Izolowani w getcie Żydzi wkrótce przystąpili do odtwarzania infrastruktury niezbędnej im do funkcjonowania. Jednym z istotnych jej elementów były instytucje opieki medycznej i sanitarnej.
Stryczek ukręcony z cegieł
By w pełni zrozumieć, jak ważne dla życia codziennego Żydów w krakowskim getcie były różne inicjatywy podejmowane na rzecz opieki medycznej i poprawy higieny, warto przyjrzeć się statystykom dotyczącym ludności tam uwięzionej. Zgodnie z danymi z pierwszego spisu ludności, sporządzonego przez Judenrat na rozkaz okupanta w maju 1941 r., w getcie krakowskim przebywały 10 873 osoby. Gęstość zaludnienia w początkowej fazie istnienia getta wynosiła zatem co najmniej 54 tys. osób na km2, czyli ok. dziewięciokrotnie więcej niż dziś w krakowskim Śródmieściu.
Wraz z przyłączeniem do Krakowa okolicznych miejscowości oraz innymi przesiedleniami ludności, do getta trafiały kolejne grupy Żydów. W styczniu 1942 r. w getcie uwięziono 16 310 Żydów (7551 mężczyzn i 8759 kobiet). Według kolejnych danych ze spisu ludności, w kwietniu 1942 r. w dzielnicy przebywały 17 163 osoby (7726 mężczyzn i 9437 kobiet). Z kolei w maju 1942 r., tuż przed pierwszą deportacją części osób z getta krakowskiego do obozu zagłady w Bełżcu, na terenie dzielnicy znajdowało się ok. 19 tys. osób. Gęstość zaludnienia wzrosła zatem niemal dwukrotnie w stosunku do stanu sprzed roku.
Wskazane wyżej dane pokazują w jak trudnym położeniu znaleźli się Żydzi. Przed utworzeniem getta na tym obszarze mieszkało jedynie ok. 3 tys. osób. W tej części Podgórza przeważały raczej niskie kamienice o nienajlepszym stanie technicznym. Józef Bau, ocalały z getta krakowskiego, pisał po wojnie:
„wysoki i warowny mur zasłaniał przed oczami świata cierpienia pożerające Żydów, razem z ich mieniem. Mur ghetta, jak stryczek ukręcony z cegieł zaprawionych nienawiścią, dusił domy zaludnione Żydami w niewiarygodnej ciasnocie”.
Inny z ocalałych Żydów krakowskich, Mieczysław Pemper podaje, że Niemcy określili swego rodzaju zasadę –
„na jedno okno w getcie ma przypadać cztery osoby”.
W rzeczywistości w wielu mieszkaniach było jeszcze gorzej. Ciasnotę w getcie dodatkowo potęgował brak uporządkowania ulic i podwórzy. Bau wspominał, że na dziedzińcach domów gromadzono nieużywane meble, stare sprzęty, a niejednokrotnie także śmieci. Wszystko to wpływało na kwestie sanitarne, a co z tym związane, także na potencjalne ryzyko rozprzestrzeniania się chorób zakaźnych.
Przeciwdziałanie epidemiom
Po przesiedleniu na teren getta nastąpił proces swego rodzaju aklimatyzacji do panujących tam warunków. Jak wspominał Tadeusz Pankiewicz, Polak prowadzący w dzielnicy „Aptekę pod Orłem”, w getcie
„zorganizowano szpitale, sierocińce, pocztę, łaźnię, dział dezynfekcji, otwarto sklepy i liczne restauracje”.
Pomimo zakazu opuszczania obszaru dzielnicy, trudnych warunków sanitarnych, ciasnoty, ograniczonych możliwości aprowizacyjnych i przymusu pracy, Żydzi przystąpili do odtwarzania w obrębie getta niezbędnej infrastruktury instytucjonalnej. Temu służyć miały organizowane tam szpitale i placówki opieki zdrowotnej.
Ważną inicjatywą w tym zakresie była Komisja Sanitarna, powołana już jesienią 1939 r. Początkowo jej działania obejmowały takie dzielnice jak Kazimierz, Stradom i Podgórze. Komisja, choć w znacznie okrojonym składzie, funkcjonowała także po utworzeniu getta krakowskiego. Osoby w niej działające w miarę możliwości odwiedzały i kontrolowały mieszkania oraz podwórza w dzielnicy, sprawdzając poziom utrzymania w nich czystości. Uświadamiały jak ważna jest walka z brudem, a także przestrzeganie higieny osobistej. Szczególnie w lokalach, w których przebywało jednocześnie kilka-kilkanaście osób, nie było to łatwe zadanie. Te prewencyjne działania miały też zapobiec ewentualnym przeciążeniom placówek opieki medycznej. Wybuch epidemii w tak ciasnym i gęsto zaludnionym getcie pociągnąłby za sobą katastrofalne skutki.
Aleksander Biberstein, lekarz w getcie krakowskim i ocalały z Zagłady, wspominał po wojnie:
„Po utworzeniu getta wybudowano przy ul. Józefińskiej 3, przy istniejącym tam Zakładzie Kąpielowym, Zakład Dezynfekcyjno-Dezynsekcyjny, znacznie większy, o większej przepustowości. Była również czynna ruchoma kolumna sanitarna, która przeprowadzała dezynfekcję w kwaterach zbiorowych, a w miarę potrzeby także i w mieszkaniach indywidualnych”.
Uzupełnić należy, że Zakład Kąpielowy, o którym wspominał Biberstein, nazywany też łaźnią publiczną, mieścił się przy ul. Józefińskiej 5. Część osób wykorzystywała go jako mykwę. Budynek został wyremontowany. W maju 1941 r. na łamach „Gazety Żydowskiej” pisano o jego wyposażeniu. W środku mieściły się wanny, dwa baseny do kąpieli rytualnych dla kobiet i dwa oddzielne dla mężczyzn, a także prysznice. Ponadto działały tam: odwszalnia, fryzjer, kabina dezynfekcyjna, toalety, a z czasem planowano także budowę pralni i suszarni dla szpitala żydowskiego. Zachęcając ludność do wizyt w łaźni, podawano też jej dostępność:
„czynna jest w czwartki, piątki, niedziele i poniedziałki od godz. 6.00 rano do 19.00 wieczorem. W poniedziałki i czwartki czynna jest mikwa, natryski i wanny, zaś w piątki i niedziele ponadto parówka. W piątki i niedziele z mikwy i natrysków korzystać można tylko od godz. 6.00 rano do 12.00 w południe. W te dni bilety do mikwy i natrysków wydawane będą tylko do godz. 11.00 przed południem”.
Możliwość skorzystania z kąpieli, czy też dezynfekcji i dezynsekcji ubrań były ważnym elementem zapobiegania chorobom. Zarówno tym wynikającym z brudu, zarazków, jak i szerzącym się na skutek insektów.
W getcie co jakiś czas odbywały się też szczepienia. W gadzinowej „Gazecie żydowskiej” pojawiały się ogłoszenia informujące i zachęcające do udziału w tych akcjach doszczepiania. Niektóre z nich były także kierowane do dzieci:
„przymusowe, bezpłatne, pierwsze i powtórne szczepienie przeciw ospie na terenie dzielnicy żydowskiej odbywać się będzie od 15 maja do 15 czerwca 1941 r. w Poradni »Centosu« przy ul. Limanowskiego 13, parter, w środy i niedziele w godzinach od 11.30 do 13.00”.
Na początku okupacji, jeszcze przed utworzeniem getta, szczepiono m.in. przeciw durowi brzusznemu (inaczej tyfus brzuszny). Trudno jednak z dzisiejszej perspektywy ocenić ile osób z nich skorzystało i jaka była skuteczność tych zabiegów. Już po zamknięciu getta, kluczowym było właśnie przeciwdziałanie ryzyku wystąpienia zachorowań zarówno na tę chorobę, jak też na tyfus plamisty. Z dostępnych źródeł wynika, że rzeczywiście udało się w getcie zminimalizować zarówno liczbę przypadków występowania obu typów tyfusu, jak też – co szczególnie istotne – ich rozprzestrzeniania się.
W tym kontekście należy zaznaczyć, że w getcie krakowskim funkcjonował oddzielny szpital dla pacjentów chorób zakaźnych. Działania na rzecz stworzenia tego miejsca podejmowano już od jesieni 1939 r. Ostatecznie jako miejsce lokalizacji wybrano budynek przy ul. Rękawka 30, w którym wcześniej mieściła się szkoła Talmud Tora. Był to piętrowy dom, posiadający „7 przestronnych sal” oraz dwa dodatkowe pomieszczenia. Atutem było również to, że znajdował się w zacisznym miejscu niedaleko Krzemionek. Jak pisał Biberstein, który zorganizował komitet społeczny na rzecz stworzenia tego szpitala, a później zajmował także stanowisko lekarza:
„Żydzi krakowscy nie szczędzili datków pieniężnych ani datków w naturze na zorganizowanie szpitala zakaźnego. Na wydatki bieżące, to jest na materiał budowlany i robociznę, ani przez chwilę nie brakło pieniędzy”.
Placówka rozpoczęła działalność od kwietnia 1940 r. Z czasem leczono tam zarówno Żydów z Krakowa, jak też z innych miejscowości tej części dystryktu krakowskiego. Ze wspomnień Bibersteina wynika, że trafiali tam zarówno pacjenci z durem brzusznym, ale także dzieci ze szkarlatyną i innymi chorobami zakaźnymi typowymi dla ich wieku. Początkowo ulica Rękawka znalazła się w obrębie getta krakowskiego, więc nie było potrzeby zmiany lokalizacji szpitala. Pierwsze miesiące istnienia dzielnicy nie przyniosły dużego przyrostu pacjentów. Był to okres późnej wiosny i lata, więc ryzyko chorób zakaźnych nie było wysokie. Sytuacja pogorszyła się od jesieni. Biberstein wspominał:
„W jesieni i w czasie ciężkiej zimy 1941/42 napływ chorych do szpitala był duży, szczególnie na oddziale dziecięcym (szkarlatyna, odra, zakaźne biegunki dziecięce). Również na oddziałach dla dorosłych obłożenie było znaczne i stale były łóżka dostawiane – prawie każda sala miała dodatkowe 4-5 łóżek. Z chorób przeważały czerwonka i inne zakażenia jelitowe, pojedyncze wypadki tyfusu brzusznego, nie było natomiast ani jednego zachorowania na tyfus plamisty”.
Wiosną 1942 r. w budynku przeprowadzono remont. Podopieczni szpitala przetrwali deportację do obozu zagłady w Bełżcu w czerwcu tego samego roku. Jednak po zmianie granic getta, placówkę tą przeniesiono do budynku przy Plac Zgody 3. Możliwości lokalowe były tam już znacznie gorsze. Podopieczni szpitala zakaźnego zostali wywiezieni lub zgładzeni na miejscu w trakcie akcji deportacyjnej przeprowadzonej w październiku 1942 r. Po tych wydarzenia instytucja kontynuowała swoją działalność do likwidacji getta krakowskiego.
Szpitale i izby przyjęć
Do getta krakowskiego przeniesiono Szpital Żydowski z ul. Skawińskiej 8. Była to instytucja o tradycji sięgającej połowy XIX wieku. Szpital został w późniejszych latach rozbudowany, zmodernizowany i dostosowany do potrzeb społeczności żydowskiej Krakowa. W okresie międzywojennym uchodził za nowoczesną instytucję. Ze względu na skalę logistyki i konieczność dostosowania wyznaczonego pod szpital budynku, Niemcy zezwolili, by przeprowadzka szpitala do getta trwała do 21 marca 1941 r. Od tamtej pory instytucja mieściła się przy ul. Józefińskiej 14, w dawnej siedzibie posterunku policji polskiej oraz V Urzędu Skarbowego. Prace adaptacyjne i remontowe prowadzono tam do jesieni 1941 r. Z kolei w dawnej siedzibie szpitala, przy ul. Skawińskiej, umieszczono skład mebli. Jak pisał Biberstein:
„W budynku przy ul. Józefińskiej 14 ustawiono 120 łóżek. Uruchomiono oddziały: internistyczny, chirurgiczny, pediatryczny i ginekologiczno-położniczy, urządzono salę operacyjną, salę porodową, pomieszczenie dla pracowni rtg i pracowni analitycznej. Ponadto uruchomiono ambulatoria powyższych specjalności oraz ambulatoria okulistyki, laryngologii, neurologii, dermatologii i dentystyki”.
Jak wynika z relacji ocalałych, pomimo wysiłków personelu medycznego i pielęgniarskiego, szpital stale był przepełniony. Brakowało nie tylko miejsca, ale też lekarstw i środków medycznych. Warto uzupełnić, że wiele porodów odbywało się w domach. Lekarze, mimo tych obiektywnych trudności, starali się jednak na miarę okupacyjnych możliwości nieść pomoc potrzebującym.
W getcie działała także poradnia przeciwgruźlicza Towarzystwa Opieki Zdrowotnej, przeniesiona do getta krakowskiego ze Szpitala Żydowskiego przy ul. Skawińskiej 8 i zainstalowana przy ul. Józefińskiej 14. W tym samym budynku, przynajmniej na początku istnienia getta krakowskiego, działała pijalnia tranu oraz pijalnia mleka dla dzieci i młodzieży. Z kolei pod koniec 1941 r. przy ul. Józefińskiej 10 otwarty został oddział szpitala dla osób przewlekle chorych. Zorganizowano w nim miejsca dla około 50 pacjentów. Instytucje te funkcjonowały do likwidacji getta krakowskiego.
Przynajmniej do pierwszej deportacji w getcie istniały specjalistyczne izby przyjęć. Przy ul. Benedykta 3/7 przyjmowano kobiety potrzebujące pomocy ginekologicznej oraz położniczej. Na ul. Limanowskiego 42/6 działała poradnia neurologiczna, a w budynku przy ul. Limanowskiego 4 funkcjonowała pomoc laryngologiczna. Z kolei przy ul. Krakusa 15/5 można było otrzymać wsparcie dentystyczne. W budynku przy ul. Limanowskiego 15 ulokowano Izbę Chorych, w której umieszczano osoby w wieku powyżej 70 roku życia, a także pacjentów sparaliżowanych, pozbawionych kończyn dolnych, oraz obłożnie chorych (głównie kardiologicznie) wymagających stałej opieki. Izbę, przeniesioną tam z ul. Miodowej 6, prowadził dr Jakub Kranz. Podopieczni tego miejsca przetrwali deportację czerwcową, jednak w październiku 1942 r. wywieziono ich do Bełżca, zaś niezdolnych do transportu zgładzono na miejscu.
Warto zwrócić uwagę, że w getcie funkcjonowały instytucje opieki nad dziećmi (sierocińce, dzienne ochronki i internaty), przy których działały dodatkowe salki ambulatoryjne. Zwracano też uwagę na kondycję zdrowotną dzieci, starano się organizować dla nich owoce i warzywa, mleko, ciepłe posiłki oraz tran. Sprawdzano im temperaturę, a także zwracano uwagę na symptomy różnych chorób, by tym samym minimalizować ryzyko rozprzestrzeniania się zarazków. Oczywiście wszystko to było uzależnione od kondycji finansowej placówek, pomocy innych instytucji, liczby podopiecznych, warunków lokalowych, a nawet pory roku. Wolontariusze takich organizacji, jak „Centos” przeprowadzali akcje charytatywne w celu pozyskania środków materialnych wspierających funkcjonowanie instytucji opieki nad dziećmi. Podobnie starano się sprawować opiekę nad osobami starszymi.
* * *
Wraz z kolejnymi miesiącami istnienia getta krakowskiego coraz trudniej było pozyskiwać zarówno lekarstwa, środki medyczne, czy sprzęt niezbędny do prowadzenia działań medycznych. O specjalistycznych działaniach nie było już mowy. Deportacje do obozu zagłady w Bełżcu prowadzone w ramach akcji „Reinhardt” i wywożenie podopiecznych oraz pacjentów placówek służby zdrowia, sprawiały, że ludzie obawiali się korzystać z ich wsparcia. Bano się, że w wypadku ponownych wywózek nie będzie już możliwości ucieczki stamtąd. Mimo tych wszystkich negatywnych czynników, szpitale, ambulatoria, izby przyjęć oraz placówki sanitarne, pełniły ważną rolę w gettowej codzienności. Nadludzkie wysiłki i poświęcenie pracującego w nich personelu medycznego zasługują na szczególne upamiętnienie.
