Fundamentalne znaczenie dla przygotowania krakowskich procesów miała działalność Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Krakowie oraz Komisji dla Badania Zbrodni Niemiecko-Hitlerowskich w Oświęcimiu. Celem komisji były przesłuchania świadków, odtworzenie dziejów obozu i przeprowadzenie na jego terenie wizji lokalnej.
Badania terenowe oraz zabezpieczenie dowodów spotykały się z trudnościami, stwarzanymi przez Armię Czerwoną, nadal stacjonującą na terenie obozu. Czerwonoarmiści utrudniali pracę członków Komisji, nie tylko mnożąc rozmaite przeszkody formalne, ale również żądając łapówek za wejście do obozu. Trudności te znalazły swój wyraz w oficjalnym piśmie przedstawicieli komisji Jana Sehna i Edwarda Pęchalskiego „Do Prezydium GKBZNwP”. Autorzy skarżą się na „dewastację władz sowieckich stacjonujących tam oraz niewłaściwe zabezpieczenie terenu i obiektów”. Piszą również o „utrudnianiach ze strony żołnierzy sowieckich w wykonywaniu zadań komisji (zakaz wstępu do niektórych miejsc, rekwirowanie dokumentacji, zakazy fotografowania, dewastacje i rozbiórki obiektów, wywożenie mienia z magazynów, akty profanacji np. urządzenie placu zabaw na dachu krematorium I)”.
Od 6 czerwca 1945 r. Sowieci całkowicie zamknęli dostęp do obozu, tworząc tam obóz dla jeńców niemieckich.
Zdjęcie lotnicze niemieckiego obozu zagłady KL Auschwitz-Birkenau, wykonane z alianckiego samolotu rozpoznawczego w 1944 lub na początku 1945 r. Zdjęcie pochodzi ze zbioru kopii cyfrowych fotografii dotyczących obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu pozyskanych z Muzeum Holocaustu (The United States Holocaust Memorial Museum - USHMM) w Waszyngtonie (fot. z zasobu AIPN)
Dlaczego Kraków?
Władze polskie zdecydowanie forsowały pomysł dużego, spektakularnego procesu, który miał się odbyć w Oświęcimiu na terenie byłego obozu, co oczywiście miałoby symboliczne i propagandowe znaczenie. Przed Najwyższym Trybunałem Narodowym miał stanąć komendant Rudolf Höß oraz stu członków załogi obozu KL Auschwitz.
Prokurator NTN Stefan Kurowski w swojej notatce z połowy 1946 r. pisał, że celem jest:
„umieszczenie na ławie oskarżonych obok »gwiazdora« zbrodniarza tej klasy co Hoess, jeszcze i przestępców mniejszego kalibru”.
Podkreślał, że
„większa liczba oskarżonych umożliwi plastyczniejsze zobrazowanie działania zespołowego straży obozowych, a przecież działanie zespołowe stanowi cechę specyficzną zbrodniczości hitlerowskich”.
Ale już w listopadzie 1946 r. zapadła decyzja o indywidualnym procesie Hößa, który miał się odbyć w Warszawie.
Pozostali członkowie załogi mieli być sądzeni na terenie byłego KL Auschwitz. Pomysł ten od początku stwarzał ogromne wyzwania techniczne, przede wszystkim przystosowania budynków, ale również logistyki „okołoprocesowej”. Z wymiany korespondencji między prokuratorami NTN a Ministerstwem Sprawiedliwości i Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego, wynika, że największym wyzwaniem było zapewnienie bezpieczeństwa nie tylko samym oskarżonym, wobec których obawiano się aktów agresji, ale również prawnikom, pracownikom NTN i setkom gości, w tym obserwatorom zagranicznym.
Rozprawa miała się toczyć w drewnianym budynku w tzw. sali teatralnej dla esesmanów, która mogła pomieścić do 3 tys. osób. Proces w Oświęcimiu wymagał ogromnych nakładów finansowych. Część budynków nie miała drzwi i okien, żadne z nich nie nadawały się do przetrzymywania więźniów, a przecież pozostawała jeszcze kwestie zakwaterowania i wyżywienia setek osób…
W czerwcu 1947 r. w Ministerstwie Sprawiedliwości nastąpiła zmiana decyzji – proces miałby się odbyć w Oświęcimiu pod warunkiem, że
„będzie pełna gwarancja, że liczba oskarżonych będzie duża i że zarzuty na nich ciążące będą dostatecznie poważne, by spowodować w przeważającej ilości wypadków wnioskowanie najwyższego wymiaru kary (…). W razie gdyby liczba ta okazała się mała lub zarzuty nie dostatecznie poważne, proces ma się odbyć w Krakowie w kilku transzach”.
Ostatecznie w procesie krakowskim jednorazowo sądzono 40 oskarżonych i trwał on od 24 listopada do 22 grudnia 1947 r. w odpowiednio przygotowanym budynku głównym Muzeum Narodowego przy ul. 3 Maja.
Oskarżeni
Liczba 40 oskarżonych, których ostatecznie postawiono przed Trybunałem w Krakowie była znacznie mniejsza niż planowano, ale i tak był to jeden z większych procesów załóg obozów koncentracyjnych. Nie byli oni grupą reprezentatywną dla obozu. Władze polskie miały bardzo ograniczony wpływ na to, kto został ostatecznie ekstradowany do Polski.
Wbrew obiegowym opiniom, nie wszyscy strażnicy (SS-Totenkopfverbände) w obozach byli ochotnikami. Zdarzały się przypadki przymusowych oddelegowań – wśród oskarżonych w Krakowie byli to m.in. dr Hans Münch, Karl Jeschke, Hans Hoffmann, a dla prof. Johanna Paula Kremera służba w KL Auschwitz miała być swego rodzaju karą za „nieprawomyślne” badania naukowe. Wśród czterdziestu oskarżonych jedynie siedmiu nie urodziło się w Niemczech: Maria Mandl oraz Maximilian Grabner (Austria), Anton Lechner i Eduard Lorenz (Czechosłowacja), Paul Szczurek i Arthur Breitwieser (Polska) oraz Hans Hofmann (Jugosławia). Wśród oskarżonych było pięć kobiet: Maria Mandl, Luise Danz, Therese Brandl, Alice Orlowski i Hildegard Lӓchert.
Oskarżeni (od lewej) Ludwig Fischer, Ludwig Leist, Josef Meisinger i Max Daume przed Najwyższym Trybunałem Narodowym (NTN), zebranym w Domu Związku Nauczycielstwa Polskiego przy ul. Smulikowskiego 6/8 w Warszawie. Przewód sądowy przebiegał w tym procesie pomiędzy 17 grudnia 1946 r. a 24 lutego 1947 r. (fot. z zasobu AIPN)
Najstarszym oskarżonym był Johann Paul Kremer, w trakcie procesu miał 64 lata, najmłodsi, Eduard Lorenz i Richard Schröder, mieli 26 lat. Dwunastu oskarżonych deklarowało się jako bogowiercy (gottgläubig), siedmiu było wyznania katolickiego, siedemnastu ewangelickiego, a czterech deklarowało bezwyznaniowość. W sferze zawodowej większość wykonywała zawody robotnicze (w tym również robotników rolnych) lub była urzędnikami niskiego szczebla. A więc legitymowała się też niskim wykształceniem – 12 określiło siebie jako analfabetów. Dwóch oskarżonych miało tytuły naukowe w zakresie medycyny: dr Hans Münch oraz prof. Johann Paul Kremer (doktorat z filozofii i medycyny).
Logistyka procesowa
Wszyscy oskarżeni zostali przywiezieni z różnych polskich więzień do krakowskiego więzienia przy ul. Montelupich. Stamtąd byli odwożeni na przesłuchania do budynku Sądu Okręgowego przy ul. Senackiej.
Bezpieczeństwo w trakcie procesu, zarówno na sali obrad i przed budynkiem Muzeum Narodowego (tu szczególnie obawiano się prób linczów), w którym sądzono oskarżonych, miała zapewniać Milicja Obywatelska, natomiast każdorazowe doprowadzenie oskarżonych na salę sądową powierzono funkcjonariuszom bezpieki. Ciężarówki przewożące więźniów podjeżdżały od tyłu budynku Muzeum Narodowego. Więźniowie wychodzili z ciężarówek trójkami i odprowadzani byli kolejno w otoczeniu dwóch uzbrojonych funkcjonariuszy. Oskarżeni ubrani byli w proste mundury bez dystynkcji, a kobiety w cywilne ubrania (wyróżnia się Alice Orlowski, która ubrana była w futrzany płaszcz). Niektórzy z nich, co widać na filmach dokumentalnych, nieśli w ręce plik kartek – prawdopodobnie są to akty oskarżenia i być może własne notatki.
Były to pierwsze w Polce publiczne tłumaczenia symultaniczne. Jedną z tłumaczek w procesie załogi KL Auschwitz była wybitna polska tłumaczka literatury anglojęzycznej, m.in. uznawanych za najlepsze polskich przekładów J.R.R. Tolkiena, Maria Skibniewska.
W trakcie procesów zapewniano tłumaczenie symultaniczne na cztery języki: niemiecki, rosyjski, francuski i angielski (koszty tłumaczenia i stenotypii wynosiły ok. 30% całkowitych kosztów procesu). Były to pierwsze w Polce publiczne tłumaczenia symultaniczne. Jedną z tłumaczek w procesie załogi KL Auschwitz była wybitna polska tłumaczka literatury anglojęzycznej, m.in. uznawanych za najlepsze polskich przekładów J.R.R. Tolkiena, Maria Skibniewska.
Trudno sobie dziś wyobrazić, jak można było przygotować tak ogromny proces w ówczesnych warunkach: sekretariat NTN, który koordynował przygotowania, składał się zaledwie z kilkunastu osób, komunikacja odbywała się najczęściej drogą pocztową, utrudniony był dostęp do telefonów, a nawet do niezbędnej ilości papieru (o możliwościach kopiowania nie wspominając). Pracownicy NTN, nie wyłączając sędziów, korzystali z komunikacji miejskiej, gdyż NTN nie dysponował żadnym samochodem. Na czas trwania procesów Ministerstwo Sprawiedliwości użyczało samochody, chociażby w celu przewiezienia gości zagranicznych.
Ława oskarżonych przed NTN w procesie załogi KL Auschwitz-Birkenau (Kraków, 24 listopada - 16 grudnia 1947). W środkowym rzędzie prawdopodobnie siedzą od lewej: Arthur Liebehenschel (b. komendant obozu macierzystego KL Auschwitz I), Maria Mandl vel Mandel (b. kierowniczka obozu kobiecego w KL Auschwitz II Birkenau), Hans Aumeier (jeden z zastępców komendanta obozu), Karl Ernst Möckel (b. szef administracji obozu), Max Grabner (b. szef obozowego gestapo), Franz Xaver Kraus. (fot. z zasobu AIPN)
Sekretariat NTN wydawał publiczności karty wstępu, które uprawniały do uczestnictwa tylko w jednym posiedzeniu trybunału, na sesji dopołudniowej lub popołudniowej. Taka reglamentacja wejściówek wynikała z ogromnego zainteresowania procesem oraz z konieczności zarezerwowania części miejsc dla przedstawicieli władz, stowarzyszeń, urzędów, dziennikarzy i gości honorowych (m.in. obserwatorów zagranicznych).
22 grudnia sędziowie NTN wydali werdykt: 23 wyroki śmierci, 16 wyroków pozbawienia wolności od 3 lat do dożywotniego, jeden wyrok uniewinniający (Hans Münch).
Wyroki śmierci wykonano przez powieszenie w więzieniu przy ul. Montelupich 24 stycznia 1948 r. na 21 osobach (dwie zostały ułaskawione przez Bolesława Bieruta).
