Liczono, że poprzez umożliwienie opozycji prowadzenia legalnej działalności zachęci się jej przedstawicieli do wspierania rządu i zaniechania organizowania wymierzonych w niego protestów. Prowadzona przez komunistów gra na przeczekanie jednak się nie powiodła. System był na tyle zepsuty, a Polacy na tyle do niego zniechęceni, że jakiekolwiek działania były nieskuteczne. Władze jednak albo tego nie wiedziały albo żyły złudzeniami, wypierając prawdę na temat sytuacji, w jakiej się znalazły.
Rachityczne Święto Pracy
Szansę na zmobilizowanie własnego elektoratu przed zbliżającymi się wyborami upatrywano w tradycyjnych obchodach Święta Pracy, przypadających co roku 1 maja. Liczono, że zmobilizują one masy, a tym samym pozwolą osiągnąć sukces w wyborach. Okazja do hucznego organizowania obchodów była doskonała, bowiem w 1989 r. przypadała setna rocznica ustanowienia Święta Pracy. Skala i forma organizacji uroczystości nie była jednak po myśli władz. Robiono dobrą minę do złej gry. Zamiast ogromnej mobilizacji wyszły ostatnie podrygi upadającego systemu władzy.
Szansę na zmobilizowanie własnego elektoratu przed zbliżającymi się wyborami upatrywano w tradycyjnych obchodach Święta Pracy, przypadających co roku 1 maja. Liczono, że zmobilizują one masy, a tym samym pozwolą osiągnąć sukces w wyborach.
Poniższy tekst ma na celu spojrzenie na to, jak wyglądały ostatnie obchody pierwszomajowe przed symbolicznym upadkiem komunizmu w dawnym województwie bydgoskim. W odróżnieniu od władz centralnych, lokalne władze partii były świadome zapaści, w jakiej się znalazły. Od pewnego czasu zastanawiały się nawet czy organizować tradycyjne pochody pierwszomajowe czy też ograniczyć się do innych form upamiętnienia tego święta. Myślano nad piknikami, wiecami, festynami. Ostatecznie zdecydowano się na formę pośrednią. W niektórych miastach zorganizowano pochody, w innych manifestacje, wiece i pikniki.
Konsultacje ze społeczeństwem były nieubłagane. Ludzie chcieli zmian w kraju, a obchody pierwszomajowego święta kojarzyły im się jednoznacznie z komunistycznym zniewoleniem. Władze zaklinały rzeczywistość. Na łamach „Gazety Pomorskiej” pisano:
„Znów, jak co roku obchodzimy majowe święto. Obchodzimy inaczej niż przed laty – bardziej naturalnie i być może przez to bardziej serdecznie. Minęły już bezpowrotnie czasy pompatycznych, reżyserowanych, masowych i przymusowych manifestacji. Dla uczczenia stuletniej już tradycji robotniczego święta i związanych z nim wartości wystarczy przecież symboliczny przemarsz, złożenie kwiatów, kilka okolicznościowych słów”.
Wpis to kuriozalny, bowiem dziennikarz przyznaje w nim wprost, że w przeszłości obchody były reżyserowane, a duża frekwencja była następstwem przymusu. Z partią musiało być już naprawdę źle, skoro słowa takie przepuszczono w gazecie, która była oficjalnym organem Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Bydgoszczy.
W Bydgoszczy rozważano organizację jedynie wiecu na stadionie lub na Starym Rynku. Ostatecznie jednak zdecydowano się na obchody w tradycyjnej formule. Stanowisko takie zaakceptowały wojewódzkie instancje partyjne SD i ZSL oraz podległe władzom organizacje młodzieżowe i związki zawodowe. Postanowiono jednocześnie, że udział w pochodzie będzie całkowicie dobrowolny. Czy tak rzeczywiście było, trudno jednak jednoznacznie rozstrzygnąć.
Pochody martwych dusz
Według oficjalnych sprawozdań pochody pierwszomajowe zorganizowano w 18 miejscowościach regionu – 3 miastach (Bydgoszcz, Inowrocław i Chojnice), 13 miastach-gminach (Koronowo, Solec Kujawski, Mogilno, Trzemeszno, Strzelno, Gniewkowo, Kruszwica, Janikowo, Pakość, Janowiec Wielkopolski, Brusy, Sępólno, Kamień Krajeński) i 2 gminach (Złotniki Kujawskie i Dąbrowa Mogileńska). Władze szacowały, że w całym województwie w pochodach szło łącznie 143 tys. osób, z czego w Bydgoszczy 55 tys. Dodatkowo na wiecach w całym województwie manifestować miało kolejne 53 tys. osób.
W Bydgoszczy rozważano organizację jedynie wiecu na stadionie lub na Starym Rynku. Ostatecznie jednak zdecydowano się na obchody w tradycyjnej formule.
Liczby te wydają się znacząco zawyżone, zwłaszcza jeśli zestawimy je z narzekaniem władz partyjnych na frekwencję, a szczególnie na to, że w uroczystościach nie uczestniczyła młodzież, a tym bardziej studenci. O fałszowaniu sprawozdawczości partyjnej na ten temat świadczyć może też fakt, że w Chojnicach nie było w tym roku pochodu, a zorganizowano tam jedynie manifestację. Mimo to w sprawozdaniu dla władz centralnych partii miasto to wymieniono jako jedno z tych, gdzie pochód został zorganizowany.
W sprawozdaniu podkreślano też entuzjazm uczestników, tymczasem był on wyreżyserowany, na uroczystości w Bydgoszczy i innych dużych miastach regionu zwożeni byli działacze partii z mniejszych miejscowości, o czym zresztą otwarcie informowano w mediach. W jednej z gazet pisano:
„Do Bydgoszczy zjechali wczoraj z terenu całego województwa na zaproszenie 11 największych zakładów pracy przedstawiciele środowisk – rolniczego i robotniczego, aktywiści pracy zawodowej, społecznej i politycznej. Od wczesnych godzin popołudniowych zwiedzali oni m.in. »Romet«, »Formet«, »Kobrę«, zapoznawali się z tamtejszą produkcją, by potem uczestniczyć w zakładowych uroczystościach 1-majowych”.
Dla zapewnienia frekwencji obchodom towarzyszyły rożne stoiska handlowe, na których można było nabyć towary przeważnie na co dzień niedostępne w sklepach. Zapewniono nawet dostawy piwa, co później było powodem narzekania, że ludzie się popili i zachowywali niegodnie jak na obchody robotniczego święta. Czego się jednak nie robi, aby odnieść frekwencyjny sukces?
Nie dziwi natomiast, że władze wykorzystały okazję i podczas pochodów agitowały na rzecz udziału w wyborach i głosowania na kandydatów koalicji rządowej. W jednym z dokumentów czytamy:
„Uczestnicy pochodów obok flag biało-czerwonych i czerwonych prezentowali liczne hasła o tematyce pokojowej, ochronie środowiska oraz mówiące o zbliżających się wyborach. W niektórych pochodach (np. w Bydgoszczy i Inowrocławiu) prezentowano sylwetki kandydatów na posłów i senatorów”.
Biorąc pod uwagę liczbę uczestników tych wydarzeń był to niewątpliwie ciekawy sposób na promowanie swoich nominatów. Przekaz kierowany do uczestników pierwszomajowych uroczystości miał jednak jedną wadę. Na pochody przychodził tradycyjny elektorat związany z PZPR, który i tak głosowałby na kandydatów tej partii. Można było go najwyżej zmobilizować do pójścia do urn. Natomiast, ograniczając się jedynie do tych ludzi, w żaden sposób nie poszerzano grupy wyborców, których można by do siebie przekonać.
Opozycja wobec majowych uroczystości
Do udziału w pochodzie i innych uroczystościach pierwszomajowych zaproszony został przez lokalne władze partyjne Komitet Obywatelski „Solidarność”. Odmówił jednak udziału, twierdząc, że „Solidarność” nie uczestniczy w tego typu świętach. Oświadczono jednocześnie, że Komitet Obywatelski nie będzie wzywał swoich uczestników do organizowania kontrpochodów, ani udziału w innych uroczystościach. Odmienną postawę wykazał jednak drugi solidarnościowy komitet wyborczy, który działał w tym czasie w Bydgoszczy. Ludzie skupieni wokół Jana Rulewskiego postanowili wykorzystać dzień 1 maja do zorganizowania własnych uroczystości. Obchody zorganizowane przez Solidarnościowo-Opozycyjny Komitet Wyborczy miały oczywiście odmienny charakter od tych organizowanych przez partie nurtu komunistycznego. Zaplanowano je w ramach „Dnia św. Józefa Robotnika, Opiekuna Świętej Rodziny, Patrona Pracy Ludzkiej i Ludzi Pracy”. Uroczystości rozpoczęto mszą św., odprawioną kościele pw. św. Józefa przy ul. Toruńskiej w Bydgoszczy, pod hasłem „Wolna Praca Wolnych Ludzi w Wolnej Ojczyźnie”. Po jej zakończeniu uczestnicy udali się do bazyliki pw. św. Wincentego à Paulo przy alejach Ossolińskich, aby tam zorganizować wiec wyborczy. Miejsce spotkania nie było przypadkowe, bowiem w tym kościele gromadzili się opozycjoniści po 13 grudnia 1981 r., aby modlić się za więzionych i internowanych.
Przejawem nadchodzących zmian było dopuszczenie do zorganizowania przez opozycję własnego pochodu. We wcześniejszych latach za coś takiego można było trafić do więzienia, a uczestników rozpędzała milicja, używając do tego gazu łzawiącego i pałek.
W wydarzeniu uczestniczyli nie tylko członkowie sztabu Solidarnościowo-Opozycyjnego Komitetu Wyborczego, ale również wspierający ich działacze Tymczasowego Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność”, Stowarzyszenia Politycznego „Prawda i Sprawiedliwość”, Konfederacji Polski Niepodległej, Niezależnego Zrzeszenia Studentów, Federacji Młodzieży Walczącej, Ruchu „Wolność i Pokój”. Zgromadzenie rozpoczął przewodniczący TZR Jan Rulewski. W krótkim przemówieniu przywitał zebranych, przedstawił cel zgromadzenia i zachęcił do głosowania na Stefana Pastuszewskiego i Tadeusza Jasudowicza – niezależnych kandydatów odwołujących się do dziedzictwa „Solidarności”, którzy startowali jednak w wyborach spoza listy Komitetu Obywatelskiego. Zanim wymienieni zabrali głos, złożyli biało-czerwone kwiaty pod krzyżem misyjnym, pod którym składano kwiaty i zapalano znicze w stanie wojennym i latach następnych. Wiązanka zaopatrzona była w szarfę z napisem „Od bydgoskiej »Solidarności« i Duszpasterstw Ludzi Pracy”. Następnie Pastuszewski i Jasudowicz przemawiali do zgromadzonych, prezentując swój program wyborczy i agitując do głosowania na siebie.
Po zakończeniu przemówień odśpiewano hymn i zaczęto formować niezależny pochód pierwszomajowy, który przeszedł ulicami miasta. Uczestnicy nieśli ze sobą flagi i transparenty z różnymi napisami. Szli ulicami Markwarta, 3 Maja (obok gmachu KW PZPR), rondo XXX-lecia PRL, Jagiellońską, Mostową w kierunku Starego Rynku. Po drodze zatrzymano się przy ul. Marchlewskiego (obecnie Stary Port) przy dawnej siedzibie Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność”, aby zatknąć przy wejściu flagę niezależnego związku zawodowego. Uczestnicy wznosili przy tym okrzyki z żądaniem zwrotu siedziby i przekazanie jej „Solidarności”. Gdy uczestnicy dotarli w końcu na Stary Rynek, zgromadzenie rozwiązano i uczestnicy rozeszli się do domów.
Ostatnie podrygi komunizmu, którymi były obchody 1 maja w 1989 r., zamiast nadzieją na jego odrodzenie okazały się tańcem śmierci.
Przejawem nadchodzących zmian było dopuszczenie do zorganizowania przez opozycję takiego pochodu. We wcześniejszych latach za coś takiego można było trafić do więzienia, a uczestników rozpędzała milicja, używając do tego gazu łzawiącego i pałek. Tymczasem w 1989 r. nie dość, że do takiej sytuacji nie doszło, to jeszcze milicja asystowała zgromadzonym i ochraniała uczestników przemarszu.
Dopełnieniem powyższego przemarszu był zorganizowany popołudniu przez ten sam komitet wyborczy wiec przed największym zakładem pracy w mieście, czyli Zakładami Chemicznymi „Zachem”. Zgromadzono się przed krzyżem wzniesionym przez „Solidarność” w 1981 r. Przemawiali przewodniczący TZR NSZZ „Solidarność” Jan Rulewski, przewodniczący Rady Pracowniczej w „Zachemie” Jerzy Ossowski oraz przewodniczący KZ NSZZ „Solidarność” w „Zachemie”. Później odbył się piknik dla mieszkańców, w trakcie którego odbywały się występy orkiestry czy też szkolnego zespołu pieśni i tańca. W przerwie między występami swoje wystąpienia mieli Pastuszewski i Jasudowicz, którzy agitowali zgromadzonych i namawiali ich do głosowania na siebie.
Koniec epoki
Rok 1989 był kresem masowego obchodzenia Święta Pracy w Polsce. W kolejnych latach ludzie, uwolnieni od przymusu uczestnictwa w nim, przestali je celebrować, pomijając nieliczne niedobitki zwolenników komunizmu. Zwykli Polacy dostrzegali w nim relikt dawnego ustroju, przejaw zniewalania ich i przymuszenia do czegoś, w czym nie chcieli uczestniczyć.
Tym samym ostatnie podrygi komunizmu, którymi były obchody 1 maja w 1989 r., zamiast nadzieją na odrodzenie komunizmu okazały się tańcem śmierci. Okazało się, że pomimo szczerych chęci działaczy partyjnych trupa nie da się reanimować.
