Ogłoszenie stanu wojennego przyniosło nową rzeczywistość w życiu wielu ludzi, często były to zmiany na gorsze. W Regionie Gdańskim – rozumianym jako struktura związkowa, obejmująca komisje zakładowe pochodzące z obszaru ówczesnego województwa gdańskiego oraz z terenu miast spoza tej jednostki administracyjnej (jak Kwidzyn, Lębork i Malbork), tak jak to było w lipcu 1981 r. – po 13 grudnia 1981 r. z powodów politycznych postawiono przed sądami ponad 590 osób.
Jedną z form represjonowania niezależnych działaczy była przygotowywana przez Służbę Bezpieczeństwa z dużym wyprzedzeniem (od października 1980 r.) i dosyć dobrze zorganizowana akcja ich internowania.
Wzmiankowane powody polityczne, to szczególnie: organizowanie i uczestnictwo w strajkach okupacyjnych, tworzenie podziemnych struktur, wydawanie niezależnych publikacji, ulotek i komunikatów oraz udział w manifestacjach solidarnościowych. Większość z tych działaczy została skazana na kilkuletnie wyroki więzienia. Najwyższe z nich zapadły w znanym proces Ewy Kubasiewicz, Jerzego Kowalczyka i Władysława Trzcińskiego, osądzonych odpowiednio na 10, 9 i 9 lat pozbawienia wolności.
Na 7 lat więzienia skazano przywódców protestów w Gdańskiej Stoczni Remontowej i PSM. C. Hartwig w Gdańsku, wyrok 6 lat wymierzono pracownikom Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego w Gdańsku, a na 5 lat skazano tych, którzy nie zgadzali się z wprowadzeniem stanu wojennego i próbowali przeciw temu protestować w gdyńskim „Transbudzie” i gdańskiej Rafinerii.
Jeszcze jedną z form represjonowania niezależnych działaczy zgodnie z prawem istniejącego związku zawodowego była przygotowywana przez Służbę Bezpieczeństwa z dużym wyprzedzeniem (od października 1980 r.) i dosyć dobrze zorganizowana akcja ich internowania, przeprowadzona przede wszystkim w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r., ale i później. Liczbę osób internowanych z Regionu Gdańskiego w różnych miejscach m.in. w Strzebielinku, Iławie, Kwidzynie i Gołdapi możemy określić na ponad 350.
Pozbywanie się problemu
Można powiedzieć, że stan wojenny miał groźne oblicze przede wszystkim w pierwszych miesiącach swego obowiązywania. Jego zadaniem było spacyfikować i zastraszyć, stąd też te wysokie, wręcz absurdalne w swym wymiarze, wyroki więzienia. Wydaje się, że owa presja spełniła swój cel, bo po pół roku ilość manifestacji znacząco spadła. Po tym czasie dochodziło już tylko do incydentalnych wydarzeń, jak gwałtowne uliczne zajścia przy okazji rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych 31 sierpnia 1982 r., czy strajki i walki z siłami milicji i ZOMO po decyzji sejmu PRL o delegalizacji NSZZ „Solidarność” w październiku 1982 r.
Stan wojenny miał groźne oblicze przede wszystkim w pierwszych miesiącach swego obowiązywania. Jego zadaniem było spacyfikować i zastraszyć, stąd też wysokie, wręcz absurdalne w swym wymiarze, wyroki więzienia. Wydaje się, że owa presja spełniła swój cel, bo po pół roku ilość manifestacji znacząco spadła.
Stłumienie nastrojów społecznych miało o tyle dobroczynne znaczenie, że pod koniec 1982 r. rozpoczął się proces wypuszczania na wolność osób internowanych i przebywających w więzieniach. Ci pierwsi definitywnie opuścili „internaty”, ci drudzy stopniowo, korzystając najpierw z przepustek, wykorzystywali przerwy w odbywaniu kary, tak że do połowy 1983 r. zakłady karne opuściła większość działaczy politycznych z regionu gdańskiego.
Procesowi otwierania zakładów karnych towarzyszyła decyzja władz PRL z marca 1982 r. o wypchnięciu z Polski na zawsze kilku tysięcy „bandziorów” tj. właśnie działaczy „Solidarności”. Władzom PRL taka zorganizowana akcja była bardzo na rękę – wywożąc z kraju w takiej liczbie aktywne, może najaktywniejsze w swoich środowiskach osoby, do tego „negatywnie nastawione do ustroju PRL”, zapewniały sobie, przynajmniej teoretycznie, spokój. Częścią planu było zachęcanie ich do wyjazdu. Już w czasie internowania i uwięzienia do więźniów politycznych przekazywano oferty i zachęty do opuszczenia kraju w kierunku najbardziej pożądanych do zamieszkania państw tzw. Zachodu tj. Stanów Zjednoczonych, RFN, Kanady, Australii i Francji.
Decydującymi przy wyborze kierunku okazywały się także prozaiczne kwestie, jak np. koszt biletu na samolot, szybkość oferowania wizy, dalekie położenie. To ostatnie zastrzeżenie miało tzw. dwa końce. W pierwszym, czynnikiem sprzyjającym wyborowi np. Australii było jej znaczne oddalenie od Europy i ZSRR, co mogło się wydawać atutem w wypadku wybuchu III wojny światowej. Z drugiej strony, tysiące kilometrów odstraszały tych, którzy chcieli zachować kontakt z pozostającą w kraju rodziną i z nim samym.
Wyjeżdżały głównie osoby młode (80% przed czterdziestym rokiem życia) lub mogące pracować na obczyźnie jeszcze przez długi czas. Chętniej wydawano wizy tym, którzy mogli pochwalić się dyplomem ukończenia wyższej uczelni albo też posiadającym konkretną umiejętność tzw. fach w ręku.
Przyczyny emigracji
Trudno przesądzić, czym motywowali się ci, którzy zdecydowali się przyjąć zaproszenie do wyjazdu. Mówiąc kolokwialnie, trzeba by siedzieć w ich głowach i sercach. Można jednak założyć, że składało się na tę decyzję kilka aspektów. Opuszczano kraj, bo borykano się z poczuciem braku nadziei, jakie nastało po ogłoszeniu stanu wojennego. Strajki sierpniowe i powstanie „Solidarności” dawały wiarę, że zmiana na lepsze w prywatnym życiu, ale też w kraju, może mieć miejsce. Po 13 grudnia 1981 r. wielu nie wiedziało dla siebie przyszłości, a jeśli ją dostrzegano, to w czarnych barwach.
Władzom PRL akcja była bardzo na rękę – wywożąc z kraju w takiej liczbie aktywne, może najaktywniejsze w swoich środowiskach, osoby, do tego „negatywnie nastawione do ustroju PRL”, zapewniały sobie, przynajmniej teoretycznie, spokój.
Warto przy tej okazji zaznaczyć, że owa wcześniejsza historia, czyli działalność solidarnościowa, prześladowanie i towarzyszący mu strach, były wykorzystywane przez osoby starające się o wyjazd jako instrumenty w strategii kontaktów z wydziałem imigracyjnym w zachodniej ambasadzie. Upraszczając: zdarzały się przypadki wyolbrzymiania swego znaczenia w ruchu solidarnościowym, a także doznanych represji z powodu jej prowadzenia, w celu uzyskania zgody na opuszczenie kraju.
Jeszcze jednym z motywów „wyjazdowych” było bycie osobą represjonowaną lub rodziną prześladowanego działacza. Aresztowanie, wyrok, pobyt w więzieniu, internowanie i często potem utrata pracy i kłopoty ze znalezieniem nowej były bolesnym i trudnym do przyjęcia doświadczeniem. Czynnikiem, który także miał wpływ na wyemigrowanie, była presja otoczenia, rodziny, męża, żony, czy innych krewnych, którzy już przebywali za granicą, aby do nich dołączyć.
Ucieczki
Przypadki tzw. pełzającej emigracji miały miejsce jeszcze przed ogłoszeniem „wojny” w Polsce. Znana w środowisku „Solidarności” gdańskiej jest historia kilku działaczy Komisji Zakładowej „Solidarności” Stoczni Gdańskiej (m.in. Henryk Jagielski, Bogdan Felski, Kazimierz Kunikowski, Gerard Bobrowski), którzy w nocy 12 na 13 grudnia 1981 r. podróżowali koleją do Bremy w RFN z wizytą związkową. Nie niepokojeni przez polskie, a potem enerdowskie, służby graniczne wjechali na teren Niemiec Zachodnich i tam zostali, niektórzy już do końca życia. Podobny casus dotyczył Józefa Przybylskiego, Danuty Żurkowskiej, Danuty Nowakowskiej i Jerzego Milewskiego – działaczy gdańskiego Zarządu Regionu „Solidarności”.
Inne przypadki wyemigrowania przed stanem wojennym, to sytuacja Andrzeja Kołodzieja, lidera strajku sierpniowego w Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni, i Sylwestra Niezgody, współpracownika Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, potem kierowcy w MKZ w Gdańsku. Kołodziej w październiku 1981 r. próbował nielegalnie przez Czechosłowację przedostać się do Wiednia. Został złapany przez czeskie służby w pociągu do stolicy Austrii i osadzony w więzieniu. Niezgoda z kolei w tajemnicy przed żoną, w maju 1981 r., uciekł z Polski, wchodząc w porcie szczecińskim na statek, na którym pracował jego brat, by tam się ukryć i przepłynąć do Holandii.
Plan ucieczki z Polski przygotowany miał także Kazimierz Wollenschleger, z tą różnicą, że działo się to już po ogłoszeniu stanu wojennego. Wollenschleger był portowcem, pracował w Zarządzie Portu Gdyni, działał też w strukturach komisji zakładowej „Solidarności” i MKZ w Gdańsku. 27 kwietnia 1982 r. wspólnie z kolegą schował się w ładowni statku m/s „Pułaski”, którym następnie wypłynął z gdyńskiego portu w rejs do Kanady i Stanów Zjednoczonych. 12 maja obaj „ślepi” pasażerowie wyszli na ląd w porcie w Baltimore. Trudno określić dokładną liczbę podobnych przypadków, niniejszy tekst ma za zadanie je zasygnalizować.
