Tytuł tego tekstu nie ma sugerować, że w okresie międzywojennym polska ekonomia cieszyła się wyłącznie ze zwycięstw. Wiele kluczowych problemów pozostawało nierozwiązanych, a ówczesna polityka nie była wolna od rozlicznych błędów – także na płaszczyźnie gospodarczej. Poniżej skupiamy się zatem tylko na jednej stronie medalu – warto jednak ją docenić.
Dramatyczny punkt wyjścia
Właściwie zrozumienie sytuacji gospodarczej II RP wymaga spojrzenia na punkt wyjścia: niezwykle trudną sytuację w momencie odzyskania przez Polskę niepodległości. Lepiej niż o „momencie” byłoby zresztą mówić o „okresie”, bo los państwowości polskiej pozostawał niepewny aż do 1921 r.
Po listopadzie 1918 r. kraj nie miał nawet sprecyzowanych granic, a prowadził wojnę z większością bezpośrednich sąsiadów. Dominowały niepewność i niepokój. Olbrzymim obciążeniem pozostawało 123-letnie dziedzictwo trzech zaborów. W młodym państwie obowiązywały cztery porządki prawne (w tym kodeks Napoleona!). Zarazem zerwaniu uległy kilkudziesięcioletnie więzi ekonomiczne z dużymi rynkami państw zaborczych. Z powodu wieloletniej niewoli i upadku szkolnictwa brakowało fachowców każdego rodzaju: od administratorów po techników. Zamieszanie monetarne – po kraju krążyły ruble, marki, korony – z trudnością próbowała opanować wciąż dewaluowana marka polska. W „klejonym” państwie egzystowały najróżniejsze okręgi autonomiczne i tymczasowe podziały terytorialne.
Właściwie zrozumienie sytuacji gospodarczej II RP wymaga spojrzenia na punkt wyjścia: niezwykle trudną sytuację w momencie odzyskania przez Polskę niepodległości.
Powojenna gospodarka była w ruinie, szalała inflacja i deficyt budżetowy. Tylko 15 proc. robotników miało pracę. Zdewastowana i niekompatybilna sieć kolejowa trzech zaborów nie zapewniała podstawowej komunikacji. Ponad połowa ziemi rolnej leżała odłogiem, a czteroletnie przemarsze różnych armii zniszczyły lasy i radykalnie zmniejszyły pogłowie bydła. W największym kryzysie znalazło się jednak samo społeczeństwo. Już w 1915 r. w głąb Rosji uciekło przed Niemcami prawie 700 tys. ludzi i w 1918 r. wielu wciąż jeszcze nie powróciło, wciągnięte przez wiry rewolucji. Pół miliona Polaków zginęło, służąc w austriackich, niemieckich lub rosyjskich mundurach. Przez kraj przetoczyła się pandemia śmiertelnej grypy hiszpanki, wybuchały epidemie tyfusu, w niektórych regionach brakowało jedzenia. Problemom społecznym towarzyszyły trudności kulturowe, a jedna trzecia obywateli miała inną niż polska przynależność etniczną.
Powojenna gospodarka była w ruinie, szalała inflacja i deficyt budżetowy. Tylko 15 proc. robotników miało pracę. Zdewastowana i niekompatybilna sieć kolejowa trzech zaborów nie zapewniała podstawowej komunikacji. Ponad połowa ziemi rolnej leżała odłogiem.
Kiedy po podpisaniu pokoju z bolszewikami i przyjęciu konstytucji w marcu 1921 r. wydawało się, że państwo wreszcie okrzepnie, władzom i społeczeństwu przyszło zmierzyć się z nowym wyzwaniem: koniecznością przestawienia gospodarki z torów wojennych na pokojowe. W latach 1921–1922 gospodarka sięgnęła dna. Deficyt budżetowy groził samemu funkcjonowaniu państwa, ściągalność podatków nadal kulała.
Chociaż mniej więcej w 1924 r. udało się państwu ugasić ogniska kryzysu, a kraj wszedł na ścieżkę szybkiego rozwoju, to już wkrótce – w 1929 r. – przyszła kolejna „plaga”: międzynarodowy krach finansowy, który doprowadził do kilkuletniej, głębokiej zapaści gospodarczej („wielkiego kryzysu”), której II RP – a także Europa i USA – nie mogła uniknąć. Gdy zaś wreszcie w połowie lat trzydziestych przezwyciężono zapaść, na horyzoncie (i to bliskim, jak się okazało) majaczyła już II wojna światowa i śmiertelny sojusz dwóch totalitaryzmów.
W tym kontekście należy pamiętać, że w zasadzie przez całe krótkie dwudziestolecie międzywojenne, Polska musiała mierzyć się z co najmniej niechęcią, jeśli nie otwartą wrogością zdecydowanej większości sąsiadów, z sowiecką Rosją i (od 1933 r.) nazistowską III Rzeszą niemiecką na czele. Nie chodziło tu zresztą wyłącznie o politykę, lecz również agresywną strategię gospodarczą, stosowaną m.in. w latach dwudziestych przez jeszcze demokratyczne Niemcy.
Dopiero wtedy, gdy zrozumiemy ciężar tych wszystkich trudności i uwarunkowań, będziemy mogli docenić to, co polskiej gospodarce międzywojennej udało się osiągnąć – przez te niewiele więcej niż 10 względnie spokojnych lat.
Osiągnięcia
Za pierwszy sukces młodego państwa należałoby uznać zasygnalizowane już opanowanie zapaści finansowej z pierwszych powojennych lat. Stosunkowo szybko, bo do 1924 r., udało się – i to niemal wyłącznie własnymi siłami (z niewielkimi kredytami stabilizacyjnymi z Włoch i Szwecji) – zaradzić najpoważniejszym trudnościom. Przyczyniły się do tego przede wszystkim reformy ministra skarbu Władysława Grabskiego, które m.in. wprowadziły nową walutę: złotego. W wypadku niepowodzenia tego przedsięwzięcia państwu groziło bankructwo. Całkowite załamanie finansów państwa skutkowałoby z kolei rozpaczliwymi prośbami o ratunek, skierowanymi za granicę. W Berlinie bardzo liczono na taki obrót spraw. Jednak dzięki ekonomicznym posunięciom Grabskiego Polska uniknęła tego losu: miały więc one większe znaczenie niż tylko ekonomiczne. Choć zrealizowano je kosztem przejściowych wyrzeczeń społeczeństwa, w dłuższej perspektywie przyniosły niezbędną stabilizację.
Chociaż mniej więcej w 1924 r. udało się państwu ugasić ogniska kryzysu, a kraj wszedł na ścieżkę szybkiego rozwoju, to już wkrótce – w 1929 r. – przyszła kolejna „plaga”: międzynarodowy krach finansowy, który doprowadził do kilkuletniej, głębokiej zapaści gospodarczej.
Innym ministrem skarbu, który pozytywnie zapisał się w historii II RP, był Eugeniusz Kwiatkowski. Pełnił tę funkcję w latach 1935–1939 i walnie przyczynił się do wyprowadzenia Polski z „wielkiego kryzysu”. Obejmując stanowisko, Kwiatkowski startował z bardzo niskiego pułapu, wynikającego przede wszystkim z długotrwałego spadku produkcji. Niemniej zdołał uruchomić wielkie inwestycje i realizować je naprawdę w zawrotnym tempie. Rozwój portu i stoczni w Gdyni (na początku lat dwudziestych niewielkiej miejscowości, a w przededniu wojny – ośrodka konkurującego z Wolnym Miastem Gdańsk) czy sztandarowy projekt Centralnego Okręgu Przemysłowego (czyli stworzenia w środkowej Polsce potężnego skupiska przemysłu ciężkiego w ramach wielkiego, czteroletniego planu inwestycyjnego zainicjowanego w 1936 r. ) są tego najbardziej znanymi przykładami, chociaż wcale nie jedynymi (by dodać tylko np. powstałe już w 1927 r. Zakłady Azotowe w Mościcach). Co więcej, po realizacji planu czteroletniego, premier Kwiatkowski zapowiedział w grudniu 1938 r. zainicjowanie od 1939 r. niezwykle ambitnego Planu Piętnastoletniego (1939–1954), który został podzielony na kilka faz: rozbudowy sektora obronnego (1939–1942); rozwoju transportu, sieci drogowej i kolejowej (1942–1945); rozwoju rolnictwa, w tym melioracji i rozbudowy szkolnictwa wiejskiego (1945–1948), a także urbanizacji i uprzemysłowienia oraz zatarcia różnic pomiędzy Polską „A” i „B” (1948–1954).
Polityka Kwiatkowskiego implikowała szybkie postępy w procesie uprzemysłowienia kraju. W efekcie odsetek produktu krajowego brutto gospodarki wytwarzany w przemyśle wzrósł z 32 proc. w 1929 r. do 50 proc. tuż przed wojną. Co więcej, realizowana przez Kwiatkowskiego doktryna rozkręcania koniunktury oznaczała zerwanie z pasywnością i dała wymierne rezultaty – również w kluczowej sferze zbrojeń. Z racji uwarunkowań geopolitycznych, wydatki na zbrojenia stanowiły jedną z najbardziej obciążających pozycji w budżecie państwa, a pod koniec dwudziestolecia doszły do bardzo wysokiego poziomu – aż 40 proc. wydatków budżetowych. Przynosiło to efekty: przemysł zbrojeniowy potrafił pokazać spore możliwości stosowania innowacyjnych pomysłów w zakresie produkcji uzbrojenia. Świadczą o tym przedsięwzięcia produkcyjne nowych samolotów i pojazdów bojowych dla armii w polskich fabrykach (np. lekki czołg 7TP, tankietka TKS, bombowiec „Łoś”) czy rozwój marynarki wojennej. Systematycznie rozwijał się również przemysł motoryzacyjny, czego dowodem była polska konstrukcja CWS oraz modele produkowane na licencji Fiata.
Wielkie inwestycje nie oznaczały rezygnacji z prób zapewnienia obywatelom praw socjalnych i pracowniczych. Jednym z największych sukcesów państwa było nowoczesne ustawodawstwo społeczne.
Celom militarnym towarzyszyły wysiłki na rzecz rozwoju infrastruktury krytycznej i komunikacji. Dobrym przykładem tych działań jest kolejnictwo. Podstawowym wyzwaniem było samo ujednolicenie linii kolejowych. Na tym jednak nie poprzestano, doprowadzając m.in. do stworzenia niezwykle ważnej magistrali węglowej, łączącej Śląsk z Gdynią, oddawanej do użytku etapami w latach 1928–1933. Do innych wielkich i udanych inwestycji zaliczała się przebudowa Warszawskiego Węzła Kolejowego. Ogólnie w międzywojniu w ramach kilkudziesięciu większych inwestycji kolejowych pobudowano prawie 1800 km nowych tras.
Wielkie inwestycje nie oznaczały rezygnacji z prób zapewnienia obywatelom praw socjalnych i pracowniczych. Jednym z największych sukcesów państwa było nowoczesne ustawodawstwo społeczne. To prawodawstwo zapoczątkował już rząd Jędrzeja Moraczewskiego na przełomie 1918 i 1919 r. W ten sposób zapewniono robotnikom m.in. ośmiogodzinny dzień pracy. Co istotne, żaden z późniejszych gabinetów II Rzeczypospolitej się z tych zdobyczy nie wycofał. Jednocześnie starano się podnosić poziom higieny i opieki lekarskiej – i na tym polu notowano osiągnięcia (zwłaszcza w dziedzinie szczepień i zwalczania chorób zakaźnych), mimo konieczności tworzenia służby zdrowia (wraz z systemem ubezpieczeń) praktycznie od podstaw.
* * *
Wbrew propagandzie uprawianej w Berlinie i Moskwie, IV rozbiór Polski, dokonany we wrześniu 1939 r., nie był skutkiem jej „wewnętrznego rozkładu”. W przededniu agresji państwo znajdowało się na ścieżce wielosektorowego rozwoju, z realnymi perspektywami modernizacji, uprzemysłowienia, urbanizacji i redukowania stref biedy. Oczywiście nie było tak, że II RP nie borykała się z głębokimi problemami, również natury gospodarczej. Powolność reformy rolnej, ostre rozwarstwienie społeczne (połączone z tarciami etnicznymi), niedoinwestowanie przemysłu, obszary zacofania (zwłaszcza na prowincji) – wszystkie te wyzwania współistniały obok sukcesów. Te ostatnie pokazywały jednak, że gdyby nie wojna, „projekt II RP” miałby duże szanse przezwyciężenia trudności i osiągnięcia poziomu zbliżonego do rozwiniętych państw europejskich.
