Mieli łzy w oczach, podzielili się z nim opłatkiem i przyjęli obrazki. Ksiądz Jerzy potraktował żołnierzy nie jako wrogów, lecz jak braci w potrzebie. Jego odpowiedź na stan wojenny była prawdziwie chrześcijańska: był z prześladowanymi, pomagał potrzebującym, modlił się „za Ojczyznę i tych, którzy dla niej cierpią”.
W 1984 r. w rozmowie z korespondentami zachodnich mediów ks. Jerzy zdradził, że 13 grudnia 1981 r. dwukrotnie poszukiwano go w parafii św. Stanisława Kostki, a jego nazwisko znalazło się na liście osób „do internowania”. Nie było go wtedy w mieszkaniu – jak relacjonował ówczesny wikariusz, ks. Marcin Wójtowicz – „Popiełuszko obawiał się nieproszonych gości i nad ranem udał się do przyjaciół z »Solidarności«, aby ich ostrzec”.
Fakt, że ks. Jerzy był już wtedy poszukiwany przez bezpiekę, zaledwie kilka godzin po wprowadzeniu dniu stanu wojennego, świadczy o tym, że władze gromadziły informacje o jego zaangażowaniu wśród robotników, a także w czasie strajków studenckich w lutym i w listopadzie 1981 r.
W ostatnich tygodniach przed wprowadzeniem stanu wojennego ks. Popiełuszko coraz aktywniej uczestniczył w działaniach NSZZ „Solidarność” i opozycji antykomunistycznej. Strajkujących studentów Wyższej Oficerskiej Szkoły Pożarniczej w Warszawie, którzy protestowali przeciwko polityce władz, namawiał do wytrwania w oporze. Gdy odprawiał dla nich Mszę św. w otoczonej przez ZOMO szkole, mówił:
„Być patriotą w takim środowisku, w jakim wy tu jesteście, to znaczy podporządkować swoje »ja« sprawie, którą, sobie tutaj za cel obraliście. Kto chce zdobyć szczyt, niechaj przed samym końcem nie ogląda się wstecz, bo może wpaść w przepaść”.
Tydzień przed stanem wojennym, 6 grudnia, na Politechnice Warszawskiej, wygłosił pozornie nieszkodliwe i niepolityczne kazanie skierowane obradujących w atmosferze niepewności delegatów Regionu Mazowsze. Mówił o potrzebie sprawiedliwości, o nawróceniu i odpowiedzialności za przyszłość kraju, która spoczywa na „Solidarności”. Stenogram z tego ostatniego zebrania Regionu Mazowsze trafił do archiwum Służby Bezpieczeństwa, jednak kazanie ks. Jerzego później zostało z niego usunięte. Prawdopodobnie szczególnie zainteresowało funkcjonariuszy bezpieki, być może później zostało wykorzystane przeciwko księdzu, a zniszczono je w 1989 r., tak jak inne dokumenty dotyczące jego inwigilacji.
Pomoc dla prześladowanych
Po 13 grudnia 1981 r. ks. Popiełuszko rozwinął działalność dobroczynną na rzecz osób internowanych, działaczy „Solidarności”, ich rodzin, a także wszystkich osób potrzebujących, które zgłaszały się do kościoła św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu. Przyjmował je w swoim mieszkaniu, przekazywał dary z zagranicy oraz pomoc finansową. Jeszcze przed wprowadzeniem stanu wojennego był zaangażowany w akcję sprowadzania do Polski leków i darów z Zachodu w ramach tzw. banku leków „Solidarności”. Ta działalność była możliwa dzięki jego pracy w warszawskim środowisku medycznym, w duszpasterstwie medyków i pielęgniarek, które prowadził od 1979 r.
Ks. Jerzy sam dowiadywał się o osobach cierpiących i chorych, którym potrzebne były konkretne leki. Do pomocy werbował swoich znajomych, przyjaciół, a także działaczy „Solidarności”. Jak mówiła pielęgniarka Ewa Murawska, „zawsze mogliśmy być pewni jego wsparcia. Można było przyjść zawsze, gdy ktoś miał jakiś problem i potrzebę. Jeśli nie mógł sam temu zaradzić i nie był w stanie znaleźć nikogo, kto by mógł pomóc to zawsze mogliśmy być pewni jego modlitwy”.
Można uznać, że dzięki ks. Jerzemu, z pomocą ks. Teofila Boguckiego, proboszcza parafii św. Stanisława Kostki, w żoliborskim kościele w czasie stanu wojennego działał nieformalny ośrodek przyjmowania i rozdzielania darów z zagranicy. Ks. Jerzy współpracował z Hanną Grabińską, tłumaczką i działaczką opozycyjną, a za jej pośrednictwem nawiązał kontakt z założoną w Londynie organizacją Medical Aid For Poland Fund. W czasie kryzysu gospodarczego, gdy nałożone na PRL za wprowadzenie stanu wojennego sankcje uderzały w polskie społeczeństwo, do żoliborskiej parafii – na ręce ks. Popiełuszki – trafiała pomoc wysyłana do Polaków z Wielkiej Brytanii.
13 grudnia do więzień i ośrodków internowania trafiło wielu działaczy „Solidarności”, często jedynych żywicieli rodzin. Do zamkniętych w więzieniu na Białołęce pierwsi dotarli księża: Jan Sikorski i Bronisław Dembowski. Ks. Sikorski wspominał:
„Internowani mówili nam o swoim lęku o rodziny i bliskich, o chorych, czasem pozostawionych bez żadnej pomocy. Wszystkie te kontakty i wiadomości spisywaliśmy na miejscu i chowaliśmy w walizce na paramenty liturgiczne”.
Dramatyczne informacje z Białołęki trafiły do działającej w podziemiu „Solidarności” i do księdza Jerzego Popiełuszki. Zorganizował on pomoc dla rodzin osób uwięzionych. Przekazywał wiadomości o zatrzymaniach bliskich, o sytuacji internowanych i miejscach ich uwięzienia. Ważną częścią działalności ks. Jerzego było także zbieranie wiadomości o osobach represjonowanych przez komunistyczny reżim. Zapamiętano, że ks. Jerzy prosił przyjaciół i znajomych „by mieli oczy i uszy otwarte”, by zbierali informacje o poczynaniach władz komunistycznych i o prześladowanych.
Przychodził na rozprawy
Ks. Jerzy Popiełuszko cieszył się ogromnym zaufaniem środowisk opozycyjnych. Prawdopodobnie już od grudnia 1981 r. brał udział w przechowywaniu pieniędzy z kasy NSZZ „Solidarność” Regionu Mazowsze. Środki te były wydatkowane na pomoc dla rodzin internowanych, a także dla tych, którzy po 13 grudnia stracili pracę i możliwości utrzymania. Dzięki tym funduszom wspierał również ośrodek dla samotnych matek. Przy udzielaniu pomocy materialnej współpracował z Regionalną Komisją Wykonawczą i z Komisją Zaufania Społecznego NSZZ „Solidarność”.
W grudniu 1981 r., tuż po świętach Bożego Narodzenia, w gmachu warszawskiego sądu przy ówczesnej ul. Świerczewskiego, rozpoczęły się procesy internowanych działaczy „Solidarności”.
„Czułem, że właśnie wtedy potrzebowali mnie najbardziej – w tych trudnych momentach potrzebowali mojej modlitwy, w celach więziennych, mojej obecności, gdy stawali przed sądem”
– wspominał później ks. Jerzy. Na sali sądowej siadał blisko oskarżonych, tuż za ich rodzinami, by w ten sposób dodać im otuchy.
„Sala była nabita, szpilki się nie dało wetknąć. Ale z kogo składała się publiczność: cały świat intelektualistów, artystów, aktorów znalazł się na sali. I patrzymy, że w pierwszej ławce siedzi ksiądz Popiełuszko. Nasz ksiądz…”
– mówił o procesie „Solidarności” Huty Warszawa Karol Szadurski, oskarżony o organizowanie strajku w czasie stanu wojennego.
Joanna Sokół, która była wówczas pracownikiem sądu, a przed 13 grudnia członkiem „sądowej” „Solidarności”, wspominała, że ks. Jerzy prosił ją o informacje, kiedy będą odbywać się procesy polityczne – przychodził na wszystkie rozprawy. Ksiądz Popiełuszko poznał wtedy ludzi, którzy tak jak on nie godzili się z niszczeniem „Solidarności”, chcieli przez obecność w sądzie wesprzeć represjonowanych i zaprotestować przeciw przemocy komunistów.
Roma Szczepkowska zapamiętała, że w czasie jednej z rozpraw ks. Jerzy nagle wybiegł z sali sądowej. Gdy wyszła za nim i pytała co się stało odpowiedział: „uciekłem przed nienawiścią”.
W tym trudnym czasie, gdy wydawało się, że zło tryumfuje, były jednak chwile szczególnie ważne i budujące. W jednym ze swoich wspomnień ksiądz Jerzy zapisał zdanie:
„Wczoraj przyszedł człowiek, który nie był 34 lata u spowiedzi, bo dzięki Mszy za Ojczyznę i mojej obecności w sądach na nowo odnalazł się przy Kościele. Jak wiele potrafisz Boże zdziałać przez tak niegodne jak ja stworzenie”.
Msze Święte za Ojczyznę
Za ostatnią, najmocniejszą odpowiedź ks. Jerzego na stan wojenny należy jednak uznać Msze św. za Ojczyznę w kościele św. Stanisława Kostki. W czasie gdy powstawała „Solidarność”, od września 1980 r. odprawiał je ks. Teofil Bogucki. W styczniu 1982 r. ich organizację przejął ks. Jerzy: pisał kazania, układał teksty modlitw, wybierał utwory poetyckie i pieśni przedstawione przez zaproszonych artystów. W czasie kazań, w prostych słowach, mówił ludziom o prawdzie, wolności i „Solidarności”. Właściwie na każdej Mszy św. za Ojczyznę cytował nauki prymasa Stefana Wyszyńskiego i papieża Jana Pawła II. Modlił się za ofiary stanu wojennego, za ukrywających się działaczy „Solidarności”, za niesłusznie oskarżanych i skazanych w niesprawiedliwych procesach.
Wbrew opinii wielu, także niektórych osób duchownych, nie zajmował się polityką, ale podtrzymywał w ludziach nadzieję i wiarę. Wzywał do modlitwy za prześladowców, za funkcjonariuszy komunistycznego państwa, którzy „łamią ludzkie sumienia”. Na Mszach św. za Ojczyznę stan wojenny przestawał obowiązywać. Ks. Jan Sikorski mówił później, że to były dwie godziny wolnej Polski. Przybywało coraz więcej ludzi, także tych, którzy dzięki słowom ks. Jerzego wracali do wiary i Kościoła. Wkrótce w Mszy św. w ostatnią niedzielę miesiąca brało udział od kilku do kilkunastu tysięcy osób z całej Polski.
26 sierpnia 1984 r. ks. Jerzy Popiełuszko po raz ostatni głosił kazanie na Mszy św. za Ojczyznę. Powiedział wówczas, że „Solidarność” nie jest tylko nazwą związku zawodowego, ale także słowem, które oznacza dążenie ku prawdzie, sprawiedliwości i wolności. Nawiązał także do wprowadzenia stanu wojennego:
„Solidarności została zadana rana, ale nie jest to rana śmiertelna, bo nie można uśmiercić nadziei…”.
Tekst pierwotnie ukazał się w dodatku prasowym na łamach „Naszego Dziennika” w 44. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w Polsce.
