Polska nie stanowiła specjalnego wyjątku. W sporach politycznych często sięgano po pięści, kamienie i rewolwer. Zabójstwo pierwszego prezydenta RP Gabriela Narutowicza ma swoją szczególną i symboliczną wymowę. Oczywiście są różne formy obecności przemocy w życiu politycznym. Może ona przybierać charakter nieskoordynowany, związany z uliczną walką o władzę, może być działaniem skoordynowanym, ale pozaprawnym, może wreszcie przybrać kształt instytucjonalny i prowadzić do tzw. ustawowego bezprawia.
Kraj po maju 1926 r.
Gwałtowność politycznych sporów zawsze przybiera na sile wraz ze wzrostem niestabilności, a ta w Polsce była wzmagana nie tylko poprzez kryzysy ogólnoeuropejskie, ale także przez niezwykle trudny proces budowania własnego państwa. Odziedziczona po zaborach głębia politycznych i społecznych podziałów, powiązana z naturalną niedojrzałością społeczeństwa, sprawiła, iż polska demokracja okazała się nader słaba i krótkotrwała.
12 maja 1926 r. Józef Piłsudski pod hasłem ukrócenia partyjniactwa rozpoczął udany zamach stanu. Postawa legalnych władz, które zrezygnowały z kontynowania oporu, ograniczyła krwawy przebieg walk, a przede wszystkim uchroniła przed najgorszym i dość realnym scenariuszem wojny domowej. Sytuacja w kraju szybko była kontrolowana przez obóz Piłsudskiego, wspieranego w tym czasie najmocniej przez lewicę. Z pewnością Piłsudski nie zamierzał dokonywać rewolucji politycznej, tym bardziej społecznej (na co liczyli socjaliści). Pierwsze działania po zamachu świadczą raczej o umiarkowanej ambicji naprawy państwa, czym z kolei zyskał przychylność części konserwatystów.
Członkowie pierwszego rządu Józefa Piłsudskiego po zaprzysiężeniu 2 października 1926 r. Od lewej: Karol Niezabytowski, Jędrzej Moraczewski, minister komunikacji Paweł Romocki, Eugeniusz Kwiatkowski, Gabriel Czechowicz, Stanisław Jurkiewicz, Witold Staniewicz, Felicjan Sławoj Składkowski, Aleksander Meysztowicz (fot. z zasobu NAC)
Zachowano dawny parlament, a w tzw. noweli sierpniowej zasadniczo zrealizowano postulat wzmocnienia władzy wykonawczej. Natomiast z politycznego punktu widzenia wprowadzenie do polityki nowego niedemokratycznego ośrodka decyzyjnego, przy jedoczesnym zachowaniu dawnej reprezentacji, nie sprzyjało politycznej stabilności. Mogłoby tak być, gdyby celem Piłsudczyków była korekta ustrojowa, a nie zachowanie władzy. Wzmocnienie pozycji prezydenta przywracałoby równowagę ustrojową i urealniałoby zasadę trójpodziału władzy. Stało się jednak inaczej. Zamach majowy stał się początkiem ewolucyjnej drogi, która wiodła ku autorytaryzmowi. Ta forma polityczna zamiast wzmacniać państwo, w ostatecznym rozrachunku osłabiła je.
Nieuchronne tarcia
Budowanie systemu autorytarnego w Polsce cechował brak planowości. Można odnieść wrażenie, iż likwidacja parlamentaryzmu w II Rzeczpospolitej była efektem skumulowania konfliktu politycznego, w którym przekraczano kolejne granice prawa, używania instytucji państwa dla partykularnych celów politycznych i stosowania zwyczajnej bezprawnej przemocy.
Piłsudczycy, biorąc odpowiedzialność za państwo, powzięli naiwne przekonanie, iż opozycja będzie samoczynnie iść za polityką rządu. Nie potrafiono podjąć gry na poziomie parlamentu, co wymagałoby wysublimowanych umiejętności politycznych (w tym kompromisu), więc sięgano po rozmaite nielegalne, bądź quasi legalne instrumenty. Popadnięto w swoistą pułapkę. Nadużywanie władzy prowadzi do sytuacji, w której podmiot to czyniący coraz bardziej obawia się konsekwencji swoich czynów, a te następują w chwili utraty władzy. W związku z tym podejmuje działania coraz bardziej radykalne, które mają go uchronić przed tym scenariuszem. Trafnie mentalność polityczną piłsudczyków skomentował, skądinąd daleki do sympatii dla opozycji, Adolf Bocheński, który w tekście pt. Rusyfikacja polski współczesnej z 1935 r. pisał, iż piłsudczycy, mimo doświadczenia walki o wolność z caratem, innymi metodami politycznymi niż „carskie” nie potrafią się posługiwać.
W czasie wyborów parlamentarnych w 1928 r. Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem starał się uzyskać większość parlamentarną względnie łagodnymi środkami odziaływania na proces wyborczy (wykorzystywano aparat państwowy do agitacji wyborczej, stosowano nielegalne subwencje na kampanie wyborczą). Bezpartyjny Blok wygrał, jednak nie osiągnął większości. O ile centrolewica, szczególnie w obliczu wyborczej klęski endecji, była gotowa do pewnych form współpracy, o tyle celem sanacji było dążenie do rządów samodzielnych. Szczególnej wymowy nabrała tzw. sprawa Czechowicza, czyli wydania osiągniętej nadwyżki budżetowej na kampanię wyborczą BBWR w 1928 r. Odbyło się to na osobiste polecenie Józefa Piłsudskiego. Mimo rozprawy przed Trybunałem Stanu (26-29 czerwiec 1929 r.) sprawy nie udało ostatecznie osądzić i powróciła do sejmu, gdzie była skutecznie odwlekana. Wydatki zostały „zalegalizowane” przez nowy parlament w 1930 r.
Zrozumiały ze względu na wynik wyborczy brak spolegliwości opozycji prowadził do dalszych zmian. W coraz większej skali zaczęto używać aparatu państwowego do celów politycznych. Włodzimierz Mędrzecki wskazuje, że od 1929 r. zaczęto przydzielać policji państwowej coraz więcej zadań typowo politycznych, tak „stała się utrzymywanym z funduszów publicznych narzędziem ochrony nie tyle państwa, ile aktualnego rządu”1.
Eskalacja
Skoordynowane działania opozycji pod znakiem tzw. centrolewu uruchomiły szybki bieg wydarzeń prowadzący do rozwiązania parlamentu, aresztowania politycznych liderów opozycji i przeprowadzenie wyborów już w całkowicie kontrolowanych warunkach w listopadzie 1930 r. Zakres ingerencji administracyjnej w sam proces wyborczy był niebywale większy niż w 1928 r. Oprócz uwięzienia na czas kampanii wyborczej liderów opozycji, unieważniano listy wyborcze oponentów, szeroko stosowano cenzurę prewencyjną, sama procedura liczenia głosów budziła wątpliwości.
Proces brzeski odbywający się od października 1931 do stycznia 1932 r. był już tylko epilogiem wcześniejszej politycznej rozprawy. Część oskarżonych została osadzona w więzieniu (m.in.: A. Ciołkosz, N. Barlicki), inni (m.in.: W. Witos, H. Lieberman, W. Korfanty) udali się na emigrację.
O ile w tym okresie widoczne jest nakierowanie sił rządowych na doraźną i bezpośrednią walkę z opozycją i przeciwnikami politycznymi (czemu również służyli tzw. nieznani sprawcy), to późniejsze lata charakteryzuje już tendencja do instytucjonalizacji kontroli. Stałym instrumentem pacyfikacji nieprawomyślnych polityków stało się Miejsce Odosobnienia w Berezie Kartuskiej uruchomione ad hoc po zamachu na ministra Pierackiego w lipcu 1934 r. Szybko wykorzystano je jako wygodny sposób radzenia sobie z przeciwnikami. Co ważne, do Berezy nie trafiano na podstawie wyroku sądowego, ale decyzji administracyjnej. Kwestię kontroli „wyborów” rozwiązano również w bardziej uregulowany sposób, wprowadzając w lipcu nową ordynację wyborczą, która oddawała w ręce administracji kontrolę nad procesem zgłaszania kandydatur. Uciekanie się do „cudów nad urną” nie było już konieczne.
Nie można zapominać, iż jednym z kluczowych elementów kontroli politycznej była niezwykle sprawna cenzura prewencyjna, którą szeroko stosowano wobec pism opozycyjnych, ale i z czasem wobec bardziej niezależnych tytułów przychylnych reżimowi (np. wileńskie „Słowo”). Oprócz zwykłych mechanizmów propagandowych, przyznajmy, nie będących niczym nadzwyczajnym w tamtym czasie, uciekano się często do prymitywnych prowokacji. Wymownym przykładem jest artykuł Uwagi o p. Witosie („Kurier Poranny” z 31 maja 1939 r.), w którym anonimowy „Obywatel z Przeworska” informował o rozmowach Witosa z Gestapo. Lider ruchu ludowego wprawdzie miał odrzucić ofertę sformułowania proniemieckiego rządu, ale jego polityczne zaangażowanie po powrocie do kraju miało być środkiem destabilizacji kraju, a to miało być zgodne z planami niemieckimi. Jednak to był tylko głos w prasie prorządowej. Natomiast, co ciekawe, 3 czerwca z ministerstwa spraw wewnętrznych zostaje rozesłany telegram, w który pisano:
„w związku z ukazaniem się w prasie artykułów ujawniających kontakty Wincentego Witosa z przedstawicielami gestapo w czasie jego pobytu w Czechosłowacji minister spraw wewnętrznych prosi o niedopuszczenie do ukazania się w prasie wiadomości o akcji protestacyjnej stronnictwa ludowego mającej na celu gloryfikację osoby Witosa”.
W czerwcu 1939 r., w obliczu zagrożenia niemieckiego, wciąż prowadzono mało wyrafinowaną rozgrywkę na polu wewnętrznym. Do symbolu urastają słowa płk Wendy skierowane od Macieja Rataja we wrześniu 1939 r. Na myśl utworzenia rządu jedności narodowej, miał Wenda odpowiedzieć, iż zwycięstwem z nikim nie będziemy się dzielić.
Przeciwskuteczność rozwiązań
Ten krótki zarys metod, w jaki sposób zwalczano opozycję, pokazuje przede wszystkim, iż instrumenty te ewoluowały od umiarkowanych ku radykalnych, od doraźnych do coraz bardziej zinstytucjonalizowanych. Jednak chyba najbardziej wymowna i tragiczna jest ewolucja celu ich zastosowania. Zamach majowy przeprowadzony był pod hasłem ustabilizowania systemu politycznego, co miało być wymogiem racji stanu. Z czasem jednak owa „racja stanu” zanikała i ustępowała miejsca racji stronnictwa rządzącego.
II Rzeczpospolita była państwem, które w wielu obszarach niedomagało, nie potrafiło długofalowo rozwiązać wielu strategicznych problemów (polityka mniejszościowa, reforma rolna), ale w jednym obszarze była niezwykle skuteczna, tj. w dziedzinie zwalczania przeciwników politycznych rządu i kontroli prasy. Tutaj mało kto może odmówić rządowej administracji i politykom skuteczności i zdecydowania.
Autorytaryzm w historii był często instrumentem reformy państwa. Ta forma polityczna dopuszczająca możliwość politycznej przemocy czasami prowadziła do budowy silnego państwa. Skutek, szczególnie w obliczu historii, często legalizował drogi do niego prowadzące. Jednak w przypadku systemu piłsudczykowskiego tak się jednak nie stało, powzięte środki nadzwyczajne nie wzmacniały, a osłabiały. Klęska wrześniowa nie tylko nie wymazywała odpowiedzialności, ale ją wzmagała. Odpowiedzialności nie tylko przed, jak chciano wedle zapisów konstytucji kwietniowej, przed Bogiem i historią.
1 Odzyskany śmietnik. Jak radziliśmy sobie z niepodległością w II Rzeczpospolitej, Kraków 2022, s. 308.
