W rozporządzeniu wydanym przez dowódcę SS i Policji na dystrykt krakowski SS-Oberführera Juliana Schernera nakazywano Żydom przebywającym w części „A”, by do 13 marca 1943 r. spakowali najpotrzebniejsze rzeczy. Pozostałą część majątku mieli zostawić na miejscu. Obiecywano im, że przedmioty te zostaną zabezpieczone i trafią później do obozu.
Getto „B” spłynęło krwią. Na ulicach leżały trupy zamordowanych. Panował chaos, ludzie przerażeni, zrozpaczeni, szukali ostatnich sposobów na ucieczkę.
W godzinach południowych, na miejscu zbiórki, ok. 8 tys. osób podzielono na grupy i przeprowadzono na teren obozu pracy Plaszow. Zakazano zabierać ze sobą dzieci poniżej czternastego roku życia. Niemcy uspokajali, że zostaną one przyprowadzone do obozu, kiedy powstanie tam specjalny, dostosowanych do ich potrzeb barak. Do tego czasu miały pozostać w gettowym Kinderheimie (sierocińcu). Działaniami zmierzającymi do likwidacji dzielnicy kierował SS-Sturmbannführer Wilhelm von Haase.
W kolejnym dniu akcji, 14 marca, Niemcy przystąpili do zagłady części getta „B”. Z przebywającymi tam osobami rozprawiono się w znacznie bardziej krwawy sposób. Z punktu widzenia okupanta, nie byli oni już przydatni do pracy, więc postąpiono z nimi bez litości. W funkcjonujących jeszcze placówkach pomocy społecznej – sierocińcu (Kinderheimie), domu dla osób starszych i szpitalach urządzano rzezie. Erwin Zahler w relacji złożonej w kwietniu 1945 r. wspominał:
„»Motory« nadające się jeszcze na pożyteczną pracę, wtłoczone do baraków obozu pracy w Płaszowie. Reszta, już »szmelc« (lekarze, dzieci i starcy) zostali w bestjalski sposób zamordowani przez upitych żołdaków »Aussiedlungskommando«. Mordowano chorych pozostających w szpitalu przy ul. Józefińskiej a nawet lekarzy i siostry, którzy na czas nie wyszli do Płaszowa spotkał ten sam los. Nie lepiej było starcom (w Domu Starców) i dzieciom. Te małe niewinne istoty tylko za to, że byli żydami wyrzucano na podworzec z trzeciego piętra (w jednym z domów przy ul. Wita Stwosza) albo rzucano wprost jak piłki o mur. »Szkoda dla takiego ‘drobiazgu’ naboju«, mówili esesowcy. Był to czarny dzień dla wszystkich”.
Getto „B” spłynęło krwią. Na ulicach leżały trupy zamordowanych. Panował chaos, ludzie przerażeni, zrozpaczeni, szukali ostatnich sposobów na ucieczkę. Nic jednak nie było w stanie powstrzymać aktu ostatecznej destrukcji. Podczas akcji likwidacyjnej na terenie getta zamordowano ponad 700 osób; ok 2 tys. osób wywieziono do KL Auschwitz II Birkenau. Formalnie getto krakowskie przestało istnieć. Nie oznacza to jednak, że teren po nim ponownie stał się otwartą częścią miasta. Przynajmniej nie w ciągu kolejnych kilku miesięcy okupacji.
„Getto” dla prominentów
Po zakończeniu akcji likwidacyjnej w dawnym getcie pozostali funkcjonariusze Żydowskiej Służby Porządkowej (tzw. odemani), konfidenci i współpracownicy gestapo, a także członkowie ostatniego Judenratu z Dawidem Gütterem na czele. Niemcy pozwolili im tam przebywać wraz z członkami najbliższej rodziny. Na tym terenie pozostał także dr Michał Weichert, prezes Żydowskiej Samopomocy Społecznej. Aleksander Biberstein, ocalały i świadek dokumentujący wydarzenia rozgrywające się w getcie. Pisał po wojnie:
„Na drzwiach mieszkań, których mieszkańcom pozwolono zostać, przylepiano na widocznym miejscu kartkę, podpisaną przez dowódcę SS i policji”.
Na terenie zlikwidowanej dzielnicy, jak wspominał, pozostać miało nawet około 50 rodzin. Z ubolewaniem podkreślał, że osoby te nadal współpracowały z okupantem i w tym też celu pozwolono im tam dalej mieszkać. Niemcy oczekiwali od nich, że będą demaskować Żydów ukrywających się w Krakowie i okolicznych miejscowościach. Cytowany już Zahler w swojej relacji zwracał z kolei uwagę tylko na funkcjonariuszy Żydowskiej Służby Porządkowej, którzy pozostali na miejscu, nie wspominał o innych osobach:
„Mieszka jeszcze jedynie paru »pachołków żydowskich« (OD) z rodzinami (ci którzy najlepiej się »podlizywali« Niemcom z »szamesem kierownikiem« śp. Spirą na czele)”.
Obszar dawnego getta był w tym czasie nadal otoczony drutem kolczastym, a w niektórych fragmentach stał jeszcze charakterystyczny mur o kształcie przypominającym macewy. Na teren ten wchodzono za okazaniem specjalnej przepustki. Codziennie przyprowadzano tam więźniów z obozu ZAL Plaszow, pracujących w funkcjonujących nadal przedsiębiorstwach. Aleksander Biberstein podkreślał:
„na terenie getta pozostały jeszcze niektóre prywatne przedsiębiorstwa pracujące dla armii, a to firma Julius Madritsch w Rynku Podgórskim; Zentrale für Handwerkslieferungen w budynku dawnej fabryki czekolady Optima przy ul. Węgierskiej, obejmująca warsztaty krawieckie, trykotarskie, szewskie, garbarskie, rymarskie i stolarskie; fabryka lamp Wachsa przy ul. Lwowskiej, wyrabiająca wentylatory do bunkrów, a także piece i lampy naftowe dla wojska. Wszystkie te zakłady zatrudniały głównie robotników żydowskich skoszarowanych obecnie w Płaszowie, którzy codziennie rano pod konwojem przychodzili z obozu do pracy i wieczorem wracali do obozu”.
Przestrzeń ta zatem nie była dostępna dla pozostałych mieszkańców Krakowa. Biberstein miał na bieżąco wiadomości o tym co dzieje się na obszarze dawnego getta, gdyż otrzymywał je od przebywających tam pracowników przymusowych z Plaszowa, którzy wracali na noc do obozu. Jako lekarz sam też niejednokrotnie był przyprowadzany z obozu na teren dawnego getta, by badać i leczyć przebywające tam osoby. Niemcy obawiali się szczególnie chorób zakaźnych, więc zwracali uwagę na stan sanitarny i starali się eliminować potencjalne zagrożenia.
Rzeczy po zamordowanych
Na terenie po getcie krakowskim Niemcy zorganizowali też magazyny zrabowanego żydowskiego mienia. Aleksander Biberstein pisał:
„W opustoszałym, ociekającym krwią getcie zostało jeszcze dużo żydowskiego majątku, zainteresowali się nim niebawem Niemcy”.
Bardziej szczegółowy opis pozostawił ocalały Erwin Zahler. Z jednej strony uchwycił pustkę po wywiezionych, dla kontrastu zamieszczając przy tym opisy przedmiotów, których właściciele albo zostali zgładzeni, albo przebywali w obozie ZAL Plaszow:
„Ulice i place puste, panuje cmentarna cisza. [...] W mieszkaniach roztrzaskane drzwi, rozbite szafy, kredensy, wyrzucone zawartości szuflad. Wyrwane rury od pieca, karniszy, futryn, a nawet deski z podłogi świadczą o tym, że tu nawet „tyrani SS” nie powstrzymywali się w poszukiwaniu wielkiego „złotego spadku”.
Przeszukiwanie mieszkań w nadziei na znalezienie kosztowności było stałym i typowym procederem po likwidacji gett. W tym przypadku robili to funkcjonariusze niemieckich formacji oraz zmuszani do tego odemani.
Zahler zwracał uwagę, w jakich miejscach Niemcy ulokowali magazyny z mieniem po Żydach:
„Składa się meble przy ul. Węgierskiej, pościel, bielizny i szmaty przy ul. Józefińskiej, żelazo, blacha i piece na placu przy ul. Targowej, zaś towary z wszystkich sklepów do specjalnie jeszcze wcześniej zarekwirowanych przez »Hohera SS und Polizeiführer’a« budynkach (Józefińska 31, 33, 35). [...] W jednym budynku (Krakusa 15) mieści się składnica naczyń kuchennych. Pokoje trzypiętrowej kamienicy są zawalone garnkami, wiadrami, miskami, dzbankami, rondlami i innym sprzętem kuchennym. Dom obok (Krakusa 17) to składnica szkła i porcelany. Parter zajęty słojami i butlami we wszystkich wielkościach i ceramiką. Pierwsze piętro: dział naczyń emaliowanych (z powodu przepełnienia na Krakusa 15 część się tu już składa). Idę dalej na drugie piętro. A tu oczom swoim nie wierzę. Pokoje urządzone jakby wystawa w sklepie. Na kredensach, szafach i półkach porozmieszczane serwisy kawowe, stołowe, do ryb, do ciasta. Spotykam różnokrajową porcelanę: angielską, niemiecką (saską), czeską i niezliczone sztuki polskiej produkcji. Oglądam prześliczne wazy i półmiski japońskie, kryształy, fajanse na ładnych podstawkach. Wybór jakiego u Gross’a w Rynku nie było. [...] Na trzecim piętrze w końcu mamy już »pospolitą« porcelanę: talerze, filiżanki z kwiatami i złotymi brzegami i całkiem białe, wszystko starannie uporządkowane. [...] przepełnione pokoje, a nawet już sień koszami i skrzyniami z mosiądzem w postaci moździerzy, młynków ręcznych i świeczników srebrnych”.
Zahlera uderzało to, że przedmioty, które służyły podczas spotkań lub w codziennym rytmie życia żydowskich rodzin, przetrwały, ale właśnie zmieniały właścicieli. Ci, którzy do tej pory z nich korzystali, dbali o nie, kolekcjonowali te rzeczy, w przytłaczającej większości już nie żyli, albo funkcjonowali w ukryciu, starając się dożyć końca wojny. Ich majątek zaś miał być przekazany w ręce ich oprawców. Towary te pochodziły zarówno z getta krakowskiego, jak też z innych zlikwidowanych gett z dystryktu krakowskiego.
W dalszej części swojej obszernej relacji Zahler pisał o składnicach mebli; odzieży; sprzętów medycznych; książek – z zakresu literatury pięknej lub specjalistycznej, publikowane w różnych językach; przedmiotów religijnych, a wreszcie metali i kruszców. Zahler relacjonował swoją wyprawę po tych miejscach:
„Znowu przepełnione pokoje a nawet już sień koszami i skrzyniami z mosiądzem w postaci moździerzy, młynków ręcznych i świeczników srebrnych. Każda skrzynia z dokładnym spisem zawartości (w kilku mosiądze), odtransportuje się do fabryk na roztopienie i wyrobienie dalszych naboi na bezbronnych ludzi znajdujących się w kleszczach hitleryzmu. Inne zaś rzeczy straconych już obywateli, stanowić będą dobrą wyprawę i urządzenie dla przyszłych małżeństw niemieckich”.
Wszystko, co tylko nadawało się do dalszego użytku, czy to bezpośrednio, czy też po przerobieniu, było tam składowane i miało niebawem być wysyłane do III Rzeszy. Na terenie po getcie zorganizowano też warsztaty, w których naprawiano poszczególne rzeczy, np. odnawiano meble, czy też reperowano odzież. Biberstein zaznaczał, że niejednokrotnie do tych magazynów przyjeżdżali zarówno funkcjonariusze SS, jak też gestapo i zabierali dla siebie różne przedmioty: dzieła sztuki, porcelanę, meble, dywany etc. Nie był to proceder nagminny, ale jednak dostrzegalny. Z czasem zatem tę kwestię uregulowano, odgórnie określając, że niemieccy funkcjonariusze mogą przybyć do magazynów za specjalnym pozwoleniem i pozostawiając spis wydzielonych im przedmiotów.
Teren po getcie sukcesywnie porządkowano. Zajmowało się tym oddzielne komando robocze. Warto uzupełnić, że do września 1943 r. w dawnym budynku Żydowskiej Służby Porządkowej przy ul. Józefińskiej 39 mieściła się siedziba ekspozytury gestapo i SS. Tam przyprowadzano na przesłuchania Żydów zatrzymanych po tzw. aryjskiej stronie. W tym miejscu przygotowywano też m.in. inwentarze rzeczy pozyskanych z poszczególnych budynków getta.
Pewność Symche Spiry, jego intuicja i ogromne zaufanie, jakie miał do swojego mocodawcy SS-Hauptscharführera Wilhelma Kunde, zawiodły go. 14 grudnia 1943 r. żydowscy odemani zostali przewiezieni z terenu getta do Plaszowa. Tam ich zamordowano.
We wrześniu 1943 r. usunięto drut kolczasty oddzielający teren po getcie od reszty miasta. Część funkcjonariuszy Żydowskiej Służby Porządkowej i innych osób powiązanych z agenturą gestapo przeszła wraz z rodzinami do obozu ZAL Plaszow, ale grupa skupiona wokół komendanta Symche Spiry nadal pozostała na obszarze po zlikwidowanej dzielnicy. W dalszym ciągu wykorzystywano ich jeszcze m.in. w celu wyłapywania ukrywających się w mieście Żydów. Obiecywano im przy tym, że w nagrodę za wierną służbę nie tylko nie trafią do obozu, ale bezpiecznie opuszczą Kraków, a może nawet Generalne Gubernatorstwo. Pewność Symche Spiry, jego intuicja i ogromne zaufanie, jakie miał do swojego mocodawcy SS-Hauptscharführera Wilhelma Kunde, zawiodły go. 14 grudnia 1943 r. żydowscy odemani zostali przewiezieni z terenu getta do Plaszowa. Tam ich zamordowano, a zwłoki spalono.
Po tych wydarzeniach nastąpiły dalsze prace porządkowe na terenie po getcie. Tadeusz Pankiewicz, farmaceuta z Apteki pod Orłem, wspominał:
„W kilka dni po zlikwidowaniu OD przeniesiono wszystkie składy [warsztaty] znajdujące się na terenie byłego getta do Płaszowa. Druty kolczaste jako ostatnią pozostałość po getcie ściągnięto i rozpoczęto odnawianie poniszczonych kamienic, które przeznaczono teraz dla ludności polskiej, przesiedlonej z dzielnicy oficerskiej. W kilka tygodni później przystąpiono do burzenia resztek murów otaczających byłe getto. Tak usunięto ostatnie ślady miasteczka, które przeżyło tyle potwornych tragedii”.
Teren po getcie był stopniowo adaptowany i przygotowywany dla nowych mieszkańców.
