Po II wojnie światowej Polską, jak wiadomo, przez kilkadziesiąt lat rządzili komuniści, którzy – zwłaszcza w latach 1945-1956 – mieli do 2. Korpusu Polskiego i jego dowódcy wrogi lub w najlepszym razie negatywny stosunek. Znajdowało to odzwierciedlenie w masowej propagandzie wymierzonej w „andersowców”, którzy byli też rozpracowywani i szykanowani, m.in. jako potencjalni szpiedzy obcego wywiadu, przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa. Za charakterystyczny przykład tego rodzaju tendencji można uznać jeden z raportów szefa Polskiej Misji Wojskowej w Rzymie z 1945 r., płk. Kazimierza Sidora, w którym zapisano m.in.:
„Reakcja skupiona we Włoszech snuje koncepcje na szeroką skalę. Korpus Andersa jest ośrodkiem krystalizacyjnym i nadzieją wstecznictwa nie tylko polskiego, ale europejskiego. Siedzą tu sztaby reakcyjnych Jugosłowian […],Węgier, Bułgarii, Łotwy, Litwy, Estonii. Wszyscy ci bardzo żywo pracują nad realizacją bloku państw od Bałtyku po Adriatyk, oczywiście pod sztandarem reakcji. Nie są to przy tym mdłe konferencje, ale konkretna praca nad przygotowaniem przewrotów w poszczególnych krajach. […] Jugosławia ma iść na pierwszy ogień przy czynnym poparciu Andersa”.
Niemniej stosunek komunistów do żołnierzy 2. Korpusu i jego dowódcy ewoluował na przestrzeni lat. Zauważalne złagodzenie negatywnego tonu ze strony propagandy władz miało miejsce po zmianach, jakie dokonały się nad Wisłą w 1956 r. W 1958 r. wydano, aczkolwiek w ocenzurowanej wersji, słynną książkę Melchiora Wańkowicza pt. Bitwa o Monte Cassino. Kolejne postępy, szczególnie w stosunku do weteranów walk, przyniosły lata sześćdziesiąte, jak też okres po stanie wojennym, gdy władze Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej w ramach ocieplania swego wizerunku wysłały oficjalną delegację państwową na obchody 40. rocznicy bitwy.
Nie oznaczało to jednak odejścia od negatywnego stanowiska wobec dowódcy 2. Korpusu i jego „antyradzieckich” poglądów. Znamiennym było, iż pierwsze krajowe wydanie wspomnień gen. Andersa (poza drugim obiegiem) miało miejsce dopiero w 1989 r.
Polscy żołnierze niosą i prowadzą rannych. Na drugim planie klasztor na Monte Cassino. Po lewej zniszczony czołg M4 Sherman. Fotografia zamieszczona w pierwszym wydaniu książki Melchiora Wańkowicza Bitwa o Monte Cassino. Pod zdjęciem podpis: Znosili z gór swych rannych kolegów i drogo płacili krwią. Fot. z zasobu AIPN
Deprecjonowanie znaczenia
Komunistyczna propaganda, akcentując bohaterstwo szeregowych żołnierzy, starała się przedstawiać walki o Monte Cassino jako pozbawione znaczenia operacyjnego. Przykładowo w jednym z opracowań Głównego Zarządu Politycznego Wojak Polskiego z maja 1984 r. można było przeczytać:
„Jak w każdej legendzie, najważniejszą rolę odegrała i w tym wypadku – siła emocji. Z punktu widzenia bowiem wojskowego bitwa ta była epizodem nie mającym rozstrzygającego znaczenia dla powodzenia operacji”.
Charakterystyczna była także teza Kazimierza Rosen-Zawadzkiego polegająca na porównaniu w publikacji z 1964 r. znaczenia walk o Monte Cassino z bojami toczonymi na Pomorzu przez tzw. Ludowe Wojsko Polskie w 1945 r.:
„[…] nie wolno zapominać, że przełamanie Wału Pomorskiego otwierało wojskom koalicji antyhitlerowskiej – polskim i radzieckim – drogę do Berlina, do zbrodniczego gniazda hitleryzmu. […] Strome, kamieniste, nasiąknięte polską krwią, górskie dróżki, wiodące poprzez szczyt Monte Cassino, nie prowadziły natomiast ani do Berlina, ani – jak to dobitnie wykazały ubiegłe powojenne lata – nie prowadziły tym bardziej do Polski”.
Osoby dążące do umniejszania roli 2. Korpusu w bitwie o Monte Cassino często wykazywały, iż wzgórze klasztorne zostało przez żołnierzy 2. Korpusu opanowane dopiero po opuszczeniu go przez Niemców, co nastąpiło nie wskutek natarć Polaków, które rozbiły się o twarda obronę, lecz dzięki działaniom oddziałów alianckich przełamujących Linię Gustawa na innym odcinku. Komunistyczna propaganda praktycznie od początku krytykowała także styl dowodzenia gen. Andersa w bitwie o Monte Cassino:
„Aby zmyć z siebie piętno hańby, Anders postanowił zadziwić świat nowymi rapsodami Somosierry. Bez drgnienia posyłał na pewną śmierć zastępy młodzieży niewyćwiczonej, żołnierzy steranych gorączką malarii, steranych obłędem tęsknoty za krajem, mówiąc im, że »czerwone maki na Monte Cassino« mają być sztandarem niepodległości. Boje we Włoszech okryły sławą imię polskiego żołnierza, który ginął dla Polski, a jednocześnie okrył piętnem wiecznej hańby Andersa, który chciał własną zdradę okryć purpurą żywej krwi, przelanej przez niego w imię interesów i obrony polskiej reakcji”.
W późniejszej krytyce dowódcy 2. Korpusu zarzucano brak zorganizowania wsparcia artylerii i lotnictwa, jak też nieumiejętność określenia głównego kierunku uderzenia oraz niedostateczne skupienie sił i środków. Zwracano również uwagę na nie uwzględnienie w dostatecznym stopniu trudności generowanych przez górski teren w procesie dowodzenia. Co ciekawe, nie cofano się przed przeciwstawianiem opinii dowódcy 2. Korpusu autorytetu gen. Kazimierza Sosnkowskiego, który, zajmując wówczas stanowisko naczelnego wodza, uważał, że alianckie natarcie nie powinno obejmować odcinka pod Monte Cassino i krytykował gen. Andersa za wyrażenie zgody na udział w walkach zgodnie z planem opracowanym przez brytyjską 8. Armię.
Okrył piętnem wiecznej hańby Andersa…
Komunistyczna propaganda już w latach czterdziestych dążyła do przekonania swych odbiorców, iż dowódca 2. Korpusu przy pomocy „sanacyjnych oficerów” opanował stanowiska kierownicze w Armii Polskiej w ZSRS, by następnie – stosując „stare przedwrześniowe metody” – prześladować wszelkie przejawy „demokratycznego ducha w szeregach wojska”.
W książce Alfonsa Mrowca z 1959 r. krytykowano również przekrój społeczny stanu osobowego 2. Korpusu, którego żołnierze mieli bić się za interesy wąskiej, liczącej zaledwie 100 tys. osób, grupy najlepiej sytuowanych Polaków. Przeciwstawiano im żołnierzy 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki walczących „o Polskę postępu i sprawiedliwości społecznej”.
Według komunistów, dla gen. Andersa Sowieci od początku mieli nie być sojusznikami, lecz śmiertelnymi wrogami, przeciwko którym prowadził on działalność szpiegowską. Ponadto, nie chcąc walczyć z Niemcami, w chwili największego zagrożenia dla ZSRS ze strony armii niemieckiej ewakuował na Bliski Wschód 70 tys. „doborowego polskiego żołnierza”, sprowadzając go tym samym „z najkrótszej drogi do kraju, skazując go na długą tułaczkę i poniewierkę na obcej ziemi”.
W rezultacie ZSRS „wielkodusznie przekazał z Armii Czerwonej wszystkich oficerów Polaków” dla tworzącego się pod auspicjami Związku Patriotów Polskich Wojska Polskiego, „bo większość oficerów Anders wywiózł”.
Komunistyczna propaganda stwierdzała, że żołnierze 2. Korpusu – ofiary perfidnych działań gen. Andersa – ginęli na darmo, w obronie obcych interesów. Krwawa batalia o Monte Cassino miała służyć umacnianiu autorytetu osobistego dowódcy 2. Korpusu, jak też służyć „skompromitowanym” politykom emigracyjnych oraz aliantom zachodnich. Tymczasem, w ocenie komunistów, najprostsza droga do wyzwolenia Polski biegła spod Lenino, gdzie chrzest bojowy przeszła 1. DP im. Tadeusza Kościuszki.
* * *
2. Korpus i jego dowódcę od początku atakowano za pomocą różnorodnych działań propagandowych opartych na kłamstwie lub manipulowaniu faktami. Co ciekawe, praktycznie wszystkie formułowane obecnie w przestrzeni publicznej krytyczne opinie o bitwie o Monte Cassino w praktyce – świadomie lub nie – wykorzystują argumenty podnoszone przez wrogów gen. Andersa już w latach czterdziestych.
Naturalnie można i trzeba analizować działania 2. Korpusu w walkach o Monte Cassino także w kontekście błędów, jakie popełniono – zwłaszcza podczas pierwszego natarcia. Niemniej czyniąc to z pewnością warto wystrzegać się powielania błędnych lub powierzchownych opinii, sformułowanych przez stalinowskich propagandzistów i ich następców, a przynajmniej zdawać sobie sprawę: przez kogo, kiedy oraz w jakim celu zostały sformułowane.
