Zanim Józef Gierowski (ur. 1922) został cenionym historykiem i jednym z przywódców uniwersyteckiej „Solidarności”, przeszedł długą drogę. Wychowany w rodzinie dbającej o patriotyczne ideały, Gierowski wstąpił do Armii Krajowej. Na terenie rodzinnych Kielc był członkiem Biura Informacji i Propagandy AK.
Mimo poważnych konsekwencji, Gierowski konspiracyjnie studiował. W ramach tajnych kompletów podziemnego Uniwersytetu Jagiellońskiego uczęszczał na seminaria wybitnego polskiego historyka – prof. Władysława Konopczyńskiego.
Wrocławsko-krakowska droga
Po zakończeniu wojny Gierowski związał się z Uniwersytetem Wrocławskim, gdzie w 1947 r. obronił doktorat, a jedenaście lat później przyznano mu tytuł profesorski. Był on cenionym specjalistą od XVI i XVIII-wiecznej historii Polski i czasów saskich. We Wrocławiu Gierowski dał się zapamiętać jako dobry organizator. Potrafił także rozwiązywać wiele konfliktów wśród młodzieży, umiał wypracować kompromis. Dlatego historykowi powierzano kolejno funkcje na uczelni, m.in. prorektora UWr.
Jednak w 1965 r. Gierowski zdecydował się wrócić do Krakowa. Tu także dostrzeżono organizacyjne i przywódcze talenty Gierowskiego, bowiem kilka lat po przyjeździe do grodu Kraka został on dyrektorem Instytutu Historii UJ.
Gierowski próbował walczyć o zmianę ustawy o szkolnictwie wyższym. Idealnym momentem do tego okazał się okres „karnawału Solidarności”.
Historyk sprawował tę funkcję w trudnym okresie. Podczas wydarzeń marcowych 1968 r. także na UJ doszło do brutalnej ingerencji milicji. Co więcej, władze podjęły decyzję o jeszcze większym ograniczeniu wolności akademickiej. Według prawa ustawionego w grudniu 1968 r. zwiększono nadzór nad uczelnią. Minister mógł uchylić lub zmienić decyzję każdego organu akademii. Ograniczono też rolę organów kolegialnych, a większe kompetencje przypadły rektorowi, mianowanemu przez ministra. Po 1968 r. zdecydowanie wzrosła rola PZPR na uczelni, przynależność do partii wiązała się z łatwiejszą drogą do awansu.
Po pierwsza autonomia
Gierowski próbował walczyć o zmianę ustawy o szkolnictwie wyższym. Idealnym momentem do tego okazał się okres „karnawału Solidarności”.
Także na uczelniach wyższych zakładano struktury NSZZ. Działacze związkowi na UJ domagali się nie tylko polepszenia sytuacji materialnej, ale także upominali się o rozliczenie nieprawidłowości przy awansach naukowych. Wśród postulatów uniwersyteckiej „Solidarności” szczególnie zwracano uwagę na przywrócenie autonomii i samorządności uczelni wyższych. O tę sprawę szczególnie walczył prof. Józef Gierowski.
Było jasne, że rektorem może zostać tylko naukowiec związany z „Solidarnością”. Do walki stanęło dwóch działaczy NSZZ UJ – prof. Józef Gierowski i prof. Andrzej Kopff. Ten pierwszy wygrał większością jednego głosu.
W zasadzie od samego początku działalności związku historyk włączył się do NSZZ. Jego postawa była istotna, bo przystąpił do „Solidarności” jako człowiek o istotnym autorytecie w środowisku.
W uniwersyteckiej „Solidarności” postulowano różne kwestie. Prof. Gierowski opowiadał się za ostrożnym programem. Chciał wykorzystać ten okres do załatwienia przede wszystkim kwestii realnych. Za taką uznawał sprawę uniwersyteckiej autonomii i samorządności. Historyk walczył o wzmocnienie roli Senatu, chciał by to zgromadzenie wybierało władze uczelni, a nie minister. Według niego uniwersytet miał mieć większą niezależność, np. przy ustalaniu programu studiów. W czerwcu 1981 r. opracowano wspólny projekt, który trafił do Sejmu.
Rektor z „Solidarności”
W międzyczasie zaszła ważna zmiana w życiu i karierze prof. Gierowskiego. W maju 1981 r. na UJ zaplanowano wybory rektora. Choć nowa ustawa nie została jeszcze uchwalana, to wyboru władz uczelni dokonało zgromadzenie elektorskie.
Było jasne, że rektorem może zostać tylko naukowiec związany z „Solidarnością”. Do walki stanęło dwóch działaczy NSZZ UJ – prof. Józef Gierowski i prof. Andrzej Kopff. Ten pierwszy wygrał większością jednego głosu. Jednak prof. Kopff na prośbę Gierowskiego został prorektorem uczelni. Związek w pełni triumfował na UJ, bowiem także pozostali członkowie kolegium rektorskiego należeli do „Solidarności”. Ta sytuacja wywołała niepokój w szeregach związanych z władzami PRL.
„Wszyscy rektorzy (…) to aktywniejsi zwolennicy (działacze) klerykalni. Wszyscy oni wywodzą się z rodzin mieszczańsko-arystokratycznych i nadal w tych warstwach silnie tkwiący. (…) Będą więc tworzyć warunki do popierania tych warstw i lansowania takich poglądów, z jakich się wywodzą”
– można przeczytać w jednym z raportów bezpieki.
Nowa rola
Rektor Gierowski rozpoczął sprawować swoją funkcję od kwestii symbolicznych. Na inaugurację roku akademickiego 1981/1982 zaprosił metropolitę krakowskiego kard. Franciszka Macharskiego, co wcześniej nie było praktykowane.
Choć historyk wywodził się z „Solidarności” to wiedział, że funkcja, którą przyszło mu pełnić, wymaga od niego innej postawy. Gierowski podkreślał, że zamierzał być rektorem całej uczelni, a nie jedynie tych związanych z NSZZ. Zwracał także uwagę swoim kolegom ze związku, że nie powinni sprowadzać swojej roli jedynie do krytyki.
Tak postawę Gierowskiego wspominał członek „Solidarności” na UJ Miłowit Kuniński:
„wielokrotnie przestrzegał nas przed tendencją do »bolszewizacji«, tzn. myślenia partyjnego: mamy jasną ideologię, której powinniśmy się trzymać (…) Wtedy brzmiało to trochę kunktatorsko, ludzie narzekali po kątach, że rektor przesadza, ale coś było na rzeczy”.
Prof. Gierowski miał powody do niepokoju. Zdawał sobie sprawę z eskalacji sytuacji i możliwości pacyfikacji uczelni przez władze partyjne. Dużym problemem dla niego było także nieuchwalenie ustawy o szkolnictwie wyższym. We wrześniu 1981 r. resort przesłał poprawki, które przeczyły idei autonomii i samorządności uniwersyteckiej.
Rektor Gierowski rozpoczął sprawować swoją funkcję od kwestii symbolicznych. Na inaugurację roku akademickiego 1981/1982 zaprosił metropolitę krakowskiego kard. Franciszka Macharskiego, co wcześniej nie było praktykowane.
Sytuacja jeszcze bardziej skomplikowała się w październiku 1981 r. W Wyższej Szkole Inżynieryjskiej w Radomiu przedstawiciele NSZZ i NZS zostali odsunięci od możliwości wyboru rektora. Doprowadziło to do strajku, który przeniósł się także na inne polskie uczelnie, w tym UJ.
Rektor, choć nie zgadzał się na tryb wyborów w radomskiej uczelni, próbował opanować sytuację. Gdy strajk się coraz bardziej przedłużał, zaapelował do protestujących o zaprzestanie okupacji uczelni. Na dwa dni przed wprowadzeniem stanu wojennego studenci posłuchali apelu rektora uczelni, co być może zapobiegło brutalnej pacyfikacji, która mogła mieć miejsce po wprowadzeniu stanu wojennego.
Zwycięstwo i kompromis
Prof. Gierowski sprawował funkcję rektora do 1987 roku. W czasie stanu wojennego rektor starał się pomagać i interweniować w sprawach politycznie prześladowanych osób związanych z UJ. Ponadto w maju 1982 r. Sejm przyjął nową ustawę o szkolnictwie wyższym, która gwarantowała autonomię uniwersytecką.
Społeczność UJ, w tym prof. Gierowski, zabiegali o nadanie tytułu doctoris causa UJ papieżowi Janowi Pawłowi II. Okazja do tego nadarzyła się podczas II pielgrzymki Ojca Świętego do Polski.
Społeczność UJ, w tym prof. Gierowski, zabiegali o nadanie tytułu doctoris causa UJ papieżowi Janowi Pawłowi II. Okazja do tego nadarzyła się podczas II pielgrzymki Ojca Świętego do Polski.
Gierowski podkreślał, że za możliwość nadania papieżowi tytułu musiał zapłacić cenę. Został zobligowany do wzięcia udziału w pochodzie pierwszomajowym. Wiele osób zdziwiła także decyzja, jaką rektor UJ podjął w 1986 roku, gdy został członkiem Rady Konsultacyjnej przy Przewodniczącym Rady Państwa. Niektórzy odbierali to jako legitymizację reżimu Jaruzelskiego ze strony cenionego naukowca.
Józef Gierowski był cenionym historykiem, pozostawił po sobie kilkaset publikacji i opracowań związanych z dziejami nowożytnymi. Jednak zasłużył się także jako ważna postać w uniwersyteckiej „Solidarności” i rektor UJ. Trzeba go pamiętać jako człowieka kompromisu, walczącego o sprawy realne.
