Odpowiedzią na niezadowolenie młodego pokolenia stały się rodzące się subkultury. Jedną z nich byli fani ciężkiej muzyki – metalowcy.
Usiłowano umieścić wszystkich przedstawicieli tej kontrkultury do worka z napisem „satanizm”, kojarząc odnoszące się do piekła, diabła, smoków i innych potworów teksty z rzekomym wyznawaniem satanizmu.
Metalowcy jako subkultura zaczęli wyodrębniać się głównie w Wielkiej Brytanii i krajach Europy Zachodniej (RFN) na przełomie lat 70. i 80. Po debiucie w 1970 r. grupy Black Sabbath, dość szybko doczekała się ona naśladowców, tworząc odrębny gatunek w ramach szeroko pojętej muzyki rockowej.
W przeciwieństwie do innych grup kontrkulturowych, metalowcy rzadko związani byli ze sprawami politycznymi. Najczęściej najmocniej spajającym grupę czynnikiem była muzyka (w miarę zmieniających się trendów od heavy metalu aż po ekstremalne odmiany takie jak death czy – w latach 90. – black metal) oraz ubiór i wyznawane wewnętrznie wartości. Ponadto izolowali się zewnętrznie od pozostałych grup, tworząc dedykowane sobie bary, kluby i miejsca spotkań. W PRL modne były powstające wokół danych wykonawców fankluby. Stały się one bazą dla rodzących się subkultur.
Piekielne wrażenie
„Ten gitarowy huk, jak ryk wściekłego lwa to Heavy Metal Rock!”
– TSA, Heavy Metal Świat
W Polsce metalowcy zaczęli pojawiać się na początku lat 80. Chociaż często jako jedną z pierwszych grup grających muzykę metalową wskazuje się zespół Mech, tak naprawdę prekursorami muzyki uznawanej za heavy metal były grupy TSA, Turbo oraz przede wszystkim zespół Kat, określany też jako jeden z pierwszych zespołów grających thrash i black metal.
W tym okresie próbowano powiązać rodzące się lokalnie grupy metalowców w jeden, wspólny organizm, rzekomą strukturę. Ponadto usiłowano umieścić wszystkich przedstawicieli tej kontrkultury do worka z napisem „satanizm”, kojarząc odnoszące się do piekła, diabła, smoków i innych potworów teksty z rzekomym wyznawaniem przez przedstawicieli metalowców satanizmu.
Próby te były podejmowane przede wszystkim przez aparat bezpieczeństwa państwa, dla którego funkcjonowanie grupy skupionej nie wobec pewnej idei politycznej czy religijnej, a muzyki i pewnego stylu życia i ubioru, wydawało się czymś absolutnie niemożliwym do zrozumienia, stąd łączenie subkultury metalowej z satanizmem:
„Najważniejszym z nich [metalowych zespołów w Polsce – dop. M.Sz.] jest zespół KAT z Katowic, laureat Festiwalu Muzyków Rockowych w Jarocinie w roku 1984. Właśnie ten zespół, wzorem zachodnich, zaczął propagować sceny satanistyczne w trakcie występów. Teksty piosenek, czarne stroje muzyków, ekrany z symbolami satanistycznymi, trupie czaszki, petardy, świecie dymne itp. oraz niezwykle groźna muzyka – sprawiają rzeczywiście piekielne wrażenie”
– pisał jeden z funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa w swojej pracy dyplomowej.
Choć Roman Kostrzewski, lider i wokalista zespołu, często wiązany był z tematyką satanistyczną, i sam też się od niej nie odżegnywał, wynikało to jednak z wewnętrznego buntu – zarówno wobec zastałej sytuacji społeczno-politycznej (Kostrzewski był jednym z przywódców strajku w grudniu 1981 r. w KWK „Rozbark” w Bytomiu i został za to aresztowany 18 grudnia, po uniewinnieniu organizował pomoc dla internowanych kolegów, posiadał też status osoby represjonowanej nadany mu przez Urząd ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych), jak i wobec Kościoła, który uważał za równie groźny co władze partyjno-państwowe.
Muszą się z czymś utożsamiać
Wybuch subkultury metalowców, podobnie jak i innych grup młodzieżowych, nastąpił na Festiwalu w Jarocinie. To, co charakteryzowało tę społeczność i odróżniało ją od innych, to wielokrotnie już podkreślane przywiązanie do muzyki. Manifestowało się to na wiele różnych sposobów. Metalowców odróżniały koszulki z logami zespołów bądź też okładkami płyt, jeansowe lub skórzane ciuchy, do których przyszywano różnego rodzaju naszywki i przypinki z zespołami, których dany przedstawiciel subkultury słuchał. Na plecach umieszczano tzw. ekran – dużą naszywkę na całe plecy, na której widniały najczęściej okładki płyt ulubionego zespołu.
Tolerowano wszelkie grupy subkulturowe, traktując je jako „wentyl bezpieczeństwa” – zdawano sobie sprawę, że ukierunkowanie swojej złości wobec innych grup (potyczki skinheadów i punków) spowoduje brak kanalizowania tej agresji wobec władz.
W gospodarce wiecznego niedoboru naszywki często robiono metodami chałupniczymi – bądź to malowano wzory bezpośrednio na ubraniach, lub też na osobnych kawałkach tkanin, tworząc unikatowe przedmioty, byleby tylko mogły danego przedstawiciela subkultury połączyć i zidentyfikować. Pod koniec lat 80. i na przełomie dekady noszenie naszywki danego zespołu wiązało się także z pewnym ryzykiem – jeżeli nie znało się członków danej grupy muzycznej, płyt bądź też utworów z płyty, można było narazić się na pobicie przez innych metalowców lub kradzież pożądanego tak bardzo przedmiotu, jakim były różnego rodzaju emblematy związane z danym zespołem. Te zachowania przestępcze utrzymały się przez całą dekadę lat 90.
Jak cytuje jeden z funkcjonariuszy SB piszący pracę o „satanistach” słowa Romana Kostrzewskiego:
„Ten wrzask, skakanie, pokazywanie się w metalowych strojach. Ci którzy przychodzą na koncerty są młodzi – muszą się z czymś utożsamiać”.
Obok ubioru i kolekcjonowania nośników z muzyką, rozwijała się także wśród metalowców prasa tzw. trzeciego obiegu – prasa zinowa. Chociaż jej rozkwit datujemy na lata 90. to pierwsze tego typu wydawnictwa ukazywały się już w latach 80. Ze względu na brak dostępu do magazynów zachodnioeuropejskich i znikome zainteresowanie tego typu tematyką w obecnej w kraju prasie młodzieżowej i muzycznej, fani metalu tworzyli własne czasopisma, które trafiały do zainteresowanych najczęściej drogą pocztową lub na koncertach. Niektóre z nich (jak np. Thrash’Em All) stały się w latach 90. legalnie wydawanymi magazynami. Inne pozostały w podziemiu i były kolportowane drogą wymiany bądź symbolicznej zapłaty.
Początkowo władze tolerowały wszelkie grupy subkulturowe, traktując je jako „wentyl bezpieczeństwa” – zdawano sobie sprawę, że ukierunkowanie swojej złości wobec innych grup (potyczki skinheadów i punków) spowoduje brak kanalizowania tej agresji wobec władz i obwinianie ich o sytuację, w której młodzież wówczas się znalazła. Metalowcy byli niejako grupą pośrodku – nie identyfikowali się powszechnie z żadnymi poglądami politycznymi, jak to było w przypadku skinheadów (najczęściej poglądy skrajnie prawicowe) czy punków (anarchizm i skrajna lewica). Stąd próbowano ich wtłoczyć w ramy satanizmu.
Odnoszenie się do Szatana w muzyce metalowej miało za zadanie wywołać szok, zwłaszcza wśród starszych członków społeczeństwa. Było przejawem buntu wobec zastanej rzeczywistości. Rzadko miało to autentyczne konotacje związane z wyznawaniem tej czy innej formy satanizmu.
Od samych początków jednak miejscem centralnym były dla metalowców koncerty. Lata osiemdziesiąte to czas pierwszych wizyt takich zespołów jak m.in. Iron Maiden, który zagrał w 1984 r. w aż pięciu miastach Polski (Poznań, Warszawa, Zabrze, Łódź i Wrocław) czy Metallica, która zagrała w Katowicach dwa koncerty w 1987 r. Były to punkty zwrotne dla całej subkultury w kraju.
Równolegle rozwija się bogato polska scena koncertowa. W 1986 r. zostaje zorganizowany pierwszy Festiwal Muzyki Heavy Metal „Metalmania” który staje się świadomościowotwórczy. Żadna z pozostałych grupy kontrkulturowych nie posiadała dotychczas swojego odrębnego festiwalu, grupując się najczęściej na Festiwalu Muzyków Rockowych w Jarocinie. Chociaż „Jarocin” kojarzył się najczęściej z punkami, był miejscem gdzie reprezentowane były wszystkie popularne wówczas gatunki szeroko rozumianej muzyki rockowej (w tym metalowej). Od 1986 r. następuje dynamiczny rozwój sceny muzycznej – popularność zdobywają takie zespoły jak Vader, Destroyer, Imperator, Dragon, Stos czy Wilczy Pająk, którzy prezentują zdecydowanie bardziej agresywną odmianę muzyki metalowej w porównaniu z TSA czy nawet Katem i Turbo.
SB w strachu przed satanizmem
Równocześnie, Służba Bezpieczeństwa zaczynała co raz bardziej interesować się środowiskiem metalowców, głównie przez łączenie ich ze środowiskami satanistycznymi. Warto nadmienić, że często odnoszenie się do Szatana czy potworów w muzyce metalowej miało za zadanie wywołać szok, zwłaszcza wśród starszych członków społeczeństwa, oraz było przejawem buntu wobec zastanej rzeczywistości. Rzadko miało to autentyczne konotacje związane z wyznawaniem tej czy innej formy satanizmu, jak to próbowali udowodnić funkcjonariusze, najczęściej z pionu IV, czyli zajmującego się szeroko rozumianą kontrolą Kościołów i związków wyznaniowych.
Na uwagę zasługuje zwłaszcza sprawa „Reaktor”, wedle której wynika, że zagadnieniami „satanizmu”, a tak naprawdę subkultury metalowców, zainteresowani byli najwyżej postawieni funkcjonariusze MSW – z generałem Kiszczakiem włącznie.
W całej Polsce rozpoczęto różnego rodzaju działania operacyjne, mające na celu zinfiltrowanie grup podejrzanych o bezczeszczenie zwłok, niszczenie mienia, grabież na cmentarzach. Służba Bezpieczeństwa prowadziła różnego rodzaju sprawy m.in. o kryptonimach „Piwnica”, „Pasek”, „Reaktor”. W niektórych sprawach rozpracowania młodzieżowych grup przestępczych, problem metalowców pojawia się na marginesie (Teczka zagadnieniowa „Narkomania” prowadzona przez SB w Olsztynie). Na uwagę zasługuje zwłaszcza sprawa „Reaktor”, wedle której wynika, że zagadnieniami „satanizmu”, a tak naprawdę subkultury metalowców, zainteresowani byli najwyżej postawieni funkcjonariusze MSW – z generałem Kiszczakiem włącznie.
Tworzono wielopiętrowe analizy, rozkładano na czynniki pierwsze strukturę „wyznania” która nie miała żadnego potwierdzenia w realnym życiu. Z subkultury młodzieżowej próbowano zrobić związek religijny o niebezpiecznym – bo zachodnim oraz „demonicznym” zabarwieniu. Zainteresowanie służb tą subkulturą przetrwało do lat 90. kiedy to Urząd Ochrony Państwa infiltrował różnych muzyków reprezentujących nurt black metalu i tzw. NSBM (National Socialist Black Metal, black metal narodowosocjalistyczny) w związku z podejrzeniami o działalność nacjonalistyczną i przestępczą.
Odnosi się wrażenie, że subkultura metalowców to jedna z ostatnich takich przejawów kontrkultury, która przetrwała do dnia dzisiejszego. Mimo, że muzyka ta nie jest promowana w mediach głównego nurtu, zainteresowanie nią nie spada – co widać m.in. po koncertach, sprzedanych płytach czy festiwalach organizowanych także w Polsce, na których spotkać można obok fanów pamiętających lata 80., także pokolenie ich dzieci a nawet wnuków.
