Tego wieczoru bracia Stefańscy, Jan i Jacek, wybrali się wspólnie do kawiarni „Flisak ’76” przy ul. Chlebnickiej 9. Kawiarnia ta, prowadzona od 1976 r., to ciemna, ponura i ciasna, a zarazem przytulna piwnica. Przez lata to miejsce ewoluowało ze znanej restauracji do miana pierwszego koktajlbaru w mieście. Na przestrzeni lat „Flisak ’76” zbudował potężną społeczność, która żyje i tworzy to miejsce po dziś dzień.
Brutalny napad
Z „Flisaka ’76” wyszli po 23. Skierowali się w kierunku kościoła św. Katarzyny. Jacek Stefański na wysokości Baszty „Jacek” zaczął grać melodię pieśni „L’Estaca”, skomponowanej w 1968 r. przez katalońskiego pieśniarza Lluisa Llacha.
Bez żadnego powodu nieznani mężczyźni zaczęli ich bić. Wyższy, ciemnowłosy mężczyzna bił Jacka po twarzy pięściami. Chwilę potem Jacek upadł na chodnik.
Utwór ten często był śpiewany na koncertach i manifestacjach w Katalonii. Polskie słowa do tej melodii w 1978 r. napisał Jacek Kaczmarski. Swojemu utworowi nadał tytuł „Mury”. Gdy latem 1980 roku narodziła się Solidarność, “Mury” stały się nieoficjalnym hymnem opozycji. Ta pieśń dosyć szybko została zakazana przez komunistyczną władzę. Jednak, pomimo zakazu, śpiewano ją, także w okresie stanu wojennego, a gdańska radiostacja Radia Solidarność rozpoczynała swe audycje fragmentem melodii „Murów”, granej właśnie na flecie.
Nieopodal kościoła św. Katarzyny ktoś do braci Stefańskich krzyknął:
„Przestań grać gówniarzu!”.
Jacek schował flet do worka i razem z bratem ruszył dalej. Po kilku metrach drogę zastąpiło im dwóch mężczyzn. Bez żadnego powodu nieznani mężczyźni zaczęli ich bić. Wyższy, ciemnowłosy mężczyzna bił Jacka po twarzy pięściami. Chwilę potem Jacek upadł na chodnik, tracąc przytomność. Jan natomiast w tym samym czasie został zaatakowany przez niższego mężczyznę, blondyna. Dzięki temu, że zasłonił się, to został uderzony tylko dwa razy w nos i wargę i na szczęście nie upadł. Z chwilą, gdy Jacek upadł na ziemię, napastnicy natychmiast uciekli w stronę ulicy Katarzynki. Całe zdarzenie trwało nie dłużej niż około pół minuty.
Gdy Jacek się ocknął powiedział tylko:
„Ale mnie trafił. Nic mi się nie stało”.
Pomimo zachęt Jana, Jacek nie zgodził się aby o tym zajściu zawiadomić milicję, ponieważ obawiał się, że mogą ich jeszcze zabrać na izbę wytrzeźwień. Po ogarnięciu się ruszyli w drogę do domu. Dotarli tam około północy.
Jacek trafił do szpitala na oddział Chirurgii Intensywnej Opieki Medycznej, gdzie ze wskazań życiowych dokonano zabiegu operacyjnego, polegającego na obustronnej trepanacji czaszki.
Następnego dnia późnym popołudniem Jacek trafił do szpitala na oddział Chirurgii Intensywnej Opieki Medycznej Akademii Medycznej w Gdańsku, gdzie ze wskazań życiowych dokonano zabiegu operacyjnego, polegającego na obustronnej trepanacji czaszki, w czasie której usunięto krwiak.
Jan Stefański fakt pobicia próbował zgłosić w II Komisariacie MO w Gdańsku 4 sierpnia. Tam odesłano go do dzielnicowego z rejonu, gdzie miała miejsce napaść. Z dzielnicowym Jan spotkał się kolejnego dnia. Niestety ten funkcjonariusz nie chciał przyjąć zgłoszenia, argumentując tym, iż fakt takiego pobicia może zgłosić tylko szpital.
W międzyczasie w szpitalu trwała walka o życie Jacka. Niestety zabiegi ratujące życie okazały się nieskuteczne. 9 sierpnia 1983 r. do rodziny Stefańskich dotarła smutna wiadomość o jego śmierci. W rzeczywistości doznał on złamania czaszki i podstawy czaszki, krwiaków, stłuczenia mózgu i pnia mózgu oraz obustronnego złamania żuchwy. Takie obrażenia były wynikiem zadanych ciosów przez rękę wprawną w sztukach walki.
Śledztwo
Wskutek zawiadomienia przez szpital o śmierci Jacka Prokuratura Rejonowa w Gdańsku wszczęła 16 sierpnia dochodzenie nr 1 Ds. 1831/83. Sprawę prowadził młody prokurator Cezary Głowacki z Prokuratury Rejonowej w Gdańsku (prokurator ten w czasie trwania stanu wojennego stawiał zarzuty osobom biorącym udział w demonstracjach przeciwko komunistycznej władzy) wspólnie z funkcjonariuszami MO z II Komisariatu Miejskiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Gdańsku.
Jedyny świadek, jakim był Jan Stefański, został przesłuchany 16 września, a innych czynności śledczych wówczas nie przeprowadzono. Portret pamięciowy sprawcy pobicia Jacka milicja sporządziła dopiero 20 października.
Jedyny świadek, jakim był Jan Stefański, został przesłuchany 16 września, a innych czynności śledczych wówczas nie przeprowadzono. Portret pamięciowy sprawcy pobicia Jacka milicja sporządziła dopiero 20 października, a w prasie ten wizerunek został opublikowany dopiero 30 kwietnia 1984 r. Milicja taką opieszałość tłumaczyła tym, że boryka się z trudnościami kadrowymi. Niestety, pomimo tego komunikatu, nikt się nie zgłosił.
Dochodzenie zostało umorzone 30 kwietnia 1984 r. z powodu nie wykrycia sprawców przestępstwa.
W trakcie kontroli dochodzenia przez Prokuraturę Wojewódzką w Gdańsku stwierdzono, że doszło do mataczenia przez jednego funkcjonariusza, który stwierdził, że 20 października do Sekcji Ewidencji i Poszukiwań Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Gdańsku przybył Jan, gdzie miano mu okazać zdjęcia sygnalistyczne osób notowanych przez MO. Ta czynność wg milicjantów nie przyniosła efektów. Jednak takiego spotkania nie było. Notatkę stwierdzającą, że takie czynności wykonano, sporządził funkcjonariusz MO Bogdan Kamionek, który już wcześniej miał problemy dyscyplinarne. Jak się okazało ten funkcjonariusz świadomie skłamał i wprowadził w błąd prokuratura nadzorującego dochodzenie.
Ponadto Prokuratura Wojewódzka zwróciła uwagę na to, że funkcjonariusze nie przeprowadzili czynności operacyjnych w lokalach gastronomicznych i rozrywkowych, które znajdowały się w okolicy miejsca pobicia Jacka. Tutaj warto zauważyć, że funkcjonariusz milicji z II Komisariatu MO w Gdańsku, który prowadził to dochodzenie – Leszek Myśliński, w tamtym okresie miał wielokrotnie zwracaną uwagę na nieprawidłowości. W jednej z jego opinii możemy przeczytać, że:
„kontrola prowadzonych przez niego dochodzeń i spraw operacyjnych wykazała nieróbstwo, brak realizacji poleceń oraz opieszałość w wykonawstwie zadań”.
Prokuratura Wojewódzka w Gdańsku nakazała Prokuraturze Rejonowej w Gdańsku podjąć umorzone dochodzenie, a czynności śledcze przekazać Wydziałowi Dochodzeniowemu Miejskiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Gdańsku.
O sprawie śmiertelnego pobicia mówiono w Radio Wolna Europa. Opisywano ją również w prasie bezdebitowej.
Już 19 czerwca 1984 r. por. Mirosław Borowczyk, funkcjonariusz MO z Wydziału Dochodzeniowego MUSW w Gdańsku (ten funkcjonariusz prowadził później dochodzenia przeciwko uczestnikom demonstracji w dniu 1 maja 1985 r.) przesłuchał Jana Stefańskiego w sprawie śmiertelnego pobicia jego brata. W trakcie tego przesłuchania Jan opisywał bardziej szczegółowo, co zdarzyło się tego feralnego dnia. Ale te szczegóły nie interesowały przesłuchującego. Skupił się na tym, czy o pobicie podejrzewa się funkcjonariuszy MO lub SB oraz kto położył kartkę-klepsydrę na grobie Jacka Stefańskiego z napisem
„Zginął za przekonania polityczne – Solidarność”.
O te szczegóły były wypytywane inne osoby, które nie były świadkami pobicia, lecz mieli kontakt z Jackiem po pobiciu. O kartkę na grobie pytano m.in. Małgorzatę Zwierzchowską i Olka Grotowskiego. O sprawie śmiertelnego pobicia również mówiono w Radio Wolna Europa oraz opisywano ją w prasie bezdebitowej. W tych informacjach podawano, że sprawcami mogli być funkcjonariusze MO lub SB.
Milicji nie udało się ustalić sprawców. W związku z tym w dniu 12 października 1984 r. prokurator Cezary Głowacki umorzył ponownie to śledztwo.
Dalsze losy sprawy
Komitet Helsiński sprawę śmierci Jacka Stefańskiego zamieścił na liście 93 przypadków niewyjaśnionych zgonów. Tymi zgonami w 1989 roku zajęła się Komisja Nadzwyczajna do Zbadania Działalności Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, popularnie zwana Komisją Rokity.
W trakcie prac Komisji przedstawiono analizę sprawy przygotowaną przez Departament Prokuratury Ministerstwa Sprawiedliwości, a referowaną przez posła Andrzeja Konopkę ze Stronnictwa Demokratycznego. Uznał, że śledztwo w tej sprawie było prowadzone prawidłowo i że:
„nie ma się do czego przyczepić i należy uznać ją za zakończoną”.
Przewodniczący Komisji, Jan Rokita, zgodził się z tym wnioskiem i cała Komisja uznała, że nie należy wznawiać tego dochodzenia.
Szkoda, że Komisja Nadzwyczajna nie została zapoznana z notatką z kontroli MUSW w Gdańsku, przeprowadzonej w 1986 roku przez Inspektorat Ochrony Funkcjonariuszy WUSW w Gdańsku. Tam czytamy o bałaganie w dokumentowaniu czynności i naruszaniu zasad praworządności i przepisów MSW przez część funkcjonariuszy. Nadzór przez przełożonych miał być niewielki, a w niektórych sprawach żaden. Gdyby Komisja znała sytuację w Miejskim Urzędzie Spraw Wewnętrznych, to być może nie zaakceptowałaby zaproponowanych wniosków, które stwierdzały, że w śledztwie w sprawie śmiertelnego pobicia zostało wszystko zrobione poprawnie.
Niestety, do dzisiaj nie udało się wyjaśnić, kto zadał śmiertelne ciosy Jackowi.
