Blisko 200 tys. żołnierzy w różnych sposób dążyło do zmiany postanowień jałtańskich. Tysiące z nich przepłaciło to życiem lub w najlepszym razie długoletnimi wyrokami, które odbywali w stalinowskich kazamatach.
Bestialskie rozbicie podziemia niepodległościowego w Polsce przez polskie i sowieckie organy bezpieczeństwa nie stanowiło jednak kresu walki. Kontynuowali ją nierzadko bardzo młodzi ludzie, uczniowie szkół ponadpodstawowych, którzy zawiązywali organizacji jednoznacznie antysowieckie. Jak pisał historyk Jacek Wołoszyn
„antysowietyzm był także zasadniczym motywem przystąpienia do podziemnej działalności. Głównym przeciwnikiem stał się ZSRS. […] Dla członków łódzkiego Związku Białej Tarczy ówczesna Polska była po prostu »kolonią Rosji Sowieckiej«”.
W programie sosnowieckiego Klubu Sprawiedliwych uzasadniano
„sprzeciw wobec sowieckiej dominacji: »Dlatego że nad naszym Orłem powiewa zwycięsko rosyjska gwiazda, dlatego że sowiecki sztandar dzierży sługus Stalina – Bolesław Bierut, dlatego że Ojczyzną naszą kieruje wychowanek kacapskiej szkoły, Konstantin Rokossowski«. Nie ulega wątpliwości, że bunt przeciwko sowieckiej dominacji w Polsce stanowił spoiwo w działalności wielu grup młodzieżowych. Członkowie hrubieszowskiej Polskiej Młodzieży Walczącej pisali: »Uwaga! Uwaga! Polacy, Bracia i Siostry! W tym miesiącu mija[ją] 32 lata, jak gad czerwonego faszyzmu rozpoczął swój rozwój. Popatrzmy, gdy Polska pod wodzą Piłsudskiego walczyła o wolność, ci sami bolszewicy pod batutą Stalina wpadli na naszych braci i pchali nóż z tyłu nas. Następnie popatrzmy na rok 1939. Polska została zalana prawie cała przez Niemców. Bolszewicy zamiast podać rękę [...] rozebrali Polskę na dwie części. Po tym dalej [był] Katyń, o tym nie pamiętamy, lecz przykro, ale był to ten sam Stalin i jego klika, właśnie ci, którzy przez 32 lata mordowali naszych braci, teraz wyciągają do nas ‘bratnią dłoń’ po to, aby zagarnąć całą Polskę, bo ona im bardzo pachnie. Powiedzcie, rodacy, czy oni mają być naszymi braćmi? Nie!!! Raczej żelazo rozpalone w dłoni niż bolszewicka prawica. Bolszewik nigdy nie był naszym przyjacielem, nie jest i nie będzie!«”.
Pomniki
Przez cały okres PRL
„ważnym elementem było niszczenie symboli sowieckiej dominacji. Czasami bojkotowano po prostu filmy, piosenki i książki pochodzące zza wschodniej granicy lub rugowano z przestrzeni oficjalnej lub ośmieszano sowieckie symbole. Członkowie Harcerskiej Organizacji Podziemnej »Iskry« zmienili w Olsztynie tablice z nazwą ulicy Stalingradzkiej na dawną Jagiellońską. Ich koledzy z krakowskich Zielonych Brygad obrzucili jajkami jeden z miejscowych pomników Lenina. Organizowano również akcje niszczenia tzw. pomników wdzięczności Armii Czerwonej, postrzeganych jako symbole zniewolenia i sowietyzacji państwa. […] Profanacji pomnika miały również dokonać dziewczęta należące do działającego w Wałczu (woj. szczecińskie) Wolnego Żywota. Harcerze z Podziemia Harcerskiego »Zawisza« z Koźmina (woj. poznańskie) oblali czerwoną farbą statuę żołnierzy sowieckich”.
W tę walkę wpisywały się także grupy, które w późniejszym czasie dokonywały zamachów na symbole sowieckiej dominacji w Polsce, czego najlepszym dowodem była działalność grupy „Ruch”, która w 1968 r. zrzuciła tablicę Lenina ze szczytu Rysów, a następnie przygotowywała się do podpalenia muzeum Lenina w Poroninie (w wyniku działań SB do akcji nie doszło). Innym osobom udało się natomiast podłożyć ładunki wybuchowe pod pomnik Lenina w Nowej Hucie. Choć pomnik nie zawalił się, to wybuch i uszkodzenie stopy „wodza” były jasnym przekazem dla władzy, że Polacy w walce o uwolnienie się spod sowieckiego jarzma sięgać będą po różne środki. Kończąc kwestię pomników, symbolicznym końcem dominacji sowieckiej w Polsce było zdemontowanie na oczach warszawian pomnika Feliksa Dzierżyńskiego w listopadzie 1989 r.
Manifestacje
W czasie Powstania Czerwcowego 1956 r. w Poznaniu, oprócz haseł antykomunistycznych, odwołujących się do codziennego trudu robotników i ich fatalnej sytuacji socjalno-bytowej, wznoszono również hasła antysowieckie, tj.
„Precz z niewolą, precz z Ruskami, precz z siedemnastoma latami niewoli”, „Precz z Rokossowskim”, „Chcemy Polski katolickiej, a nie bolszewickiej”.
W całym kraju wieści dotyczące rewolty robotników poznańskich spowodowały lawinowy wręcz wysyp dowodów na antysowieckie nastroje – w postaci napisów na murach i w pomieszczeniach pracowniczych, ulotek, haseł, listów do władz czy radia (np. popularnej „Fali 49”). Nic zatem dziwnego, że ten antysowiecki bunt został nie tylko zauważony, ale także stanowił jeden z pretekstów do utrącenia przez Kreml wracającego do władzy w Polsce Władysława Gomułki w październiku 1956 r.
Symbolicznym końcem dominacji sowieckiej w Polsce było zdemontowanie na oczach warszawian pomnika Feliksa Dzierżyńskiego w listopadzie 1989 r.
Stąd wizyta Nikity Chruszczowa, przywódcy KPZR, w Polsce i niezwykle emocjonalna rozmowa delegacji sowieckiej i polskiej. 18 października, ówczesnego pierwszego sekretarza KC PZPR Edwarda Ochaba (dogadanego już z Gomułką w sprawie jego powrotu do władzy) ambasador ZSRS w Polsce, Pantalejmon K. Ponomarenko, poinformował, że następnego dnia delegacja sowiecka przybędzie do Polski. Powodem tej nagłej wizyty miała być poważna sytuacja w PRL oraz wzrost nastrojów antysowieckich. Ponieważ trwało VIII Plenum KC PZPR, po dyskusji poproszono o przekazanie Sowietom propozycji przyjazdu po jego zakończeniu. Sowieci nie zamierzali jednak zmieniać planów i następnego dnia delegacja sowiecka przyleciała na Okęcie.
Jak wynika z relacji Gomułki i Ochaba, schodzący z trapu Chruszczow z daleka wymachiwał w ich kierunku pięścią i krzyczał. Po zejściu ze schodów nie przywitał się z polską delegacją, lecz generalicją, z sowieckim marszałkiem Polski Konstantinem Rokossowskim, na czele. Dopiero potem podszedł do delegacji partyjnej i odezwał się do niej wzburzony:
„Ujawniła się zdradziecka rola tow. Ochaba. Ten numer Wam się nie uda”.
Następnie doszło do ostrej wymiany zdań pomiędzy Chruszczowem, a Gomułką, który odrzucił zarzut Chruszczowa o próbie poderwania sojuszu polsko-sowieckiego. Chruszczow odezwał się do Gomułki :
„Ten numer Wam się nie uda, jesteśmy gotowi do aktywnej interwencji”.
Na posiedzeniu Biura Politycznego Gomułka relacjonował:
„Rozmowy takiej nigdy nie przeprowadzałem z towarzyszami partyjnymi, nie rozumiem, jak można takim tonem, z takimi epitetami wracać się do ludzi, którzy w dobrej wierze się do nich zwracają".
Delegacja polska twardo przekazała członkom sowieckiego Politbiura, że ich wizyta jest niepożądana, nie będą mogli uczestniczyć w obradach VIII Plenum i powinni natychmiast wrócić do Moskwy. W końcu stanęło jednak na tym, że obie delegacje wspólnie udadzą do Belwederu na dalsze rozmowy. Warto pamiętać, że cała dyskusja odbywała się w niezwykle dramatycznych okolicznościach – wydano rozkaz podciągnięcia pod Warszawę dwóch sowieckich jednostek z Dolnego Śląska i Szczecina, które stanęły 70 km od Warszawy, zaś Rokossowski wydał rozkaz przegrupowania jednostek polskich w Warszawie. W stolicy zaś wiecowano i wznoszono antysowieckie hasła.
W czasie wyborów do sejmu PRL Służba Bezpieczeństwa niejednokrotnie odnotowywała dopiski na karatach wyborczych, żądające usunięcia wojsk sowieckich z Polski. Skrupulatnie zbierano informacje dotyczące sprawców napisów na murach.
Po informacji, że robotnicy z Żerania zamierzają wyjść na ulice i zatrzymać sowieckie czołgi zbliżające się do Warszawy, Chruszczow oskarżył Gomułkę zaognianie sytuacji i nieuzasadnione podniesienie sprawy przyjazdu sowieckiej delegacji, jako ingerencji w polskie sprawy. Gomułka jednoznacznie stwierdził, że jest to ingerencja, zaś Chruszczow ponownie oskarżył go o wiarołomstwo, stwierdzając, że z jednej strony mówi on o przyjaźni, a z drugiej podburza naród przeciwko ZSRS. W końcu Chruszczow skapitulował, delegacja sowiecka opuściła Belweder około pierwszej w nocy i rano, 20 października 1956 r., odleciała do Moskwy. Już dwa miesiące później, 10 grudnia 1956 r., w Szczecinie tłum ludzi zaatakował budynek konsulatu ZSRS, wdzierając się do jego wnętrz i zrzucając ze ścian znienawidzone portrety przywódców „wielkiego brata”.
Przez następne lata hasło „Sowieci do domu” pojawiało się przy tzw. przełomach politycznych w Polsce. Wznoszono je i w roku 1970 i 1976 r. W czasie wyborów do sejmu PRL Służba Bezpieczeństwa niejednokrotnie odnotowywała dopiski na karatach wyborczych, żądające usunięcia wojsk sowieckich z Polski. Skrupulatnie zbierano informacje dotyczące sprawców napisów na murach, np. zrównujące znaki swastyki i sierpa i młota oraz masowe odwołania do Katynia, w których za zbrodnię słusznie obwiniano ZSRS. O ZSRS oraz wojskach sowieckich pisano także na łamach prasy drugoobiegowej.
Największy jednak protest artykułowany na ulicach miał miejsce w 1989 r. i był pokłosiem zachodzących w Polsce zmian politycznych. W czasie wielu demonstracji na ulicach polskich miast, hasło „Sowieci do domu” stawało się naczelnym hasłem wielu zgromadzeń. Podczas nich dochodziło również do ataków na placówki dyplomatyczne ZSRS w Polsce, podobnie, jak w grudniu 1956 r. w Szczecinie.
Kolejne manifestacje miały miejsce na przełomie 1989/1990 r., a ich celem zawsze było wyrzucenie armii sowieckiej z Polski.
15 maja 1989 r. o godz. 13:00 na Rynku Głównym Ruch „Wolność i Pokój” zorganizował więc pod hasłem „Sowieci do domu”. Na początku głos zabrał Radosław Huget, student relegowany z Uniwersytetu Jagielońskiego w 1968 r., który odczytał oświadczenie protestujące przeciwko dalszemu stacjonowaniu w Polsce wojsk sowieckich i uznające ten fakt za dalszą okupację kraju.
Po następnych przemówieniach grupa około 200 osób przemaszerowała pod konsulat sowiecki. Budynek ten obrzucono monetami, wznosząc okrzyki
„to jest na bilet”.
Następnie protestujący zablokowali bramę wejściowa do budynki urządzając tzw. sitting oraz malując na bramie konsulatu hasła
„Soviet go home”, „Soviet no future”.
Milicja usunęła blokadę, zatrzymując 45 osób, które zresztą po pewnym czasie zwolniono. 17 maja krakowska młodzież z WiP i NZS ponownie zebrała się na Rynku Głównym protestując przeciwko zatrzymaniu dzień wcześniej ich kolegów oraz eksponując hasła „Sowieci do domu”. Po około 20 minutach około 300 osób ponownie udało się pod konsulat, gdzie doszło do zorganizowania kolejnego sittingu. Tym razem jednak demonstracja nie zakończyła się tak spokojnie. Przeciw gromadzącym się w rejonie Plant manifestantom, którzy rozpoczęli budowanie barykad oraz obrzucali milicjantów kamieniami, wysłano armatkę wodną. Sytuację opanowano tylko chwilowo, po kilku minutach doszło do gwałtownych starć. Zakończyły je dopiero mediacje, które podjęli działacze małopolskiej „Solidarności”. Ogółem w walkach rannych zostało siedmiu manifestantów, zatrzymano 14 osób, tym siedmiu studentów, czterech uczniów, trzech pracowników z krakowskich zakładów pracy. Rannych zostało też 27 funkcjonariuszy, z czego dwóch hospitalizowano, uszkodzono 19 pojazdów milicyjnych i 49 tarcz.
Wydarzenia z 17 maja miały bezpośredni wpływ na najostrzejsze walki do jakich doszło w Krakowie 18 maja, w czasie i po wiecu wyborczym KPN. Manifestanci, po raz kolejny udający się w stronę konsulatu ZSRS, zostali zatrzymani przez siły porządkowe, doszło do starć z milicją, która użyła siły w postaci armatek wodnych. Nie powstrzymało to jednak walk, a młodzież zaczęła wznosić barykady, równocześnie atakując milicjantów butelkami z benzyną i denaturatem, kamieniami, cegłami, płytami chodnikowymi, prętami. Około godz. 21. jeszcze około tysiąca osób uczestniczyło w walkach, które trwały do godz. 23. Funkcjonariusze SB relacjonowali o dwóch delegacjach działaczy opozycji, w tym „Solidarności”, które o godz. 19:00 i 22:00 spotkały się z szefostwem Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych (szefem był gen. Jerzy Gruba „zasłużony” w tłumieniu strajku w kopalni Wujek 16 grudnia 1981 r.). W obu przypadkach szefostwo groziło surowymi konsekwencjami uczestnikom walk oraz wzywało do ich natychmiastowego zakończenia oraz udania się do domów.
16 czerwca doszło do demonstracji w Warszawie pod hasłem „Sowieci do domu”, której organizatorami były PPS, PPS-RD, Ruch „Wolność i Pokój” oraz „Międzymiastówka Anarchistyczna”.
Dopiero drugiej delegacji udało się namówić protestujących do opuszczenia barykad. Warto w tym miejscu odnotować, że krakowskie starcia były szeroko omawiane podczas posiedzeń Biura Politycznego KC PZPR, a w dzienniku M. F. Rakowskiego znalazła się niezwykle intrygująca notatka dotycząca rozmowy Jerzego Urbana z gen. Jerzym Grubą o ewentualnym, prowokacyjnym wpuszczeniu demonstrantów na teren konsulatu ZSRS.
16 czerwca doszło do demonstracji w Warszawie pod hasłem „Sowieci do domu”, której organizatorami były PPS, PPS-RD, Ruch „Wolność i Pokój” oraz „Międzymiastówka Anarchistyczna”. Według raportów SB demonstracja zaczęła się
„około godz. 16:00 przy pomniku Mikołaja Kopernika w Warszawie, gdzie zgromadziło się ok. 50 młodych ludzi posiadających transparenty z napisami: »Sowieci do domu«, »Jeśli ci powiedzą głową muru nie przebijesz – nie wierz im«, »Precz z sowiecką okupacją«, »Pały, czołgi, karabiny to przyznanie się do winy«, »Organizacja Wolna Polska« […]. Z grupy demonstrantów wyrzucono w kierunku interweniujących funkcjonariuszy i przejeżdżających pojazdów służbowych MO 6 butelek z benzyną i kilka petard. […] Petardy i kamienie rzucano również z okien pomieszczeń Uniwersytetu Warszawskiego zajmowanych przez NZS. Około godz. 17:00 na schodach kościoła rozwinięto kolejny transparent o treści: »Władza musi być wybrana z woli narodu – KPN«. Do demonstrantów dwukrotnie zwracał się miejscowy ksiądz bezskutecznie apelując o zachowanie spokoju i opuszczenie rejonu kościoła. Około godz. 17:430 w obrębie kościoła i pomnika Kopernika przywrócono spokój. Zatrzymano 11 najbardziej agresywnie zachowujących się manifestantów”.
20 sierpnia 1989 r. w Krakowie na Rynku Głównym więc zorganizowała Konfederacja Polski Niepodległej. Wzięło w nim udział około 250 osób. Uczestnicy mieli transparenty m.in.
„Praga–Kraków–wspólna sprawa”, „Czechosłowację przepraszamy – FMW”, „Sowieci do domu”.
W przemówieniach potępiono agresję w 1968 roku oraz jak napisano w raportach SB,
„atakowano resort spraw wewnętrznych”.
Można rzec, że już tradycyjnie w Krakowie (w nawiązaniu do majowych manifestacji AD 1989) uczestnicy wiecu pomaszerowali pod konsulat generalny ZSRS, gdzie przez 15 minut wznosili antysowieckie okrzyki, po czym rozeszli się.
Do kolejnej manifestacji doszło 23 sierpnia 1989 roku, w 50. rocznicę podpisania sowiecko-niemieckiego paktu o nieagresji, czyli paktu Ribbentrop-Mołotow (wraz z tajnym protokołem dodatkowym, którego konsekwencją był IV rozbiór Polski), gdzie również doszło do starć z milicją. Kolejne manifestacje miały miejsce na przełomie 1989/1990 r., a ich celem zawsze było wyrzucenie armii sowieckiej z Polski.
* * *
Z perspektywy czasu trzeba docenić, że rozpoczęta 9 kwietnia 1991 r. operacja wycofywania wojsk sowieckich z Polski została zakończona sukcesem 28 października 1992 r. Długa walka o wyrugowania ZSRS z Polski okazała się wielkim zwycięstwem Polaków.
