W 1933 r. rząd zdecydował o budowie dwóch transatlantyków, które miały stać się swoistymi ambasadorami Polski na morzach i oceanach świata.
Szczyt luksusu
Choć ich budowę zlecono włoskiej stoczni w Monfalcone, to projekt, aranżacja i wykonanie całego wyposażenia należało do polskich inżynierów, projektantów i artystów. A że nie mieli sobie równych w Europie, pod polską banderą znalazły się „pływające salony sztuki” w postaci statków pasażersko-drobnicowych – m/s „Batory” i m/s „Piłsudski”.
W przeciwieństwie do zwodowanego kilka miesięcy wcześniej „Piłsudskiego”, goście tego specjalnego rejsu nie byli już eksponowanymi osobistościami świata polityki.
Na 160-metrowym „Batorym” mieściło się siedem pokładów użytkowych, w tym pokład spacerowy, łodziowy czy słoneczny. W 318 kabinach, wyposażonych w umywalkę z ciepłą wodą, mogło podróżować 773 pasażerów, obsługiwanych przez ponad trzystuosobową załogę.
Mieli oni do dyspozycji: bary, restauracje, basen, kort, salę gimnastyczną, kino, kaplicę, czytelnię, ambulatorium, a nawet garaż dla kilkunastu aut, nie mówiąc już o innych usługach, takich jak: fryzjer, krawiec czy pralnia.
Pomnik Krzysztofa Kolumba w Barcelonie. Fotografia wykonana podczas rejsu inauguracyjnego m/s „Batory” – 25 IV 1936 r. (fot. z zasobu IPN)
Bez pustych przebiegów
Z tak komfortowych warunków zakwaterowania i wysokiej jakość obsługi jako pierwsi mogli skorzystać uczestnicy tzw. wycieczki inauguracyjnej. Aby statek nie płynął z Włoch „na pusto”, armator zorganizował rejs, którego trasa wiodła z Triestu przez Dubrownik, Barcelonę, Casablankę, Funchal, Lizbonę i Londyn.
Wspomnienia z tej części podróży autorstwa 22-letniej wówczas Heleny Ostromęckiej zostały opublikowane w „Przeglądzie Archiwalnym IPN”.
W przeciwieństwie do zwodowanego kilka miesięcy wcześniej „Piłsudskiego”, goście tego specjalnego rejsu nie byli już eksponowanymi osobistościami świata polityki. Stanowili jednak interesującą mieszankę wszelkiej maści znanych i mniej znanych artystów i intelektualistów (Melchior Wańkowicz, Wojciech Kossak, Andrzej Strug), a także działaczy społecznych, przedsiębiorców i ziemian związanych z ówczesnym obozem władzy.
Goście przejechali do Triestu koleją, po czym przesiedli się na statek, który przez kolejne trzy tygodnie płynął przez Adriatyk, Morze Śródziemne, Atlantyk i Morze Północne, cumując w licznych portach Południowej Europy i Afryki.
Busbir – jedna z dzielnic Casablanki zwiedzana przez pasażerów „Batorego” – kwiecień 1936 r. (fot. z zasobu IPN)
Pamiątki z utraconego świata
Wspomnienia z tej części podróży autorstwa 22-letniej wówczas Heleny Ostromęckiej zostały opublikowane w „Przeglądzie Archiwalnym IPN”. Dzięki projektowi „Archiwum Pełne Pamięci” zostały one włączone do zasobu archiwalnego Instytutu. W ramach tego projektu do naszych zbiorów trafił również należący do gdańskiej rodziny Szmelterów album fotograficzny, w którym udokumentowana została ta podróż.
Wiosną 1936 r. Franciszek Szmelter, restaurator (właściciel restauracji na Dworcu Głównym PKP w Wolnym Mieście Gdańsku), a także filantrop i polski patriota, oraz jego żona Maria, również znaleźli się w gronie pierwszych pasażerów m/s „Batory”. Album, pełen pięknych zdjęć z tej ekskluzywnej wyprawy, jest dziś nie tylko bezcenną pamiątką rodzinną, ale również źródłem dokumentującym świat, który przepadł wraz z wybuchem wojny.
Mamy niepowtarzalną okazję zobaczyć nie tylko miasta i plenery widziane okiem ciekawych turystów, ale również ich samych: to jak wyglądali, jak się ubierali i jak spędzali wolny czas na trzy lata przed wielkim konfliktem, który zaważył na losach uczestników wyprawy.
Więcej interesujących materiałów na profilu Archiwum IPN
