Przygotowując operację wprowadzenia stanu wojennego, władze działały dwutorowo. Wiedziały, że Kościół nie jest nastawiony konfrontacyjnie, dlatego z jednej strony z jego przedstawicielami prowadzono rozmowy, z drugiej przygotowywano się do konfrontacji, pozostawiając sobie „otwartą furtkę” odnośnie ostatecznych rozwiązań.
Po wprowadzeniu stanu wojennego z dziesiątkami księży przeprowadzono tzw. rozmowy profilaktyczno-ostrzegawcze, mające na celu zastraszenie duchowieństwa, a tym samym powstrzymanie go przed pochopnym działaniem w pierwszych dniach stanu wojennego. Pewną ilość księży zatrzymano na kilka godzin. Wobec czterech duchownych nie poprzestano jednak na tych środkach perswazji – zdecydowano się ich internować.
Czterech internowanych duchownych
Pierwszym internowanym duchownym był o. Tomasz Alexiewicz, dominikanin, duszpasterz akademicki z Poznania. Niemal natychmiast po wprowadzeniu stanu wojennego zorganizował na terenie klasztoru punkt kontaktowy dla pozostałych na wolności działaczy „Solidarności”. Ponieważ, głosząc w trakcie odprawianej 13 grudnia 1981 r. mszy św. kazanie, nie stronił od oceny decyzji władz („Oto przychodzi antychryst i zapewnia nam spokój przez zdeptanie wolności i swobody”), a wezwany na rozmowę przez SB odmówił podpisania deklaracji lojalności, podjęto decyzję o umieszczeniu go w ośrodku odosobnienia w Gębarzewie.
Po wprowadzeniu stanu wojennego z dziesiątkami księży przeprowadzono tzw. rozmowy profilaktyczno-ostrzegawcze, mające na celu zastraszenie duchowieństwa, a tym samym powstrzymanie go przed pochopnym działaniem w pierwszych dniach stanu wojennego.
15 grudnia 1981 r. internowano kolejnego duchownego, o. Józefa Ślebodę (imię zakonne Ryszard), kapucyna, kapelana bytomskiej „Solidarności” oraz honorowego członka Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Stoczni Gdańskiej im. Lenina. Władzy narażał się wielokrotnie, być może najbardziej wtedy, gdy we wrześniu 1981 r. w Bytomiu, gdzie był proboszczem w parafii Podwyższenia Krzyża Świętego, postanowił uczcić rocznicę zbrodni katyńskiej poprzez odsłonięcie tablicy pamiątkowej.
Po wprowadzeniu stanu wojennego, 14 grudnia, udał się do robotników strajkujących w Przedsiębiorstwie Budowy Maszyn Górniczych, a już następnego dnia został zabrany na komisariat w Bytomiu. Ponieważ, jak stwierdzono, ksiądz zachowywał się „arogancko, kpiąco i wyzywająco” oraz stwierdził, że nie może podpisać oświadczenia o lojalności, ponieważ nie akceptuje słowa „ludowa” przy nazwie „Polska Rzeczypospolita”, został internowany i przewieziony do ośrodka odosobnienia w Strzelcach Opolskich.
Ponieważ, jak stwierdzono, ksiądz zachowywał się „arogancko, kpiąco i wyzywająco” oraz stwierdził, że nie może podpisać oświadczenia o lojalności, ponieważ nie akceptuje słowa „ludowa” przy nazwie „Polska Rzeczypospolita”, został internowany i przewieziony do ośrodka odosobnienia.
16 grudnia internowano ks. Mariana Gołąbka, proboszcza z Niegardowa. Jako duchowny zaangażowany w tworzenie rolniczej „Solidarności”, nie ukrywający swego krytycznego stosunku do sytuacji społeczno-politycznej i władz, miał „zaszczyt” znaleźć się na pierwszym miejscu listy przygotowanej przez krakowski Wydział IV.
Czwartym, a zarazem ostatnim, internowanym duchownym był o. Jan Kłoczowski, legendarny przewodnik młodzieży z krakowskiego duszpasterstwa akademickiego „Beczka”. Władze zaniepokoiło zarówno jego niedzielne kazanie („oto kolejny raz jesteśmy świadkami rozbioru Polski”), jak i fakt, że Klasztor Dominikanów w Krakowie stał się punktem kontaktowym dla rodzin internowanych. 17 grudnia otrzymał wezwanie na przesłuchanie, po którym dowiedział się, że został internowany. Ponieważ funkcjonariusze nie dysponowali tego dnia środkiem lokomocji, by przetransportować dominikanina do ośrodka odosobnienia w Zakładzie Karnym w Wiśniczu Nowym, postanowiono tymczasowo umieścić go w komendzie wojewódzkiej przy ulicy Mogilskiej, gdzie ostatecznie, podobnie jak ksiądz Marian Gołąbek, spędził cały okres internowania.
Przyczyny niewielkiej skali represji
Akcja internowania duchowieństwa nie była akcją masową, zastosowaną w takim samym stopniu jak wobec pozostałych oponentów władzy, istnieją jednak przesłanki by uważać, że miała szanse, by taką się stać. Na listach przygotowanych przez wydziały IV SB było o wiele więcej nazwisk duchownych (na samej tylko liście krakowskiej znajdujemy nazwiska siedmiu księży). O planach internowania większej ilości księży świadczą nie tylko przygotowane listy, ale również treść art. 35. Dekretu o stanie wojennym, rozesłanego do komendantów wojewódzkich MO jeszcze przed 13 grudnia 1981 r. Umożliwiał on zarówno usuwanie ze stanowisk, jak i internowanie hierarchów oraz księży. Ostatecznie jednak, jak w 1995 r. stwierdził gen. Jaruzelski – po „pewnych uzgodnieniach z czynnikami kościelnymi” – jego treść została usunięta z Dekretu, który został opublikowany w dzienniku Ustaw 17 grudnia 1981 r.
Akcja internowania duchowieństwa nie była akcją masową, zastosowaną w takim samym stopniu jak wobec pozostałych oponentów władzy, istnieją jednak przesłanki by uważać, że miała szanse, by taką się stać. Na listach przygotowanych przez wydziały IV SB było o wiele więcej nazwisk duchownych.
Stan zachowanych dokumentów nie jest zadowalający i wciąż mamy więcej pytań niż odpowiedzi w tej sprawie. Jaki był klucz wyboru tych, a nie innych duchownych? Wszak nie byli oni jedynymi, którzy, używając języka dokumentów, „podburzali” w tych dniach swoich wiernych do nieposłuszeństwa.
Wydaje się, że internowanie tylko czterech duchownych władze mogły potraktować jako swoiste „pogrożenie palcem” przedstawicielom Kościoła, pokazanie możliwości działania czy zastraszenie, a ewentualne dalsze decyzje wobec księży uzależnione były od postawy prymasa Józefa Glempa. Ponieważ jego wstrzemięźliwość (choćby rezygnacja z odczytania specjalnego komunikatu biskupów) była na rękę władzy, nie było potrzeby podejmować bardziej radykalnych kroków.
Wydaje się, że internowanie tylko czterech duchownych władze mogły potraktować jako swoiste „pogrożenie palcem” przedstawicielom Kościoła, pokazanie możliwości działania czy zastraszenie, a ewentualne dalsze decyzje wobec księży uzależnione były od postawy prymasa Józefa Glempa.
Z zapisków arcybiskupa Bronisława Dąbrowskiego, sekretarza Episkopatu Polski wiadomo również, że w niedzielę 20 grudnia 1981 r. doszło do „poufnej rozmowy”, na którą prymas zaprosił Kazimierza Barcikowskiego. Czy w ramach tych uzgodnień pojawił się argument dotyczący ewentualności internowania księży – nie wiemy. Treści rozmowy nie znamy, uwagę zwraca jednak zbieżność dat tych wydarzeń z datami zwolnienia internowanych duchownych. Już następnego dnia o. Aleksiewicz i ks. Gołąbek znaleźli się na wolności, pozostałych dwóch zwolniono w ciągu kolejnych 24 godzin. Dodać należy, że zwolniono ich pomimo ponownej odmowy podpisania deklaracji lojalności. Zobowiązanie o przestrzeganiu obowiązującego porządku prawnego podpisał ks. Gołąbek, jednak przyjmujący je funkcjonariusze SB w sporządzonej wówczas notatce napisali:
„należy sądzić, że nie będzie go przestrzegał”.
I faktycznie, ksiądz działalności nie tylko nie zaprzestał, ale wręcz nasilił. W takiej sytuacji wypuszczenie duchownych na wolność, pomimo wniosków funkcjonariuszy SB, przemawiających przeciwko takiej decyzji, jest zastanawiające, a z całą pewnością niestandardowe jeśli chodzi o procedurę stosowaną wobec internowanych.
* * *
Z oczywistych względów władze wolały uniknąć bezpośredniej konfrontacji z Kościołem. Miały świadomość, iż tak radykalne kroki w ostatecznym rozrachunku mogą przynieść więcej problemów niż pożytku, niemniej, gdyby były one konieczne, były na nią przygotowane. Postawa hierarchii kościelnej z całą pewnością przyczyniła się do potrzebnego władzy uspokojenia nastrojów, niemniej wiele środowisk, w tym część duchowieństwa, zarzuciło prymasowi postawę niezgodną z oczekiwaniami społecznymi, odczytywano ją wręcz jako akceptację Kościoła dla wprowadzenia stanu wojennego. Prestiż prymasa w znacznej części społeczeństwa został obniżony.
