Ciężkie bombardowania i ostrzał artyleryjski miasta, w skutek których niszczono głównie cywilną infrastrukturę miasta, jak też zadano duże ludności Warszawy i przebywającym w niej uchodźcom wojennym, stały się dla świata symbolem zbrodniczego reżimu III Rzeszy i siły polskiego oporu przeciwko najeźdźcy.
Walkami o stolicę II Rzeczypospolitej we wrześniu 1939 r. z oczywistych względów interesowała się bardzo niemiecka machina propagandowa. Odniesienia do prób opanowania Warszawy można było również znaleźć w dziennikach ministra propagandy i oświecenia publicznego III Rzeszy dr. Josepha Goebbelsa.
Sama Warszawa nie jest jeszcze w naszym ręku
9 września, gdy do Berlina dotarły nieprawdziwe informacje na temat wkroczenia oddziałów niemieckiej dywizji pancernej do polskiej stolicy, Goebbels zanotował z wyraźnie dostrzegalnym poczuciem tryumfu:
„Wieczorem przychodzi meldunek: niemieckie oddziały pancerne wdarły się do Warszawy. Victoria! Puszczamy to natychmiast przez radio w uroczystej oprawie. To jest wielka radość dla całego narodu niemieckiego”.
Fakt, że polskiej stolicy nie udało się jednak opanować ani 9 września, ani w ciągu kolejnych dni, okazał się dla Berlina niemiły zaskoczeniem i propagandowym problemem. 10 września Goebbels tłumaczył sam sobie niekorzystny zwrot sytuacji koniecznością koordynacji działań wojsk niemieckich w skali operacyjnej, w celu zniszczenia walczących wciąż dużych zgrupowań nieprzyjaciela:
„Dalszy postęp w okrążaniu Polaków. Jednakże z powodów bezpieczeństwa wycofaliśmy czołowe oddziały z centrum Warszawy”.
Dwa dni później minister III Rzeszy przyznawał w dzienniku:
„Sama Warszawa nie jest jeszcze w naszym ręku. Oczekuje się nadejścia piechoty”.
Pierwsze nieudane próby opanowania polskiej stolicy z marszu przez niemieckie oddziały pancerne udowodniły, że czołgi nie są w stanie samodzielnie zdobyć i utrzymać dużego miasta, jeśli jest ono bronione przez odpowiednio zdeterminowanych i uzbrojonych żołnierzy. Ponadto od 9 do 22 września trwała ciężka bitwa nad Bzurą, która odciągnęła niemieckie dywizje pancerne spod stolicy II RP, jak też uniemożliwiła szybkie przybycie w rejon Warszawy piechoty i artylerii odpowiednio licznej, by przeprowadzić szturm. Niemniej Niemcom udało się okrążyć miasto i jego upadek wydawał się być już tylko kwestią czasu.
Za wszelką cenę
Goebbels, jako ekspert od spraw propagandy, dobrze rozumiał znaczenie obrony stolicy dla morale żołnierzy i społeczeństwa polskiego, jak też konieczność zatarcia złego wrażenia wywołanego puszczonymi w świat przedwczesnymi informacjami o zajęciu miasta. Minister pisał 12 września:
„Upadek Warszawy byłby psychologicznym ułatwieniem. Wojskowi chcą to osiągnąć za wszelką cenę”.
Kwestia zdobycia Warszawy zagościła szerzej na łamach dzienników Goebbelsa od 23 września, gdy po zakończeniu bitwy nad Bzurą Niemcy mogli przerzucić potężne siły i środki w celu opanowania miasta. 23 września autor tytułowych dzienników odnotował:
„Warszawa jeszcze nie myśli o poddaniu. Mamy meldunek, że panuje tam jeszcze względny porządek. Komendant, generał [Juliusz] Rommel, trzyma miasto silną ręką. Trzeba będzie jeszcze sporo pracy, aby je opanować”.
Dzień później minister III Rzeszy stwierdzał z rozdrażnieniem, że Polacy, mimo beznadziejnej sytuacji na froncie, nie zamierzają kapitulować. Było to o tyle niekorzystne, że szturm na duże miasto, bronione przez zdeterminowany garnizon, musiał przynieść ciężki straty, których Niemcy chcieli uniknąć. Jak stwierdzał Goebbels:
„Warszawa wcale nie myśli o tym, aby się poddać. To jest bardzo uciążliwe. Zlecamy jeszcze raz rozrzucenie kilku milionów ulotek, ponieważ ludność absolutnie nie wie, jak wygląda sytuacja [na froncie]. Jednakże ludzie nie podnoszą z ziemi naszych ulotek, bo wmawia im się, że są zatrute. […] Führer jest bardzo poirytowany oporem Warszawy. […] Wojskowi nie chcą przystąpić do ataku na Warszawę, gdyż zdobywanie [jej] siłą będzie kosztowało wiele krwi”.
Ponadto zastanawiano się czy natarcie uda się zakończyć sukcesem przed przybyciem w rejon miasta Armii Czerwonej, która 17 września uderzyła ze wschodu, realizując tym samym plan terytorialnego rozbioru Polski między III Rzeszą a Sowietami. Sam Hitler żądał opanowania stolicy II RP do 30 września.
Warszawa wygląda strasznie
By złamać opór Polaków, od 25 września Warszawa miała być poddana intensywnym bombardowaniom lotniczym i ostrzałowi artylerii, których celem było m.in. uniemożliwienie zaopatrywania mieszkańców w żywność, wodę i prąd. Adiutant Hitlera, który tego dnia wraz przywódcą III Rzeszy przybył na front i obserwował płonącą Warszawę, wspominał po latach:
„Wiele dzielnic miasta stanęło w płomieniach. Zdawało się nam, że toczy się tu zupełnie bezsensowna walka”.
Co ciekawe Goebbels, w swych dziennikach bagatelizował metodyczne niszczenie przez Niemców kluczowej dla życia miasta infrastruktury cywilnej, zapisując pod datą 26 września, iż:
„Warszawę trochę [sic!] się bombarduje. Rozrzucamy w ogromnych ilościach ulotki”.
Wieść o kapitulacji Warszawy, która nastąpiła m.in. e związku z chęcią oszczędzenia cierpień bezlitośnie bombardowanym i ostrzeliwanym cywilom, minister III Rzeszy skomentował 29 września następująco:
„Wczoraj: […] Warszawa poddała się bezwarunkowo. Przejęcie dzisiaj”.
Na koniec warto przywołać wpis Goebbelsa z 4 października, po tym jak miał on okazję osobiście przekonać się o skali zniszczeń w mieście:
„Wczoraj: Warszawa wygląda strasznie. Musimy być bardzo ostrożni, jeśli wysyłamy tam dziennikarzy zagranicznych”.
Cytat ten był dobrym podsumowaniem zbrodniczych niemieckich metod prowadzenia działań wojennych w trakcie II wojny światowej, poświadczonych przez samego Goebbelsa, które Polacy odczuli jako pierwsi; a także perfidii i zakłamania machiny propagandowej III Rzeszy.
