„Był słoneczny, ciepły dzień, wczesne popołudnie. Uciąłem sobie poobiednią drzemkę, (…). Obudziła mnie matka, zauważyłem, że ma poważną, smutną twarz, wpatrywała się w moje oczy i spokojnym głosem powiedziała: „Przyszli po ciebie” – takim tonem, jakby wszystko o mnie, o mojej ukrywanej działalności wiedziała. A może były to tylko odczucia matczynego serca?
Było ich trzech, ubeków, czwarty na klatce schodowej, nie pozwolili mi zabrać nic z domu. Założyłem tylko buty i marynarkę.
Tak zaczęło się moje 1407 dni zniewolenia przez władzę ludową”.
Powyższe słowa rozpoczynają zasadniczy tekst wspomnień Tadeusza Denkowskiego (1931–2021) – harcerza, ostatniego żyjącego członka zabrzańskiej grupy dywersyjnej „Kalina”, organizacji Krajowy Ośrodek „Kraj”, więźnia Mokotowa. Zapis losów młodego człowieka, spisany już w XXI wieku, w 2020 r. ukazał się drukiem. Publikacja wydana przez Instytut Pamięci Narodowej stanowi precyzyjny zapis 1407 dni spędzonych przez autora w więzieniu mokotowskim.
Sylwetka bohatera
Tadeusz Denkowski pochodził z Ostrowca Świętokrzyskiego. Był lekarzem chirurgiem dziecięcym. Od 1938 r. należał do harcerstwa. Od 1946 r. wraz z rodziną zamieszkał w Zabrzu, gdzie wstąpił do 3 Drużyny Harcerzy im Tadeusza Kościuszki. W latach 1948–1950 był drużynowym, aż do likwidacji ZHP.
W lipcu 1952 r. został aresztowany za działalność w konspiracyjnej organizacji niepodległościowej Krajowy Ośrodek „Kraj”, grupa dywersyjna „Kalina”, której członkowie wykonali wyrok na prowadzącym audycję radiową „Fala 49” sowieckim kolaborancie Stefanie Martyce. Skazany przez Rejonowy Sąd Wojskowy w Warszawie na 10 lat więzienia, wyrok odsiadywał w więzieniu mokotowskim, z którego zwolniony został na fali październikowej odwilży. Następnie uzyskał dyplom lekarza na Śląskiej Akademii Medycznej w Zabrzu. W 1992 r. Sąd Wojewódzki w Warszawie unieważnił wyrok WSR z 1952 r. W 2003 r. wraz z grupą przyjaciół ufundował tablicę poświęconą kolegom z grupy „Kalina”, zamordowanym przez komunistów w 1953 r.
Zmarł 19 sierpnia 2021 r. Spoczął na cmentarzu komunalnym w Kozach. Wartę przy urnie z prochami zmarłego w czasie mszy św. pogrzebowej w kościele pw. Zesłania Ducha Świętego sprawowali harcerze z Boguszowickiego Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego „Ślady“ oraz Harcerskiego Kręgu Seniorów „Orla Brać“ z Hufca Beskidzkiego ZHP.
Jego „1407 dni i nocy”
Odnosząc się do ogólnego rysu wspomnień Tadeusza Denkowskiego, we wstępie wydawniczym Tomasz Gonet podkreślał:
„Ukazują one życiorys typowy dla pokolenia osób, których młodość przerwało przywiązanie do wartości niepodległościowych, wyniesionych w tym przypadku z rodzinnego domu i harcerstwa. Implementacja ustroju komunistycznego w Polsce od połowy 1944 r. powodowała daleko idące przemiany społeczne, gospodarcze i polityczne, co wywołało sprzeciw znacznej części społeczeństwa. Charakterystyczny był zwłaszcza opór młodej generacji Polaków. Po 1947 r. tysiące członków struktur młodzieżowych zaangażowały się w działalność przeciw władzy komunistycznej, coraz mocniej ingerującej w ich życie, a przy tym brutalnie i konsekwentnie zwalczającej wszystkich, którzy kontestowali nowy porządek”.
Poniżej prezentujemy fragment publikacji, jakim jest Przedmowa spisana przez autora na bazie swoistej gawędy historycznej wygłoszonej w 1998 r. na konferencji zorganizowanej przez Komisję Historyczną Chorągwi Katowickiej ZHP w Chorzowie:
Jestem prawdopodobnie ostatnim już żyjącym członkiem grupy „Kalina”, młodzieżowej organizacji niepodległościowej Krajowy Ośrodek „Kraj”, działającej od końca 1948 do połowy 1952 r. w prawie całej Polsce.
Temat udziału struktur młodzieżowych w tzw. drugiej konspiracji niepodległościowej w latach 1944–1955 jest wciąż mało znany. Wszyscy słyszeli o Żołnierzach Wyklętych. Walczyli oni w grupach powstałych jeszcze w czasie okupacji, a ich działalność była naturalnym przedłużeniem zmagań z okupantem niemieckim. W grupach tych znajdowali się również ludzie bardzo młodzi, jednak większość stanowili dorośli, doświadczeni partyzanci. Młodzieżowe organizacje niepodległościowe były natomiast nowym zjawiskiem – wypełniły pustkę po rozbiciu tamtego podziemia. Kontynuatorem walki stała się młodzież wychowana w zamiłowaniu do wartości i ideałów brutalnie zwalczanych przez komunistyczne władze ówczesnej Polski. Organizacje powstawały spontanicznie w całym kraju, najczęściej w środowiskach szkolnych, miały niewielki zasięg terytorialny i funkcjonowały krótko, zwykle mniej więcej jeden rok szkolny. Prowadziły głównie aktywność propagandową, ale zdarzało się, że i dywersyjną. Wiedza o powojennej działalności niepodległościowej młodzieży jest obecnie znikoma, żeby nie powiedzieć, że nie istnieje w świadomości społecznej, a było to przecież zjawisko o wielkiej skali, niezwykle charakterystyczne dla młodych Polaków w tamtych czasach. Boli mnie, że gdy się czci Żołnierzy Wyklętych, nie wspomina się o bohaterach ruchu młodzieżowego.
W 1998 r., w 80-lecie odzyskania niepodległości Komisja Historyczna Chorągwi Katowickiej ZHP zorganizowała konferencję historyczną na temat „Harcerze w walce o niepodległość”. Przewodniczący tej komisji i komendant Kręgu Seniorów im. hm. Józefa Pukowca Chorągwi Katowickiej, mój przyjaciel – harcmistrz Krzysztof Witkowski, poprosił mnie o wygłoszenie referatu – gawędy na temat drugiej konspiracji niepodległościowej i udziału harcerzy w tajnych organizacjach tamtego okresu. Brzmiał on następująco1: „Po II wojnie światowej, działający wprawdzie legalnie, Związek Harcerstwa Polskiego był organizacją młodzieży nielubianą przez władzę ludową. Młodzież nie akceptowała narzucanej przez władzę ideologii internacjonalizmu komunistycznego, nie chciała być wychowywana w atmosferze fałszowania prawd historycznych, a władze dążyły do wychowania pokolenia posłusznych, ogłupiałych obywateli. Szalejący terror komunistyczny był zaprzeczeniem propagandy oswobodzenia, wyzwolenia oraz wolności i demokracji.
Młodociani konspiratorzy z tamtych lat podejmowali czynną, rzadko krwawą walkę z powojennym okupantem Polski. Była to wojna na plakaty, ulotki, broszurki, zrywanie czerwonych płacht. Było to aktem sprzeciwu wobec aresztowań zasłużonych patriotów Polskiego Państwa Podziemnego.
Po rozwiązaniu w 1949 r.2 Związku Harcerstwa Polskiego wielu harcerzy i harcerek nawiązało kontakty z działającymi tajnymi organizacjami harcerskimi lub zakładało samodzielnie albo też wstępowało do podziemnych organizacji oporu [anty]komunistycznego, zwłaszcza poakowskich. Młodociani konspiratorzy z tamtych lat podejmowali czynną, rzadko krwawą walkę z powojennym okupantem Polski. Była to wojna na plakaty, ulotki, broszurki, zrywanie czerwonych płacht. Było to aktem sprzeciwu wobec aresztowań zasłużonych patriotów Polskiego Państwa Podziemnego z lat okupacji hitlerowskiej i skazywania ich w procesach pokazowych na wieloletnie wyroki więzienia, do kary śmierci włącznie, jako wrogów narodu polskiego.
Zasięg terytorialny takich organizacji konspiracyjnych był raczej mały, lokalny, obejmował zazwyczaj szkołę lub miasto, czasem [wraz] z okolicą. Ale niektóre lepiej zorganizowane grupy rozbudowane były na kilka miast, nawet znacznie [od siebie] odległych, na terenie całej Polski. Przeciętny czas istnienia tajnej organizacji młodzieżowej to jeden rok szkolny. Były też i takie, którym udało się działać przez kilka lat, choć miały przeciwko sobie doświadczonych ubeków, szpicli i donosicieli z ich wypróbowanymi sposobami prowokacji i inwigilacji. Młodzieżowi konspiratorzy rzadko używali broni, ale i takie fakty miały miejsce.
Bezpiece udało się rozpracować i osadzić w więzieniach młodzież z ok. 400 organizacji, w tym ok. 100 harcerskich3. Aresztowani poddawani byli okrutnym metodom śledztwa. Najcięższe więzienia śledcze to X Pawilon więzienia mokotowskiego w Warszawie, lubelski Zamek, krakowskie więzienie przy ul. Montelupich i wrocławskie przy ul. Kleczkowskiej. Przerwana nauka, bicie, szok więzienny, nierzadko wyszukane tortury, zakaz kontaktu z rodziną i adwokatem, wielomiesięczna presja fizyczna i psychiczna niekiedy łamała młode charaktery. Potem »rozprawa sądowa«, najczęściej w celi więziennej, i wyrok wieloletniego więzienia, czasem dożywocie lub kara śmierci. Po wyroku młodzi konspiratorzy lądowali zazwyczaj w najcięższych więzieniach, jak Wronki, Rawicz, Sztum, Strzelce Opolskie, Barczewo, obóz ciężkiej pracy – kopalnia w Jaworznie4, Piechcin – kamieniołomy5. Kobiety umieszczano w więzieniu zlokalizowanym w bydgoskiej dzielnicy Fordon6.
Opuszczenie więzienia po odbyciu kary lub jej skróceniu nie kończyło kłopotów więźnia politycznego. Zaczynały się represje obywatela drugiej kategorii – zakaz powrotu na przerwane studia, odmowa przyjęcia do pracy, nachodzenia »opiekunów« z UB itp.
Te 4 lata przetrwałem w dobrej kondycji dzięki ogromnemu szczęściu, którego zabrakło wielu moim kolegom i innym współwięźniom. (…) Poznałem wielu takich ludzi – tych „złych” i tych wspaniałych. Można powiedzieć też, że dzięki niektórym z nich przetrwałem ten przykry dla mnie czas.
Są to moje refleksje z własnych przeżyć i obserwacji z lat 1944–1956 związanych ideowo z harcerstwem w walce o niepodległy byt Polski.
80 lat ZHP to długi okres działalności tej wspaniałej organizacji młodzieży. Historia, ta nauczana z książek, podaje wydarzenia najważniejsze, wylicza nazwiska wspaniałych ludzi, odsyła do dokumentów. To wszystko jednak nie oddaje całej prawdy o czasach, ludziach, stosunkach i wydarzeniach, które minęły. Historia pomija pojedynczego człowieka, w którego życiorysie notatka »skazany na dożywocie lub 10 czy 15 lat więzienia«, albo »represjonowany w obozie stalinowskim« wiele ludziom nie mówi. A to nie był okres pusty w życiu tego człowieka. To był czas walki cywilnej i moralnej, a wiązał się z bólem i cierpieniami porównywalnymi z przeżyciami wojennymi i frontowymi.
Ja i najbliżsi mi druhowie nie zajmowaliśmy wysokich stanowisk, nie od nas zależał bieg historycznych, wielkich wydarzeń, ale chcę mówić o wydarzeniach prawdziwych, przeżytych autentycznie. Te doświadczenia życiowe wycisnęły na niejednym z nas tragiczne piętno doświadczeń okrucieństwa sowieckiego zniewolenia, koszmaru komunistycznego systemu terroru i bezprawia.
Byłem członkiem tajnej organizacji podziemnej działającej także na terenie Śląska. Nazwa: Krajowy Ośrodek »Kraj«, niekiedy Krajowy Komitet Porozumiewawczy. Działalność – jak w wielu organizacjach konspiracyjnych w pionie młodzieżowym – ulotki, broszury. Ale… była też grupa dywersyjna na Śląsku, w Zabrzu, »Kalina«, która zdobywała broń, rozbrajała milicjantów. We wrześniu 1951 r. »Kalina« otrzymała rozkaz: uciszyć polityczną radiową audycję »Tu Mówi Fala 49«7. Sprawa paskudna, wyrok śmierci. »Falę 49« prowadził były AK-owiec, a następnie NKWD-zista Stefan Martyka8. Dywersanci poszli, jednym z nich był Leszek Śliwiński9, 20-letni harcerz z Zabrza, rozkaz wykonali10.
Może to i kogo zdziwi, ale prawdziwy złodziej i oszust za kratami potrafił solidaryzować się z politycznym więźniem, choć uważał go za frajera.
»Kraj« został rozpracowany przez UB latem 1952 r. Jak doszło do pierwszych aresztowań, początkowo nie wiedziałem. Okazało się, że jest nas bardzo dużo – Warszawa, Lublin, Zwierzyniec, Śląsk, Poznań, Krosno, Jasło, Wrocław, Gdynia. Śledztwo – wielu z nas w X Pawilonie osławionego więzienia na warszawskim Mokotowie. »Rozprawy sądowe« – jedna pokazowa i dziesiątki »rozpraw sądowych« w więzieniach, w celach. Wyroki – przeważnie 10, 12, 15 lat więzienia, także dożywocia. Kilka wyroków śmierci, pięć z nich wykonano, cztery jednego dnia, 13 maja 1953 r., w piwnicach Mokotowa. Tak zginął mój przyjaciel, wspomniany Leszek Śliwiński.
Mnie się udało – w 1956 r., po odsiedzeniu 4 z zasądzonych 10 lat więzienia, wyszedłem na wolność. Wróciłem na przerwane studia i ukończyłem je. To była też historia”.
Opracowanie tej gawędy i wygłoszenie jej wywołało burzę wspomnień, co skłoniło mnie do opisania szerzej mojej działalności w organizacji „Kraj” w okresie 1951–1952 oraz 4 następnych lat, wyrwanych mi z młodości przez nieludzki, sowiecki system i jego sługusów.
Spisując wspomnienia w 2003 r., nie myślałem o ich oficjalnej publikacji. Zrobiłem to, żeby utrwalić i przekazać własne przeżycia swojej rodzinie – spróbować opowiedzieć, zwłaszcza młodszym jej członkom, trochę o powojennej rzeczywistości, w której przyszło żyć ówczesnej młodzieży. Z upływem czasu zmienił się jednak mój stosunek do tej sprawy, głównie pod wpływem rozmów z historykiem panem Zbigniewem Gołaszem. Poznaliśmy się w 2015 r. w Muzeum Miejskim w Zabrzu przy okazji wystawy poświęconej 3 Zabrskiej Drużynie Harcerzy pt. „Była taka Drużyna”, którą tamtego roku, w 70 rocznicę jej powstania, urządziło muzeum. Przy okazji chcę w imieniu nas, harcerzy tej drużyny, serdecznie podziękować pani Aleksandrze Korol-Chudy, kuratorowi wystawy, za to, że zaangażowała się w jej stworzenie. Pan Gołasz, wówczas pracownik muzeum, zainteresował się moją historią i po przeczytaniu wspomnień zaczął namawiać mnie do wydania ich w formie książki.
Wspominam tu fragment mego życia w okrutnym okresie, gdy Polska była pod jarzmem sowieckim. Te 4 lata przetrwałem w dobrej kondycji dzięki ogromnemu szczęściu, którego zabrakło wielu moim kolegom i innym współwięźniom. Były to czasy, kiedy za kratami więzień spotykali się w jednej celi złodziej i ksiądz, szachraj i zasłużony pułkownik Wojska Polskiego z wysokimi odznaczeniami bojowymi, zwyczajny łobuz i przedwojenny wojewoda, bandyta i generał ludowego Wojska Polskiego lub Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, różnego rodzaju szumowiny życia gospodarczego i profesor uniwersytetu czy politechniki. Poznałem wielu takich ludzi – tych „złych” i tych wspaniałych. Można powiedzieć też, że dzięki niektórym z nich przetrwałem ten przykry dla mnie czas. Może to i kogo zdziwi, ale prawdziwy złodziej i oszust za kratami potrafił solidaryzować się z politycznym więźniem, choć uważał go za frajera. Oczywiście postawa i zachowanie, a nade wszystko przykład tych wspaniałych pozwoliły mi przetrwać te 1407 dni i nocy, a nawet ukształtowały moje życie, także zawodowe, po odzyskaniu wolności.
Jeśli chodzi o postawę, młodzi skazani za działalność w konspiracyjnych organizacjach nie ustępowali ludziom dorosłym. Poddawani brutalnym śledztwom, zyskali miano i godność więźniów politycznych.
Okres śledztwa, przesłuchań był najbardziej przykry. Przesłuchania prowadzono okrutnie i bezwzględnie. Stosowano nie tylko fizyczną przemoc, tortury, takie jak wymyślne bicie różnymi przedmiotami i wielogodzinne stójki, głód, zimno, samotność, ale i poniżanie więźniów rynsztokowymi wyzwiskami, wulgarnymi słowami, które – wypowiadane nawet do młodych dziewczyn – miały złamać młode charaktery. Ja nie wszystkich tych metod doznałem. Ich bezwzględność prowadziła do wewnętrznego buntu.
W latach 1944–1956 w więzieniach przebywało wielu intelektualistów, profesorów liceów i wyższych uczelni, lekarzy, inżynierów, przedwojennych i wojennych oficerów, zasłużonych dowódców – bohaterów – oddziałów partyzanckich z czasów okupacji niemieckiej i sowieckiej. Dobrze było, gdy w celi spotkało się kogoś, kto dzięki intelektowi i wierze w swoje racje mógł podnieść na duchu, pomóc odzyskać równowagę i rozbudzić nadzieję. Niektórzy podejmowali takie zmagania z brutalno-zbrodniczą rzeczywistością w więzieniach, organizując w celach różne zajęcia. Najważniejszą jednak formą były akcje koleżeńskiej samopomocy, zwłaszcza w stanach załamań psychicznych czy dolegliwości chorobowych. Młodzież zawsze szukała wsparcia wśród starszych więźniów.
Znany psychiatra prof. Antoni Kępiński, były więzień hitlerowskich obozów koncentracyjnych, pisał w swojej książce Rytm życia, że więzień, który chciał przeżyć, musiał w sobie znaleźć „zdolność wewnętrznego przeciwstawienia się temu, co się wokół działo […] przez przyjaźń, pomoc współwięźniowi, próby organizowania życia innego niż obozowe […] Był to jedyny sposób wyrwania się spod automatyzmu życia obozowego”11 – dodam, że także więziennego w PRL, bo te stwierdzenia profesora można odnieść do więzień ubeckich.
Osoby aktywniejsze narzucały swój styl bycia, przez swój autorytet potrafiły wytworzyć pozytywne formy współżycia w celi. W celach powstawały niekiedy pewne zwyczaje, wspólnoty gospodarowania środkami żywnościowymi, bo nie wszyscy mieli pieniądze na tzw. wypiski12 lub nie otrzymywali paczek żywnościowych od rodziny. Tworzyły się grupy organizujące uroczystości, zwłaszcza Wigilię Bożego Narodzenia, Wielkanoc i święta państwowe. Niekiedy przygotowywano spektakle poetycko-deklamatorskie, wieczory poezji i pieśni, prowadzono kursy języków obcych, wykłady z historii czy historii sztuki. Oczywiście te wszystkie działania były niedozwolone. Władze więzienne starały się nie dopuszczać do powstawania przyjaźni między więźniami. Stosowano tzw. przerzutki – przenoszenie do innych cel, podstawiano kapusiów, karano izolatką, karcerem, stosowano zakazy dostarczania paczek, wstrzymywano widzenia z rodziną czy otrzymywanie listów lub ich pisanie do rodzin. Mimo tych represji w celach powstawała poezja więzienna i – choć przytłumione – cały czas pobrzmiewały pieśni partyzanckie, legionowe i harcerskie.
Jeśli chodzi o postawę, młodzi skazani za działalność w konspiracyjnych organizacjach nie ustępowali ludziom dorosłym. Poddawani brutalnym śledztwom, zyskali miano i godność więźniów politycznych.
Chcę podziękować wszystkim osobom, bez których zachęty, pomocy i wsparcia nie powstałaby moja książka. Swojemu serdecznemu przyjacielowi Krzyśkowi Witkowskiemu dziękuję za inspirację do spisania wspomnień. To właśnie on przed laty przekonał mnie, że powinienem się za to zabrać i dla własnej rodziny i przyjaciół utrwalić pamięć o tym, co przeżyłem. Natomiast publikacja wspomnień w formie książkowej nie nastąpiłaby nigdy, gdyby nie pan Zbigniew Gołasz, historyk z Muzeum Miejskiego w Zabrzu. Pod wpływem jego zainteresowania i argumentów o wartości wspomnień jako źródła historycznego mimo początkowych oporów zdecydowałem się na to przedsięwzięcie.
Jestem również wdzięczny pracownikom Oddziałowego Biura Badań Historycznych katowickiego IPN: panu naczelnikowi dr. hab. Adamowi Dziurokowi za przyjęcie mojej pracy do publikacji i panu dr. hab. Adamowi Dziubie za życzliwą opinię oraz cenne sugestie dotyczące koniecznych poprawek. Za zaangażowanie w pracę redakcyjną, zwłaszcza za nadzwyczajną dokładność w przeszukiwaniu archiwów i opracowaniu przypisów oraz za cierpliwość przy nanoszeniu moich niezliczonych poprawek, dziękuję panu Tomaszowi Gonetowi, historykowi tegoż biura, który opiekował się bezpośrednio moją książką.
Dziękuję również swojemu zięciowi Leszkowi Jarosowi, na którego pomoc techniczną mogłem zawsze liczyć. Na koniec specjalne podziękowania za wszechstronne i nieustające wsparcie i ogromne zaangażowanie w pracę nad moimi wspomnieniami składam swojej córce Dorocie. Bez jej uważnego wsłuchiwania się w moje opowieści, wnikliwych pytań i cierpliwości w redagowaniu kolejnych poprawek książka po prostu nie mogłaby powstać, bo sam z racji sędziwego już wieku nie podołałbym temu zadaniu.
Polska
Ja jestem z wami w cieniu krat
W głębi więziennych murów
I serce moje bije w takt
Żołnierzom bez mundurów
piosenka anonimowa
Pełny zapis wspomnień Tadeusza Denkowskiego znaleźć można w książce: Moje 1407 dni i nocy w więzieniu mokotowskim. Wspomnienia z lat 1952–1956
1. Tadeusz Denkowski wygłosił 17 X 1998 r. wykład pt. Moje refleksje z lat 1944–1956 w ośrodku harcerskim w Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie.
2. W 1949 r. intensywnie scalano Związek Harcerstwa Polskiego ze Związkiem Młodzieży Polskiej, któremu w praktyce ZHP został całkowicie podporządkowany. Od 1949 r. harcerstwo odwołujące się do tradycji niepodległościowych funkcjonowało jedynie w formie szczątkowej na poziomie poszczególnych drużyn lub hufców. Definitywnym zerwaniem z ideami harcerskimi było wprowadzenie przez komunistów nowego prawa i przyrzeczenia harcerskiego. W lipcu lub sierpniu 1950 r. władze partyjne postanowiły zlikwidować ZHP. Ostatecznie 31 sierpnia 1950 r. Rada Naczelna ZMP podjęła decyzję, że do końca roku wszystkie jednostki harcerskie będą podlegać instancjom zetempowskim, co oznaczało faktyczną likwidację ZHP (zob. J. Kwiek, Związek Harcerstwa Polskiego w latach 1944–1950. Powstanie, rozwój, likwidacja, Toruń 1995, s. 113–137).
3. Zgodnie z obecnym stanem wiedzy aparat bezpieczeństwa wykrył 972 młodzieżowe organizacje podziemne, skupiające ok. 11 tys. członków (zob. Atlas polskiego podziemia…, s. LXVII; J. Wołoszyn, Zapomniane ogniwo. Konspiracja młodzieżowa na ziemiach polskich 1944–56, Warszawa 2019, s. 45).
4. Progresywne Więzienie dla Młodocianych w Jaworznie, utworzone zamiast Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie.
5. Ośrodek Pracy Więźniów w Piechcinie.
6. Szerzej o więzieniach stalinowskich w Polsce zob. T. Wolsza, Więzienia stalinowskie w Polsce. System, codzienność, represje, Warszawa 2013.
7. „Fala 49” – propagandowa audycja Polskiego Radia emitowana nieregularnie od 1949 r. Szkalowano w niej członków konspiracji niepodległościowej oraz państwa kapitalistyczne.
8. Stefan Martyka, ur. 7 IX 1909 r. w Bochni, zm. 1951, absolwent Państwowej Szkoły Dramatycznej. Karierę aktorską rozpoczął w Wilnie, następnie kontynuował ją w teatrach w Częstochowie i Katowicach, po czym wrócił do Wilna. Gdy miasto we wrześniu 1939 r. opanowała Armia Czerwona, podjął pracę w nowo powstałym Teatrze Popularnym, którego był współzałożycielem. Po wkroczeniu Niemców w 1941 r. ukrywał się i współorganizował nielegalne studia dramatyczne. Gdy do Wilna znów weszła Armia Czerwona, został dyrektorem Teatru Muzycznego „Lutnia”. W styczniu 1945 r. władze komunistyczne wezwały go do Lublina, gdzie objął funkcję zastępcy dyrektora, a następnie dyrektora Departamentu Teatrów w Ministerstwie Kultury i Sztuki. W 1945 r. rozpoczął też współpracę z Polskim Radiem, m.in. został lektorem „Fali 49”. 9 IX 1951 r. zastrzelili go członkowie organizacji „Kraj” (zob. Słownik biograficzny teatru polskiego 1765–1965, Warszawa 1973, s. 425).
9. Leszek Śliwiński „Rawicz”, ur. 1 II 1931 r. we Lwowie, zm. 1953, s. Stanisława i Franciszki z d. Małochleb. Został aresztowany przez MUBP w Zabrzu 29 VI 1952 r. za przynależność do organizacji „Kraj” i zamach na Stefana Martykę, a 22 IX 1952 r. skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie na karę śmierci. Wyrok wykonano 13 V 1953 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie (AIPN, 2911/1, Kartoteka ogólnoinformacyjna Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Karta informacyjna Leszka Śliwińskiego).
10. 9 IX 1951 r. w Warszawie członkowie dowodzonej przez Ryszarda Cieślaka grupy „Kalina” Ośrodka Krajowego „Kraj” zastrzelili Stefana Martykę w jego mieszkaniu. Był to niezwykle brawurowy zamach na życie jednego z najbardziej rozpoznawalnych reprezentantów komunistycznej propagandy. W odwecie aparat bezpieczeństwa przeprowadził zakrojoną na szeroką skalę akcję poszukiwania jego sprawców, w której trakcie dokonano aresztowań w środowiskach akowskich w całej Polsce oraz przesłuchano setki osób. Wśród zatrzymanych znalazło się ponad sto osób zaangażowanych we współpracę z organizacją „Kraj”. Śledztwo nadzorował bezpośrednio dyrektor Departamentu Śledczego MBP płk Józef Różański. Zamachowców aresztowano dopiero w końcu czerwca 1952 r. We wrześniu skazano ich na karę śmierci, którą wykonano w maju 1953 r. w mokotowskim więzieniu (szerzej zob. T. Balbus, „Człowiek, żołnierz, współpracownik MBP”: sprawa Zenona Soboty „Świdy”, czyli opowieść o poplątanych życiorysach ludzi podziemia, „Pamięć i Sprawiedliwość” 2004, nr 1, s. 311–312).
11. A. Kępiński, Rytm życia, Kraków 1978, s. 16.
12. Wypiska – bezgotówkowy zakup dokonywany w więziennej kantynie.
