Ponieważ region zaliczał się do ubogich, ludność polska i żydowska żyły na podobnym, niskim poziomie materialnym, utrzymując stałe kontakty gospodarcze, a niekiedy też towarzyskie. Podobnie było w pobliskich miasteczkach – Lipsku, Tarłowie, Solcu nad Wisłą.
Trudna do oszacowania liczba osób zdecydowała się na ucieczkę i szukanie szans ocalenia. Sprzyjała tego bliskość ogromnego kompleksu leśnego – Lasów Starachowickich. Żydzi koczowali tam w prymitywnych obozowiskach, uzyskując pomoc od polskich leśników.
We wrześniu 1942 r. Niemcy rozpoczęli likwidację mniejszych gett, przesiedlając ich mieszkańców do miejscowości położonych w pobliżu linii kolejowych. Był to wstęp do rozpoczętej 15 października 1942 r. masowej akcji likwidacyjnej, w wyniku której większość żydowskich mieszkańców regionu została deportowana do obozu zagłady w Treblince.
Trudna do oszacowania liczba mężczyzn, kobiet i dzieci zdecydowała się na ucieczkę i szukanie szans ocalenia. Sprzyjała tego bliskość ogromnego kompleksu leśnego – Lasów Starachowickich. Żydzi koczowali tam w prymitywnych obozowiskach, uzyskując pomoc od polskich leśników.
Ich wrogiem był jednak czas – wiedziano, że w czasie zbliżającej się zimy nie będzie można przetrwać w szałasach i ziemiankach. Jedyną szansą ocalenia było zwrócenie się z prośbą o pomoc do znajomych Polaków.
Przygotowania do akcji pacyfikacyjnej
Wiedza o dużej liczbie zbiegów z gett wspieranych przez polską ludność, aktywność członków konspiracji wojskowej, a także plaga pospolitego bandytyzmu stały się przyczyną skierowania do Ciepielowa funkcjonariuszy I Zmotoryzowanego Batalionu Żandarmerii (I. Gendarmerie-Bataillon - motorisiert), którzy utworzyli posterunek w miejscowym dworze (tzw. Górkach).
W pamięci sąsiadów Kowalskich, Obuchiewiczów i Kosiorów zachowały się liczne przesłanki wskazujące, że rodziny te wspierały ukrywających się w lasach zbiegów z gett, dostarczając im żywność i okresowego schronienia.
Służący w tej jednostce Niemcy byli starannie dobranymi policjantami, wyszkolonymi w przeczesywaniu lasów i tropieniu ukrywających się osób. Wiedzę tę łączyli ze skrajną brutalnością. Podczas torturowania aresztowanych rolników uzyskiwali dane o osobach zaangażowanych w konspirację i posiadających broń. Zatrzymanych na drogach i we wsiach Żydów wypytywano przede wszystkim o Polaków, którzy ukrywali w swych gospodarstwach zbiegów z gett. Lista znanych żandarmom nazwisk powiększyła się jeszcze, gdy w ostatnich dniach listopada 1942 r. funkcjonariusze batalionu rozpoczęli przeczesywanie Lasów Starachowickich, niszcząc obozowiska żydowskie. Niektórzy z ich mieszkańców przed śmiercią byli także przesłuchiwani.
Działania były wstępem do akcji pacyfikacyjnej. Jej wytyczne mówiły, że każda polska rodzina, w której zabudowaniach zostaną znalezieni Żydzi, broń, lub też inne dowody antyniemieckiej postawy, ma zostać całkowicie unicestwiona. Nakaz ten obejmował wszystkie osoby tworzące rodzinę, począwszy od dzieci, a skończywszy na ludziach w zaawansowanym wieku. Po egzekucji gospodarstwo zabitych miało zostać całkowicie zniszczone. Ciała ofiar nie mogły zostać pochowane na cmentarzach katolickich, ale na terenie gospodarstwa, w nieoznaczonych mogiłach.
Zbrodnia w Ciepielowie Starym
Akcja rozpoczęła się rankiem 6 grudnia 1942 r. w Ciepielowie Starym (części gromady Ciepielów), gdzie żandarmi krótce otoczyli sąsiadujące ze sobą domy Piotra Obuchiewicza i Adama Kowalskiego, a także dom Władysława Kosiora.
Małżonkowie Adam i Bronisława Kowalscy zostali zapamiętani jako ludzie uczciwi i spokojni. Wraz z nimi w domu przebywało pięcioro dzieci, z których najstarsze liczyło 15, a najmłodsze niespełna 2 lata. Byli to: Janina, Zofia, Stefan, Henryk i Tadeusz. W bliskości domu Kowalskich znajdował się dom Piotra i Heleny Obuchiewiczów. Małżonkowie doczekali się czworga dzieci, które przebywały wraz z rodzicami w chwili otoczenia gospodarstwa przez Niemców. Byli to: 9-letnia Kazimiera, 7-letni Władysław, 5-letnia Zofia i niespełna 3-etnia Marianna. W innej części wsi znajdowało się gospodarstwo Władysława i Karoliny Kosiorów. Wychowywali oni pięcioro lub sześcioro dzieci. Byli to: 18-letni Aleksander, 17-letni Tadeusz, 14-letnia Władysława, 12-letnia Irena, 2-letni Adam, a być może także kilkuletni Mieczysław.
Pożar w gospodarstwie Kosiorów był sygnałem dla Niemców.
W pamięci sąsiadów Kowalskich, Obuchiewiczów i Kosiorów zachowały się liczne przesłanki wskazujące, że rodziny te wspierały ukrywających się w lasach zbiegów z gett, dostarczając im żywność i okresowego schronienia. W jednym z gospodarstw Niemcy odnaleźli też dwóch Żydów. Przez cały dzień rolnicy przebywali pod strażą, a żandarmi rabowali ich obejścia. Późnym popołudniem, gdy zaczął zapadać już zmrok, w gospodarstwie Kosiorów miały rozlec się strzały. Niemcy zgromadzili wszystkie osoby w jednym z budynków – domu lub stodole – który został oblany benzyną i podpalony. Próbę ucieczki podjął któryś z chłopców – prawdopodobnie Aleksander Kosior. Został ono jednak dogoniony przez Niemców i wrzucony przez nich żywcem w płomienie.
Pożar w gospodarstwie Kosiorów był sygnałem dla Niemców. Na oczach sąsiadów Kowalscy zostali przeprowadzeni do domu Obuchiewiczów, który po chwili zaczął płonąć. Próbę ucieczki podjęła tylko Janina Kowalska. Została jednak zastrzelona przez żandarmów, którzy zdarli z niej buty, a ciało pociągnęli za warkocze po ziemi i wrzucili je w ogień.
Zbrodnia w Rekówce
W tym samym czasie, gdy Niemcy rozpoczynali akcję w Ciepielowie Starym, druga grupa żandarmów dotarła do odległej o 1,5 km wsi Rekówka. Otoczono tam dom, w którym zamieszkiwały wspólnie dwie, spokrewnione ze sobą rodziny.
W domu ukrywano przez pewien czas dwie Żydówki z Ciepielowa, a później czterech mężczyzn. Potwierdziła to rewizja, w czasie której żandarmi znaleźli książki w języku hebrajskim.
Pierwszą tworzyli Stanisław i Marianna Kosiorowie, wychowujący czworo dzieci w wieku 2-10 lat: Jana, Mieczysława, Mariana i Teresę. Wraz z nimi mieszkała matka Marianny – licząca blisko 60 lat Katarzyna Kiścińska. Gospodarstwo dzielili z rodziną Skoczylasów. W chwili najścia Niemców w domu przebywała tylko 11-letnia Leokadia Skoczylas, która bawiła się z o dwa lata starszą sąsiadką, Henryką Kordulą. W domu ukrywano przez pewien czas dwie Żydówki z Ciepielowa, a później czterech mężczyzn. Potwierdziła to rewizja, w czasie której żandarmi znaleźli książki w języku hebrajskim. Pokazano je triumfalnie sołtysowi wsi i innym Polakom.
Mord na zatrzymanych rozpoczął się w południe, gdy Niemcy odszukali w sąsiedniej wsi i przywieźli do Rekówki Piotra Skoczylasa (ojca Leokadii). Więźniów grupkami wypędzono z domu i wśród krzyków i bicia zaczęto kierować do stodoły. Jako pierwszego Niemcy zabili 8-letniego Mieczysława Kosiora, który próbował uciec.
Na odgłos strzałów przybiegł zrozpaczony ojciec Henryki Korduli, mający jeszcze nadzieję na uratowanie swego dziecka. Został jednak pobity przez żandarma i odpędzony. Polaków ustawiono w szeregu i rozstrzeliwano seriami z pistoletów maszynowych. Po egzekucji Niemcy podpalili stodołę, w której znajdowały się ciała zamordowanych, a dom ograbiono z wartościowszych przedmiotów.
* * *
6 grudnia 1942 r. w Ciepielowie Starym i Rekówce zostało zamordowanych 30 (według niektórych źródeł 31) Polaków, którzy stracili życie za „zbrodnię”, jaką było niesienie pomocy szukającym szans ocalenia Żydom. Dążność Niemców do unicestwienia całych rodzin sprawiała, że od kul i ognia ginęły zarówno kilkuletnie dzieci, jak i osoby w zaawansowanym wieku. Ich bliscy, którym udało się ocaleć, borykali się do końca życia z niemożliwymi do zaleczenia traumami. O zbrodniach nie mogli zapomnieć też świadkowie – także ci, których następnego dnia zmuszono do przeszukiwania pogorzelisk i wydobywania z nich zwęglonych szczątków swych krewnych, sąsiadów i znajomych.
Dowiedz się więcej o Polakach ratującyh Żydów podczas niemieckiej okupacji:
seria audycji „Nie tylko Ulmowie”
