W momencie złamania kodów Enigmy Rejewski miał zaledwie 27 lat i stosunkowo niewielkie doświadczenie kryptologiczne. Pod koniec studiów matematycznych uczestniczył w trzymiesięcznym kursie kryptologicznym, zorganizowanym dla studentów Uniwersytetu Poznańskiego przez Oddział II Sztabu Głównego Wojska Polskiego, czyli polski wywiad wojskowy (kurs trwał od 15 stycznia do 22 marca 1929 r.), gdzie nauczono go podstaw łamania szyfrów.
Kurs obejmował podstawy kryptologii oraz działy matematyki wykorzystywane przy deszyfrażu, w tym m.in. permutacje i rachunek prawdopodobieństwa. Po latach Rejewski twierdził, że nie uczestniczył w całym kursie, ponieważ w obliczu innych obowiązków musiał przerwać swój udział w tym przedsięwzięciu. Po studiach wyjechał na rok do niemieckiej Getyngi, gdzie zapisał się na dwuletnie studia podyplomowe z matematyki ubezpieczeniowej. Po roku przedwcześnie je przerwał, wrócił do kraju i podjął pracę w charakterze młodszego asystenta w Instytucie Matematyki Uniwersytetu Poznańskiego.
Równolegle z karierą naukową nawiązał kontakt z wywiadem, pracując po kilka godzin dwa razy w tygodniu w poznańskiej placówce Biura Szyfrów, ulokowanej przy tamtejszym posterunku oficerskim Oddziału II (wywiadu). W swoich wspomnieniach pisał o tym następująco:
„W pracy naszej w ekspozyturze nie byliśmy krępowani żadnymi godzinami, każdy mógł pracować, kiedy mu było najdogodniej, z tym tylko, że każdy winien był przepracować 12 godzin tygodniowo”.
Co warte podkreślenia, w okresie tym nie wiedział jeszcze nic o niemieckiej maszynie szyfrującej Enigma, zajmował się łamaniem szyfrów ręcznych stosowanych przez niemiecką armię.
Przygoda z nowym szyfrem
Ze sprawą Enigmy został zapoznany dopiero jesienią 1932 r., gdy przeprowadził się do Warszawy. Przenosiny były następstwem likwidacji w Poznaniu przedstawicielstwa Biura Szyfrów. Jego trzem pracownikom zaproponowano pracę w stolicy, wobec czego od 1 września 1932 r. Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski rozpoczęli pracę w centrali wywiadu, która znajdowała się w Pałacu Saskim. Początkowo również tam rozwiązywali szyfry ręczne, tym razem niemieckiej marynarki wojennej.
Dopiero po pewnym czasie Rejewski został wtajemniczony w sprawę maszyny szyfrującej i to rozpoczęło jego przygodę z Enigmą. W swoich wspomnieniach pisał o tym w następujący sposób:
„Zanim jeszcze ukończyliśmy pracę nad rozwiązaniem kodu morskiego, zlecono mi nową pracę, początkowo dodatkowo w godzinach wieczornych, później – gdy otrzymałem pierwsze pozytywne wyniki – w normalnych godzinach urzędowania. Dostarczono mi dość obfity materiał zaszyfrowany nowym rodzajem szyfru używanym przez niemieckie wojsko lądowe. Szyfr pojawił się – jeżeli się nie mylę – kilka lat wcześniej. Przypuszczam nawet, że kurs kryptologii i ekspozyturę [Biura Szyfrów] w Poznaniu zorganizowano właśnie w związku z pojawieniem się nowego rodzaju szyfru. Czy to z odczytanych depesz zaszyfrowanych systemem przestawienia podwójnego, czy też z innych źródeł, dość, że wiedziano, że jest to szyfr maszynowy. Wiedziano nawet, że maszyna, którą szyfrowano, nazywa się Enigma”.
Niespodziewanie dla wszystkich prace Rejewskiego zakończyły się sukcesem. Pod koniec grudnia 1932 r. młody kryptolog z Bydgoszczy ogłosił swoim zwierzchnikom, że udało mu się opracować matematyczną metodę łamania kodów maszyny szyfrującej Enigma. O doniosłości wyczynu Rejewskiego najlepiej świadczą słowa amerykańskiego historyka i kryptologa Davida Kahna, który w jednej ze swoich książek napisał:
„Jeśli 1000 kryptoanalityków, każdy dysponujący zdobytą Enigmą, sprawdzałoby po cztery klucze na minutę, pracując każdego dnia przez okrągłą dobę, a chciałoby sprawdzić wszystkie klucze, to ich praca trwałaby 1,8 miliarda lat”.
Rejewski dokonał tego w pojedynkę, pracując nad problemem zaledwie kilka tygodni.
Co warte podkreślenia, Rejewski złamał kod niemieckiej maszyny szyfrującej samodzielnie. Dopiero później dokooptowano do niego Różyckiego i Zygalskiego, aby wspólnie – z ogromnymi sukcesami zresztą – udoskonalali metodę deszyfrażu tego urządzenia. W celu ułatwienia sobie pracy młodzi kryptolodzy wykazali się wielką inwencją wymyślając różne urządzenia, które ułatwiały im prace związane z łamaniem szyfrów Enigmy.
Rejewski wymyślił m.in. cyklometr (urządzenie pomagające obliczać cykliczne permutacje Enigmy) oraz tzw. bombę, czyli urządzenie przyspieszające proces odnajdywania kluczy dziennych, według których nastawiono maszynę szyfrującą. Zygalski wymyślił system płacht perforowanych, za pomocą których można było ustalać kolejność wirników w Enigmie, z kolei Różycki opracował „metodę zegara”, która służyła do identyfikacji prawego, szybkiego wirnika maszyny. Dzięki tym „wynalazkom” prace nad deszyfrowaniem niemieckiej maszyny były znacznie łatwiejsze. W uznaniu tych zasług prezydent odznaczył kryptologów odznaczeniami państwowymi. W 1938 r. Rejewski otrzymał Złoty Krzyż Zasługi, a Różyckiemu i Zygalskiemu przyznano Srebrne Krzyże Zasługi.
Niepozorna, potężna maszyna
Warto jednocześnie wspomnieć, że poza trojką wyżej wymienionych kryptologów nad łamaniem szyfrów Enigmy zaangażowane były również inne osoby, których nazwisk praktycznie nikt nie wymienia. Pod koniec lat trzydziestych do zespołu dokooptowano m.in. czterech oficerów, którzy uczestniczyli w pracach deszyfrażowych tej maszyny. Byli to rtm. Stefan Żukotyński, kpt. Jan Tuszyński, kpt. Kazimierz Hellebrand i kpt. Aleksander Czwartacki. Rejewski we wspomnieniach pisze również o pięciu lub sześciu innych osobach, które przydzielono do jego biura, a „których wyłącznym zadaniem było odczytywanie wszystkich niemieckich depesz przy pomocy klucza przez nas codziennie dostarczanego”. Niestety nie wymienia ich nazwisk, więc ich personalia prawdopodobnie już na zawsze pozostaną tajemnicą.
Czym była maszyna Enigma i na czym polegała trudność w złamaniu jej kodów? Urządzenie zostało skonstruowane w 1919 r. przez niemieckiego inżyniera Arthura Scherbiusa. Początkowo miało służyć wielkim firmom do przesyłania tajemnic handlowych. W świecie biznesu urządzenie nie spotkało się jednak z odpowiednim odzewem. Sytuację odmieniło zainteresowanie się maszyną przez niemiecką armię. Wojskowi wykupili prawa do Enigmy, zmodyfikowali ją, utajnili i zaczęli wprowadzać do poszczególnych formacji wojskowych. Historycy szacują, że do 1945 r. państwo niemieckie zakupiło 100 tys. egzemplarzy wojskowej Enigmy.
(...) twórcy urządzenia uznawali, że kody opracowanej przez nich maszyny były niemożliwe do złamania. Podobnie uważali zresztą kryptolodzy i matematycy, którzy przed Rejewskim próbowali złamać kod niemieckiej maszyny szyfrującej.
Maszyna wyglądała niepozornie, przypominając umieszczoną w drewnianej skrzyni maszynę do pisania. W rzeczywistości było to skomplikowane mechaniczno-elektryczne urządzenie szyfrujące, które początkowo miało 17 576 kombinacji szyfru, ale z czasem było udoskonalane i w 1939 r. liczba ta wzrosła do niewyobrażalnej wielkości wyrażonej liczbą 10,5 kwadryliona. Z tego też względu twórcy urządzenia uznawali, że kody opracowanej przez nich maszyny były niemożliwe do złamania. Podobnie uważali zresztą kryptolodzy i matematycy, którzy przed Rejewskim próbowali złamać kod niemieckiej maszyny szyfrującej.
Enigma składała się z liczącej 26 przycisków klawiatury z literami alfabetu łacińskiego. Powyżej znajdowało się 26 podświetlanych otworów, w których było tyle samo liter. Po wciśnięciu klawisza zapalona lampka pokazywała, na jaką literę zamieniony został pierwotny znak. Nad nimi umieszczono trzy ruchome bębenki (z czasem dodawano kolejne, najbardziej rozbudowane wersje urządzenia miały ich osiem), położone na wspólnej osi wirnika. Każdy z bębenków miał 26 ząbków i tyle samo liter lub liczb umieszczonych na obwodzie. Na ich bokach znajdowały się specjalne styki, dzięki którym można było łączyć bębenki z okablowaniem maszyny. Bębenki poruszały się niezależnie od siebie. Po wciśnięciu klawisza prawy przesuwał się o 1/26 pełnego obrotu, natomiast pozostałe były nieruchome do momentu osiągnięcia przez niego ustalonej pozycji. Gdy to nastąpiło, kolejny bębenek przesuwał się również o 1/26 pełnego obrotu, potem trzeci i następne.
Tym samym każdemu wciśnięciu litery na klawiaturze towarzyszyło inne położenie bębenków, zatem wynik szyfrowania za każdym razem był inny. Liczbę możliwych kombinacji zwiększano dzięki dodatkowym kablom umieszczonym w specjalnych gniazdach na przedzie obudowy oraz przestawianiem kolejności bębenków. Jako że Enigma była urządzeniem mechaniczno-elektrycznym, wymagała źródła zasilania. Stanowiła je bateria umieszczona wewnątrz maszyny, choć istniała również możliwość podpięcia się do sieci elektrycznej. Aby poprawnie odczytać depeszę zaszyfrowaną za pomocą Enigmy, należało znać klucz, czyli sposób początkowego nastawienia maszyny (kolejność bębenków i ich ustawienie, okablowanie gniazdek itd.), oraz indywidualny klucz depeszy – ustalony przez szyfranta i umieszczony na początku wiadomości.
„Gen geniuszu”
Co spowodowało, że Rejewski złamał kod Enigmy? Dlaczego udało mu się coś, na czym wcześniej poległo wielu innych, bardziej doświadczonych specjalistów? Co było źródłem sukcesu młodego kryptologa z Bydgoszczy? Trudno jednoznacznie dopowiedzieć na tak postawione pytania.
Bez wątpienia Rejewski musiał mieć w sobie „gen geniuszu”, bowiem bez tego niemożliwe byłoby dokonanie tak wielkiego dzieła. Z pewnością przydatna była jego wiedza matematyczna, którą zaczął poważniej interesować się jeszcze w szkole średniej, a pogłębił wiedzę na jej temat podczas studiów w Poznaniu. Zainteresowanie tą dziedziną nauki było wyniesione z rodzinnego domu. Jego ojciec był kupcem, całe jego życie koncentrowało się wokół ksiąg rachunkowych i obliczeń, niezbędnych do sprawnego zajmowania się biznesem. Po śmierci ojca rodzinnymi interesami zajmowała się matka, a Marian starał się jej w tym pomagać. Nie bez znaczenia była również doskonała znajomość języka niemieckiego i mentalności narodu niemieckiego. Pamiętać musimy, że Rejewski urodził się i wychował w Bydgoszczy, która w czasach jego młodości była pod zaborem pruskim. Dorastając w otoczeniu niemieckich sąsiadów, chodząc do niemieckiej szkoły, obcując z niemiecką kulturą doskonale rozumiał sposób myślenia zaborców. Dzięki tym doświadczeniom potrafił wniknąć w niemiecki sposób myślenia i działania, co z powodzeniem wykorzystał później podczas prac nad złamaniem szyfrów Enigmy.
Rejewski urodził się i wychował w Bydgoszczy, która w czasach jego młodości była pod zaborem pruskim. Dorastając w otoczeniu niemieckich sąsiadów, chodząc do niemieckiej szkoły, obcując z niemiecką kulturą doskonale rozumiał sposób myślenia zaborców.
Być może pewną rolę miał również przypadek. Przecież w ten sposób można traktować znalezienie się Rejewskiego na kursie kryptologicznym w Poznaniu. Gdyby zorganizowano go kilka miesięcy później, jego by tam już nie było, bo po zakończeniu studiów wyjechałby z tego miasta. Gdyby nie udział w kursie, nie zetknąłby się z szyframi, ale przede wszystkim z przedstawicielami wywiadu, którzy zwrócili na niego uwagę. Bez tego nie miałby możliwości zetknięcia z Enigmą, a tym samym nie mógłby wykorzystać swoich talentów i nie odniósłby sukcesu. Jest to jeden z wielu dowodów na potwierdzenie tezy, że czasami po prostu trzeba w odpowiednim czasie znaleźć się w odpowiednim miejscu. Jeśli do tego dodać odpowiednie predyspozycje, wiedzę, błyskotliwość i innowacyjne podejście, to można spodziewać się sukcesu. Tak właśnie stało się w przypadku młodego kryptologa.
Kim był Marian Rejewski? Urodził się 16 sierpnia 1905 r. w Bydgoszczy. Jego ojcem był kupiec Józef Rejewski, a matką pochodząca z rodziny podtoruńskich browarników Matylda. Miał liczne rodzeństwo, trzy siostry i trzech braci, a sam był najmłodszy. Jego ojciec handlował tytoniem, miał w mieście kilka sklepów z tym towarem. Matka prowadziła dom, ale po śmierci męża przejęła i prowadziła jego interes, a dodatkowo prowadziła również punkt loterii państwowej. Marian kształcił się na miejscu, najpierw w szkole elementarnej przy Miejskiej Szkole Realnej, a później w Królewskim Gimnazjum Fryderyka Wilhelma w Bydgoszczy (Königliches Friedrich-Wilhelm Gymnasium in Bromberg), od 1920 r. przemianowanym na polskie Państwowe Gimnazjum Klasyczne. Tam w 1923 r. zdał maturę, a następnie wyjechał do Poznania, gdzie podjął studia matematycznie na tamtejszym uniwersytecie. Po ich ukończeniu udał się do Niemiec, gdzie w Getyndze podjął dwuletnie studia podyplomowe w zakresie matematyki ubezpieczeniowej. Po roku przerwał je jednak, wrócił do Poznania i rozpoczął pracę asystenta na uczelni.
W stolicy Wielkopolski odnowił kontakt z wywiadem, został zatrudniony w tamtejszej placówce Biura Szyfrów, w której wieczorami pracował dodatkowo nad łamaniem szyfrów. Jesienią 1932 r. przeprowadził się do Warszawy, aby podjąć pracę w centrali Biura Szyfrów. To tam zapoznano go z problemem Enigmy i tam odniósł w tym zakresie sukces. Udało mu się złamać kody najtajniejszej niemieckiej maszyny szyfrującej.
„Wojenna odyseja i trudny powrót”
Być może przyszłość przyniosłaby kolejne osiągnięcia w dziedzinie kryptologii, ale na przeszkodzie stanął wybuch II wojny światowej. Wraz z Biurem Szyfrów został ewakuowany na Zachód. Poprzez Rumunię, Jugosławię i Włochy przedarł się do Francji, gdzie w tajnym ośrodku Bruno kontynuował prace nad łamaniem kodów Enigmy. Prace nie trwały jednak długo. Po napadzie Niemiec na Francję czekała go kolejna ewakuacja, tym razem do Afryki północnej, a po kilku miesiącach powrót na południe Francji, gdzie na terenach marionetkowego państwa Vichy utworzono kolejny ośrodek wywiadowczy. Francuzi nazywali go Cadix, a Polacy Ekspozytura „300”. Nie funkcjonował on długo, ani wydajnie, bowiem Niemcy skutecznie przeciwdziałali tego typu działaniom.
Jesienią 1942 r. zapadła decyzja o ewakuacji ośrodka. Na początku 1943 r. poprzez granicę z Hiszpanią przedostano się do Portugali. Po drodze Rejewski z Zygalskim wpadli jednak w ręce hiszpańskich wojsk i spędzili kilka miesięcy w tamtejszym więzieniu. Ostatecznie, po uzyskaniu wolności, zostali ewakuowani stamtąd do Wielkiej Brytanii drogą morską. Na miejscu Rejewski został wcielony do polskiego wojska, zajmował się nawet szyframi, ale nigdy już nie miał możliwości pracować nad kodami Enigmy. Polacy nie mieli takich możliwości, a Brytyjczycy, którym Polacy krótko przed wybuchem wojny przekazali sekret łamania kodów tej maszyny, nie byli zainteresowani pozyskaniem Rejewskiego do tego typu działań.
Chciał się zatrudnić na uczelni, ale ze względu na to, że był „tylko” magistrem, jego podanie odrzucono. O pracy kryptologicznej nie miał co marzyć, a przyznanie się do pracy przed wojną w tym charakterze mogło mu w komunistycznej rzeczywistości tylko przysporzyć problemów.
Po zakończeniu wojny, w 1946 r. rozczarowany Rejewski wrócił do Polski. Głównym powodem powrotu była chęć połączenia się z rodziną, którą pozostawił opuszczając jesienią 1939 r. granice ojczyzny. W rodzinnej Bydgoszczy odnalazł żonę i dzieci: urodzonego w 1936 r. syna Andrzeja i urodzoną w 1939 r. córkę Janinę i to w tym mieście osiadł na kolejne lata. Tutaj znalazł pracę i chciał ustabilizować życie. Nie do końca się to jednak udało. Rok po powrocie, w następstwie powikłań chorobowych, zmarł mu syn. Później miał problemy ze znalezieniem pracy odpowiadającej jego umiejętnościom. Chciał się zatrudnić na uczelni, ale ze względu na to, że był „tylko” magistrem, jego podanie odrzucono. O pracy kryptologicznej nie miał co marzyć, a przyznanie się do pracy przed wojną w tym charakterze mogło mu w komunistycznej rzeczywistości tylko przysporzyć problemów.
Wkrótce zresztą znalazł się z tego powodu w kręgu zainteresowania UB, który rozpracowywał żołnierzy powracających po wojnie z Zachodu, a szczególnie tych, którzy przed i w trakcie wojny związani byli z wywiadem. Na szczęście dla Rejewskiego przedstawiciele UB nie byli zbyt skrupulatni i nie zdołali dokładnie ustalić, kim był i jakie były jego zasługi. W styczniu 1950 r. spowodowali jednak zwolnienie go z pracy, w efekcie chcąc utrzymać rodzinę musiał szukać nowego zajęcia. Przez kilkanaście kolejnych lat był sprawdzany, poddawany różnym kontrolom, przechwytywano jego korespondencję, a nawet próbowano zwerbować na informatora. Na szczęście kryptolog nie dał się złamać i wyszedł z tych działań obronną ręką.
Do emerytury pracował w różnych firmach jako księgowy, znacznie poniżej swoich umiejętności. Nigdy nie wrócił do łamania szyfrów, a tym bardziej do łamania kodów Enigmy. Po odwilży politycznej z lat pięćdziesiątych próbował zatrudnić się w ówczesnym Biurze Szyfrów, ale jego podanie zostało odrzucone, a on sam potraktowany z podejrzliwością, jako potencjalny szpieg państw zachodnich, który próbuje zatrudnić się w tej instytucji.
Na decyzję niewątpliwie miał wpływ rozpracowywania go w przeszłości przez UB w ramach kilku spraw operacyjnych. Początkowo był figurantem sprawy „Sztab”, w ramach której inwigilowano grupę pracujących w bydgoskich zakładach przemysłowych osób związanych przed wojną z wojskiem lub „dwójką” (wywiadem). Później rozpracowywano go także w ramach sprawy obiektowej „Zachód” dotyczącej osób służących w czasie drugiej wojny światowej w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie oraz w ramach sprawy obiektowej „Targowica”, założonej w celu rozpracowania byłych pracowników i współpracowników Oddziału II (wywiadu).
W cieniu bezpieki
Zwieńczeniem osaczania Rejewskiego przez UB było założenie indywidualnej sprawy ewidencyjno-obserwacyjnej o nazwie „Kryptolog”, którą prowadzono w latach 1956–1958. Kryptonim nadany sprawie jednoznacznie wskazuje, że w tym czasie bezpieka miała już wiedzę o jego przeszłości, jej przedstawiciele wiedzieli, gdzie pracował przed wojną i czym się zajmował, ale (na szczęście dla niego) nie do końca zdawali sobie sprawy z doniosłości jego dokonań.
Z zachowanych w teczce tej sprawy dokumentów wynika, że była ona prowadzona nieudolnie i nie dostarczyła resortowi żadnych materiałów, które mogłyby być pretekstem do represjonowania matematyka, który zdawał sobie zresztą sprawę z osaczania go przez komunistyczną bezpiekę, bowiem w 1957 r. w liście do jednego ze znajomych pisał:
„W bardzo krótkim czasie zorientowałem się, i to na własnej skórze, skąd wiatr wieje, wobec czego zaniechałem wznawiania jakichkolwiek dawniejszych kontaktów, a istniejące ograniczyłem do niezbędnego minimum”.
Świadomość potencjalnych zagrożeń i elementarna ostrożność pozwoliły Rejewskiemu uniknąć represji. Przez wiele lat nie mógł nikomu mówić o tym, czego dokonał. Nie mogły więc przypaść mu oczywiste nagrody i zaszczyty, których powinien doświadczyć za złamanie kodów Enigmy. Umożliwiło to przecież poznawanie sekretów niemieckiej armii przed i w trakcie II wojny światowej, a tym samym przyczyniło się do znacznego osłabienia zdolności działania III Rzeszy. Sprawa ujrzała światło dzienne dopiero w latach siedemdziesiątych, po tym jak swoje wspomnienia opublikował Gustave Bertrand z francuskiego Biura Szyfrów.
Ujawnił w nich fakt, że to Polacy złamali kody Enigmy i dokonali tego na wiele lat przed wybuchem wojny. Nie podał jednak żadnych nazwisk. Sprawą zainteresowali się polscy dziennikarze, którzy nagłośnili temat i poprzez to dotarli do Rejewskiego. Sprawa stała się jawna, a na jej bohatera spływać zaczęły nawet zaszczyty. Od władz komunistycznych, które wcześniej prześladowały go, inwigilowały i wyrzucały z pracy, teraz otrzymał odznaczenia i nagrody. Nie nacieszył się jednak nimi długo, gdyż w wyniku zawału serca zmarł 13 lutego 1980 r. Pochowano go z wojskowymi honorami na warszawskich Powązkach.
