Jawnie działająca i stosunkowo liczna opozycja demokratyczna była zjawiskiem, które wyróżniało PRL na tle pozostałych państw bloku komunistycznego. Trzeba pamiętać o tym, że była ona stale obserwowana przez Służbę Bezpieczeństwa. Często zdarzały się także sytuacje, gdy „dociskano śrubę” i wówczas następowały w całym kraju akcje zatrzymania aktywnych opozycjonistów. Esbecy obawiali się także zjednoczenia różnych grup antysystemowych i rozwinięcia aktywności tych już istniejących.
48-godzinne odsiadki
Doświadczenia opozycjonistów schyłku lat 70-tych XX wieku nie były tak bolesne jak w latach stalinizmu. Okres rządów Edwarda Gierka charakteryzował się łagodniejszym reżimem. Tortury, kary śmierci bądź wieloletnie wyroki więzienia zastąpione zostały zatrzymaniami w aresztach na 48 godzin, zwolnieniami z pracy i groźbami ze strony esbeków. Przemoc stosowano rzadziej, co nie znaczy, że z niej zrezygnowano.
Intensyfikacja zatrzymań miała miejsce w maju 1980 r., gdy objeżdżający Polskę w celu spotykania się z członkami KPN Leszek Moczulski bywał niejednokrotnie zatrzymywany na 48 godzin.
W takiej rzeczywistości działalność antysystemowa wciąż pociągała za sobą znaczne ryzyko. Wystarczyło podpisać list otwarty do władz przeciwko zmianom w konstytucji lub domagać się – gwarantowanej w konstytucji – wolności słowa, by ściągnąć na siebie uwagę SB. „Zawodowych” opozycjonistów to jednak nie odstraszało. Wielu godziło się z takim losem, zawsze nosząc ze sobą szczoteczkę do zębów, czy dodatkową paczkę papierosów. W przypadku spędzenia dwóch dób w areszcie, zawartość podręcznej torby okazywała się niezastąpiona.
Nie inaczej było w przypadku ludzi tworzących Konfederację Polski Niepodległej. Ta powstała we wrześniu 1979 r. Organizacja definiowała się jako pierwsza, niezależna od komunistów partia polityczna działająca za żelazną kurtyną. Domagając się niepodległości, starała się zwalczać pokojowymi środkami wszelkie przejawy sowieckiej dominacji w kraju. Nic dziwnego, że jej liderów spotykały szykany ze strony władz. Miały one jednak różne natężenie.
Intensyfikacja zatrzymań miała miejsce w maju 1980 r., gdy objeżdżający Polskę w celu spotykania się z członkami KPN Leszek Moczulski bywał niejednokrotnie zatrzymywany na 48 godzin. Zwiedzanie aresztów m.in. w Krakowie czy Lublinie z pewnością nie należało do najprzyjemniejszych doświadczeń. Celem tych działań była chęć sparaliżowania rozwoju ogólnopolskich struktur KPN. Ograniczenie działalności tej partii do kilkudziesięciu osób, najlepiej ściśle otoczonych tajnymi współpracownikami SB, osób było marzeniem kierownictwa MSW.
„Dom wczasowy MSW”
Zorganizowanie w takich okolicznościach spotkania Rady Politycznej KPN, która była głównym organem kierowniczym partii, wymagało wyprowadzenia SB w pole. Jedno z takich spotkań odbyło się 15 maja 1980 r. w Jeleniej Górze. Esbecy zdobyli jednak informacje na temat planowanego spotkania i zatrzymali jeszcze przed wyjazdem z Warszawy dwóch liderów KPN: Tadeusza Stańskiego i Romualda Szeremietiewa. Nie udało im się zatrzymać przewodniczącego partii, czyli Moczulskiego.
Każdy z przyjeżdżających do Jeleniej Góry członków Rady Politycznej KPN posiadał przy sobie nie rzucające się na pierwszy rzut oka rzeczy: egzemplarz „Trybuny Ludu” i znaczek „Inturistu”, radzieckiej organizacji turystycznej.
Każdy z przyjeżdżających do Jeleniej Góry członków Rady Politycznej KPN posiadał przy sobie nie rzucające się na pierwszy rzut oka rzeczy: egzemplarz „Trybuny Ludu” i znaczek „Inturistu”, radzieckiej organizacji turystycznej. Atmosfera niczym z filmu szpiegowskiego. W dodatku przyjeżdżający do Jeleniej Góry konfederaci mieli być podejmowani hasłem wywoławczym. Było nim pytanie „o Dom Wczasowy MSW”, odzewem „Dom Wczasowy Waryńskiego przy ulicy Świerczewskiego”. Miałoby to sens, tylko, że jeleniogórska SB o spotkaniu została wcześniej powiadomiona przez warszawską centralę. Tak z kolei wiedziała o spotkaniu od swoich tajnych współpracowników. Park Zdrojowy, umówione miejsce spotkania, został szczelnie otoczony przez esbeckich wywiadowców.
Moczulski został zauważony przez nich około południa. Pół godziny później przebywał już w lokalnym areszcie. Nie zatrzymano pozostałych członków Rady Politycznej KPN. Ci z kolei, udając turystów i przemieszczając się między dworcem PKP, jeleniogórskim rynkiem i wzgórzem Krzywoustego, prowadzili wielogodzinną naradę. Moczulski opuścił areszt po 48 godzinach. Esbecy przewieźli go na dworzec i zadbali, by wsiadł do pociągu zmierzającego ku Warszawie. Wcześniej ukradli mu srebrną przypinkę do krawatu z wizerunkiem orła w koronie.
Efekty „nieodbytego” spotkania
Jeleniogórscy esbecy, zadowalając się zatrzymaniem przewodniczącego KPN, zlekceważyli pozostałych uczestników spotkania. Meldowali do centrali, że zebranie się nie odbyło, co było oczywistą nieprawdą.
Zatrzymania i nękanie tego typu było typowym dla ostatnich lat rządów Edwarda Gierka modus operandi SB.
„Turyści” z KPN zdążyli omówić różne sprawy organizacyjne, dotyczące m.in. finansów ugrupowania. Podjęli także decyzję o wysłaniu ambasadorom USA, Wielkiej Brytanii i Francji listów z przypomnieniem o niewywiązaniu się przez te kraje z obietnicy przeprowadzenia w powojennej Polsce wolnych wyborów. Pisano o tym w kontekście przeprowadzonych w marcu 1980 r. wyborów do Sejmu PRL, które z demokracją nie miały za wiele wspólnego.
O próbach uniemożliwienia konfederackiego spotkania w Jeleniej Górze mówił jeden z wydanych już po 17 maja 1980 r. komunikatów. Wspominano w nim o zatrzymaniach w Warszawie, Krakowie, Lublinie, Gdańsku oraz w Cieplicach k. Jeleniej Góry. Esbecy odnieśli jednak połowiczny sukces.
Zatrzymania i nękanie tego typu było typowym dla ostatnich lat rządów Edwarda Gierka modus operandi SB. Szczególnie aktywni opozycjoniści podróżujący po kraju mogliby zapewne odtworzyć relatywnie gęstą mapę aresztów, w których bywali. Wielu z nich to nie zniechęcało. Gdy w sierpniu 1980 r wybuchły strajki, z których zrodziła się „Solidarność”, mogli się w nie włączyć z całą mocą – pod warunkiem, że wcześniej wyprowadzili w pole esbeków i uniknęli zatrzymania.
