„Każdy z nas musi stanąć w obronie, każdy jest żołnierzem – bo wojna trwa, nasza święta wojna o Polskę trwa”
– pisał ppłk Władysław Liniarski „Mścisław” w 1945 r.
Narodowa wspólnota
II Rzeczpospolita nie była państwem idealnym, spory polityczne toczone w dwudziestoleciu międzywojennym były niezwykle gwałtowne. Jednak jeśli przyjrzymy się działalności naszych przodków od 1918 do 1939 r., dostrzeżemy, że niezależnie od barw politycznych kolejnych gabinetów punktem odniesienia była niepodległość Rzeczypospolitej.
Jeśli przyjrzymy się działalności naszych przodków od 1918 do 1939 r., dostrzeżemy, że niezależnie od barw politycznych kolejnych gabinetów punktem odniesienia była niepodległość Rzeczypospolitej.
Najpierw ukształtowanie jej granic – szablą i piórem, a więc zbrojna walka o nie, wspierana zabiegami dyplomatycznymi. A w kolejnych latach dążenie do ustabilizowania państwa, które odrodziło się po 123 latach niewoli.
Wyzwanie było więc niezwykle poważne. Pod zaborami żyło pięć pokoleń Polaków, a mimo to zachowaliśmy poczucie wspólnoty języka, tradycji, kultury, pamięć o wspólnej przeszłości. Co więcej, jeśli przyjmiemy współczesne – politologiczne – definicje narodu, to zwrócimy uwagę, że narody we współczesnym rozumieniu kształtowały się w XVIII i XIX w. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że poczucie narodowej wspólnoty wzmacniane było w tym czasie przez budowę państw narodowych. Sprzęgły się tu dwie tendencje: państwotwórcza rola narodu, który mając poczucie wspólnoty, dążył do stworzenia własnego państwa, ale także narodotwórcza rola państwa, a więc sytuacja, w której istnienie państwa służy budowaniu bądź wzmacnianiu poczucia więzi między grupami żyjącymi na jego terenie, prowadząc ostatecznie do wytworzenia poczucia narodowej wspólnoty.
Tymczasem naród polski we współczesnym rozumieniu tworzył się w okresie niewoli. Z naszej perspektywy istotne było zatem silne poczucie narodowej wspólnoty, która poprzez działania insurekcyjne i pozytywistyczne doprowadzić miała do odzyskania niepodległości i odtworzenia własnego państwa.
Gdy to się udało, w kolejnych latach w polityce wewnętrznej i zewnętrznej Polacy dążyli do zabezpieczenia jego istnienia. Tak motywował swe działania Józef Piłsudski, przeprowadzający zbrojny zamach stanu w maju 1926 r. Wskazywał przede wszystkim na brak stabilności wewnętrznej spowodowany sejmokracją wywołaną zapisami konstytucji marcowej oraz zagrożenia zewnętrzne wynikające zwłaszcza z postępującego zbliżenia Berlina i Moskwy.
Wzmocnienie władzy wykonawczej kosztem ustawodawczej, uczynienie z państwa punktu odniesienia – najwyższej wartości, w imię której można poświęcać częściowo nawet prawa i wolności obywatelskie – miało przynieść efekt w postaci zabezpieczenia II Rzeczypospolitej przed nadchodzącymi niebezpieczeństwami.
Naród polski we współczesnym rozumieniu tworzył się w okresie niewoli. Z naszej perspektywy istotne było zatem silne poczucie narodowej wspólnoty, która poprzez działania insurekcyjne i pozytywistyczne doprowadzić miała do odzyskania niepodległości.
Ten sposób myślenia o dobru wolnej Polski, o znaczeniu niepodległego i suwerennego państwa był bardzo charakterystyczny zarówno dla pokolenia, które przywróciło Rzeczpospolitą na mapę świata, jak i dla tych, którzy w odrodzonym kraju wzrastali. Wychowywani byli – przykładem swych przodków – w przekonaniu o wartości wolnej Polski.
Jeśli spojrzymy na historię II Rzeczypospolitej z perspektywy narodotwórczej roli państwa, dostrzeżemy, jak ogromne znaczenie miało odzyskanie niepodległego bytu – mimo politycznych sporów, tak żywych w dwudziestoleciu międzywojennym – dla cementowania poczucia wspólnoty i przywiązania do ojczystego kraju. Istotne znaczenie ma w tym wymiarze wojna polsko-bolszewicka, jako to wydarzenie, które formowało poczucie odpowiedzialności obywatelskiej za państwo także w masach chłopskich.
Wobec dwóch agresji
Ten kapitał miał niebagatelną wagę w roku 1939, gdy Polska została zaatakowana 1 września przez niemiecką III Rzeszę, a wkrótce potem – 17 września przez Związek Sowiecki. Ówczesną sytuację prezydent RP Ignacy Mościcki trafnie skwitował w orędziu:
„Obywatele! Gdy armia nasza z bezprzykładnym męstwem zmaga się z przemocą wroga od pierwszego dnia wojny, aż po dzień dzisiejszy, wytrzymując napór ogromnej przewagi całości bez mała niemieckich sił zbrojnych, nasz sąsiad wschodni najechał nasze ziemie, gwałcąc obowiązujące umowy i odwieczne zasady moralności. Stanęliśmy tedy nie po raz pierwszy w naszych dziejach w obliczu nawałnicy, zalewającej nasz kraj z zachodu i wschodu. […] Na każdego z was spada dzisiaj obowiązek czuwania nad honorem Naszego Narodu w najcięższych warunkach”.
Wydaje się, że to ostatnie wezwanie oddawało ducha znaczącej części Polaków. Przełom września i października to czas, w którym zaczęły tworzyć się organizacje podziemne. Powstawały one w trzech zasadniczych nurtach. Najważniejsze były działania centralne, które doprowadziły do tego, że już 27 września 1939 r., gdy jeszcze broniła się Warszawa, w oblężonej stolicy powołano Służbę Zwycięstwu Polski. Jej organizatorem był gen. Michał Tokarzewski-Karaszewicz, upoważniony do tego przez kierującego obroną miasta gen. Juliusza Rómmla, który pisał:
„Dane mi przez Naczelnego Wodza w porozumieniu z Rządem pełnomocnictwo dowodzenia w wojnie z najazdem na całym obszarze Państwa przekazuję gen. bryg. Michałowi Tadeuszowi Tokarzewskiemu-Karaszewiczowi z zadaniem prowadzenia dalszej walki o utrzymanie niepodległości i całości granic”.
Od tej – zdawkowej, jak mogłoby się wydawać – decyzji rozpoczęła się historia polskiego podziemnego wojska.
Niemal równolegle powstawały inne podziemne organizacje o charakterze wojskowym. Po tym, gdy do konspiracji zeszły partie polityczne, zaczęto przy nich tworzyć zalążki podziemia zbrojnego. Największymi zbrojnymi organizacjami partyjnymi były Chłopska Straż i Narodowa Organizacja Wojskowa, a obok ludowców i narodowców działali między innymi chadecy – w ramach organizacji „Unia” czy socjaliści powołujący Gwardię Ludową (której nie należy mylić z powstałą później konspiracją komunistyczną o tej samej nazwie).
To Rządowi RP na Uchodźstwie podporządkowano konspirację krajową, by wspólnie z pozycji emigracji i okupowanego kraju walczyć o Sprawę Polską.
Trzecim nurtem – obok podziemia budowanego centralnie i na gruncie partii politycznych – były organizacje o zasięgu lokalnym czy regionalnym, takie jak na przykład: Organizacja Orła Białego, Tajna Armia Polska, Związek Czynu Zbrojnego,
„Ojczyzna” czy Tajna Organizacja Wojskowa „Gryf Kaszubski”. Z czasem większość z tych powstających w terenie struktur konspiracyjnych zaczęło szukać kontaktu z „organizacyjną górą”, chcąc włączyć się w działania o charakterze ogólnopolskim.
Podziemne państwo
Jednocześnie z organizowaniem – zróżnicowanego – podziemia zbrojnego powstawały także zalążki konspiracji politycznej. Kluczową kwestią była ciągłość władzy – we wrześniu władze polskie wycofały się do Rumunii, skąd miały przedostać się na zachód. Jednak, wbrew pierwotnym porozumieniom, Rumuni internowali prezydenta, premiera i Naczelnego Wodza. Prezydent Ignacy Mościcki, zgodnie z zapisami art. 24 Konstytucji kwietniowej z 1935 r. – wobec niemożności sprawowania urzędu – wskazał na swego następcę Władysława Raczkiewicza. Zapoczątkowało to proces tworzenia władz Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie – jedynych legalnych i konstytucyjnych działających po wrześniu 1939 r. Obejmowały władzę wykonawczą, namiastkę władzy ustawodawczej, sądownictwo i wojsko – które walczyło w obronie Francji, Wielkiej Brytanii, toczyło boje w Norwegii, północnej Afryce, we Włoszech i uczestniczyło w alianckim desancie w Europie Zachodniej u schyłku wojny. To Rządowi RP na Uchodźstwie podporządkowano konspirację krajową, by wspólnie z pozycji emigracji i okupowanego kraju walczyć o Sprawę Polską.
Władze konstytucyjne objęły zwierzchność nad powstającym podziemiem krajowym. Doprowadziło to do utworzenia w konspiracji aparatu państwowego obejmującego z czasem administrację na poziomie centralnym (Krajową Radę Ministrów z Delegatem Rządu na Kraj mającym status wicepremiera Rządu RP na Uchodźstwie), wojewódzkim i powiatowym; ale także namiastkę władzy ustawodawczej, sądownictwa – cywilnego i wojskowego, oświaty, podziemnych mediów i wreszcie pionu wojskowego. Stworzono w ten sposób Polskie Państwo Podziemne realizujące w kraju wytyczne konstytucyjnego rządu polskiego.
W latach 1944–1945, kiedy zajęte zostały przez Armię Czerwoną tereny II Rzeczypospolitej, dokonano przesunięcia terytorialnego Polski na zachód, w granice pojałtańskie: Sowieci oderwali od Polski Kresy, a przyłączono do niej ziemie zachodnie i północne.
Jego pion zbrojny stanowiła najpierw Służba Zwycięstwu Polski, którą szybko – jeszcze w listopadzie 1939 r. – zastąpiono przez Związek Walki Zbrojnej, by w lutym 1942 r. przemianować go na Armię Krajową. Armia Krajowa miała status Wojska Polskiego, stanowiła część Polskich Sił Zbrojnych, chociaż działać miała aż do planowanego powstania powszechnego niejawnie. Była jedną z największych podziemnych armii w dziejach świata. Do istotnych działań, rozpoczętych w ramach ZWZ, a kontynuowanych przez AK, należał rozpisany na wiele miesięcy proces scalania całego niemal zbrojnego podziemia pod jednym sztandarem. Zatem w szeregach AK spotkali się członkowie – większości – partyjnych wojskówek czy konspiratorzy organizacji regionalnych i lokalnych, wchłanianych przez pion wojskowy Polskiego Państwa Podziemnego.
O wolną Polskę
Zasadniczym celem działania Polskiego Państwa Podziemnego było odzyskanie niepodległości. Pion zbrojny przygotowywał się do powstania, które realizowano ostatecznie – w latach 1944–1945 – w formule powstania strefowego poprzez operację „Burza”. Sytuacja geopolityczna sprawiła jednak, że plany konstytucyjnych władz polskich i krajowego podziemia nie mogły zostać zrealizowane.
Zrozumienie procesu, którego doświadczyliśmy jako narodowa i państwowa wspólnota w drugiej fazie wojny, jest kluczowe dla naszej świadomości historycznej.
Zajęcie Wilna, Lwowa, a następnie aresztowanie przez Sowietów przedstawicieli cywilnych i wojskowych władz Polskiego Państwa Podziemnego, próba wyzwolenia Warszawy i działania Stalina zmierzające do wykrwawienia się walczącej stolicy i uniemożliwienia udzielenia jej pomocy przez oddziały AK ze wschodniej strony Wisły sprawiły, że militarne cele stawiane sobie przez podziemne wojsko nie zostały osiągnięte. Także cele polityczne nie mogły zostać zrealizowane, bowiem przekroczenie w styczniu 1944 r. wschodniej granicy Polski przez Armię Czerwoną przyniosło represje wobec żołnierzy konspiracyjnego Wojska Polskiego, a także urzędników i działaczy Polskiego Państwa Podziemnego.
Zrozumienie procesu, którego doświadczyliśmy jako narodowa i państwowa wspólnota w drugiej fazie wojny, jest kluczowe dla naszej świadomości historycznej. Wraz z zajmowaniem terenów II Rzeczypospolitej Stalin przystępował do realizacji planu zastąpienia konstytucyjnych władz uzurpatorskimi organami tworzonymi w Moskwie. Postępujące za Armią Czerwoną wojska NKWD czy Smiersz rozbijały struktury polskiej konspiracji niepodległościowej. Na poziomie geopolitycznym sowiecki satrapa wspierał swe działania represyjne przez zyskiwanie przychylności zachodnich aliantów dla swych działań w czasie konferencji międzynarodowych w Teheranie, Jałcie i Poczdamie.
Faktyczne pokonanie Niemców nie uzasadnia jednak ani nie usprawiedliwia jednoczesnego rozbicia polskich suwerennych struktur państwowych i zastąpienia ich tymi, które tworzono w Moskwie.
W latach 1944–1945, kiedy zajęte zostały przez Armię Czerwoną tereny II Rzeczypospolitej, dokonano przesunięcia terytorialnego Polski na zachód, w granice pojałtańskie: Sowieci oderwali od Polski Kresy, a przyłączono do niej ziemie zachodnie i północne uzyskane kosztem niemieckiej III Rzeszy. Równolegle Sowieci dokonali podboju państwa polskiego, zlikwidowali jego władze i zainstalowali na ich miejsce uzurpatorskiej administracji komunistycznej. Proces ten propagandowo przykrywano hasłami „wyzwolenia od faszyzmu” czy „wyzwolenia spod niemieckiej okupacji”.
Faktyczne pokonanie Niemców nie uzasadnia jednak ani nie usprawiedliwia jednoczesnego rozbicia polskich suwerennych struktur państwowych i zastąpienia ich tymi, które tworzono w Moskwie. Gdybyśmy szukali współczesnego odpowiednika dla powołanego w Sowietach i przerzuconego do Lublina Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego – to wydaje się, że komunistycznej władzy narzucanej przez Kreml w wyniku zajęcia przez Armię Czerwoną ziem polskich najbliżej jest do prorosyjskich uzurpatorskich władz ustanawianych przez dzisiejszą Rosję na zajętych ziemiach ukraińskich. Analogie między PKWN a prorosyjskimi, niesuwerennymi, realizującymi interes Kremla władzami np. w tzw. Donieckiej czy Ługańskiej Republice Ludowej nasuwają się same.
Walka trwa
Schyłek wojny nie przyniósł Polsce wolności, ale nowe – komunistyczne zniewolenie. Zakończył okres represyjnej okupacji niemieckiej, niosąc terror sowiecki i rodzimej bezpieki. Dlatego po tym, gdy w maju 1945 r. zakończyła się II wojna światowa w Europie, a wkrótce, latem 1945 r. rozwiązane zostały struktury Polskiego Państwa Podziemnego – trwał opór niepodległościowy: jawny i konspiracyjny. Stalin sprawnie przeprowadził swe mocarstwowe plany, marginalizując na arenie międzynarodowej konstytucyjne władze polskie – a więc prezydenta RP i Rząd Polski na Uchodźstwie i doprowadzając do nawiązania przez świat zachodni relacji dyplomatycznych z utworzonym w Moskwie Tymczasowym Rządem Jedności Narodowej – zdominowanym przez komunistów.
Istotą powojennego oporu było dążenie do przywrócenia Polsce niepodległości, utraconej w roku 1939.
Cel stawiany sobie przez krajową konspirację w 1939 r. nie został więc osiągnięty – Polska nie odzyskała niepodległości. Znacząca część polityków ruchu ludowego zdecydowała się na opór w ramach jawnych działań politycznych, tworząc opozycyjne Polskie Stronnictwo Ludowe, dopuszczone przez Stalina – ze względów taktycznych – do Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej. Natomiast część byłych oficerów i żołnierzy Armii Krajowej kontynuowała opór konspiracyjny. Najpierw – po rozwiązaniu podziemnego wojska – w ramach organizacji „NIE” i Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj, a po likwidacji Polskiego Państwa Podziemnego w szeregach utworzonego we wrześniu 1945 r. Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. Konspiratorzy nurtu narodowego, którzy nie scalili się z AK, początkowo kontynuowali walkę w ramach Narodowych Sił Zbrojnych, ale z czasem podporządkowali się Narodowemu Zjednoczeniu Wojskowemu, w którym po rozwiązaniu AK walczyli ci narodowcy, którzy wcześniej scalili się z podziemnym wojskiem.
W rozkazie rozwiązującym Armię Krajową w styczniu 1945 r. gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek” pisał:
„Żołnierze Armii Krajowej! Daję Wam ostatni rozkaz. Dalszą swą pracę i działalność prowadźcie w duchu od zyskania pełnej niepodległości Państwa i ochrony ludności polskiej przed zagładą. Starajcie się być przewodnikami Narodu i realizatorami niepodległego Państwa Polskiego. W tym działaniu każdy z Was musi być dla siebie dowódcą. W przekonaniu, że rozkaz ten spełnicie, że zostaniecie na zawsze wierni tylko Polsce oraz by Wam ułatwić dalszą pracę – z upoważnienia Pana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zwalniam Was z przysięgi i rozwiązuję szeregi AK. […]”.
To wezwanie, by działać „w duchu odzyskania pełnej niepodległości”, stało się punktem odniesienia dla tysięcy Polaków, którzy nie wyszli z konspiracji albo początkowo się demobilizując, rychło do niej wracali. Ta oczywistość tak została ujęta w wytycznych ideowych Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość:
„Przeszło 5 lat walczyła Polska Podziemna – trzon Narodu – o pełną wolność i niezawisłość opierając się wyniszczającej okupacji niemieckiej. Zbrojne ramię polskiego Państwa Podziemnego – Armia Krajowa w walce tej szczególnie dotkliwe poniosła ofiary, ofiary, które duchowych jej spadkobierców zobowiązują do dalszej, uporczywej walki nad realizacją ideału, który przyświecał naszym poległym towarzyszom broni. Szósty rok wojennej zawieruchy przyniósł nam wprawdzie uwolnienie z nienawistnego niemieckiego jarzma i wprowadził wielkie zmiany w międzynarodowym położeniu Polski i w jej stanie wewnętrznym, ale wytworzone przez nie warunki życia obywatela polskiego dalekie są od tego obrazu, który mieli przed oczyma ginący żołnierze Polski Podziemnej. Wierni jej testamentowi podejmujemy polityczną walkę o jego urzeczywistnienie”.
Istotą powojennego oporu – chociaż jest to pojęcie nieścisłe, bo chodzi o opór wobec sowieckiego zniewolenia, które ziemie polskie zaczęło ogarniać już z początkiem 1944 r., na długo przed kapitulacją Niemiec – było dążenie do przywrócenia Polsce niepodległości, utraconej w roku 1939. Konspiracja i jawni opozycjoniści trafnie definiowali sytuację w Polsce zajętej przez Sowietów. Właśnie ta postawa kontynuacji oporu wobec nowego zniewolenia najpełniej oddawała polskiego ducha i nasze dążenie do wolności, tak charakterystyczne dla kilku pokoleń Polaków niezłomnie wierzących, że wbrew dziejowym okolicznościom możemy mieć własne, suwerenne i niepodległe państwo.
Właśnie ta postawa kontynuacji oporu wobec nowego zniewolenia najpełniej oddawała polskiego ducha i nasze dążenie do wolności, tak charakterystyczne dla kilku pokoleń Polaków niezłomnie wierzących, że wbrew dziejowym okolicznościom możemy mieć własne, suwerenne i niepodległe państwo.
O tej ciągłości wciąż zdajemy się zapominać. Czasem sztucznie – i niezgodnie z historyczną prawdą – dzieląc konspirację na „pierwszą” (czyli wojenną) i „drugą” (powojenną). Dla tych, którzy walczyli o wolną Polskę, cezura 1944 czy 1945 r. nie była tak wyrazista. Oni nie przechodzili z jednej konspiracji w drugą, ale kontynuowali czyn niepodległościowy rozpoczęty najczęściej w latach II wojny światowej. Zdecydowana większość dowódców i znacząca większość z tych, którzy konspirowali w DSZ, WiN, NSZ czy NZW, a także w tzw. oddziałach nieafiliowanych – a więc powstających lokalnie czy regionalnie od podstaw, bez związku ze strukturami podziemnymi z lat wojny – zeszła bowiem do podziemia jeszcze w czasie II wojny światowej. Walcząc – zależnie od terenu – przeciwko okupantowi niemieckiemu albo sowieckiemu. A wobec nowego zniewolenia kontynuowała bój, uznając, tak jak pisał ppłk Władysław Liniarski „Mścisław” – komendant Białostockiego Okręgu Armii Krajowej Obywatelskiej:
„Wojna trwa. Dopóki na Polskiej Ziemi będzie jeden zaborczy sołdat czy bojec obcego państwa – wojna trwa. Dopóki ostatni NKWD-zista nie opuści naszych granic – wojna trwa”.
Tekst pochodzi z numeru 5/2023 „Biuletynu IPN”
