Miłośnik historii zainteresowany wojną polsko-bolszewicką znajdzie w zbiorach multimedialnych Archiwum IPN niemało fotografii dotyczących tej tematyki. Są wśród nich zdjęcia czołgów, dziś powszechnie używanych w WP, wówczas nieczęsto spotykanych na froncie. W czasie zmagań 1919 i 1920 r. w broni pancernej dominowały bowiem pociągi pancerne, które jednak po krótkim okresie świetności wkrótce miały wyjść z użycia i od dziesięcioleci nie są już wykorzystywane w działaniach militarnych. Niemniej w czasie walk z Armią Czerwoną odegrały ważną rolę.
Walter Munk
Munk, urodzony w 1895 r. w Zabłociu (dziś dzielnica Żywca), w czasie I wojny światowej służył w artylerii austro-węgierskiej na froncie włoskim i tam w chwili rozpadu monarchii Habsburgów dostał się do niewoli. Do Polski wrócił w listopadzie 1919 r. Zgłosił do WP, został przydzielony najpierw do artylerii, a następnie wziął udział w polskiej akcji plebiscytowej na Śląsku Cieszyńskim.
Zapewne na początku sierpnia objął dowództwo artylerii pociągu pancernego nr 14 „Zagończyk” (przez pewien czas dowodził nim widoczny na jednym ze zdjęć ppor. Bolesław Babecki). Walczył z bolszewicką Armią Konną pod Zamościem. Jak pisano we wniosku o odznaczenie go Virtuti Militari:
„Wykazał energię, dużo własnej inicjatywy i wielką odwagę, przyczyniając się wiele do obrony miasta i stacji, wywołując popłoch i powodując parokrotnie paniczną ucieczkę nieprzyjacielskiej kawalerii, nie pozwalając na jej ugrupowanie się”.
31 sierpnia 1920 r., w ostatniej walce z umykającymi na wschód budionnowcami, na wschód od Zamościa, został ciężko ranny. Nawet wówczas
„starał się utrzymać humorem ducha załogi, zagrzewając do męstwa i wytrwania”.
O tej walce wspomniał w swoim dzienniku pisarz Stanisław Rembek, służący wówczas w artylerii broniącej Zamościa:
„Po południu wpadła na rampę pancerka Zagończyk, którą wysłano w stronę Lwowa dla nawiązania jakiejś łączności. Bolszewicy ścigali ją gwałtownym ogniem artylerii. Ciężki granat trafił w wieżyczkę, gdzie zniszczył jedno działo, dwa kulomioty, zabił czterech i poranił sześciu ludzi”.
Porucznika Munka nie udało się uratować – zmarł 14 lub 20 września 1920 r. Nie wiedział, że w tym czasie zakończyła się sprawa, wszczęta na wniosek jednego z oficerów, wcześniej służących wraz z nim w c.k. armii, o zwolnienie z Wojska Polskiego bez zaliczenia go do oficerów rezerwy, ponieważ Munk rzekomo nie uważał się za Polaka i słabo znał język polski. Ten nie ukrywał w swoich dokumentach słabej znajomości polskiego i tego, że płynnie posługiwał się tylko niemieckim, ale uważał się za polskiego oficera, co zaświadczył swoją postawą w całej służbie.
Mimo braku dowodów potwierdzających zarzuty, opierając się na wersji jednej osoby, przesłano do zwierzchników por. Munka pismo polecające natychmiastowe odesłanie go do Centralnej Stacji Zbornej w Warszawie w celu zwolnienia z WP. Zbiegło się to ze śmiercią oficera. Szybko musiano zdać sobie sprawę z niesprawiedliwości tej decyzji. Por. Munk ostatecznie został mianowany pośmiertnie na stopień kapitana i odznaczony orderem Virtuti Militari.
Dwadzieścia lat później jego starszy brat Zygfryd, por. rez. 5. Dywizjonu Taborów, został zamordowany przez NKWD w Katyniu.
Pociąg pancerny nr 55 „Bartosz Głowacki” na postoju w Niepołomicach-Bonarce, lata 1919-1921. Widoczny na zdjęciu kamuflaż wagonu artyleryjskiego i nazwa działa – „Maryś”. Cyfrowa kopia zdjęcia przekazana do zasobu IPN przez p. Andrzeja Kapłańskiego (fot. z zasobu IPN)
Załoga pociągu „Pierwszy Marszałek”, lata 1919-1921. Cyfrowa kopia zdjęcia przekazana do zasobu IPN przez p. Andrzeja Kapłańskiego (fot. z zasobu IPN)
Żołnierze pociągu „Pierwszy Marszałek”, wraz ze swoim dowódcą por. Bolesławem Babeckim. Na zdjęciu widoczne działa i karabiny maszynowe 7,92 typu Maxim. U sześciu żołnierzy na mundurach odznaki wojsk pancernych – srebrny hełm rycerski z trójlistnym pióropuszem na czarnej podkładce. Fotografia z 18 VIII 1920 r. – dnia przerwania działań wojennych na froncie bolszewickim. Cyfrowa kopia zdjęcia przekazana do IPN przez p. Andrzeja Kapłańskiego
Izydor Schrage
W Charkowie, drugim z sowieckich miejsc kaźni polskich oficerów, zginął w tym samym czasie wspomniany już, młodszy o trzy lata od Waltera Munka Izydor Schrage. Żołnierz I Brygady Legionów, ciężko ranny w bitwie pod Jastkowem, peowiak, podczas zmagań z Armią Czerwoną służył w pociągu pancernym nr 16 „Mściciel”.
Odznaczył się szczególnym męstwem w czasie bitwy warszawskiej. Uhonorowany został Virtuti Militari, za to, iż kiedy jego pociąg
„zaczął wycofywać się ku stacji Wołomin i byłby niechybnie uległ wykolejeniu [...]. Ppor. Schrage, nie bacząc na gwałtowny ogień baterii n[ie]p[rzyjacie]la na odcinek toru, dzielący obie pancerki, pobiegł w kierunku nadjeżdżającego »Paderewskiego« i ostrzegł go w porę o niebezpieczeństwie. Dzięki dzielnemu zachowaniu się ppor. Schrage pociąg pancerny »Paderewski« uniknął katastrofy”.
Dalej podkreślano jego inicjatywę i osobistą odwagę okazane w czasie służby w „Mścicielu” w kolejnych licznych bojach, m.in. pod Grodnem, Białymstokiem i Zamościem.
Po zakończeniu wojny Schrage pozostał w wojsku. Dowodził dywizjonami w różnych pułkach artylerii, awansował do stopnia majora, a we wrześniu 1939 r. bronił Lwowa i tam dostał się do niewoli sowieckiej. Wywieziony do Starobielska, zginął w Charkowie.
* * *
Na temat biografii por. Munka i innych wybranych oficerów WP pochodzenia żydowskiego, poległych w wojnie z bolszewikami zob. w książce M. Gałęzowskiego pt. „»Tam, gdzie największe niebezpieczeństwo, szedł pierwszy«. Sylwetki Żydów – uczestników walk o niepodległość i granice Polski w latach 1914–1921”. Fotografie ppor. Schrage znalazły się w katalogu wystawy „Patrioci. Żołnierze. Żydzi” (tekst i wybór materiałów M. Gałęzowski). Obie publikacje zostały wydane przez IPN.
Więcej interesujących materiałów na profilu Archiwum IPN
