Klemens Gniech urodził się na sześć lat przed wybuchem II wojny światowej (14 grudnia 1933 r.) na Pomorzu, w Wejherowie. Był synem Pawła, robotnika, i Anny z domu Kuperschmidt, która pracowała w spółdzielni krawieckiej. Miał jeszcze trzy siostry i jednego brata.
Brakuje informacji o losach wojennych rodziny Gniechów, można przypuszczać, że spędziła je w rodzinnym Wejherowie, choć pewności nie ma. Nie mniej jednak, po zakończeniu działań wojennych młody Klemens w ciągu kilku lat, tj. do roku 1950, skończył naukę w szkole podstawowej i gimnazjum w Wejherowie.
Droga na eksponowane stanowisko
W tym roku przyjechał do Gdańska, gdzie uczył się w Liceum Budowy Okrętów „Conradinum". Równolegle zapisał się do Związku Młodzieży Polskiej, w latach 1953-1955 był nawet w Prezydium Zarządu Wojewódzkiego ZMP w Gdańsku.
Był aktywny na polu partyjnym. Na drugim roku studiów wstąpił do PZPR, został członkiem Egzekutywy OOP Wydziału Budowy Okrętów na uczelni. Już po uzyskaniu dyplomu w latach 1958–1962 pracował jako wykładowca szkolenia partyjnego.
Być może ten fakt pomógł mu w tym, że w 1952 r. na mocy dyplomu „Przodownika Nauki” został przyjęty na studia na Wydziale Budowy Okrętów Politechniki Gdańskiej. Ukończył je w 1958 r. W czasie studiów miał półroczne praktyki w stoczniach w Gdyni, Gdańsku i Szczecinie. W 1954 r. wyjechał na pół roku do Stoczni Deutsche Werft AG w Hamburgu, a w 1955 r. odbył trzymiesięczny staż na jednostce pływającej PLO. Nie był w wojsku – po zakończeniu studiów został mianowany podporucznikiem rezerwy.
Był aktywny także na polu partyjnym. Na drugim roku studiów wstąpił do PZPR, został członkiem Egzekutywy OOP Wydziału Budowy Okrętów na uczelni. Już po uzyskaniu dyplomu w latach 1958–1962 pracował jako wykładowca szkolenia partyjnego, by później, tj. w latach sześćdziesiątych XX wieku, być aktywnym w komisjach przy Wydziałowej Radzie Robotniczej i Egzekutywie OOP Stoczni Gdańskiej, do której przyjęty został w kwietniu 1958 r.
Najpierw pracował jako mistrz na pochylni Wydziału K-3. Musiał być zdolnym organizatorem, znać się na montażu sekcji i jeszcze potrafić komunikować się ze stoczniowcami z innych wydziałów, bo po trochę nieco ponad roku czasu, w lipcu 1959 r., awansował na stanowisko kierownika Wydziału K-1 Obróbki Kadłubów Oddziału Blachowni. Po dalszych dwóch latach, we wrześniu 1961 r., awansował na stanowisko zastępcy kierownika ds. postępu technicznego na Wydziale K-3. W 1966 r., być może z powodu wyższych zarobków, chciał przenieść się do pracy w Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni, ale kierownictwo stoczni w Gdańsku nie dało zgody na przenosiny. W ciągu pięciu następnych lat zmieniał kolejne stanowiska i piął się wyżej na drabinie kadry kierowniczej stoczni. W kwietniu 1969 r. został kierownikiem Wydziału Montażu Kadłubów K-2, a we wrześniu 1971 r. awansował na stanowisko Szefa Produkcji Kadłubów Stoczni Gdańskiej.
W kwietniu 1973 r. awansował na stanowisko Głównego Inżyniera i Zastępcę Dyrektora ds. Technicznych. 20 kwietnia 1976 r. mianowano go Dyrektorem Naczelnym Stoczni Gdańskiej. Mógł wtedy liczyć na zarobki rzędu 8 tys. (wynagrodzenie zasadnicze) plus 4 tys. premii.
Nie wiadomo, co robił w trakcie rewolty grudniowej 1970 r., raczej nie brał czynnego udziału w walkach na ulicach Gdańska. Pewne natomiast jest, że 25 stycznia 1971 r. wziął udział w spotkaniu stoczniowców z nowo wybranym I sekretarzem KC PZPR Edwardem Gierkiem w siedzibie MRN w Gdańsku.
W kwietniu 1973 r. awansował na stanowisko Głównego Inżyniera i Zastępcę Dyrektora ds. Technicznych (I Zastępcę Dyrektora Naczelnego stoczni), a 20 kwietnia 1976 r. mianowany został Dyrektorem Naczelnym Stoczni Gdańskiej (decyzją Mieczysława Tokarza ze Zjednoczenia Przemysłu Okrętowego). Mógł wtedy liczyć na zarobki rzędu 8 tys. (wynagrodzenie zasadnicze) plus 4 tys. premii.
Dyrektor Naczelny
25 czerwca 1976 r. na wiecu robotniczym pod budynkiem dyrekcji stoczni wraz z m.in. Tadeuszem Fiszbachem (I sekretarzem KW PZPR) bezskutecznie namawiał stoczniowców do rozejścia się i powrotu do pracy. Po kilku dniach stocznia zwolniła ze skutkiem natychmiastowym kilkadziesiąt osób – głównych „prowodyrów” protestu. Od grudnia 1977 r., poprzez kolejne rocznice masakry 1970 r. w grudniu 1978 i 1979 r., z racji zajmowanego stanowiska współdziałał z kierownictwem gdańskiej SB w zapobieganiu organizacji obchodów niezależnych pod murem czy bramą stoczni. W styczniu 1980 r. za radą (naciskiem?) Służby Bezpieczeństwa zdecydował o przeniesieniu Anny Walentynowicz do pracy na suwnicy w Stoczni Północnej. W sierpniu 1980 r. miał zapewne wiedzę o zwolnieniu z pracy (7 sierpnia 1980 r.) Walentynowicz na kilka miesięcy przed jej przejściem na emeryturę. Jej zwolnienie stało się zaczątkiem strajku w stoczni, który w efekcie przyniósł powstanie Niezależnych Samorządnych Związków Zawodowych „Solidarność”.
W sierpniu 1980 r. miał zapewne wiedzę o zwolnieniu z pracy (7 sierpnia 1980 r.) Walentynowicz na kilka miesięcy przed jej przejściem na emeryturę. Jej zwolnienie stało się zaczątkiem strajku w stoczni, który w efekcie przyniósł powstanie Niezależnych Samorządnych Związków Zawodowych „Solidarność”.
14 marca 1980 r. wszedł w poczet Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej (ORMO), być może z tej przyczyny, że chciał zostać Społecznym Inspektorem Ruchu Drogowego. Przesłanką, by tak twierdzić, jest jego wniosek z sierpnia 1980 r. w tej sprawie. Z karty informacyjnej b. WUSW w Gdańsku wynika, że datami początkową i końcową w zaangażowaniu Gniecha w ORMO jest rok 1980 i dlatego, wobec braku innych dowodów materialnych, należy przyjąć, że „przygoda” z tą formacją zakończyła się w tym roku, a najpewniej po strajku sierpniowym 1980 r., kiedy nastała zupełnie inna rzeczywistość.
Zapewne w związku ze wspomnianą wyżej chęcią wstąpienia w szeregi ORMO, na początku 1980 r. zapytanie ws. opinii na temat dyrektora naczelnego stoczni złożył do zakładu Wydział Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej MO w Gdańsku. W odpowiedzi Edward Słaby, Zastępca Dyrektora ds. Pracowniczych, najpierw wymienił całą karierę zawodową Gniecha w stoczni, a następnie docenił jego zasługi na polu znajomości merytorycznej i technicznej przemysłu okrętowego, wdrażania innowacji, racjonalizatorstwa itp. Druga część opinii wystawionej Gniechowi przez Słabego zawiera wyliczenie funkcji społecznych i politycznych sprawowanych przez tego ostatniego: „aktywny działacz Samorządu Robotniczego stoczni”, podobnie aktywny jako „członek Zarządu Głównego Sekcji Okrętowców SIMP”, oraz „wzorowy, pełen poświęcenia członek PZPR”. Od 1978 r. Gniech należał także do Frontu Jedności Narodu.
Wobec Sierpnia
Po rozpoczęciu strajku sierpniowego 1980 r. w Stoczni Gdańskiej, najpierw w dniach 14–16 sierpnia prowadził rozmowy z zakładowym komitetem strajkowym. To na jego wniosek albo żądanie doszło wtedy do poszerzenia komitetu strajkowego o przedstawicieli wszystkich wydziałów stoczni.
Po wybuchu strajku powtarzał, że od niego wyrzucenie z pracy suwnicowej nie zależało, że nie miał na tę decyzję wpływu. W czasie rozmów pod naciskiem strajkujących zgodził się na przyjęcie z powrotem do stoczni Walentynowicz i zwolnionych przed nią Andrzeja Kołodzieja i Lecha Wałęsy. Z początku jednak nie chciał ponownego zatrudnienia przede wszystkim Walentynowicz, z powodu, jak to mówił, „jej trudnego charakteru”.
Dalej podczas negocjacji zgadzał się na spełnienie wszystkich postulatów, oprócz tych dotyczących kwestii tzw. politycznych, co do których nie miał nic do powiedzenia. Chodziło m.in. o wyrównanie zasiłków do wysokości tych pobieranych przez WP i MSW, poprawę zaopatrzenia w żywność. Nie doprecyzowano w jakiej postaci upamiętnieni zostaną zabici w 1970 r. stoczniowcy. W efekcie 16 sierpnia 1980 r. Gniech (patrząc z jego perspektywy jako dyrektora zakładu) odniósł sukces, bo strajkujący zgodzili się zakończyć protest i przystąpić do pracy. Kiedy jednak w poniedziałek 18 sierpnia 1980 r. przychodzący rano do stoczni robotnicy przystępowali za namową Lecha Wałęsy do strajku, Gniech namawiał do dochowania litery porozumienia z soboty16 sierpnia i rozpoczęcia normalnej pracy. Był wtedy zbywany przez strajkujących nawet w mocnych, wulgarnych słowach. Po okrzepnięciu akcji strajkowej, na prośbę komitetu strajkowego udostępnił do jego dyspozycji radiowęzeł zakładowy i drukarnię stoczniową.
Po zakończeniu strajku i powstaniu Społecznego Komitetu Budowy Pomnika Poległych Stoczniowców 1970 roku, jako że to głównie na Stoczni Gdańskiej spoczęło społeczne zadanie jego zbudowania w trzy miesiące, bardzo poważnie i prestiżowo potraktował tę misję. Znane „na stoczni” było jego powiedzenie
„Jak ktoś będzie przeszkadzał w tej budowie, to jaja pourywam”.
Według byłych działaczy Prezydium Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” (Alojzy Szablewski, Tomasz Moszczak, Alicja Kowalczyk) współpraca z dyrektorem w czasie rewolucji solidarnościowej lat 1980–1981 układała się bardzo dobrze. Gniech nie czynił przeszkód w działalności NSZZ i starał się wdrażać w życie podnoszone przez związkowców uwagi – np. w sprawie poprawy bezpieczeństwa warunków pracy. Niejako w zamian działacze apelowali np. do załogi o rezygnację ze spożywania alkoholu w godzinach pracy na terenie zakładu.
Po ogłoszeniu stanu wojennego i wybuchu strajku protestacyjnego w stoczni, w czasie późniejszego procesu przywódców protestu przed Sądem Wojewódzkim w Gdańsku Gniech zeznawał na korzyść oskarżonych stoczniowców: Szablewskiego, Moszczaka.
Trochę symbolem owej dobrej współpracy, a pewnie też efektem zastanej rzeczywistości, był udział Klemensa Gniecha (obok ks. Henryka Jankowskiego i Tadeusza Fiszbacha) w I Walnym Zebraniu Delegatów NSZZ „Solidarność” Stoczni Gdańskiej w lutym 1981 r. Warto dodać, że w wyniku strajku 1980 r. i potem na skutek działalności solidarnościowej w stoczni, ale też i wielu innych, znaczenie spadła wydajność produkcji. Żeby ukryć to zjawisko Zjednoczenie Przemysłu Okrętowego korygowało oczekiwania roczne, dostosowując je do osiąganych faktycznie wyników.
Po ogłoszeniu stanu wojennego i wybuchu strajku protestacyjnego w stoczni, w czasie późniejszego procesu przywódców protestu przed Sądem Wojewódzkim w Gdańsku Gniech zeznawał na korzyść oskarżonych stoczniowców: Szablewskiego, Moszczaka. Nie obciążał w zeznaniach, jak to robili inni dyrektorzy np. w ZNTK. Bronił ich, że to nie oni dokonali zniszczeń na wydziałach, tylko np. uczynili je funkcjonariusze ZOMO pacyfikujący strajk.
Dalsze życie
Prawdopodobnie z powodu wcześniejszego „nie radzenia sobie” z „Solidarnością” w zakładzie i słabych wyników produkcyjnych, z dniem 23 grudnia 1981 r. decyzją ministra hutnictwa i przemysłu maszynowego odwołano Gniecha ze stanowiska dyrektora naczelnego. Od tego czasu przez trzy lata do końca grudnia 1984 r. formalnie zatrudniony był na stanowisku głównego budowniczego w stoczni. W praktyce jednak część z tego czasu przebywał na urlopie bezpłatnym, a przez część, za porozumieniem stron, oddelegowany został do pracy w Zrzeszeniu Przedsiębiorstw Przemysłu Okrętowego. W czasie urlopu bezpłatnego przebywał na kontraktach zagranicznych „Polservice”, CMIE „Centromor”, Polmarine”. W styczniu 1985 r. zatrudnił się w Stoczni „Wisła”, by we wrześniu tego samego roku przejść do AW NachGMBH w Hamburgu, by w charakterze rzeczoznawcy pracować tam przynajmniej do 1989 r. Zmarł 27 kwietnia 2007 r. w Monachium w Niemczech.
