Niemiecki ruch oporu nie był zbyt mocno rozwinięty. Nawet po 1943 r. i klęsce pod Stalingradem niemieccy obywatele nie przeciwstawiali się partii nazistowskiej. Wynikało to z wielu czynników.
Opór w społeczeństwie III Rzeszy
Jednym z najbardziej oczywistych było olbrzymie poparcie dla Hitlera – nawet jeśli ludziom nie podobały się działania NSDAP i funkcjonariuszy partyjnych, nie obwiniali za nie Führera. Często uważano, że złe rzeczy wydarzyły się, ponieważ partyjniacy robili coś „za jego plecami” i gdyby Hitler o tym wiedział, nie dopuściłby do tego.
Lęk przed donosicielami i Gestapo miał olbrzymie znaczenie. Powodował, że wielu obywateli obawiało się wypowiadać niepochlebnie o NSDAP czy działaniach na froncie nawet w gronie najbliższych.
Ponadto Hitlera nie popierali wyłącznie ludzie zafascynowani ideologią nazistowską. Poparcie wynikało m.in. z przyczyn ekonomicznych. Jeszcze przed wojną stworzono plany wykorzystywania podbitych obszarów w taki sposób, aby zwykli obywatele mogli żyć na przyzwoitym poziomie. Dlatego też społeczeństwo niemieckie nie przejawiało szczególnej niechęci do Hitlera, a tym bardziej nie dążono do zmiany przywódcy.
Drugim czynnikiem był strach. Lęk przed donosicielami i Gestapo miał olbrzymie znaczenie. Powodował, że wielu obywateli obawiało się wypowiadać niepochlebnie o NSDAP czy działaniach na froncie nawet w gronie najbliższych. Mimo późniejszych zaprzeczeń, zdawali sobie sprawę z tego, co działo się w obozach i więzieniach.
Zdarzały się jednak jednostki, które decydowały się na stawienie oporu i wyrażenie swojej niechęci i sprzeciwu. Wśród nich byli cywile, duchowni i wojskowi. Tymi ostatnimi przeważnie nie kierowały pobudki moralne. Większość prób oporu nie miała wpływu na toczące się wydarzenia. Jednak w systemach totalitarnych nawet samodzielne myślenie jest karane. Jak napisał George Orwell:
„Myślozbrodnia nie pociąga za sobą kary śmierci: myślozbrodnia jest śmiercią”.
Przekonali się o tym członkowie Białej Róży, którzy zapłacili życiem za swoje poglądy.
Działalność organizacji
Organizacje studenckie jeszcze przed 1933 r. i mianowaniem Hitlera kanclerzem popierały ruch nazistowski. Po wybuchu II wojny światowej niewiele się zmieniło, chociaż zaczęły pojawiać się pojedyncze głosy krytyki. W państwie totalitarnym każda forma sprzeciwu wobec władzy groziła więzieniem, a nawet śmiercią.
Organizacje studenckie jeszcze przed 1933 r. i mianowaniem Hitlera kanclerzem popierały ruch nazistowski. Po wybuchu II wojny światowej niewiele się zmieniło, chociaż zaczęły pojawiać się pojedyncze głosy krytyki.
Takie ryzyko podjęło pięcioro studentów medycyny, mających od 21 do 25 lat. Wśród nich znalazło się rodzeństwo Sophie i Hans Scholl, Christoph Probst, Alexander Schmorell i Willy Graf. W różnym stopniu współpracowało z nimi kilkudziesięciu znajomych, a opiekunem był prof. Kurt Huber.
Graf, Schmorell i Hans Scholl służyli na froncie wschodnim w służbie sanitarnej. Graf, jako sanitariusz, przebywał od maja 1941 r. w okupowanej Serbii, Polsce i ZSRS. Po powrocie, w kwietniu 1942 r. poznał Schmorella i Scholla. W lipcu całą trójkę wysłano na kilka tygodni na front wschodni. To, co tam zobaczyli, spowodowało, że ich niechęć do systemu nazistowskiego i wojny tylko się pogłębiła. Pierwsze ulotki wzywające do biernego oporu przeciwko wojnie Scholl i Schmorell przygotowali w połowie 1942 r.
W tamtym okresie rozmowę przyjaciół usłyszał prof. Huber. Będąc przeciwnikiem reżimu, zachęcał młodych ludzi do walki z systemem. Te wydarzenia dały początek Białej Róży. Latem 1942 r. zaczęli przygotowywać i kolportować ulotki o treści antynazistowskiej. Trafiały do znanych ludzi z Monachium, głównie akademików. Część z nich zgłosiła to na policji i w Gestapo.
Po niemieckiej klęsce pod Stalingradem z pomocą młodszej siostry Scholla i studenta medycyny Christopha Probsta grupa stworzyła kolejne ulotki. W tych wzywali do aktywnego oporu. Poza kolportażem zajęli się malowaniem antywojennych i antynazistowskich haseł na murach Monachium. Biała Róża jako pierwsza potępiła Trzecią Rzeszę za zbrodnie popełniane na froncie wschodnim, za masowe egzekucje ludności żydowskiej oraz za zbrodnie na polskiej inteligencji.
Aresztowania i wyroki
Sophie i Hansa Scholl aresztowano na uniwersytecie w Monachium 18 lutego 1943 r. Po rozłożeniu i rozrzuceniu tam ulotek zatrzymał ich woźny Jakob Schmid. W trakcie przeszukania ich domu Gestapo znalazło wiele obciążających materiałów. Do 21 lutego byli przesłuchiwani w Pałacu Wittelsbachów (siedzibie Gestapo). Jeszcze 18 lutego aresztowano Grafa i jego siostrę Anneliese. 21 lutego zatrzymano również Probsta. Schmorell zaczął się ukrywać, jednak w gazetach opublikowano listy gończe z jego zdjęciem. Ostatecznie zadenuncjowano go i zatrzymano 24 lutego. 26 lutego, jako ostatniego, aresztowano prof. Hubera.
Członkowie monachijskiej Białej Róży zdołali nawiązać kontakty ze studentami innych uczelni, m.in. z Hamburga.
22 lutego 1943 r. w Monachium troje członków Białej Róży (Sophie i Hansa Scholl oraz Probsta) stracono na gilotynie. Po pokazowym procesie na śmierć skazano także prof. Hubera, Schmollera i Grafa. Hubera i Schmollera zgilotynowano 13 lipca w więzieniu Stadelheim w Monachium. Graf przebywał w więzieniu do 12 października, kiedy wykonano wyrok śmierci.
Członkowie monachijskiej Białej Róży zdołali nawiązać kontakty ze studentami innych uczelni, m.in. z Hamburga. Hans Leipelt i Traute Lafrenz przewieźli ulotki z Monachium do Hamburga i dystrybuowali je na hamburskim uniwersytecie. Leipelta aresztowano 8 października 1943 r. Już 13 października Trybunał Ludowy wydał na niego wyrok śmierci. Leipelta ścięto 29 stycznia 1945 r.
Traute Lafrenz przekazywała ulotki do Hamburga oraz do ciotki i wuja mieszkających w Wiedniu. Gdy aresztowano rodzeństwo Scholl i Probsta, starała się im pomóc. Powiadomiła mieszkających w Ulm rodziców Hansa i Sophie, a także napisała prośbę o łaskę dla Probsta. Nie zdążyła jej dostarczyć. Po straceniu skazańców uczestniczyła w pogrzebie Hansa i Sophie. Aresztowano ją miesiąc później i skazano na rok więzienia. Po wyjściu na wolność wróciła do Hamburga i ponownie została zatrzymana za przynależność do hamburskiej Białej Róży. Przebywała w więzieniach do kwietnia 1945 r. Uwolnili ją amerykańscy żołnierze.
Większość Niemców zdawała sobie sprawę ze zbrodni, jakich dopuszczano się w imię trwania Trzeciej Rzeszy. Wiedza o tym, co działo się w obozach koncentracyjnych i na froncie, była powszechna.
Jej działania doceniono dopiero kilkadziesiąt lat po wojnie. W setne urodziny prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier odznaczył ją Federalnym Krzyżem Zasługi. Zmarła 6 marca 2023 r., w wieku 103 lat.
Ludzi, którzy pomagali w kolportowaniu ulotek, skazano na pobyt w więzieniu. Najniższy wyrok, czyli trzy miesiące, otrzymał Willi Bolinger. Wykonał 200 kopii piątej ulotki, ale nie przyznał się do winy. Skazano go za
„niepowiadomienie organów ścigania o działaniach, mających na celu zdradę stanu”.
Najdłuższe wyroki za pomoc w kolportowaniu ulotek otrzymali Hans Hirzel i Franz Müller (5 lat), Helmuth Bauer i Heinz Bollinger (7 lat ciężkiego więzienia) i Eugen Grimminger (10 lat ciężkiego więzienia).
Przykład Białej Róży pokazywał, że opór wobec nazistów był możliwy, ale za cenę własnego życia. Większość Niemców zdawała sobie sprawę ze zbrodni, jakich dopuszczano się w imię trwania Trzeciej Rzeszy. Wiedza o tym, co działo się w obozach koncentracyjnych i na froncie, była powszechna. Z powodu poparcia dla Führera i ze strachu ludzie woleli udawać, że nic nie wiedzą. Przede wszystkim świadomość o zbrodniach nie skłaniała zwykłych ludzi do przeciwstawienia się reżimowi.
