Taką rodziną byli Żywotowie z Luborzycy, którzy doświadczyli antypolskich represji od obydwóch okupantów.
W Charkowie w kwietniu 1940 r. zginął z rąk funkcjonariuszy NKWD Stanisław Nikodem Żywot, a ponad trzy lata później, 9 września 1943 r. w niemieckim KL Neuengamme umarł z wycieńczenia jego starszy brat, Mieczysław Tomasz Żywot.
Tradycje rodzinne
Rodzina Żywotów należała do bogatszych w gminie Luborzyca, która do wybuchu Wielkiej Wojny w sierpniu 1914 r. była gminą pograniczną. Na wzgórzu Baran w Luborzycy znajdowała się celnica rosyjska, a po drugiej stronie placu wśród budynków tworzących kompleks stacyjny i graniczny w Kocmyrzowie (obecnie obydwie wsie dzieli droga wojewódzka 776) usytuowane było austriackie przejście graniczne. Obydwa budynki celnic istnieją do dnia dzisiejszego, natomiast ślad nie pozostał po austriackiej stacji kolejowej.
Obydwaj otrzymali dobre wykształcenie – uczęszczali do IV Gimnazjum Realnego im. Henryka Sienkiewicza w Krakowie.
W 1863 r. przez to przejście częściowo ewakuowali się rozbici pod Miechowem w dniu 17 lutego powstańcy, którzy ocaleli po bitwie o to miasto. Ponad 51 lat później w nocy z 2 na 3 sierpnia 1914 r. granicę w tym miejscu przekroczył patrol por. Władysława Beliny-Prażmowskiego, rozpoczynając swą misję zwiadowczą przed wkroczeniem 1. Kompanii Kadrowej.
Jeśli jeszcze wspomnimy, że przez Luborzycę wiódł szlak oddziałów Naczelnika Tadeusza Kościuszki pod Racławice w kwietniu 1794 r., a w nieodległej Goszczy gen. Marian Langiewicz został mianowany w marcu 1863 r. dyktatorem powstańczym, okaże się, że teren ten posiada bogatą historię lokalną, która stanowi istotny fragment dziejów walk z okresu rozbiorów. Wiadomo, że wiele osób mieszkających na tym obszarze zaangażowało się w Insurekcję Kościuszkowską 1794 r., w Powstania Listopadowe 1830 r. i Styczniowe w 1863 r. Wśród nich był dziadek braci Żywotów, Michał Dunin-Wąsowicz, zmarły w Luborzycy w listopadzie 1925 r.
Życie na pograniczu i w wielkim Krakowie
Rodzina Żywotów, choć wywodziła się z warstwy chłopskiej, już w drugiej połowie XIX w. stopniowo zyskiwała na znaczeniu. Andrzej Żywot, który na początku XX w. pełnił funkcję sekretarza gminy w Luborzycy, 4 października 1903 r. wziął w parafii Momina pw. św. Wojciecha Biskupa i Męczennika ślub z Marią Stanisławą Wąsowicz.
Maria wywodziła się ze zubożałej rodziny o korzeniach szlacheckich, która pozostała w warstwie ziemiańskiej – Michał Dunin-Wąsowicz był rządcą w majątku Uher pod Chełmem. Młodzi zamieszkali w Luborzycy, gdzie Andrzej pracował w tamtejszym urzędzie gminy. Szybko ich rodzina się powiększyła. Mieczysław Tomasz Żywot urodził się (8 grudnia) 21 grudnia 1904 r. w Luborzycy. We wspomnienie św. Szczepana został ochrzczony, a rodzicami chrzestnymi byli dziadkowie Mieczysława Tomasza Michał Dunin-Wąsowicz i jego żona Aleksandra. W niecałe dwa lata później (15 września) 28 września 1906 r. urodził się Stanisław Nikodem Żywot, a jego rodzicami chrzestnymi zostali ks. Franciszek Marszycki i siostra babci Aleksandry, Maria Czyżewska.
Obydwaj otrzymali dobre wykształcenie – uczęszczali do IV Gimnazjum Realnego im. Henryka Sienkiewicza w Krakowie. W Luborzycy byli zaangażowani w animację miejscowej młodzieży w ramach Katolickiego Stowarzyszenia Mężów, w którym Mieczysław pełnił funkcję prezesa organizacji parafialnej, a w kolejnych latach sekretarza. Po zdaniu egzaminów dojrzałości rozpoczęli studia na Uniwersytecie Jagiellońskim: Mieczysław na Wydziale Medycznym w latach: 1923/1924–1929/1930, a Stanisław na Wydziale Filozoficznym, gdzie studiował w latach 1924–1929 jako student zwyczajny kierunek przyrodniczy, specjalizację chemia.
W odróżnieniu od starszego brata, Stanisław odbył przeszkolenie w Szkole Podchorążych Rezerwy Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim, gdzie zakończył kurs podoficerski ze stopniem podporucznika rezerwy. Służył m.in. w 23. i 21. pułku artylerii lekkiej. Jego osobiste przymioty były wysoko oceniane przez przełożonych, szczególnie solidarność i koleżeństwo oraz lojalność wobec przełożonych. W 1938 r. pomyślnie zakończył w ramach przeszkolenia podoficerów rezerwy kurs zwiadu z adnotacjami „nadaje się na dowódcę plutonu” i „cechuje go bardzo wielka żywotność”. Przed wybuchem wojny pracował w cukrowni w Chybiu, a czas wolny lubił spędzać np. na wspinaczkach górskich w Tatrach. Zawsze otaczało go grono przyjaciół i znajomych, a szczególną atencją darzyły go liczne znajome.
Natomiast Mieczysław nie został powołany do wojska, ale odbył praktyki kolejno w szpitalach: oo. Bonifratrów i Państwowym Szpitalu św. Łazarza w Krakowie na oddziałach: wewnętrznym, chirurgicznym i ginekologiczno-położniczym. Między 2 sierpnia a 1 listopada 1934 r. został delegowany przez Wojewódzki Komitet Pomocy dla Powodzian w Krakowie do pracy na terenie powiatu mieleckiego jako lekarz powodziowy.
Obydwaj bracia jeszcze przed wybuchem II wojny światowej rozpoczęli pracę zawodową. Stanisław pracował jako chemik w cukrowni, natomiast jego starszy brat rozpoczynał dobrze zapowiadającą się karierę lekarza.
Jego praca polegała na asenizacji powiatu po klęsce powodzi, przeprowadzaniu ochronnych szczepień przeciwtyfusowych, a także leczeniu chorych powodzian. Za swe poświęcenie otrzymał list z podziękowaniami od starosty powiatu mieleckiego. Ostatecznie tytuł zawodowy potwierdzony dyplomem odebrał z Uniwersytetu Jagiellońskiego 6 lutego 1936 r., stając się wykwalifikowanym lekarzem, co umożliwiło mu bez przeszkód wykonywanie praktyki lekarskiej. Jak widać na podstawie analizy rodzinnego albumu, młodość poświęcił na naukę i doskonalenie swego fachu.
Starszy brat dość szybko ułożył sobie życie prywatne – 8 listopada 1932 r. poślubił w kościele św. Anny w Krakowie Stanisławę Mariannę Wichlińską, córkę Adama i Stanisławy z d. Luty z Dąbrowy Górniczej, prowadzących w miejscu zamieszkania piekarnię. Rok później urodziła im się córka Barbara, a pięć lat później, w 1938 r., córka Anna. Natomiast Stanisław dopiero 11 czerwca 1938 r. poślubił, również w krakowskim kościele św. Anny, Krystynę Śliwę z Kłaja, córkę kolejarza. Małżeństwo nie miało dzieci.
Obydwaj bracia jeszcze przed wybuchem II wojny światowej rozpoczęli pracę zawodową. Stanisław znalazł się w Chybiu, gdzie pracował jako chemik w cukrowni, natomiast jego starszy brat rozpoczynał dobrze zapowiadającą się karierę lekarza. W dniu 1 grudnia 1936 r. Mieczysław przyjął na siebie obowiązki lekarza okręgowego w okręgu sanitarnym z siedzibą w Czorsztynie jako pracownik kontraktowy. Od 1 listopada 1937 r. zawarł umowę o pracę na czas nieokreślony w Ubezpieczalni Społecznej w Zakopanem w charakterze lekarza domowego z siedzibą w Czorsztynie. Należał odtąd także do Związku Lekarzy Kas Chorych, koło w Zakopanem.
W sowieckiej otchłani…
Tuż przed wybuchem wojny Mieczysław został skierowany do pracy w szpitalu wojskowym w Kielcach, gdzie wziął udział w walkach w obronie miasta, pełniąc wyczerpującą służbę medyczną. Po zajęciu miasta przez Wehrmacht wspierał rannych polskich żołnierzy w staraniach o wydostanie się z niewoli – dopomógł w ucieczce kilku spośród swoich pacjentów.
W tym czasie ppor. Stanisław Nikodem Żywot przeszedł cały szlak bojowy Armii „Kraków” dowodzonej przez gen. Antoniego Szyllinga. Nie wiadomo, w jakich okolicznościach dostał się we wrześniu 1939 r. do sowieckiej niewoli, choć należy przypuszczać, że przeszedł cały szlak bojowy 21. Dywizji Piechoty, w skład której wchodził jego 3. dywizjon 21 pal, a więc na pewno dotarł w rejon rozproszenia jednostki pod Tomaszowem Lubelskim. Tam został pojmany przez wojska sowieckie i przekazany do dyspozycji NKWD.
Znalazł się w obozie dla polskich oficerów. Utrzymywał stały kontakt z rodziną: pisał listy i kartki pocztowe w języku rosyjskim oraz polskim. Wszystkie zachowały się w archiwum rodzinnym (ostatnia korespondencja jest z 28 kwietnia 1940 r.). Są to krótkie komunikaty, z których przebija tęsknota, niepewność i oczekiwanie na najkrótsze nawet informacje.
„Kochani Rodzice! Jestem zdrów, czuję się dobrze. Napiszcie mi zaraz, co z Wami słychać, czy żyjecie zdrowi, zwłaszcza czy zdrowie Mamusi się zupełnie poprawiło. Mocno Was wszystkich ściskam i całuję Stach”
– pisał na jednej z kartek.
W liście pisanym prawdopodobnie w lutym 1940 r. zwracał się do rodziców z propozycją upomnienia się w cukrowni w Chybiu o wypłacenie należnych mu pieniędzy z tytułu umowy o pracę, by wspomóc utrzymanie rodziny. Nieustannie dopytywał się o zdrowie mamy i sytuację brata oraz jego rodziny. Pozostawał w niepewności o los rodziny, jednocześnie nie udzielał żadnych informacji na temat swojego położenia, a tym bardziej sytuacji internowanych. Korespondencja ostatecznie urwała się pod koniec kwietnia 1940 r. Nie wiadomo, czy utrzymywał kontakt z żoną, nie zachowały się żadne listy. Po wojnie rodzina Żywotów nie zdołała podtrzymać relacji z Krystyną, która po latach ułożyła sobie życie w Zakopanem.
Podporucznik Stanisław Nikodem Żywot został rozstrzelany najprawdopodobniej pod koniec kwietnia w siedzibie NKWD w Charkowie i jego miejsce ostatniego spoczynku znajduje się w masowym grobie polskich oficerów i policjantów w Piatichatkach k. Charkowa.
W niemieckiej otchłani…
Na początku sierpnia 1940 r. Mieczysław został aresztowany przez gestapo w Kielcach na podstawie anonimowego donosu. Jego zatrzymanie stanowi kontynuację antyinteligenckiej polityki niemieckiej wobec polskich obywateli mieszkających na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Praktycznie każdy powód mógł stanowić pretekst do represji. Szczególnie piętnowano wszelkie działania polityczne i konspiracyjne. Można się domyślać, że w takie zaangażował się Mieczysław, dlatego trafił do aresztu niemieckiej policji, a następnie został więźniem niemieckich obozów koncentracyjnych.
Od 3 sierpnia przebywał w areszcie gestapo w Kielcach, by zostać 22 sierpnia osadzonym w KL Buchenwald jako więzień polityczny nr 5417, za pośrednictwem gestapo w Poznaniu. W lutym 1942 r. znalazł się w szpitalu obozowym, tzw. rewirze, zapewne wykorzystując swoją wiedzę i doświadczenie. Przez dłuższy czas rodzina nie miała z nim kontaktu. Żona Stanisława straciła mieszkanie w Kielcach i wraz z dziećmi przeniosła się do teściów w Luborzycy. Podyktowane to było nie tylko utratą mieszkania, ale także brakiem możliwości otrzymania pracy i utrzymania córek. Dużo łatwiej można było przeżyć, mieszkając na prowincji w Generalnym Gubernatorstwie, niż w mieście takim jak Kielce, posiadając duże mieszkanie po mężu lekarzu, który został aresztowany. Powrót do Dąbrowy Górniczej był zaś niemożliwy z powodu przyłączenia tej miejscowości, jak i wielu innych zachodnich powiatów dawnych województw kieleckiego i krakowskiego do III Rzeszy i obowiązujących ograniczeń dla ludności polskiej.
Jedynym bezpiecznym miejscem, do tego dobrze skomunikowanym z nieodległym Krakowem była Luborzyca i gospodarstwo jej teściów. Istotne było również to, że córki Mieczysława musiały uczęszczać do szkoły, a z domu dziadków Żywotów do szkoły powszechnej w Luborzycy było stosunkowo blisko. Tam spędziły bezpiecznie całą okupację, pozostając pod opieką mamy i dziadków. Dom Żywotów był ich azylem i gniazdem rodzinnym do śmierci Andrzeja Żywota.
To na ten adres Mieczysław przysyłał listy z obozu do ukochanej żony Stanisławy. Ze słów zapisanych na małych kartkach obozowych, w wymaganym urzędowo języku niemieckim, przebija ogromna tęsknota:
„Stachuniu, moje kochanie, Takiego czułego, pełnego uczucia listu jeszcze od Ciebie nie dostałem. Moje drogie Haneczka i Basia kochają tak swojego tatę, że łzy stają w oczach. Takiej tęsknoty, takich uczuć i takich słów nie można zapomnieć. Zatrzymam na zawsze Twój list i jeśli mi będzie ciężko na sercu, będę go czytał, aby poprzez ten list być z Wami i poprzez Waszą miłość odzyskać siłę i wytrwałość. Dziękuję Ci bardzo i całuję Twoje ręce i buzie moich dzieci. Wspomnienie domu stało się mi tysiąc razy droższe, bo wiem, że daleko w mojej ojczyźnie czeka cierpliwie moja droga żona, dzieci i starzy rodzice.
Z okazji Twoich urodzin przesyłam Ci Stachuniu moje najlepsze Życzenia, które chciałbym Ci osobiście powiedzieć, cicho szeptać o naszej miłości, która pomimo 3-letniej rozłąki ciągle jest wielka, a Ty dla mnie najdroższa. Bądź dzielna i pisz do mnie tak pięknie, jak w liście z 2 maja”.
Stanisława pisała z Luborzycy do komendantury obozu, próbując odzyskać depozyt Mieczysława po aresztowaniu (w tym obrączkę ślubną) oraz przesłać mężowi paczki z ciepłą odzieżą. Po ponad dwóch latach został przeniesiony z Buchenwaldu do KL Hamburg – Neuengamme, gdzie znalazł się 17 października 1942 r.
Został przydzielony do Reichswerke Hermann Göring w KZ Salzgitter-Drütte pod Brunszwikiem. Obóz Drutte jako „obóz zewnętrzny” podlegał pod KL Neuengamme. W ewidencji obozowej został zarejestrowany pod nr. 11049. Z treści listów można wnioskować, że był to jakby czas wytchnienia po koszmarze Buchenwaldu. Ten okres nie trwał jednak długo i Mieczysław został przeniesiony do obozu głównego w Neuengamme pod Hamburgiem. Tam też, skrajnie wyczerpany fizycznie, zmarł 9 września 1943 r., o czym rodzina dowiedziała się prawie natychmiast.
Beznadziejne poszukiwanie
Już jesienią 1940 r. Andrzej Żywot zaniepokojony ciszą ze strony syna Stanisława osadzonego w Starobielsku, podjął próbę odnalezienia go za pośrednictwem Międzynarodowego Czerwonego Krzyża i znajomych, którzy posiadali kontakty lub informacje na temat sytuacji polskich oficerów w ZSRS. Z jednej z nich wynikało, że „do trzech miesięcy najdalej p. Stanisław wyjedzie do Kanady”.
Grób rodzinny Żywotów, na którym wyryto również symboliczne epitafia poświęcone dwóm braciom, znajduje się na cmentarzu parafialnym w Luborzycy.
Póki istniała łączność pocztowa z ZSRS, zaniepokojeni rodzice wysyłali na adres obozu w Starobielsku i inne znane im adresy obozów lub łagrów listy do syna, jednak zazwyczaj wracały one z adnotacją o braku adresata lub nie otrzymywali żadnej odpowiedzi. Próby skontaktowania się zostały przerwane wraz z niemieckim atakiem na ZSRS. Nie wiadomo, jakie towarzyszyły im uczucia i myśli, gdy Niemcy ogłosili po 13 kwietnia 1943 r. informację o odnalezieniu grobów polskich oficerów w Katyniu. Tam jednak ppor. rez. Stanisława Nikodema Żywota nie odnaleziono.
Po zakończeniu wojny znowu próbowali dowiedzieć się cokolwiek o losie syna, jednak po dwóch latach odpowiedź ze strony PCK niczego nie ujawniła –
„poszukiwania p. Żywot Stanisława nie dały dotychczas pozytywnego wyniku”.
Po śmierci żony w 1950 r. Andrzej Żywot tuż przed Bożym Narodzeniem 1956 r. ponownie skierował zapytanie do PCK. Już w maju następnego roku nadeszła odpowiedź, która kończyła de facto poszukiwania za wschodnią granicą Polski:
„według informacji Radzieckiego Czerwonego Krzyża wyżej wymieniony nie został odnaleziony na terenie ZSRR”.
Do swej śmierci w 1960 r. Andrzej Żywot nie odszukał syna. Pozostało tajemnicą Starobielska, co stało się z internowanymi tam oficerami Wojska Polskiego, a prawda o zbrodni sowieckiej na polskich oficerach z obozu położonego na terenie Ukraińskiej SRS została ujawniona dopiero 5 maja 1994 r., gdy szef SB w Kijowie przekazał stronie polskiej imienną listę ofiar NKWD z wiosny 1940 r. Na niej znajdowało się również nazwisko ppor. rez. Stanisława Nikodema Żywota.
Grób rodzinny Żywotów, na którym wyryto również symboliczne epitafia poświęcone dwóm braciom, znajduje się na cmentarzu parafialnym w Luborzycy. Spoczywają tam Maria i Andrzej Żywotowie, ale także Stanisława, żona Mieczysława, z córką Anną. Pomnik ku czci Stanisława Nikodema Żywota znajduje się przy Szkole Podstawowej im. 600-lecia Uniwersytetu Jagiellońskiego w Luborzycy. Został on odsłonięty z inicjatywy krakowskiego IPN z udziałem wnuczek jego brata Mieczysława oraz lokalnych władz. Przypomina lokalnej społeczności o wyjątkowej historii rodziny Żywotów, związanej od połowy XIX w. z tragiczną historią Polski.
