Kazimierz Szymanowicz, urodzony jako Klejman Kopel 7 listopada 1909 r. w Kielcach, pochodził z mieszczańskiej rodziny żydowskiej. Był synem Joela Szymona (Juliana) i Racheli (Róży, Rozalii) z domu Gołembiowskiej. Jego ojciec, wykwalifikowany robotnik drzewny, był współwłaścicielem tartaku, co sytuowało rodzinę w warstwie drobnomieszczańskiej.
Ukończył pięć klas gimnazjum; nie zdołał ukończyć szóstej, a jego wykształcenie określano jako niepełne średnie. W młodości pracował dorywczo jako biuralista, pracownik administracyjno-gospodarczy i w rodzinnym tartaku. Znał język polski, rosyjski, żydowski (hebrajski) oraz w słabym stopniu niemiecki.
Działalność polityczna
W latach 20. rozpoczął działalność polityczną. W 1926 r. wstąpił do Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej, do którego należał do 1928 r. Jednocześnie działał w międzynarodowej żydowskiej organizacji młodzieżowej Ha-Szomer Ha-Cair (1926–1927), a w 1933 r. w lewicowym Komitecie Dielnicowym „Jerozolima”.
Ukończył pięć klas gimnazjum; nie zdołał ukończyć szóstej, a jego wykształcenie określano jako niepełne średnie. W młodości pracował dorywczo jako biuralista, pracownik administracyjno-gospodarczy i w rodzinnym tartaku.
Od 1929 r. był członkiem Komunistycznej Partii Polski, do której należał do jej rozwiązania w 1938 r. W okresie tym posługiwał się pseudonimami „Kubek”, „Stasiek”, „Marjan” i „Kazik”. W 1933 i 1934 r. trzykrotnie trafił do więzień w Warszawie i Kielcach. Za działalność w KZMP otrzymał wyrok dwóch lat więzienia w zawieszeniu na pięć.
W okresie II wojny światowej jego siostry Sara i Chana oraz bracia Abram i Izaak – zostali zamordowani w Treblince. Brat Chaskiel wyemigrował wcześniej do Palestyny, gdzie podjął pracę w żydowskiej policji. Sam Szymanowicz zdołał uciec na tereny zajęte przez Związek Sowiecki. W Krasnodarze (1940–1942 r.) został zmobilizowany do batalionu pracy, a następnie skierowany do Mołotowa (obecnie Permu), gdzie pracował jako robotnik fizyczny, dozorca oraz kierownik gospodarczy. Był także zatrudniany jako pracownik umysłowy.
Sadysta
Po przekroczeniu Bugu przez Armię Czerwoną Szymanowicz zgłosił się do pracy w resorcie bezpieczeństwa. Rozkazem z 28 października 1944 r. został mianowany inspektorem w Departamencie Więzień i Obozów MBP, co rozpoczęło jego wieloletnią służbę w aparacie represji. Od lipca 1945 r. był członkiem PPR (nr legitymacji 1207), pełniąc później funkcję członka egzekutywy powiatowej partii w Rawiczu oraz zastępcy członka Komitetu Wojewódzkiego w Poznaniu. W tym okresie ożenił się z Jadwigą Zakrzewską, urodzoną w Tule, która w czasie wojny była więziona w Ravensbrück za udział w tajnym nauczaniu. Po powrocie do kraju pracowała w Departamencie Więziennictwa. Mieli dwóch synów: Włodzimierza Józefa (ur. 3 września 1946) i Mariana Kazimierza (ur. 10 sierpnia 1947).
Według relacji świadków, często pijany przemierzał korytarze, zaczepiając napotkanych osadzonych, wdzierając się do cel i wszczynając bezpodstawne kontrole.
Od 1 marca 1945 r. Szymanowicz pełnił funkcję naczelnika więzienia karno-śledczego MBP Warszawa III na warszawskiej Pradze. W okresie, gdy Kazimierz Szymonowicz kierował więzieniem, jednostka ta stała się miejscem wyjątkowego okrucieństwa i bezkarnej przemocy. Naczelnik wprowadził rygor wykraczający poza dotychczasowe normy, szczególnie wobec więźniów politycznych, których traktował bardzo brutalnie.
Według relacji świadków, często pijany przemierzał korytarze, zaczepiając napotkanych osadzonych, wdzierając się do cel i wszczynając bezpodstawne kontrole. Inny więzień wspominał:
„Szymonowicz miał zwyczaj często upijać się i szukać ofiar do znęcania się. Bił po twarzy, kopał, popychał, kazał ćwiczyć żabkę, przysiady itp. Wymyślał ohydnymi słowami”.
Zawsze towarzyszyła mu uzbrojona obstawa, a wskazanym oddziałowym zlecał bicie określonych osób, zmuszanie więźniów do ćwiczenia „żabki”. System kar, jaki wprowadził, obejmował nie tylko tradycyjny karcer suchy, lecz także tzw. karcer mokry – ciemną, pozbawioną wyposażenia celę, do której regularnie wlewano wodę. Osadzonych trzymano tam nago, często przez kilkadziesiąt godzin, nierzadko na podstawie samowolnej decyzji strażników, którym Szymonowicz zezwolił na wymierzanie tej kary bez jego wiedzy. Powszednią formą szykan były także wielogodzinne rewizje oraz dwugodzinne apele, podczas których więźniowie musieli stać nago i boso na zimnym betonie.
Jako naczelnik więzienia w Rawiczu Szymanowicz dopuścił się licznych nadużyć i przestępstw, w tym przemocy seksualnej.
Szymonowicz pełnił również funkcję kata. Egzekucje odbywały się na dziedzińcu, w piwnicy lub na schodach prowadzących do podziemi. Rozstrzeliwał skazańców, przykładając pistolet do tyłu głowy, inni byli wieszani na drzewie rosnącym na więziennym dziedzińcu. Świadkowie wspominali m.in. o zabiciu ppłk. Lucjana Szymańskiego „Janczara”, którego powieszono po raz drugi, gdy pierwsza próba nie zakończyła jego życia. Inne zeznania opisują egzekucję z końca listopada 1945 r., kiedy zmuszano więźniów do zakładania niemieckich mundurów, wiązano ich drutem, a następnie wyprowadzano co kilka minut na rozstrzelanie. Jego zachowanie i brutalność wobec osadzonych sprawiły, że zyskał wśród więźniów miano „Krwawego Kazia”.
W lipcu 1945 r. otrzymał zadanie przygotowania transportu więźniów do Rawicza, którego jednak nie dopilnował. W efekcie w akcji pod Bąkowcem 27 lipca 1945 r. grupa partyzancka uwolniła część przewożonych więźniów. W październiku 1945 r. patrol egzekucyjny WiN (określany w dokumentach MBP jako „element reakcyjny”) w Warszawie podjął próbę jego likwidacji, raniąc go i zabijając dwóch ochroniarzy. Z tego też powodu w listopadzie zapadła decyzja o przeniesieniu go na spokojniejszy teren, mianując go naczelnikiem więzienia w Rawiczu.
Więzienie w Rawiczu. Fot. ze strony projektu edukacyjnego IPN „Śladami Zbrodni” (https://slady.ipn.gov.pl)
„Politycznie pewny” gwałciciel
Kilka miesięcy później MBP wszczęto przeciwko niemu postępowanie – dotyczące kradzieży depozytów – ostatecznie uniknął odpowiedzialności karnej, otrzymując jedynie karę dyscyplinarną. Jako naczelnik więzienia w Rawiczu Szymanowicz dopuścił się licznych nadużyć i przestępstw, w tym przemocy seksualnej. W dokumentach znajdują się opisy gwałtów popełnianych na internowanych Niemkach: Lotte Krause (dwukrotnie w lutym 1946 r.), Annie Marii Fischer oraz Klen Ernie (9 marca i 4 kwietnia 1947 r.). Krause, która zaszła z nim w ciążę, na jego polecenie została skierowana do lekarza więziennego, który podał jej środki poronne.
W charakterystyce z 1946 r. pisano o Syzmanowiczu, że jest człowiekiem „politycznie pewnym, energicznym, ale nerwowym, o usposobieniu wybuchowym”.
W sierpniu 1946 r. Szymanowicz wraz z dwoma podwładnymi, będąc w stanie nietrzeźwym, próbował gwałtu na trzech Niemkach pracujących w majątku Kawcze; w czasie szamotaniny podarł jednej z nich sukienkę i zgubił broń służbową. Ponadto w 1946 r. kazał zbudować tzw. mokry karcer, w którym więźniowie byli przetrzymywani w zimnej wodzie. Za wszystkie te czyny otrzymał jedynie trzy tygodnie aresztu dyscyplinarnego. Dzięki pozytywnej opinii naczelnika WUBP w Szczecinie oraz „zasługom na polu więziennictwa” postępowanie karne umorzono na podstawie art. 7 kkwp.
W charakterystyce z 1946 r. pisano o Syzmanowiczu, że jest człowiekiem „politycznie pewnym, energicznym, ale nerwowym, o usposobieniu wybuchowym”, niekiedy pobłażliwym wobec członków PPR. Krytykowano brak dokładności i skłonność do wydawania sprzecznych rozkazów. Jednocześnie uznawano, że przejawia inicjatywę i potrafi organizować pracę.
W 1947 r. oceniano go: jako osobę pracowitą, zdyscyplinowaną, o dobrej orientacji politycznej i zdolnościach kierowniczych. Podkreślano sprawne prowadzenie agentury, zachowywanie tajemnicy służbowej i umiejętne dobieranie kadr. Zwracano jednak uwagę, że
„podlega wpływom żony, która wtrąca się do spraw służbowych więziennictwa”.
22 października 1947 r. został przeniesiony na stanowisko naczelnika więzienia w Goleniowie. Tu nadal pojawiały się zastrzeżenia do jego pracy: 28 stycznia 1948 r. ukarano go za dopuszczenie do ucieczki więźniarki Lili Domagalskiej, a 7 grudnia tego samego roku – za brak nadzoru nad podwładnymi. W sierpniu 1949 r. został usunięty z zajmowanego stanowiska.
Od września 1949 r. pełnił funkcję inspektora w Sekcji Budownictwa Wydziału Pracy, następnie od kwietnia 1951 r. był Inspektorem Branżowym w Sekcji Kontroli Technicznej. W 1951 r. przeniesiono go do Wydziału Administracyjno-Inspekcyjnego. 15 czerwca 1953 r. został zwolniony ze służby na własną prośbę.
Dalsze życie
Po odejściu z MBP pracował jako naczelnik wydziału ochrony Narodowego Banku Polskiego. W raporcie do ministra Radkiewicza pisał:
„Pracę operacyjną w banku, z przyzwyczajenia prowadziłem częściowo na sposób pracy operacyjnej w więziennictwie mogło być przyczyną popełnienia pewnych błędów”.
W dokumencie tym zwracał się z prośbą o przywrócenie go do pracy w MBP:
„składając raport o zwolnienie nie rozumiałem co znaczy przywiązanie do aparatu B.P. do jej kierownictwa i współtowarzyszy. Teraz w wiem że zostać poza szeregami to jakoby stracił część jestestwa. Proszę towarzysza Ministra o przyjęcie mnie z powrotem do szeregów M.B.P.”.
Do tej sprawy odniesiono się w odrębnej notatce służbowej:
„Po zwolnieniu się z S.W. ob. Szymanowicz pracował po linii Departamentu IV na stanowisku Naczelnika Wydziału Ochrony Narodowego Banku Polskiego. Pracując na tym stanowisku do wykonywania swoich obowiązków służbowych podchodził w sposób karygodny, a mianowicie: wzywał do siebie Dyrektorów Departamentów, którym kazał by meldowali mu o przejawach wrogiej działalności w podległych im departamentach, wywoływał do siebie pracowników Banku i przeprowadzał z nimi rozmowy leżąc na kanapie, która w jego gabinecie w tym celu została postawiona, werbował członków partii odbierając od nich zobowiązania, swoją pracę przeciwstawiał pracy organizacyjnej partyjnej. Za czyny te ob. Szymanowicz został zwolniony z zajmowanego stanowiska jako nienadający się do dalszej pracy”.
W dokumentach z lat 60. występuje jako pracownik umysłowy i kierownik referatu wojskowego w Instytucie Badań Jądrowych PAN. Mieszkał wówczas w Warszawie przy ul. Rakowieckiej 29 m. 31 (w latach 1949–1952 była to ul. Kazimierzowska 81 m. 13). Prawdopodobnie został pochowany na Cmentarzu Bródnowskim w kwaterze 18F/5/3, w jednym grobie z synem, Włodzimierzem Szymanowiczem.
