Jeśli bowiem prześledzimy literaturę poświęconą ruchowi studenckiemu, dostrzeżemy podobieństwo w tłumaczeniu konsolidacji organizacji w latach pięćdziesiątych z tym niemal dwie dekady późniejszym. W teorii chodziło o scalenie i wyeliminowanie podziałów środowiskowych. W praktyce – o zyskanie wpływu nad ruchem. Na to nakładał się jeszcze jeden aspekt – ambicjonalny.
Perypetie Związku Młodzieży Wiejskiej
Do 1973 roku na uczelniach najczęściej można było spotkać posiadaczy legitymacji Zrzeszenia Studentów Polskich, Związku Młodzieży Socjalistycznej i Związku Młodzieży Wiejskiej. W szczytowym okresie liczba członków ZSP przekraczała 90 procent, co czwarty należał do ZMS, a ZMW nie miał żadnego znaczenia, by posłużyć się przykładem Politechniki Gdańskiej. Trochę inaczej sytuacja przedstawiała się np. na uczelniach pedagogicznych, czy też rolniczych – tam odsetek członków ZMW był wyższy i sytuował się w przedziale od kilkunastu do dwudziestu kilku procent.
Do 1973 roku na uczelniach najczęściej można było spotkać posiadaczy legitymacji Zrzeszenia Studentów Polskich, Związku Młodzieży Socjalistycznej i Związku Młodzieży Wiejskiej. W szczytowym okresie liczba członków ZSP przekraczała 90 procent, co czwarty należał do ZMS, a ZMW nie miał żadnego znaczenia.
ZMW na Politechnice Gdańskiej od początku miał marginalne znaczenie – po odwilży październikowej legitymacje tej organizacji posiadało zaledwie dziewięciu studentów, a w kolejnych latach organizacja zupełnie zanikła. Można to tłumaczyć pewnym kompleksem studentów wychowanych na wsi – skoro do wyboru były inne organizacje, bardziej atrakcyjne i oferujące większe możliwości, to nie było potrzeby jakiejś tożsamościowej manifestacji pochodzenia. A na gdańską uczelnię przybywało ich relatywnie dużo, choć nie było to wcale efektem reform pomarcowych i przyznawania preferencyjnych punktów za pochodzenie.
Próby odnowienia ZMW na tej uczelni podejmowano przez całe lata sześćdziesiąte, jednakże dopiero na początku lat siedemdziesiątych na Wydziale Budowy Maszyn powstało pierwsze koło tej organizacji. Tak się jednak złożyło, że zaledwie dwa lata po reaktywacji ZMW szef tej organizacji znalazł się w dziewięcioosobowym prezydium SZSP. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę, że było tam jeszcze po czterech przedstawicieli ZMS i ZSP, to dostrzeżemy, że bezsprzecznie największa dotychczas organizacja studencka na poziomie kierowania straciła większość i teoretycznie przedstawiciele ZSP mogli zostać przegłosowani. Mogli próbować wybić się na niezależność, co groziłoby wewnętrznym rozłamem, a pewnie także marginalizacją w sferze decyzyjności. Ale mogli też współpracować.
Konflikt między organizacjami studenckimi?
ZSP i ZMS były zasadniczo zgodne w najważniejszych sprawach. Różnice wynikały z poparcia mierzonego liczbą legitymacji. W praktyce znaczna część, niekiedy większość, członków ZMS należała też do ZSP. ZMS był organizacją kadrową, a najsprawniejsi działacze w naturalny sposób trafiali później do PZPR – aktywność i skuteczność były tym, co ułatwiało przyszłą karierę w strukturach partii. Natomiast największa z organizacji zachowywała względną autonomię, koncentrując się przede wszystkim na sprawach studenckich.
Przez kilkanaście lat współdziałania tych dwóch organizacji ukształtowało się nieformalne rozgraniczenie – ZSP, ze względu na budżet i liczbę członków (stał się wszakże czymś na kształt związku zawodowego) miał decydujący wpływ na sprawy społeczne, organizował wydarzenia kulturalne, ruch turystyczny, posiadał spółdzielnie pracy, itp. ZMS pełnił podobne role, choć w ograniczonym charakterze, jednak na tle „konkurenta” wyróżniał się bardziej politycznym charakterem.
ZMS był organizacją kadrową, a najsprawniejsi działacze w naturalny sposób trafiali później do PZPR – aktywność i skuteczność były tym, co ułatwiało przyszłą karierę w strukturach partii.
W dokumentach proweniencji partyjnej – opiniach wyrażanych na różnych szczeblach, dyskusjach i sprawozdaniach, czy też raportach wytworzonych przez Służbę Bezpieczeństwa, sprawa wspomnianej rywalizacji wysuwa się na pierwszy plan. Rywalizacja rzeczywiście istniała, jednak nie wynikała z różnic ideologicznych, co mogłoby sugerować, że ZSP jest lub może się stać organizacją kontestującą rzeczywistość. Była raczej pochodną naturalnego wyścigu o wpływy w środowisku studenckim i o sam wpływ na to środowisko, charakterystyczny dla sfery, w której działają różne organizacje, a nie dla ambicji politycznych.
Rzekomy spór był projekcją, wyolbrzymioną patrzeniem przez pryzmat interesu ludzi władzy. Rok 1973 był z punktu widzenia władz odpowiednim wyborem – studentów pamiętających Marzec było już niewielu. Jeśli byli, to zajmowali się przygotowaniem pracy dyplomowej.
Zjednoczenie
Jednak, by zrozumieć rok 1973, musimy uchwycić, co zmieniło się w funkcjonowaniu partii od początku dekady. Partia, wcześniej mieniąca się awangardową, stała się partią masową. Następowała jej biurokratyzacja. Dotychczas trudno było o wysokie upartyjnienie studentów. Przeszkody były natury formalnej – trzeba było udowodnić swoją przydatność zaangażowaniem w życie organizacji studenckiej, następnie uzyskać stosowne rekomendacje, by starać się o przyjęcie w szeregi PZPR.
Rywalizacja rzeczywiście istniała, jednak nie wynikała z różnic ideologicznych. Była raczej pochodną naturalnego wyścigu o wpływy w środowisku studenckim i o sam wpływ na to środowisko, charakterystyczny dla sfery, w której działają różne organizacje.
W praktyce legitymacje partyjne uzyskiwali studenci ostatnich lat. Statystyka upartyjnienia na uczelniach siłą rzeczy była niska, a wysiłek osób zajmujących się naborem służył w zasadzie tym zakładom pracy, do których – już jako posiadacze legitymacji partyjnej – przechodzili studenci po ukończeniu studiów. Proces rekrutacji do SZSP, a także do partii, przyspieszył, toteż w drugiej połowie lat siedemdziesiątych do PZPR przyjmowano studentów tzw. roku zerowego, lub nawet jeszcze, choć w szczególnych wypadkach, ostatniej klasy szkoły średniej. Jeśli więc organizacja partyjna na danej uczelni musiała się pochwalić wynikami, to powinna jak najwcześniej rozpocząć nabory.
Zjazd zjednoczeniowy nie był zaskoczeniem dla środowiska akademickiego, choć nie brakowało wyrazów niezadowolenia. Nie przerodziły się one w zdecydowany protest – być może wydawały się naturalną konsekwencją i pasowały do rzeczywistości społeczno-politycznej. Istotnie, Socjalistyczny Związek Studentów Polskich miał służyć temu, by w przyszłości ograniczyć ewentualne bunty w stylu marcowego sprzed pięciu lat.
Nieskuteczne narzędzie polityczne?
Czy zatem SZSP okazało się skutecznym narzędziem realizacji polityki ideologicznej wśród studentów? Niewątpliwie do znanych z ZSP spraw studenckich dochodziła ta reprezentowana przez ZMS – czyli akcentowanie pracy na rzecz socjalistycznej ojczyzny. Z czasem powstawało coraz więcej broszur, organizowano liczne szkolenia i prelekcje. Miały nie tylko wiązać studentów wokół wspólnego celu, ale także stanowić szczepionkę przeciwko nieprawomyślnym aktywnościom. Tak też widziano role uczelni – nawet technicznych i medycznych: jako placówek wychowawczych w pierwszym rzędzie, potem dopiero placówek naukowych.
Studentom en masse nie zależało jednak na działalności politycznej. Legitymacja SZSP dawała możliwości podejmowania pracy w ramach studenckich spółdzielni pracy, wyjazdów i innych przywilejów.
Jeden ze świeżo upieczonych studentów w drugiej połowie lat siedemdziesiątych wspominał, że na którejś z pogadanek podczas letniego obozu przygotowawczego usłyszeli surową przestrogę, by nie wiązać się z antysocjalistycznymi SKS-ami czy innymi organizacjami opozycyjnymi. Tyle, że właśnie wtedy usłyszał o nich po raz pierwszy.
Studentom en masse nie zależało jednak na działalności politycznej. Legitymacja SZSP dawała możliwości podejmowania pracy w ramach studenckich spółdzielni pracy, wyjazdów i innych przywilejów. Styczność z prawdziwą polityką miała niewielka grupa studentów, należących do kierownictwa „zjednoczonej” organizacji. Jednakże w porównaniu z ZSP liczba jej członków sytuowała się na poziomie dwadzieścia procent niższym. Liczebność organizacji partyjnej stawała się miarą jej skuteczności, a zarazem wyrazem poparcia ze strony ogółu. Chodziło więc o umasowienie, aczkolwiek poziomu liczebnego ZSP już nie powtórzono do końca, czyli do 1982 roku.
