Przeszedł on, tak jak i całe społeczeństwo, tragiczną drogę: od euforii walki o wolną Polskę w latach 1918 – 1921, poprzez okres wytężonej pracy nad Jej odbudową, aż do bezprzykładnych, konspiracyjnych zmagań z okupantem niemieckim od 1940 roku, po śmierć w samotnej walce z nawałą komunistyczną w roku 1951.
W służbie Polsce
Stanisław Kakowski urodził się 11 listopada 1898 roku w Dzielinie, w ówczesnej gminie Chojnowo, w powiecie przasnyskim. Pochodził z drobnej mazowieckiej szlachty, która, chociaż zrównana ze stanem chłopskim przez carskiego zaborcę, pozostała najbardziej żywotnym nośnikiem idei patriotycznych na tym terenie. Miał dwadzieścia lat, gdy w 1918 roku pojawiła się wielka historyczna szansa na odzyskanie niepodległości. Natychmiast więc przyłączył się do powszechnej akcji rozbrajania Niemców, działając w Pułtusku i Zegrzu.
Kiedy rozpoczęła się walka o kształt polskich granic, Kakowski wstąpił ochotniczo do Wojska Polskiego – aż do 1921 roku służył w 5. Pułku Piechoty I Dywizji Piechoty Legionów Józefa Piłsudskiego. Musiał zwrócić na siebie uwagę dowództwa, ponieważ oddelegowano go nie tylko do łączności ze Sztabem Generalnym, ale też do tzw. oddziałów defensywnych, kierowanych do zadań specjalnych. W 1919 roku brał udział w walkach o Wilno na froncie północnym, zwalczając miejscową bolszewicką dywersję, która wspierała Armię Czerwoną.
Gdy nawała sowiecka ruszyła na Polskę w 1920 roku Stanisław Kakowski był znów na pierwszej linii frontu. W swych zapiskach Pamiętnik z życia pojedynczego człowieka od młodości do starca, organizatora ruchu oporu w 1940 r. do końca wojny światowej, jako komendanta dywersji i jego ludzi wspomina o służbie przy Sztabie Generalnym. Miał wówczas okazję poznać marszałka Piłsudskiego, ale też stykał się z różnymi osobistościami, które odegrały później znaczącą rolę w życiu Polski międzywojennej. W 1921 roku dosłużył się stopnia kaprala i do czerwca był jeszcze łącznościowcem w Związku Strzeleckim.
Wydawało się, że przed młodym człowiekiem otworzyła się droga kariery wojskowej – proponowano mu pozostanie w wojsku, jako podoficer zawodowy. Kakowski podjął jednak zaskakującą decyzję: wrócił na Mazowsze i został rolnikiem. Najpierw dzierżawił gospodarstwo w Sokołowie w powiecie ciechanowskim, a od 1934 roku objął w posiadanie 38 hektarów w rodzinnym Dzielinie. Mimo poczucia więzi z osobą marszałka Piłsudskiego i dumy z chlubnej przeszłości wojskowej, wstąpił do Stronnictwa Narodowego i został jego lokalnym działaczem.
Działalność konspiracyjna
Rok 1939 był szokiem dla polskiego społeczeństwa; choć wojny spodziewano się od jakiegoś czasu, nikt sobie nie wyobrażał takich rozmiarów klęski. Stanisław Kakowski był wśród tych, którzy najwcześniej podjęli walkę w ruchu oporu. Podziemną działalność rozpoczął w 1940 roku jako żołnierz powstałego w listopadzie 1939 roku Związku Walki Zbrojnej. Przybrał pseudonim „Jastrząb” i dowodził placówką konspiracyjną na terenie gminy Chojnowo. Po przemianowaniu w lutym 1942 roku ZWZ na Armię Krajową, Kakowski został zaprzysiężony w jej szeregach 1 lipca 1942 roku i mianowany dowódcą plutonu. Widocznie terenowe władze okupacyjne wpadły na trop działającej w Chojnowie komórki, ponieważ od 1944 roku „Jastrząb”, jako spalony, musiał się ukrywać przed aresztowaniem.
Jesienią 1946 roku, po rozbiciu przez NKWD i UB przasnyskich struktur ROAK, Stanisław Kakowski już jako chorąży „Kaźmierczuk” przeszedł wraz z plutonem „Orzyca” do konspiracyjnych struktur XVI Okręgu NZW.
Wraz z zakończeniem II wojny światowej, gdy na Zachodzie świętowano zwycięstwo, w Polsce coraz mocniej zapadała żelazna kurtyna, oddzielająca kraj od wolnego świata. Tym samym, około 200 tysięcy (według szacunków wywiadu niemieckiego) członków podziemia niepodległościowego zostało skazanych na unicestwienie. Jako gorący patrioci stanowili przeszkodę w utrwalaniu nowej, przyniesionej na sowieckich bagnetach, władzy i musieli zostać wyeliminowani.
Fala represji spowodowała, że wielu zagrożonych aresztowaniem, torturami i zsyłką członków AK wracało z powrotem w struktury konspiracyjne i do leśnych oddziałów. Byli żołnierze Armii Krajowej powoływali do życia wiele lokalnych organizacji pod wspólną nazwą – Ruch Oporu Armii Krajowej. Od stycznia 1945 roku Stanisław Kakowski podjął walkę w Obwodzie Przasnysz ROAK (krypt. „Las”). Tworzył zaplecze dla działającego w terenie patrolu partyzanckiego sierżanta Edwarda Dobrzyńskiego „Orzyca”. Większość przeprowadzanych w tym czasie akcji miała charakter samoobrony i polegała na rozbrajaniu posterunków MO, likwidowaniu agentury i uwalnianiu z więzień aresztowanych członków podziemia. Jesienią 1946 roku, po rozbiciu przez NKWD i UB przasnyskich struktur ROAK, Stanisław Kakowski już jako chorąży „Kaźmierczuk” przeszedł wraz z plutonem „Orzyca” do konspiracyjnych struktur XVI Okręgu NZW.
Tymczasem w lutym 1947 roku żołnierze XVI Okręgu NZW stanęli przed poważnym dylematem – kontynuować walkę czy skorzystać z ogłoszonej właśnie amnestii. Każdy musiał sam odpowiedzieć sobie na to pytanie, ponieważ dowódcy nie wydali w tej kwestii żadnych rozkazów.
Pod dowództwem „Orzyca” Stanisław Kakowski „Kaźmierczuk” tworzył sieć organizacyjną dla działającego w terenie patrolu. Organizował bezpieczne kwatery, dostarczał informacji i zaopatrzenia, a także uczestniczył w niektórych akcjach, wracając potem do swego domu w Dzielinie, który stanowił partyzancką bazę.
W Okręgu zapanował chaos organizacyjny; część ludzi ujawniała się, a pozostali zignorowali amnestię. Grupa podoficerów na wezwanie chorążego Hieronima Rogińskiego „Roga”, zebrała się we wsi Olszyny i 20 maja 1947 roku postanowiła kontynuować walkę, wybierając na komendanta Okręgu chorążego Józefa Kozłowskiego „Lasa”. Rola komendanta „Lasa” w stworzeniu na nowo XVI Okręgu o kryptonimie „Orzeł” była decydująca. Dokonał on gruntownej reorganizacji struktur, powołując m.in. nowe komendy powiatowe.
Terenem działania Komendy „Płomień II” pod dowództwem starszego sierżanta Edwarda Dobrzyńskiego „Orzyca”, w której walczył również „Kaźmierczuk”, stała się północna część powiatu ciechanowskiego, środkowy fragment przasnyskiego oraz część mławskiego. Pod dowództwem „Orzyca” Stanisław Kakowski „Kaźmierczuk” tworzył sieć organizacyjną dla działającego w terenie patrolu. Organizował bezpieczne kwatery, dostarczał informacji i zaopatrzenia, a także uczestniczył w niektórych akcjach, wracając potem do swego domu w Dzielinie, który stanowił partyzancką bazę. Wśród ludności cieszył się ogromnym autorytetem. Na terenie gminy Chojnowo i okolic zdołał stworzyć prężną siatkę informatorów i współpracowników. Ciosem dla samego „Kaźmierczuka”, jak i dla jego ludzi, była śmierć „Orzyca” 2 marca 1949 roku. Na skutek donosu agenta wewnętrznego ps. „Janek” została wskazana kryjówka Dobrzyńskiego we wsi Gostkowo u rodziny Sosnowskich. Podczas walk z oddziałami KBW i UB zginął cały ośmioosobowy partyzancki patrol.
W takiej sytuacji Stanisław Kakowski zdecydował się przejść pod komendę starszego sierżanta Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja”, komendanta Powiatu „Ciężki”, o zmienionym później kryptonimie „Wisła”, obejmującego powiat ciechanowski oraz część powiatu mławskiego i płońskiego. Wspólną akcją „Roja” i „Kaźmierczuka” było opanowanie osady Czernice Borowe 19 października 1949 roku.
„Tato! Uciekaj!”
Autorytet Stanisława Kakowskiego był postrzegany jako zagrożenie przez władzę ludową, ze względu na jego piłsudczykowską przeszłość i wielki patriotyzm. Rozpracowaniem agenturalnym objęto 31 osób z jego najbliższego otoczenia. Za oporną postawę wobec kolektywizacji poddano go represjom: w związku z tym, że był przeciwny spółdzielniom produkcyjnym, tworzonym na wzór kołchozów i odmawiał płacenia podatków, które szły na ten cel, zabrano mu należącą do niego ziemię.
20 października 1950 roku doszło do wydarzenia, które wpłynęło na losy „Kaźmierczuka”.
W tym momencie syn, który czekał na zewnątrz na okazję, widząc przez okno ojca idącego w stronę sieni, podbiegł do drzwi i otworzył je krzycząc: „Tato! Uciekaj!”.
Przez przypadek aresztowano wtedy na warszawskim Dworcu Wschodnim najmłodszego, dziewiętnastoletniego żołnierza „Roja” – Wincentego Morawskiego „Rotę”. Młody żołnierz nie wytrzymał tortur i ujawnił między innymi, że kwaterował wraz ze swym dowódcą w Kownatach u współpracownika „Kaźmierczuka”, Włodzimierza Miączyńskiego „Szarego”. To pociągnęło za sobą cały łańcuch dekonspiracji.
Do domu Stanisława Kakowskiego w Dzielinie funkcjonariusze, pod dowództwem szefa pułtuskiego UB kapitana Madziara, wpadli 16 grudnia 1950 roku. Drzwi otworzył im najstarszy syn, Henryk, który przezornie pozostał na zewnątrz. „Kaźmierczuk” leżał z żoną w łóżku; na wezwanie funkcjonariuszy, nakazujących mu pójście z nimi, zachował zimną krew. Pożegnał się z żoną, wstał, po czym oznajmił, że musi iść do sieni za potrzebą. Kapitan Madziar poszedł wraz z nim. W tym momencie syn, który czekał na zewnątrz na okazję, widząc przez okno ojca idącego w stronę sieni, podbiegł do drzwi i otworzył je krzycząc: „Tato! Uciekaj!”
„Kaźmierczuk” niewiele myśląc, odepchnął kapitana Madziara i skoczył w stronę wejścia. Uchylając się przed kulami z pistoletu, w samej bieliźnie wraz z synem uciekł w stronę najbliższych zarośli, a pościg okazał się daremny.
Po śmierci Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja”, poległego 13 kwietnia 1951 roku pod wsią Szyszki, „Kaźmierczuk” wraz z synem, Henrykiem Kakowskim „Henrykiem”, urodzonym 20 stycznia 1926 roku, a zaprzysiężonym jako żołnierz NZW w 1949 roku, oraz Jerzym Miączyńskim „Bohunem” podjął samotną walkę. Jednakże w połowie czerwca 1951 roku funkcjonariuszom UB udało się zwerbować „meliniarza”, a potem żołnierza „Roja”, Tadeusza Skoczylasa „Kota”. Pośrednikiem między stronami był jego brat, pozyskany wcześniej jako agent „Zalewski”. Na spotkaniu z naczelnikiem III Wydziału, kapitanem Głowackim, Skoczylas zadeklarował gotowość współpracy w likwidacji patrolu „Kaźmierczuka” i został zakonspirowany pod pseudonimem „Załęcki”.
Podczas próby przebicia się pod osłoną dymu z płonących zabudowań zginęli syn Stanisława Kakowskiego Henryk Kakowski „Henryk” oraz Jerzy Miączyński „Bohun”. Sam „Kaźmierczuk” do końca ostrzeliwał się wśród płomieni, a nie chcąc wpaść żywy w ręce UB, ostatnią kulę przeznaczył dla siebie.
Agent okazał się skuteczny i już 14 października 1951 roku wojsko otoczyło wieś Kadzielnię, gdzie w gospodarstwie braci Anastazego i Eugeniusza Pszczółkowskich ukrywał się „Kaźmierczuk”. Zgodnie z wypracowanymi zasadami postępowania KBW rozpoczęło rewizję w zabudowaniach. Gdy grupa wojskowych weszła do obory, w której ukrywali się partyzanci, rozległy się strzały. Żołnierze wycofali się na bezpieczną odległość. W takiej sytuacji wojsko ostrzelało budynki gospodarcze amunicją zapalającą. Ogień objął gospodarstwo Pszczółkowskich i sąsiednie Zenona Chmielewskiego. Podczas próby przebicia się pod osłoną dymu z płonących zabudowań zginęli syn Stanisława Kakowskiego Henryk Kakowski „Henryk” oraz Jerzy Miączyński „Bohun”. Sam „Kaźmierczuk” do końca ostrzeliwał się wśród płomieni, a nie chcąc wpaść żywy w ręce UB, ostatnią kulę przeznaczył dla siebie.
Zwęglone zwłoki „Kaźmierczuka” oraz ciała „Henryka” i „Bohuna” okazano rodzinie. Kazimierz Kakowski, syn „Kaźmierczuka”, będący nauczycielem w Zawadach oraz córka Krystyna, zażądali wydania ciał ojca i brata. Zostali pobici za próbę oporu przeciwko wywiezieniu szczątków w nieznanym kierunku i zakopaniu w bezimiennym grobie.
