W nocy 29 sierpnia rozpoczął się strajk w Zakładzie nr 2 Fabryki Samochodów Małolitrażowych w Tychach. W tym samym dniu stanął także symbol dekady „przyspieszonego rozwoju”, Kombinat Metalurgiczny Huta Katowice w Dąbrowie Górniczej. W kolejnych dniach protesty podejmowali pracownicy następnych zakładów i przedsiębiorstw. Dominacja w gospodarczej przestrzeni regionu górnictwa węgla kamiennego i hutnictwa przekładała się na strajkową aktywność pracowników. Przy kopalni „Manifest Lipcowy” i w Hucie Katowice powstały Międzyzakładowe Komitety Strajkowe. Akces do nich zgłaszały coraz to nowe zakłady i ich załogi.
Gra na zwłokę
O tym, co rzeczywiście działo się w województwie katowickim media regionalne i ogólnopolskie milczały, pomimo iż protestujący domagali się podania, zwłaszcza w publikatorach ogólnokrajowych, informacji o strajkach i ukonstytuowaniu się MKS, a przede wszystkim ogłoszenia, że załogi solidaryzują się z Wybrzeżem i popierają tamtejsze postulaty. Od opublikowania tych wiadomości w radiu i telewizji jastrzębski MKS uzależniał dalsze rozmowy i zakończenie protestów. Był to również jeden z warunków, które władzom postawiła załoga tyskiej FSM. Podania informacji o strajku solidarnościowym z Wybrzeżem domagali się także pracownicy Huty Katowice.
Władze obawiały się nagłośnienia informacji o strajkach, zwłaszcza w kopalniach. Protesty uderzały w propagandowy obraz górników – najbardziej dyspozycyjnej wobec systemu komunistycznego grupy zawodowej, bezwarunkowo wyrażającej przywiązanie do PZPR.
Władze obawiały się jednak nagłośnienia informacji o strajkach, zwłaszcza w kopalniach. Protesty uderzały w kreowany przez dziesięciolecia propagandowy obraz górników – najbardziej dyspozycyjnej wobec systemu komunistycznego grupy zawodowej, zawsze bezwarunkowo wyrażającej poparcie i przywiązanie do PZPR. Ogłoszenie informacji o ich strajkach i stawianych żądaniach było równoznaczne z przyznaniem, że środowisko tworzące jądro wielkoprzemysłowej klasy robotniczej wymówiło partii posłuszeństwo, a ta traciła nad nim kontrolę.
Nie bez znaczenia pozostawał fakt, że negocjacje komisji rządowych z międzyzakładowymi komitetami strajkowymi w Szczecinie i Gdańsku wchodziły właśnie w decydującą fazę i wiadomości o sytuacji w kluczowym dla polskiej gospodarki województwie katowickim wzmocniłyby pozycję strony strajkowej w toczących się rokowaniach na Wybrzeżu. Jednakże ignorowanie żądań, od których spełnienia strajkujący w Katowickiem uzależniali powrót do pracy, wpływało na przedłużanie tamtejszych protestów i ich eskalację. Stąd też 29 sierpnia w trzecim, ostatnim tego dnia, wydaniu ogólnopolskiego Dziennika TV podano krótką wiadomość o strajku w tyskiej FSM i jej bielskiej centrali. Następnego dnia protest został więc zawieszony do 6 września – tyle czasu tyska załoga dała władzom na ustosunkowanie się do pozostałych postulatów.
Manipulacja przekazem
O wiele bardziej skomplikowana była sytuacja w Jastrzębiu-Zdroju. Z górnikami z „Manifestu Lipcowego”, a następnie z utworzonym przy tej kopalni MKS, rozmowy prowadzili m.in. przedstawiciele Ministerstwa Górnictwa, Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Katowicach, Rybnickiego Zjednoczenia Przemysłu Węglowego i Zarządu Głównego Związku Zawodowego Górników.
Władze wojewódzkie i przedstawiciele resortu grali jednak wyraźnie na zwłokę, lekceważąc postulaty strajkujących. Strona resortowo-partyjna zasłaniała się brakiem odpowiednich pełnomocnictw i kompetencji, by podejmować wiążące decyzje w sprawie szeregu wysuniętych przez MKS postulatów. Wobec uczestników protestów i ich rodzin stosowano rozmaite prowokacje. Mieszkania odwiedzała milicja. Po Jastrzębiu zaczęły krążyć dziwne plotki, że przywódcy strajku w „Manifeście” to
„notoryczni bumelanci, obiboki po wyrokach sądowych. Sami młodzi”.
Aby wygasić górnicze strajki nie zawahano się przed użyciem podstępu. Postanowiono wprawdzie spełnić żądanie dotyczące ogłoszenia w mediach informacji na temat ukonstytuowania się jastrzębskiego MKS i solidarności z Wybrzeżem, ale też przeprowadzić to w dość oryginalny sposób. Wiadomość podano w sobotę 30 sierpnia w Dzienniku TV. Audycja ta została jednak tak zmanipulowana, że informację wyemitowano jedynie w wybranych regionach kraju.
Władze wojewódzkie i przedstawiciele resortu wyraźnie grali na zwłokę, lekceważąc postulaty strajkujących.
Należy wspomnieć, że po wybuchu strajków władze natychmiast zablokowały także połączenia telefoniczne ogarniętych nimi ośrodków z resztą Polski. Jastrzębskim górnikom udało się jednak uzyskać połączenie z wybranymi numerami za pomocą niezależnej linii kolejowej, do której podłączona była kopalnia. Okazało się wówczas, że telewidzowie na Wybrzeżu rzeczywiście oglądali co innego, aniżeli odbiorcy Dziennika TV w województwie katowickim.
Selektywny i kłamliwy przekaz telewizyjny nie mógł oczywiście spełnić oczekiwań strajkujących. Poczuli się oszukani. Nie satysfakcjonowały ich także zapewnienia negocjujących z nimi oficjeli, że wszystko już zostało lub będzie wkrótce załatwione w ich imieniu na Wybrzeżu. Była to kolejna próba dezinformacji. W sobotę 30 sierpnia 1980 r. rzeczywiście podpisane zostało porozumienie szczecińskie, a dzień później zawarto porozumienie gdańskie, ale w tamtym czasie jastrzębski MKS nie znał jeszcze treści obu dokumentów, które nota bene nie dotyczyły przecież specyficznych problemów górnictwa, artykułowanych w postulatach górnośląskich załóg.
Strajki trwały więc nadal i ogarniały kolejne zakłady pracy województwa. Tymczasem organ prasowy katowickiego KW PZPR, dziennik „Trybuna Robotnicza” jeszcze 1 września wychwalał na swoich łamach Rybnicki Okręg Węglowy, jako idealne wręcz miejsce życia i pracy dla ludzi młodych. Podczas gdy stawały kolejne kopalnie gazeta donosiła, że
„Dzięki pracy górników ROW gospodarka narodowa otrzymuje cenny węgiel, a jego eksport to ważne źródło dopływu dewiz dla naszego kraju”.
Jastrzębiu, w którym od kilku dni działał MKS i stało coraz więcej zakładów pracy, poświęcony został reportaż, w którym przytaczano wypowiedzi mieszkańców miasta, w tym górników miejscowych kopalń. Wynikało z nich, że zarobki w przemyśle węglowym były dla nich zupełnie wystarczające, czego dowodzić miał fakt, że żony górników nie musiały pracować i mogły zajmować się domem i dziećmi. Miasto i jego mieszkańcy borykali się wprawdzie z rozmaitymi problemami, ale miały one zostać rozwiązane ich wspólnymi siłami.
Porozumienie jastrzębskie
W międzyczasie sytuacja uległa jednak zasadniczej zmianie. Po podpisaniu porozumień na Wybrzeżu władze centralne mogły wreszcie skupić się na rozstrzygnięciu kryzysu trwającego od kilku dni na Śląsku, zwłaszcza ustabilizowaniu sytuacji w przemyśle wydobywczym. Obawiano się m.in. paraliżu energetycznego spowodowanego przez kurczące się zapasy węgla w elektrowniach. Polskie Radio podało więc po południu 1 września komunikat o strajkach w zakładach na terenie ROW. Wiązało się to z decyzją władz wysłania do Jastrzębia komisji rządowej do rozmów z tamtejszym MKS, na której czele stanął wicepremier Aleksander Kopeć. Rozmowy w „Manifeście” miały rozpocząć się 2 września 1980 r. o 17.00.
W tym dniu „Trybuna Robotnicza” opublikowała teksty porozumień szczecińskiego i gdańskiego, poinformowała także wreszcie o strajkach w górnośląskich kopalniach. Gazeta powoływała się na wspomnianą zmanipulowaną informację telewizyjną z 30 sierpnia i wspomniany komunikat Polskiego Radia. Według „Trybuny” protesty, które rozpoczęły się 29 sierpnia i obok kopalń i przedsiębiorstw robót górniczych objęły także załogi „szeregu innych branż”, zostały podjęte
„w celu załatwienia słusznych, górniczych spraw z jednoczesnym poparciem dla żądań robotników Wybrzeża”.
Wspomniano również o powołaniu przez premiera Józefa Pińkowskiego komisji rządowej, jej przewodniczącym i o tym, że przybył on do Jastrzębia-Zdroju. Według partyjnego dziennika
„uprzednio opracowano protokół porozumienia w sprawie sposobu załatwienia postulatów załóg górniczych i uzgodniono wszystkie podstawowe sprawy”.
Była to nader optymistyczna wersja wydarzeń, gdyż negocjacje, które rozpoczęły się w cechowni „Manifestu Lipcowego” zgodnie z ustaleniami 2 września 1980 r. o godz. 17.00 miały jednak swoją dramaturgię i dynamikę. Zakończono je krótko przed północą, po czym ogłoszono kilkugodzinną przerwę, która potrzebna była po to, aby zredagować i przepisać końcowe dokumenty. Uroczyste podpisanie porozumienia, zwanego odtąd jastrzębskim, nastąpiło 3 września około godziny 5.40. Strony uzgodniły, że treść końcowego porozumienia zostanie w całości ogłoszona w lokalnych środkach przekazu oraz przekazana w całości Polskiej Agencji Prasowej, która miała zamieścić tekst w swoim serwisie informacyjnym. Rzeczywiście, komunikat taki „Trybuna Robotnicza” podała 4 września publikując także, zgodnie z postanowieniami porozumienia jastrzębskiego, tekst tego dokumentu. Przesilenie 1980 r. wchodziło w nową fazę.
