Jesienią 1918 r. zmieniło się również międzynarodowe otoczenie Niemiec. Na gruzach Austro-Węgier powstały republiki: Czechosłowacja oraz Austria. Na wschodzie odrodziło się po 123 latach niewoli państwo polskie.
I wojna światowa przerwała lata dobrej sytuacji ekonomicznej w Niemczech. Przestawienie gospodarki na wojenne tory i blokada Rzeszy prowadzona przez państwa Ententy, doprowadziły jeszcze podczas trwania konfliktu do dramatycznego pogorszenia się warunków życia ludności. Dotknęło to także mieszkających w Zagłębiu Ruhry Polaków, którzy, podobnie jak ich niemieccy współobywatele, musieli się borykać z poważnymi problemami z aprowizacją.
Trudności w dostępie do podstawowych towarów takich jak żywność czy lekarstwa odbiły się na zdrowiu milionów ludzi, zwiększając ich podatność na choroby zakaźne. Nastroje pogarszały też kolejne informacje o rosnących stratach na froncie. Tysiące obywateli Niemiec polskiego pochodzenia wzięło udział w wojnie w „armii kajzera”. Polacy bili się dobrze i zachowywali lojalnie. Często otrzymywali wysokie odznaczenia za męstwo, a ich dowódcy uważali ich za wyjątkowo dobry materiał żołnierski.
Odrodzenie się Polski w 1918 r. sprawiło, iż wielu z nich stanęło przed dylematem: które państwo wybrać?
Fotografia grupowa członków koła z prezesem Związku Kół Śpiewaczych w Westfalii i Nadrenii, założycielem i honorowym prezesem Koła Śpiewu "Dzwon" Jakubem Przybylskim (x), 1926 r. (fot. ze zbiorów NAC)
Inny rodzaj dylematu
Polacy zamieszkali w Zagłębiu Ruhry, zwani po niemiecku Ruhrpolen, znajdowali się w sytuacji innej niż ich rodacy zamieszkali w Wielkopolsce, na Pomorzu czy Górnym Śląsku. Jako emigranci bądź ich potomkowie, zamieszkiwali oni na obszarze odległym setki kilometrów od granic Polski. Westfalia czy Nadrenia nigdy w historii nie należały do państwa polskiego, więc nie mogło być mowy o tym, żeby na drodze wysiłku zbrojnego czy też plebiscytu zostały one włączone w skład Rzeczpospolitej.
W przeciwieństwie więc do Ślązaków czy Wielkopolan, jedyną szansą na zamieszkanie w Polsce była po prostu reemigracja. Wielu Polaków skłaniało się ku wyjazdowi. Sytuacja gospodarcza w Niemczech po I wojnie światowej była ciężka i wielu z nich żywiło nadzieję, że podróż do Polski otworzy przed nimi szersze perspektywy. Liczyli, że ich wysokie kwalifikacje zawodowe będą szczególnie potrzebne odrodzonemu krajowi, a polska narodowość ułatwi awans społeczny, który mogła utrudniać w Niemczech.
Ewentualny powrót do Polski teoretycznie ułatwiało zawarcie w traktacie wersalskim tzw. „prawa opcji”. Oznaczało to, iż Niemcy zamieszkali w Polsce oraz Polacy w Niemczech mają prawo do wyboru obywatelstwa. Jeżeli Polak mieszkający w granicach Niemiec wybierał obywatelstwo polskie, musiał w ciągu roku wyjechać do Polski.
Reemigracja w cieniu konfliktu
Początkowo z możliwości opuszczenia Zagłębia skorzystało sporo osób. Za ich powrotem wytrwale agitowała polska dyplomacja, która posiadała konsulat w Essen. Obok trudności ekonomicznych znaczący wpływ na wyjazdy miał wzrost ksenofobii wśród miejscowych Niemców. Był on spowodowany tym, iż Polska i Niemcy szybko popadły w poważny konflikt terytorialny.
Wybuch powstania wielkopolskiego, odebranie Niemcom w Wersalu tzw. Polskiego Korytarza oraz zarządzenie plebiscytów na Warmii i Mazurach oraz na Górnym Śląsku pobudzało antypolskie nastroje, które niosły po całym kraju kolejne fale wyjeżdżających z Polski rozgoryczonych Niemców. Polacy w Zagłębiu Ruhry coraz częściej doświadczali przemocy werbalnej i fizycznej, a kolejne doniesienia o polskich działaniach wymierzonych w Niemcy – jak wybuch kolejnych powstań śląskich – sprawiały, iż niechęć do Polski i Polaków rosła.
W celu koordynacji procesu reemigracji powołano w Bochum biuro Poznańskiej Rady Narodowej. Pierwsza fala wyjazdów do Polski ustała w 1922 r., kiedy w Zagłębiu zorientowano się, że poziom życia w Polsce jest niższy niż w Niemczech, a gospodarka rolniczego w większości kraju nie jest w stanie wchłonąć tak dużej ilości robotników. Po 1922 r. szacuje się, że jedynie 30-40 tys. Polaków zdecydowało się na przeprowadzkę do Polski. Znacznie większą grupę stanowiły osoby, które zdecydowały się wyemigrować do Francji oraz Belgii. Gospodarki obu tych państw potrzebowały po wojnie wielu rąk do pracy, a z racji ich uprzemysłowienia oczekiwano wręcz imigracji robotników, którzy stanowili przecież lwią część polskiej społeczności w zachodnich Niemczech.
Wyjazdy do Francji oraz Belgii ułatwił fakt, iż wojska obu tych państw okupowały od 1923 r. Zagłębie Ruhry w związku z niewywiązywaniem się Niemiec ze spłat reparacji wojennych. Pojawienie się francuskich żołnierzy wpływało również na utrzymanie się antypolskich uczuć wśród ludności niemieckiej, która postrzegała Polaków jako sojuszników znienawidzonego Paryża.
Bilans
Ocenia się, iż w połowie lat 20. liczebność polskiej społeczności stopniała z blisko pół miliona do około 150 tys. Należy jednak pamiętać, iż było to efektem nie tylko masowych wyjazdów, ale także zaawansowanych procesów asymilacyjnych. Z racji opieszałości w realizacji programu przemieszczania polskich optantów z Niemiec do Polski, nierzadkie były przypadki, że część osób, które wybrały polskie obywatelstwo, zdążyła się rozmyślić i nie chciała już skorzystać z możliwości opuszczenia Niemiec.
Kwestia optantów polskich była nierozerwalnie związana z ich niemieckimi odpowiednikami, którzy decydowali się na opuszczenie Polski. Strona polska i niemiecka wzajemnie oskarżały się o wywieranie presji na optantów i szykanowanie ich. Oficjalnie przemieszczenia ludności w ramach prawa opcji zaczęły się w 1921 r. i potrwały aż do 1926 r. Szacuje się, że w całych Niemczech „opcję polską” wybrało około 90 tys. osób, zaś trzy razy tyle Polaków (275 tys.) wybrało obywatelstwo niemieckie i pozostało nad Renem.
Przed Polakami, którzy zdecydowali się pozostać w Zagłębiu Ruhry i w Niemczech rozpoczynał się nowy okres. Najpierw musieli ułożyć sobie życie w niestabilnej niemieckiej demokracji, którą wstrząsały kryzysy polityczne i ekonomiczne, a potem przyszło im funkcjonować w warunkach totalitarnego państwa – III Rzeszy.
