko strajkowi. Czyli była bardzo silna taka samodyscyplina czy wręcz autocenzura. Chociaż trudno powiedzieć.
Była tylko historia, kiedy już dochodziło do podpisania porozumień z tak zwaną kierowniczą rolą partii, bo tu się szalenie upierała strona rządowa, żeby w tych porozumieniach zawarto, że ten komitet strajkowy uznaje kierowniczą rolę partii, a komitet strajkowy, głównie w osobie Andrzeja Gwiazdy, ni cholery nie chciał uznać tej kierowniczej roli.
Poza tym były też informacje, że gdzieś tam na redzie są statki Układu Warszawskiego czy radzieckie. Takie dochodziły głosy, że gdzieś tam się pokazują, czyli poczucie tego zamknięcia i w związku z tym nie możemy dać żadnego pretekstu, a z drugiej strony był to rzeczywiście kawałek wolnej Polski, gdzie się mówiło już zupełnie innym językiem i to przede wszystkim było widać już w rozmowach z rządem. Tam nie tylko brał udział sam Wałęsa, bo strona strajkowa to było z piętnaście osób i prawie każdy z nich coś mówił w pewnym momencie i to mówili tak wprost, jak jest, o sobie, o swojej pracy, o tym, o owym. Tutaj może pominęłam ważny moment, kiedy dołączono ten postulat wolnych związków zawodowych, bo ten postulat pojawił się już tego trzeciego dnia przy 21 postulatach. Wcześniej ten pierwszy komitet strajkowy, to taki najbardziej radykalny postulat, to był pomnik. To oni wtedy obiecywali tablicę pamiątkową. Nawet jeden z tych robotników mówi:
„Nie, dziękujemy za tablicę. Nam wystarczy pomnik Stoczniowców 1970 roku”.
Sam fakt, że jednym z naczelnych postulatów był pomnik dla stoczniowców 1970 r., świadczy, jak ten moment historyczny głęboko tkwił w tym strajku i wśród ludzi. Tak że ta świadomość była bardzo widoczna, ale z drugiej strony tak pękła, nie było żadnego sztucznego języka, żadnego takiego usiłowania. Oczywiście doradcy pewnie tam…, ale doradcy nie występowali oficjalnie. Oni tylko doradzali po rozmowach, a tutaj face to face to byli komitet strajkowy i komitet rządowy. Tam nie siedział Mazowiecki i inni jako rozmówcy.
Była tylko historia, kiedy już dochodziło do podpisania porozumień z tak zwaną kierowniczą rolą partii, bo tu się szalenie upierała strona rządowa, żeby w tych porozumieniach zawarto, że ten komitet strajkowy uznaje kierowniczą rolę partii, a komitet strajkowy, głównie w osobie Andrzeja Gwiazdy, ni cholery nie chciał uznać tej kierowniczej roli. Ale tak samo pamiętam, była Jadwiga Staniszkis jako ekspert i doradca, i ponieważ doradcy namawiali, zresztą Mazowiecki na początku nawet namawiał, bardzo był ugodowy Mazowiecki, ale z drugiej strony też szybko stawał po stronie strajkujących, ale początkowo nawet sugerował, że już zmiana i nowe wybory do Centralnej Rady Związków Zawodowych, że to już, może na to się zgodzi, że on powiedział absolutnie nie, więc nie, ale kiedy przyszło do tej kierowniczej roli partii, to pamiętam, że Jadwiga Staniszkis na znak protestu wyjechała ze stoczni, dlatego że większość doradców szukała wyjścia, bo wiedziała, że nie uda się bez tej kierowniczej roli partii. To znaleźli takie coś, że tę kierownicę umieścili w jakimś dodatkowym dokumencie, nie w tym podstawowym, tylko w taki jakiś, jakaś glosa tam powstała i tam, żeby owca była cała i wilk syty.
Byłam jakby w podwójnej roli…
[…] wracam ze stoczni już, że tak powiem w glorii. Moja szefowa mi kupiła kwiaty. Chociaż, gdyby nie było podpisanej tej umowy, to przecież by mnie wywalili z roboty. To jest z punktu widzenia dziennikarskiego czy takiego ludzkiego ważny moment, że miałam uczucie, będąc w tej stoczni, że biorę udział w niesłychanie ważnym momencie historycznym.
I dla bycia tutaj jestem gotowa stracić pracę, bo przecież nie wróciłam wbrew woli. Już po tych dwóch dniach bycia w stoczni jestem gotowa stracić pracę, bo to jest ważniejsze, czyli mój los zależał od wyników rozmów z rządem. To jest jedna rzecz. A druga rzecz, że byłam jakby w podwójnej roli, to znaczy byłam dziennikarzem, do momentu rozpoczęcia rozmów z rządem byłam jedyną dziennikarką radiową, która nagrywała, a innych nie było radiowych ani telewizyjnych. Potem jak rozpoczęły się rozmowy z rządem, to wpuszczono innych, automatycznie jak już rząd przychodził, to i dziennikarze z rozgłośni gdańskiej byli wpuszczeni i przyjeżdżali inni, i Ireneusz Engler, z telewizji już kręcił, i ktoś tam jeszcze kręcił. Dziennikarzy zagranicznych też wpuszczono.
To jest z punktu widzenia dziennikarskiego czy takiego ludzkiego ważny moment, że miałam uczucie, będąc w tej stoczni, że biorę udział w niesłychanie ważnym momencie historycznym.
Ale będąc tam od początku, miałam wrażenie, że jestem z jednej strony dziennikarzem, który zawodowo ma rejestrować i jak najwięcej zebrać materiału z tego, co tu się dzieje, co nie było łatwe, bo to powinna być praca zespołowa, a ja musiałam latać stąd dotąd, zresztą jeszcze do Gdyni, do Stoczni Gdyńskiej pojechałam, więc z jednej strony byłam dziennikarzem, a z drugiej strony byłam też jakby uczestnikiem, bo kiedy my już jako dziennikarze daliśmy to oświadczenie, to już byliśmy częścią jakby tego, co się dzieje w stoczni, czyli jakimiś takimi pomniejszymi, ale jednak aktorami tych wydarzeń.
Z taką pełną świadomością, że ma się wielką szansę, że bierze się udział w takim ważnym momencie. Myślę, że powstańcy warszawscy też chyba mieli to uczucie, już niezależnie od tych dramatycznych losów tego powstania, ale chyba też mieli uczucie, że biorą udział w czymś ważnym, historycznie ważnym. I my tutaj też. […] Po nowym roku [1981] zaczęłam pracować nad Polskim Sierpniem.
O nagrodzie dowiedziałam się właśnie w czasie pierwszego zjazdu i to też było piękne przeżycie. […] Ci delegaci w czasie zjazdu wstali, klaskali, a ja tu właśnie do nich przemawiałam i dziękowałam im za to.
Warunkiem było to, żeby ta audycja w maju była przekazana, ale żeby była wyemitowana. I to jest tak, że pozwolono mi to robić, chcieli, żeby to wysłać na Prix Italia, ale mieli kłopoty z emisją. Była więc wyemitowana w nocy, jak wówczas, było w najgorszym czasie antenowym, czyli tuż przed dwunastą, bo już mało kto pamięta, że wtedy Polskie Radio nadawało do dwunastej, o dwunastej był hymn i do widzenia, nie ma radia.
To było wyemitowane między jedenastą a dwunastą. To był najgorszy czas antenowy, ale było wyemitowane. Dzięki temu mogło pójść na konkurs i to zdobyło tę pierwszą nagrodę, nagrodę główną. […] A o nagrodzie dowiedziałam się właśnie w czasie pierwszego zjazdu [Solidarności] i to też było piękne przeżycie. […] Ci delegaci w czasie zjazdu wstali, klaskali, a ja tu właśnie do nich przemawiałam i dziękowałam im za to.
* * *
Janina Jankowska (ur. 1939) – dziennikarka i reporterka radiowa, działaczka opozycji demokratycznej w PRL. Na Uniwersytecie Warszawskim ukończyła filologię polską. Od 1961 r. pracowała w Polskim Radiu, od 1973 do 1982 r. zatrudniona w Redakcji Reportaży Literackich. Od 1976 r. zajmowała się przepisywaniem tekstów w „Biuletynie Informacyjnym” KSS „KOR” oraz organizacją lokali drukarskich.
W sierpniu 1980 r. mimo braku zgody kierownictwa Polskiego Radia pojechała do Stoczni Gdańskiej, realizując w trakcie strajku reportaż Polski Sierpień. W tym samym roku wstąpiła do „Solidarności”, była członkinią komisji zakładowej w Radiokomitecie i reporterką związkowego Radia Solidarność Region Mazowsze. Po wprowadzeniu stanu wojennego od lutego do sierpnia 1982 r. internowana, usunięta także z pracy w Polskim Radiu. Po zwolnieniu współtworzyła podziemną Niezależną Oficynę Fonograficzną NOWA, współpracowała z prasą podziemną.
W 1989 r. uczestniczyła w obradach okrągłego stołu w tzw. podzespole prasowym, w trakcie kampanii przed wyborami parlamentarnymi kierowała zespołem dziennikarskim przygotowującym kampanię wyborczą w Polskim Radiu kandydatom Komitetu Obywatelskiego. W latach 1989–1991 zajmowała stanowisko wicedyrektora Programu I Polskiego Radia. Odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (2011), Krzyżem Wolności i Solidarności (2017), Złotym Krzyżem Zasługi (2000).
Tekst pochodzi z numeru 12/2023 „Biuletynu IPN”
