Historie niektórych pacyfikacji są dobrze znane, wręcz symboliczne. Francuskie Oradour-sur-Glane i czeskie Lidice to dwie miejscowości, które stały się symbolami okrucieństwa wobec niewinnej ludności cywilnej oraz punktami odniesienia dla dzieł kultury, podejmujących tematykę bestialstwa konfliktów zbrojnych. Przypominają o nich różnorodne trwałe upamiętnienia czy nazwy ulic. W Polsce Sejm Rzeczypospolitej 29 września 2017 r. ustanowił 12 lipca Dniem Walki i Męczeństwa Wsi Polskiej. Jest to symboliczna data, związana z pacyfikacją Michniowa, w którym w 1999 r. powstało muzeum pamięci.
Jednakże do dnia dzisiejszego najmniej uwagi poświęca się pacyfikacjom miejscowości położonych na byłych Kresach Południowo-Wschodnich. Pamięć o polskich miejscowościach na wschodnich terenach II RP pozostaje w zasadzie nieobecna w powszechnej świadomości, zarówno w skali międzynarodowej, jak i krajowej. Nie mówi się o nich w mediach, audycjach radiowych, ani nie poświęca się im głośnych publikacji o szerokich zasięgach. A to właśnie na Kresach dokonywano ogromnej liczby napadów na bezbronnych cywilów, organizowanych zarówno przez Sowietów, Niemców, jak i ukraińskich nacjonalistów. Do jednych z takich pacyfikacji doszło 28 lutego 1944 r. w miejscowości Huta Pieniacka.
Okupacja terytorium Polski w latach 1939–1941, rys. Tomasz Ginter, Maciej Korkuć, Walcząca Rzeczpospolita 1939–1945, Warszawa 2019
Huta Pieniacka
Miejscowość Huta Pieniacka (nazwa miejscowości pochodziła od huty szkła, z 1875 r.) mieściła się na terytorium przedwojennego województwa tarnopolskiego, w powiecie brodzkim. Liczyła 172 numery mieszkań, według spisu z 30 września 1921 r. Otoczona gęstymi lasami miejscowość miała okrągły kształt, znajdował się w niej wąwóz oraz wzniesienie, na którym położony był kościół. Ludność była społecznością czysto polską, zajmowała się przeważnie rolnictwem.
W drugiej połowie 1943 r. i na początku 1944 r., w okresie nasilenia napaści nacjonalistów ukraińskich na polskie wsie kresowe, Polacy ze względów bezpieczeństwa grupowali się w większych miejscowościach – do Huty Pieniackiej przeniosła się ludność z okolicznych wiosek. Utworzono oddział samoobrony. W tym czasie w miejscowości ulokowali się sowieccy partyzanci, którzy korzystali z szeroko rozumianej pomocy mieszkańców w zamian za broń.
W nocy z 27 na 28 lutego 1944 r. do Huty Pieniackiej przybył kurier Inspektoratu AK w Złoczowie, który przekazał, że w kierunku wsi podążają pododdziały Wehrmachtu. Większość oddziałów samoobrony tej samej nocy opuściło wieś, aby nie narażać oraz nie wciągać okolicznej ludności w ewentualną konfrontację z Niemcami.
Pacyfikacja i zbrodnie
Na polecenie Inspektoratu schowano broń, aby nie dawać pretekstu do otwartego konfliktu. W domach przygotowano kryjówki dla cywili. We wczesnych godzinach porannych (około szóstej nad ranem) 28 lutego 1944 r. Huta Pieniacka została otoczona przez kilkusetosobowy oddział wojska (w relacjach wymieniana jest liczba 500-600 żołnierzy). Żołnierze byli ubrani w białe kombinezony maskujące i porozumiewali się w języku ukraińskim, natomiast dowódcy posługiwali się językiem niemieckim. Jak wynika z relacji świadków, żołnierzom towarzyszyli nacjonaliści ukraińscy. Żołnierze otoczyli wieś szczelnym kordonem, rakiety sygnalizacyjne stanowiły hasła do ataku. Miejscowość została ostrzelana z broni maszynowej i moździerzy. Pierścień oblężniczy szybko się zacisnął, a zabudowania znajdujące się na skraju wsi znalazły się w ogniu.
Do uciekających z podpalonych domostw strzelano bez ostrzeżenia. Po opanowaniu wsi i umieszczeniu większości jej mieszkańców w kościele rzymskokatolickim, dwóch budynkach szkolnych – starym i nowym – oraz dużej stodole, mieszczącej się nieopodal zabudowań przy zagrodzie z bydłem, napastnicy rozpoczęli przesłuchiwania zatrzymanych. Pytano o sowieckich partyzantów oraz o Polaków ukrywających Żydów (wielu uciekinierów z gett ukrywało się w okolicznych lasach i korzystało z pomocy Polaków). Kazimierz Wojciechowski, członek AK, po rozpoznaniu przez napastników został zaciągnięty na plac przed kościołem, gdzie sprawcy oblali go substancją łatwopalną (najprawdopodobniej benzyną) i podpalili. Spłonął żywcem na oczach mieszkańców.
Zgromadzonych w kościele bito i raniono. Około godziny czternastej napastnicy rozpoczęli wyprowadzanie mieszkańców z kościoła i szkół. Były wśród konwojowanych zarówno kobiety i dzieci, jak i mężczyźni. Grupy liczyły od 20 do 50 osób. Każda grupa była konwojowana przez kilkunastu żołnierzy, którzy zapewniali prowadzonych, iż wkrótce zostaną zwolnieni. W pierwszej kolejności wyprowadzono kobiety i dzieci. Jako ostatnią wyprowadzono grupę mężczyzn oraz młodzieży, których z kolei poinformowano, że zostaną wywiezieni do III Rzeszy jako robotnicy przymusowi. Ludność była kierowana do stodół i drewnianych zabudowań, zlokalizowanych na różnych posesjach w niewielkiej odległości od centrum. Po wpędzeniu ścieśnionych ludzi do wnętrz takich obiektów, otwierano ogień z karabinów i broni maszynowej. Do okien wrzucano granaty oraz oblewano zabudowania substancją łatwopalną i podpalano.
Zarówno w toku konwojowania, jak i w czasie realizacji opisanych powyżej działań, sprawcy dokonali zabójstw szeregu osób, które podjęły próbę ucieczki lub stawiały jakikolwiek opór. Tylko nieliczni zdołali zbiec. Plądrowanie i palenie wsi miało miejsce do godzinny siedemnastej, wtedy to napastnicy odjechali, zabierając z sobą skradzione mienie. Szacuje się, że w wyniku pogromu Huty Pieniackiej śmierć poniosło od 700 do 1 tys. osób. Wszystkie domy oraz zagrody zostały spalone. Ocalał jedynie kościół oraz oba budynki szkolne, które komuniści rozebrali po II wojnie światowej.
Pamięć
Okolice Huty Pieniackiej przekształcano w pastwisko. W tym celu zasypano dawne drogi oraz wąwóz, niegdyś przechodzący przez miasto. Jedynym śladem (pozostałością) po osadzie była przydrożna, uszkodzona figurka Matki Boskiej z inskrypcją: „Anno Domini 1867”.
W czasach ZSRR zagłada mieszkańców Huty Pieniackiej z początku była wymazywana ze zbiorowej pamięci, po czym posłużyła komunistom jako element propagandy, umacniającej mit Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Na wzniesieniu, na którym stał kościół, umieszczono tablicę (w języku ukraińskim) „Centrum byłej wioski”. Nie było informacji stanowiącej o zamordowanych mieszkańcach, ich liczbie, narodowości, dacie śmierci, napastnikach oraz nazwie miasta, jakie istniało w owym miejscu przed wojną. Taki stan rzeczy utrzymywał się do lat 60. XX w., gdy ówczesne władze postawiły na miejscu tablicy obelisk z przykręconą prostokątną tablicą inskrypcyjną z napisem:
„Tu spoczywają zwłoki mieszkańców Huty Pieniackiej zamordowanych przez faszystowskich ukraińskich burżuazyjnych nacjonalistów”.
Memoriał bardziej służył do propagowania moskiewskiej wykładni historycznej, w świetle której wszyscy oponenci stalinizmu byli zrównywani z hitlerowcami, niż upamiętniał ofiary. Pomnik w niedługim czasie został zniszczony przez nieznanych sprawców. Do kolejnej odsłony doszło w 1989 r. z udziałem rejonowych władz, przedstawicieli konsulatu polskiego we Lwowie, miejscowych Ukraińców oraz przybyłych z terenów całej Polski byłych mieszkańców miasteczka. Z okazji 45. rocznicy pacyfikacji do głazu przytwierdzono nową inskrypcję (z czerwoną gwiazdą) stanowiącą:
„Dnia 28 lutego 1944 r. faszystowscy okupanci wraz z bandami OUN zorganizowali krwawą rozprawę spokojnym mieszkańcom wsi Huta Pieniacka. Spalono 172 gospodarstwa, z rąk zbrodniarzy w ogniu zginęło ponad tysiąc obywateli: mężczyzn, kobiet i dzieci. Ludzie bądźcie czujni! Nie dopuście więcej do tragedii Huty i okropności wojny!”.
Po proklamacji niepodległości przez Ukrainę w 1991 r., pomnik ponownie został zniszczony przez nieznanych sprawców. W drugiej połowie lat 90 XX w. zorganizowano zbiórkę, za prywatne pieniądze, wzniesiono drewniany krzyż (2000 r.) upamiętniający zamordowanych. Polskie władze długo nie zajmowały się upamiętnieniem miejscowości, dopiero 9 października 1997 r. Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w piśmie do Konsula Generalnego RP we Lwowie przedstawiła projekt pomnika i tablicy w dwóch językach. Staraniem Stowarzyszenia Huta Pieniacka, zrzeszającego ocalałych z pogromu, udało się w dniu 21 października 2005 r. odsłonić i poświęcić pomnik pamięci, który stanął na miejscu nieistniejącego kościoła. Ma on formę krzyża oraz dwóch tablic, na których wyryte zostały ustalone nazwiska zamordowanych.
* * *
Za pacyfikację Huty Pieniackiej odpowiedzialne były pułki policyjne wchodzące w skład 14. Dywizji Waffen SS „Galizien”, składającej się z ukraińskich ochotników. W rabunku uczestniczyły również grupy ukraińskich nacjonalistów. O powołanie ukraińskiego SS zabiegał Ukraiński Komitet Centralny, który kolaborował z niemieckim okupantem w nadziei na utworzenia własnego państwa. Dywizje powołano w kwietniu 1943 r. Na terytorium przedwojennej Małopolski Wschodniej dokonała ona licznych zbrodni na cywilach m.in. w Podkamieniu, Palikrowach czy Chodaczkowie Wielkim. Sprawcy nie ponieśli odpowiedzialności za swoje czyny. Pod koniec II wojny światowej członkowie SS „Galizien” poddali się Brytyjczykom i zostali osadzeni w obozie dla więźniów wojennych w Rimini. W 1947 r., na mocy układu między Italią a Zjednoczonym Królestwem Wielkiej Brytanii, Ukraińców przetransportowano do Anglii, gdzie mieli zostać poddani weryfikacji. Do osądu przestępców wojennych nigdy jednak nie doszło, w obozie w Rimini nie było ku temu warunków, natomiast po rozpadzie koalicji alianckiej i rozpoczęciu wyścigu zbrojeń owa sprawa zeszła na dalszy plan. Po roku 1950 wielu z nich wyemigrowało do Kanady, USA, Australii i Ameryki Południowej.
