Dla włodarzy Polski Ludowej kluczowe znacznie miała historia najnowsza, a w jej ramach kwestia relacji polsko-sowieckich. Sojusz ze Związkiem Sowieckim był aksjomatem, podobnie dogmat o pozytywnej roli ZSRS w historii Polski. W celu podtrzymania takiego obrazu sterowano nie tylko przekazem masowym, posługując się cenzurą prewencyjną czy kręcąc poprawne politycznie filmy, ale też prześladowano osoby nie zgadzające się z oficjalną wersją historii, które przekazały wiedzę nielicznemu otoczeniu. Dotyczyło to nie tylko okresu stalinowskiego.
Dopiski „o treści wrogiej” i „mogące wyrządzić szkodę PRL”
Przykład takiego opresyjnego działania odnajdujemy w połowie lat 70. XX w. 28 września 1975 r. dyrekcja Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Rzeszowie doniosła do Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej, że w jej księgozbiorze, w filii nr 2 przy ul. Fredry 5, odkryto książki, w których poczyniono odręczne dopiski o niebezpiecznej treści, godzącej w ZSRS i PRL. Dopiski zauważono w następujących tytułach: „Powstanie warszawskie” Jerzego Kirchmayera, „Wojna i pióro” Melchiora Wańkowicza, „Czarne krzyże nad Polską” Stanisława Skalskiego oraz „Pierwsza pancerna” Franciszka Skibińskiego.
Sprawa nie ujrzałaby może światła dziennego, gdyby kolejny czytelnik książki Wańkowicza, który wypożyczył ją latem 1975 r., nie poinformował kierowniczki filii nr 2 biblioteki wojewódzkiej i miejskiej o dostrzeżeniu dopisków, jak później zeznał na milicji, „o treści wrogiej” i „mogące wyrządzić szkodę PRL”. Woluminy zostały wycofane z księgozbioru. Całe zdarzenie znamy z akt prokuratury i dokumentów dochodzenia milicji, przechowywanych w Archiwum IPN.
Niebezpieczny dla władz czytelnik dokonał kilkudziesięciu adnotacji, dotyczących głównie historii XX w. Prostowały one nieprawdziwe zapisy lub wyjaśniały kontekst, który świadomie lub w wyniku cenzury pominęli autorzy, skądinąd przekazujący również wartościowe informacje. Dopiski opisano w czterostronicowym milicyjnym protokole oględzin, w którym odnotowano też ogólnie dobry stan zwróconych do biblioteki książek.
W książce Wańkowicza pojawiły się np. dopiski o celowym nie udzieleniu przez armię sowiecką pomocy Powstaniu Warszawskiemu, sowieckim ciosie w plecy w 1939 r., ale także wycieczka objaśniająca rolę władz austriackich i Jakuba Szeli podczas rabacji galicyjskiej w XIX w. W książkach Wańkowicza i Kirchmayera czytelnik wskazał na odpowiedzialność ZSRS za zbrodnię katyńską, np. w drugiej z tych pozycji, na trzeciej stronie, w dolnym marginesie, przypomniał m.in.
„wymordowanie wojskowych i inteligencji w Katyniu”.
9 grudnia 1975 r. kapitan Marian Ryba z KW MO w Rzeszowie postanowił wszcząć postępowanie „w sprawie rozpowszechniania fałszywych informacji w lipcu i sierpniu 1975 r. na terenie woj. rzeszowskiego” z art. 271 paragraf 1 Kodeksu Karnego i poinformować o tym Prokuraturę Wojewódzką w Rzeszowie. Pomimo braku w użytych w filii kartach informacji o konkretnym czytelniku, szybko ustalono, że był nim Stanisław Weiss, emeryt z Rzeszowa, dorabiający na pół etatu jako radca prawny.
Notatka służbowa sporządzona przez Zdzisława Daraża, dyrektora Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Rzeszowie, 27 sierpnia 1975 r. (z zasobu IPN)
Stanisław Weiss
71-letni czytelnik, urodzony w Rzeszowie, był absolwentem Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie; jako żołnierz WP walczył w 1939 r. w obronie Warszawy. 16 grudnia 1975 r. funkcjonariusze KW MO, zgodnie z postanowieniem podprokuratora, dokonali rewizji w mieszkaniu Weissa, zatrzymując dwie pozycje z prywatnego księgozbioru, w których emeryt dopisał m.in. satyryczny komentarz odnoszący się do realiów ekonomicznych PRL. Tego samego dnia Weissowi postawiono zarzuty dotyczące dopisków w czterech książkach z biblioteki i przesłuchano go jako podejrzanego. Już dzień wcześniej przesłuchano jako świadka owego „oburzonego członka PZPR”, jak sam o sobie powiedział, który wypożyczył książkę po podejrzanym, a kilka dni później zeznawała kierowniczka filii przy ul. Fredry.
Weiss przyznał się do winy, nie mogąc zaprzeczyć faktowi poczynienia odręcznych komentarzy. W toku śledztwa starał się chronić córkę, w której obecności przeprowadzono rewizję, podkreślając, że ostro ganiła go za czynienie dopisków w książkach.
30 stycznia 1976 r. Józef Styka, podprokurator delegowany do Prokuratury Wojewódzkiej w Rzeszowie, wydał postanowienie o warunkowym umorzeniu postępowania karnego, ustalając okres próby na dwa lata, co oznaczało, że jeśli w tym czasie zachowanie podejrzanego będzie poprawne, sprawa zostanie zakończona. Nie było to równoznaczne z uniewinnieniem, ponadto podejrzany musiał zapłacić 600 zł na rzecz Skarbu Państwa, a także pokryć bibliotece równowartość „zniszczonych książek i ich oprawy” w wysokości 230 zł 80 gr i wpłacić 1 500 zł na rzecz Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, co w sumie nie było kwotą symboliczną.
Przedmiotem postępowania nie było zniszczenie mienia, a to, że podejrzany w wypożyczonych książkach
„dokonał kilkadziesiąt dopisków fałszujących w swej treści fakty historyczne z okresu drugiej wojny światowej, które mogłyby wyrządzić poważną szkodę interesom Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej”.
71-latek został również poddany nadzorowi na okres próby, co oznaczało kontrolowanie przez milicję jego zachowania (m.in. poprzez tzw. wywiad środowiskowy wśród sąsiadów) i okresowe raportowanie o jego postawie prokuraturze.
Sprawa zakończyła się stosunkowo łagodną sankcją, na co wpływ mogła mieć niechęć do nagłaśniania wydarzenia w ówczesnej „sytuacji społeczno-politycznej PRL” epoki gierkowskiej, oficjalnie bardzo stabilnej, a więc takiej, dla której tego typu wybryk, zgodnie z uzasadnieniem umorzenia, nie stanowił „szczególnego zagrożenia”.
* * *
Dziś wielu osobom historia emeryta z Rzeszowa może wydać się nie tyle groźna, co zabawna, groteskowa, ale wówczas wiązało się z nią głównie to pierwsze odczucie. Sprawa dotyczyła poważnych kwestii: prawdy historycznej i utrzymania władzy, dla której zagrożeniem była wiedza o przeszłości.
Więcej interesujących materiałów na profilu Archiwum IPN
