Koniem trojańskim w Kościele miał być ruch lojalnych wobec władz księży „patriotów”, a ich trzon i awangardę zazwyczaj tworzyli kapelani wojskowi. Pomagać im w tym miała duża niezależność od biskupów i mała ilość obowiązków duszpasterskich.
Kapelani w komunistycznej armii
Tradycje polskiego duszpasterstwa wojskowego sięgają średniowiecza. Jego zorganizowanie i nadanie właściwych struktur przypadło na czasy Jana III Sobieskiego. Po zaborach odrodziło się wraz z Polską: w 1918 r. utworzono Konsystorz Polowy, rok później Biskupstwo Polowe, a w 1926 r. – na mocy konkordatu – przyjęto statut Duszpasterstwa Wojskowego (DW). W przededniu II wojny światowej w jego szeregach służyło ponad stu duchownych. Co istotne, nie byli oni tylko wyznania rzymskokatolickiego, reprezentowali także wyznania mniejszościowe. Na czele DW w II RP stało dwóch biskupów polowych: gen. dyw. Stanisław Gall i od 1933 r. Józef Gawlina. Ten drugi opuścił Polskę we wrześniu 1939 r. i pełnił swą funkcję do momentu rozwiązania Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.
Wilhelm Franciszek Kubsz z zakonu oblatów otrzymał stopień majora. Wybrano go między innymi dlatego, że służył w partyzantce sowieckiej, jednak nie w roli duchownego, a... dentysty. Z początku żołnierze nie dowierzali nawet, że był on księdzem.
Duszpasterstwo wojskowe w PRL swymi korzeniami sięgało 1943 r. i formowania się ludowego Wojska Polskiego w ZSRS. Komuniści ze Związku Patriotów Polskich doskonale zdawali sobie sprawę z przywiązania Polaków do wiary katolickiej, stąd decyzja o zaangażowaniu kapelana do tworzonej 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Został nim ks. Wilhelm Franciszek Kubsz z zakonu oblatów, który otrzymał stopień majora. Wybrano go między innymi dlatego, że służył w partyzantce sowieckiej, jednak nie w roli duchownego, a... dentysty. Z początku żołnierze nie dowierzali nawet, że był on księdzem.
Od zarania duszpasterstwo w wojsku dowodzonym przez komunistów stanowiło fikcję, mającą dowodzić tolerancji religijnej nowej, „ludowej” Polski. Długo też nie było nawet ujęte w formalne ramy, bowiem struktury LWP opierały się na wzorcach sowieckich – wolnych od religijnych „zabobonów”. Dopiero rozkazem ministra obrony narodowej 9 października 1944 r. utworzono Główny Wydział Duszpasterski WP, który w 1945 r. zmieniono w Duszpasterstwo MON Wyznania Rzymskokatolickiego, a w 1947 r. – Generalny Dziekanat WP, co zakończyło jego zasadnicze przekształcenia.
Na czele struktury stał generalny dziekan, podległy ministrowi obrony narodowej. Pierwszym generalnym dziekanem był ks. mjr Wilhelm Kubsz, w lutym 1945 r. zastąpiony przez ks. płk. Stanisława Warchałowskiego. Ich następcami byli księża: płk Wacław Pyszkowski (1947–1950), płk Roman Szemraj (1950–1964), płk Julian Humeński (1964–1986), płk Florian Klewiado (1986–1991). Pod koniec 1944 r. w wojsku służyło 31 kapelanów.
W 1948 r. Stolica Apostolska na wniosek Episkopatu Polski uchyliła statut polskiego duszpasterstwa wojskowego z 1926 r., przez co księża kapelani pozbawieni zostali jurysdykcji kościelnej. Nie ustanowiono nowego biskupa polowego, a kapelani stali się zwykłymi księżmi, którzy potrzebowali zgody lokalnych hierarchów na pracę w danej diecezji.
O zależności kapelanów wojskowych świadczyło choćby ulokowanie Generalnego Dziekanatu WP w strukturachGłównego Zarządu Polityczno-Wychowawczego, czyli późniejszego Głównego Zarządu Politycznego, odpowiedzialnego między innymi za propagandę i indoktrynację żołnierzy. Na wybór szefa duszpasterstwa wojskowego nie miały za to żadnego wpływu władze kościelne. Bez odpowiedniej jurysdykcji urząd generalnego dziekana miało charakter wyłącznie administracyjny. Warto dodać, że żaden z generalnych dziekanów LWP nie doczekał awansu generalskiego.
Z tych powodów w 1948 r. Stolica Apostolska na wniosek Episkopatu Polski uchyliła statut polskiego duszpasterstwa wojskowego z 1926 r., przez co księża kapelani pozbawieni zostali jurysdykcji kościelnej. Nie ustanowiono nowego biskupa polowego, a kapelani stali się zwykłymi księżmi, którzy potrzebowali zgody lokalnych hierarchów na pracę w danej diecezji. Otrzymywane uprawnienia wydawane były zazwyczaj na krótkie okresy i ograniczały się wyłącznie do odprawiania mszy i spowiadania. Pozostałe sakramenty mogły być przez nich udzielane w kościołach garnizonowych tylko w porozumieniu z proboszczem parafii, na terenie której się znajdowały.
Znacznie ograniczono możliwości działalności księży na terenach jednostek wojskowych. Mogli oni przewodniczyć uroczystościom pogrzebowym lub prowadzić spowiedź w okresie Wielkiego Postu i Bożego Narodzenia.
Na ostateczny kształt „ludowego” duszpasterstwa wojskowego i ramy pracy kapelanów wpłynęły zmiany z 1950 r., gdy zmniejszono liczbę etatów oraz znacznie ograniczono możliwości działalności księży na terenach jednostek wojskowych. Mogli oni przewodniczyć uroczystościom pogrzebowym żołnierzy lub prowadzić w kościołach spowiedź w okresie Wielkiego Postu i Bożego Narodzenia, ale przestali mieć możliwość pracy na terenie koszar. Wówczas też zlikwidowano efemeryczne ewangelickie duszpasterstwo wojskowe oraz rabinat wojskowy, a także oddzielne duszpasterstwa Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Wojsk Ochrony Pogranicza. Również w 1950 r. z tekstu przysięgi dla wojska usunięto odwołanie do Boga i zaprzestano odprawiania mszy przed jej składaniem.
Dopiero na mocy ustawy z 13 grudnia 1957 r. o służbie wojskowej oficerów Sił Zbrojnych kapelani weszli w skład korpusu oficerskiego. Był to pierwszy akt prawny zawierający regulację statusu duszpasterstwa wojskowego. I w zasadzie w takiej formie Generalny Dziekanat WP oraz podległe mu struktury przetrwały do końca PRL. W 1991 r. utworzono właściwy Ordynariat Polowy z bp. Sławojem Leszkiem Głódziem na czele.
Namiastka czy fikcja?
Choć w teorii Generalny Dziekanat WP stanowił duszpasterstwo wojskowe i istniały kościoły garnizonowe, to w rzeczywistości przez niemal cały okres PRL kapelani nie mieli swobodnego dostępu do żołnierzy, a ci do tych właśnie kościołów. Do wyjątków należało pojawianie się mundurowych w świątyniach, za podobne „manifestacje” religijne groziły bowiem różne szykany, na przykład pominięcie w awansie czy wydalenie ze służby. Często zdarzało się, że wojskowi korzystali z usług księży parafii cywilnych, nierzadko potajemnie.
Mimo zasadniczo negatywnej oceny, jaką wystawia się Generalnemu Dziekanatowi WP, można dostrzec jego jasne strony. Kapelani służący po II wojnie światowej podtrzymali tradycję łączności duchowieństwa z polskimi siłami zbrojnymi i żołnierzami, nawet jeśli odbywało się to w minimalnym zakresie.
Niemniej jednak dzięki formalnemu istnieniu duszpasterstwa – które było ewenementem w całym Bloku Wschodnim –żołnierze, w tym wcielani do wojska klerycy, mieli możliwość otrzymywania sakramentów. Aczkolwiek i to było mocno ograniczone, czego przykładem jest kwestia spowiedzi wielkanocnej. Dowódcy jednostek wcale nie powiadamiali swych żołnierzy o możliwości jej odbycia – mimo kierowania do nich odpowiednich zawiadomień ze strony Generalnego Dziekanatu. A jeśli zdarzyło się, że informowali, to najwyżej w stylu:
„kto zbroił – czeka ksiądz – zgłosić się na pokutę”.
W konsekwencji kościoły garnizonowe pełniły funkcje pomocnicze w parafiach, w których się znajdowały. Zazwyczaj jednak współpraca kapelanów z proboszczami i kuriami biskupimi była trudna. Tym bardziej że wykonywali oni przede wszystkim polecenia płynące ze strony władz świeckich, a nie kościelnych. Do stałego elementu duszpasterstwa prowadzonego w tych świątyniach należały uroczyste nabożeństwa z okazji zakończenia II wojny światowej (9 maja), Dnia Wojska Polskiego (12 października) czy Narodowego Święta Odrodzenia Polski (22 lipca).
W jednym z dokumentów gdańskiego Wydziału do spraw Wyznań z końca lat sześćdziesiątych, gdy kapelani mniej aktywnie (w porównaniu do okresu stalinowskiego) angażowali się do pracy społeczno-politycznej, zapisano:
„w odróżnieniu od innych księży praca kapelana w kościele garnizonowym polega na tym, że z ambony i w kontaktach z wiernymi rozpowszechnia [on] tylko takie treści, które w pozytywnym świetle przedstawiają obecną rzeczywistość w PRL i nawołują wiernych do służby na jej rzecz”.
I jest to całkiem trafne określenie politycznej roli, jaką kapelani wojskowi LWP wypełniali.
Służba czy kolaboracja?
Mimo zasadniczo negatywnej oceny, jaką wystawia się Generalnemu Dziekanatowi WP, można też dostrzec jego jasne strony. Kapelani wojskowi służący po II wojnie światowej podtrzymali tradycję łączności duchowieństwa z polskimi siłami zbrojnymi i żołnierzami, nawet jeśli odbywało się to w minimalnym zakresie. Dzięki nim bardzo nieliczni wojskowi mogli przyjmować sakramenty święte. Ponadto z funduszy MON, a więc komunistycznych władz państwowych, niektórzy zaradni kapelani dokonywali koniecznych remontów i bardziej zaawansowanych renowacji świątyń garnizonowych.
Niemal wszyscy kapelani prowadzili jawną współpracę z komunistycznymi władzami, które przecież realizowały politykę laicyzacji i ateizacji polskiego społeczeństwa oraz represjonowały duchowieństwo i ograniczały możliwości działalności duszpasterskiej oraz uprawiania praktyk religijnych.
Były to jednak nieliczne plusy istnienia tej instytucji, która służyła partii do legitymizacji systemu, do ukazania rzekomej tolerancji religijnej panującej w „ludowej” Polsce. Wszak DW – za pośrednictwem kapelanów – wykorzystywano do działań stricte propagandowych i indoktrynacyjnych, w tym jawnie antykościelnych. Niemal wszyscy kapelani prowadzili jawną współpracę z komunistycznymi władzami, które przecież realizowały politykę laicyzacji i ateizacji polskiego społeczeństwa oraz represjonowały duchowieństwo i ograniczały możliwości działalności duszpasterskiej oraz uprawiania praktyk religijnych.
Co więcej, większość z kapelanów współpracowała też w sposób niejawny ze służbami specjalnymi, donosząc o „wrogiej działalności” nie tylko księży „reakcyjnych”, ale głównie we własnych szeregach. Życiorysy niektórych kapelanów i księży „patriotów” wskazują, że swoje kapłaństwo traktowali jako zawód oraz sposób na życie, a nie powołanie do głoszenia Słowa Bożego. Tym niemniej wielu z nich z pewnością musiało podejmować trudne moralnie decyzje i płacić swoisty haracz w zamian za możliwość prowadzenia działalności duszpasterskiej w tak trudnym „terenie”, jakim było wojsko czy zakłady penitencjarne, do których przez wiele lat jedynie kapelani mieli dostęp.
