W październiku 1966 r. przypadała czterdziesta rocznica okupacyjnego strajku włókniarek i włókniarzy, zatrudnionych w Fabryce Wyrobów Bawełnianych „Bracia Czeczowiczka” w Andrychowie. W 1945 r. władze znacjonalizowały fabrykę, której nadały nazwę Państwowy Zakład Przemysłu Włókienniczego dawniej „Bracia Czeczowiczka”, zmienioną w 1951 r. na Andrychowskie Zakłady Przemysłu Bawełnianego.
Strajk, rozpoczęty 26 października 1926 r. przez działaczy PPS, zrzeszonych w Oddziale Związku Klasowego Robotników i Robotnic Przemysłu Włókienniczego w Polsce, miał na celu walkę o poprawę warunków pracy i płacy w fabryce. Zapoczątkowany przez pracowników tkalni strajk trwał dwa tygodnie i zakończył się pomyślnie dla włókniarzy, którzy m.in. wynegocjowali piętnastoprocentową podwyżkę wynagrodzeń.
„Postępowe tradycje tkaczy andrychowskich”
Aparat partyjny, zarówno wojewódzki w Krakowie, jak i lokalny w Wadowicach nie mógł nie skorzystać z nadarzającej się okazji, aby tę rocznicę spożytkować do propagandowego utrwalenia w świadomości społecznej wizerunku PZPR jako jedynej spadkobierczyni walk o prawa ludzi pracy.
Na stadionie „Beskidu” zebrało się około 10 tys. osób, do których przemawiał m.in. Czesław Domagała, I sekretarz KW PZPR w Krakowie i poseł na Sejm PRL. Wspominając o warunkach pracy „nieludzko eksploatowanych przez kapitalistów włókniarzy”, którzy powiększali grono bezrobotnych, przeciwstawiał im sytuację klasy robotniczej w Polsce „ludowej”.
W Andrychowie powołano Komitet Organizacyjny, złożony z działaczy partyjnych i urzędników państwowych, który w niedzielę 23 października 1966 r. miał zorganizować huczne obchody przypadającej rocznicy. Zaplanowano m.in. odsłonięcie tablicy pamiątkowej, upamiętniającej strajk sprzed czterdziestu lat, wiec z udziałem zaproszonych gości, delegacji załóg pracowniczych z Andrychowa, Kalwarii Zebrzydowskiej i Wadowic, uczestników wydarzeń z 1926 r., a także mieszkańców regionu. Części oficjalnej miały towarzyszyć imprezy kulturalne i sportowe. Na stadionie „Beskidu” zebrało się około 10 tys. osób, do których przemawiał m.in. Czesław Domagała, I sekretarz KW PZPR w Krakowie i poseł na Sejm PRL. Wspominając o warunkach pracy „nieludzko eksploatowanych przez kapitalistów włókniarzy”, którzy powiększali grono bezrobotnych, przeciwstawiał im sytuację klasy robotniczej w Polsce „ludowej”.
W materiałach przygotowanych na potrzeby uroczystości rocznicowych podkreślano, że załogę AZPB cechuje „wysokie wyrobienie polityczne”, a ona sama zasługuje na miano „załogi typu socjalistycznego”.
Zmieniona optyka
Nie minęło pięć lat, gdy lokalne władze partyjne w Krakowie i Wadowicach zmuszone były stawić czoła żądaniom wysuwanym przez tak chwaloną dotąd załogę andrychowskiego zakładu.
Strajki na Wybrzeżu w grudniu 1970 r., wywołane drastycznymi podwyżkami cen żywności i krwawo stłumione przez wojsko i milicję, doprowadziły do zmian na szczytach władzy. Nowy I sekretarz KC PZPR Edward Gierek musiał się zmierzyć z kolejną falą strajków, która wezbrała w lutym 1971 r. – tym razem na „ziemi obiecanej”, czyli w łódzkim zagłębiu przemysłu włókienniczego. W rezultacie strajków władze ogłosiły, że z dniem 1 marca 1971 r. wycofają grudniowe podwyżki.
Mogło się wydawać, że decyzja ta doprowadzi do uspokojenia nastrojów społecznych, jednak tak się nie stało, a jednym z „ognisk” kolejnych protestów stały się Andrychowskie Zakłady Przemysłu Bawełnianego. Choć bezpośrednim impulsem, który doprowadził do wybuchu strajku włókniarek 11 marca 1971 r. była krążąca wśród załogi informacja, która później okazała się plotką, że trzynasta pensja, wypłacana z funduszu zakładowego, wyniesie mniej niż przed rokiem, bardzo szybko protestujący zaczęli formułować inne żądania. Domagali się m.in obniżenia wieku emerytalnego kobiet, przejścia na pięciodniowy tydzień pracy (dotychczas pracowano 6 dni), podniesienia zarobków o 10 procent oraz poprawy szkodliwych dla zdrowia warunków pracy.
Jedną z pierwszych reakcji na strajk było podjęcie 12 marca przez egzekutywę KW PZPR w Krakowie decyzji o rozwiązaniu Komitetu Zakładowego w AZPB.
Władze partyjne, analizując „na gorąco” przyczyny strajku, podkreślały, że przedsiębiorstwo należało „do najnowocześniejszych w swej branży i [było] stosunkowo dobrze wyposażone w urządzenia socjalne”.
Jednak zapewnienia te, pisane na użytek władz centralnych były dalekie od prawdy. Kilka tygodni przed wybuchem protestu Konferencja Samorządu Robotniczego przedstawiła dokument „Program poprawy warunków pracy i warunków socjalno-bytowych załogi w Andrychowskich Zakładach Przemysłu Bawełnianego w Andrychowie na rok 1971”. Znalazło się w nim blisko osiemdziesiąt różnych postulatów i wniosków zgłoszonych przez załogę, które dotyczyły m.in. spraw sanitarnych, socjalnych oraz bezpieczeństwa i higieny pracy, w tym poprawy warunków pracy na oddziale tkalni mechanicznej i rozstrzygnięcia kwestii modernizacji bądź likwidacji starej wykończalni. Również SB zwracała uwagę, że
„skreślana rokrocznie z planu inwestycyjnego modernizacja tkalni »A« doprowadziła do tego, że obecnie warunki pracy są na tym wydziale najgorsze i daleko odbiegające od przepisowych norm, wyrażające się m.in. w braku odpowiedniej klimatyzacji, godziwych warunków sanitarnych oraz w nadmiernym hałasie starego parku maszynowego”.
„W zakładzie socjalistycznym dyscyplina pracy musi być”
W sumie strajk włókniarek i włókniarzy trwał około 38 godzin, czasem przybierając gwałtowny przebieg, jak na przykład w godzinach popołudniowych 11 marca, gdy strajkujący po spotkaniu z wiceministrem przemysłu lekkiego Zdzisławem Przygodą próbowali wywieźć go na taczkach. W pewnym momencie nad zakładem zawisła nawet groźba jego zamknięcia.
KW PZPR w Krakowie poinformował Komitet Centralny, że zgodnie z ustaleniami,
„w czasie wszystkich rozmów z załogą […] nie poczyniono żadnych ustępstw”.
Dla nich najważniejszym problemem były zanotowane przez zakład straty. Według pierwszych szacunków wyniosły około 20-22 mln złotych. Dlatego pośpiesznie opracowano grafik dodatkowych godzin pracy, który do 5 kwietnia tr. miał zniwelować zaległości spowodowane strajkiem.
Bezpieka już w trakcie trwania strajku rozpoczęła własne działania, które miały na celu ustalenie personaliów „wodzirejów” oraz „elementu warcholskiego i wichrzycielskiego”. Według różnych źródeł z pracy zwolniono od trzydziestu dwóch do czterdziestu dwóch osób.
Gdy po przeprowadzonej weryfikacji szeregów partyjnych w zakładzie, jedna z włókniarek na zebraniu „odnowionej” Oddziałowej Organizacji Partyjnej przędzalni zapytała „dlaczego tylu pracowników zostało zwolnionych po tych wydarzeniach, czy mogą się gdzieś odwołać”, od Stanisława Duli, sekretarza KP PZPR w Wadowicach usłyszała:
„Jeśli ktoś czynnie przyczyniał się do zatrzymania się maszyn i nie chciał pracować mimo apelu (…), to trudno żeby nie poniósł żadnych konsekwencji, gdyż w zakładzie socjalistycznym dyscyplina pracy musi być”.
