Początkowo kleryków-poborowych wysyłano do różnych jednostek wojskowych rozsianych po całym kraju, aby w kolejnych latach kierować ich do specjalnie utworzonych w tym celu tzw. kompanii kleryckich. Najbardziej znana z nich umiejscowiona była w Bartoszycach.
Pobór jako forma represji
Zarówno przebieg poboru, jak i liczba powołanych do służby wojskowej alumnów uzależnione były od woli władz komunistycznych. Próbowano oddziaływać na poszczególne diecezje i ich biskupów, mamiąc ich możliwościami zmian w ilości pierwotnie kierowanych do służby kleryków. W ten sposób wciągano hierarchów oraz rektorów WSD w relacje z przedstawicielami dyktatury komunistycznej, dążąc do ich lojalizacji. Ordynariuszy zaś uznawanych za „wrogich wobec władz” karano powoływaniem większej liczby kleryków i nieuwzględnianiem jakichkolwiek odwołań w tej materii.
W przypadku diecezji przemyskiej, według badań ks. Marcina Kapłona, w przeciągu lat 1959 – 1979 służbę wojskową odbyło łącznie ponad 260 kleryków. Co znamienne, w okresie pontyfikatu bp. Ignacego Tokarczuka (od 1965 r.) alumnów WSD w Przemyślu kierowano do odbycia służby wojskowej w ilości „nadprogramowej”, wprost im oznajmiając, że ich los jest wynikiem „niepokornej”, opozycyjnej wobec władz postawy ich pasterza.
W strategii komunistów, zasadniczym celem szkolenia wojskowego kleryków miało być skłonienie ich do porzucenia sutanny bądź „przerobienie” na lojalnych obywateli PRL. Znaczną rolę w tym procesie odgrywać mieli oficerowi polityczni, organizujący rekrutom szereg pogadanek i wykładów o charakterze ideologicznym, niejednokrotnie zniesławiających czy ośmieszających wiarę oraz Kościół. Klerycy poddani też byli szeregowi represji i szykan w postaci zakazu modlitwy i uczestnictwa w nabożeństwach, utrudniania kontaktu z diecezją, forsowania uciążliwych i poniżających ćwiczeń. Kuszono ich też wizją dostatniego życia świeckiego i namawiano do uczestnictwa w zajęciach aktywizujących na polu społeczno-politycznym.
W przypadku seminarium duchownego w Przemyślu prowadzący jego inwigilację funkcjonariusze SB odnotowywali, że na jego adeptów bardzo duży wpływ wywierała postawa kapłańska bp. Ignacego Tokarczuka, który uznawał, ze niemożliwym jest pogodzenie wiary z komunizmem. Hierarcha ten w swoich wystąpieniach (także w seminarium), broniąc ewangelicznych wartości, krytykował komunistyczne zakłamanie, stając się wzorem dla kolejnych roczników księży.
Pięć kaw do wolności
W gronie tych duchownych byli m.in. ks. Eugeniusz Dryniak (1955–2019) oraz o kilka lat starszy ks. Franciszek Boguń (1948-2000). Obydwaj, wywodząc się z rodzin o patriotycznych tradycjach oraz podzielając wraz z biskupem Tokarczukiem krytyczny stosunek do komunizmu, któremu w kolejnych latach swojej posługi duszpasterskiej niejednokrotnie dawali wyraz, postanowili nie dopuścić do powołania ich w szeregi armii. W tym celu, broniąc się przed indoktrynacją i represjami, obydwaj w różnym okresie czasu symulowali chorobę serca. W sposób bardziej pełny wdrożenie w życie tego zamiaru tak w jednej z relacji przedstawił ks. Dryniak:
„W 1974 r. zdałem maturę, a potem egzaminy na prawo administracyjne na UMCS (filia w Rzeszowie). Jednak dokumenty tam złożone zabrałem i złożyłem do Seminarium Duchownego w Przemyślu. Obowiązek wojskowy ominąłem, bo zachorowałem na serce. Piłem po pięć kaw dziennie, więc ciśnienie musiało mi skakać. Poszedłem na komisję lekarską. Chorowałem na serce przez dwa lata. Później na komisji wojskowej dostałem kategorię A”.
Podobny modus operandi zastosował też ks. Franciszek Boguń, który do WSD w Przemyślu wstąpił kilka lat wcześniej, bo w 1966 r. Jak odnotował Ryszard Tłuczek, autor poświęconej mu książki „Ksiądz Franiu. Ksiądz Franciszek Boguń” wydanej w 2018 r. w Boguchwale:
„Na skutek symulacji (podobno w wieczór poprzedzający dzień stawienia się przed komisją wojskową wypił kilka mocnych kaw) został przeniesiony do rezerwy. Tym samym uniknął szykan i represji, które spotkały wielu kleryków, w tym księdza Jerzego [Popiełuszkę – dopisek M.K.] odbywających służbę wojskową w Bartoszycach”.
Zrozumiałem, że trzeba stanąć po stronie krzywdzonych ludzi
Od opisywanych wydarzeń dzieli nas kilkadziesiąt lat, dlatego obecnie trudno wskazać czy wzmiankowany powyżej sposób na uniknięcie obowiązkowego poboru do służby wojskowej był wykorzystywany przez innych kleryków. Przypuszczać jednak można, że tak. Mógł uchodzić bowiem za sprawdzony, gdyż przyniósł pożądany efekt w przypadkach księży Dryniaka (święcenia kapłańskie przyjął w 1980 r) i Bogunia (wyświęcony w 1972 r.). Stanowił on pewnie jeden z kilku wariantów, mogących przynieść upragnione zwolnienie z obowiązku rekruckiego.
Obydwaj wspomniani kapłani zapisali się w pamięci wiernych swoją gorliwą pracą duszpasterską oraz wzorcową postawą patriotyczną. Wspomniany już autor, Ryszard Tłuczek napisał, iż ks. Boguń (ur. w Górnie) był kolejno wikariuszem w Hoczwi (1972-1974), Markowej (1974-1978) i Niechobrzu (1978-1981). Rok później w 1982 r. został proboszczem nowoutworzonej parafii w Mogielnicy, gdzie wraz z wiernymi wybudował kościół. W okresie PRL znalazł się w orbicie zainteresowania Służby Bezpieczeństwa, która dostrzegała, że głosił odważne kazania, w których upominał się o prawa wierzących oraz bronił podmiotowości i godności człowieka. Nie brał też udziału w farsie wyborczej, jaką były wybory do rad narodowych i Sejmu PRL. W 1976 r. został objęty „aktywnym rozpracowaniem” w ramach teczki ewidencji operacyjnej, prowadzonej przez wydział IV KW MO w Rzeszowie.
W 1980 r. w czasie mszy w intencji pomordowanych w okresie II wojny światowej powiedział:
„ale są niestety i takie miejsca, gdzie ginęli Polacy i wielu innych ginęło, ale o tych miejscach się nie wspomina”.
W dalszej części odnotowano, że
„w czasie kazania omawiał jak to w bestialski sposób w lesie koło Katynia rozstrzeliwano Polaków”.
Ks. Boguń był też zapatrzony w posługę duszpasterską ks. Jerzego Popiełuszki, którego męczeńską śmierć upamiętnił w Mogielnicy. Ostatnią placówką parafialną, w której był proboszczem i kustoszem, było Sanktuarium Matki Bożej Zawierzenia w Tarnowcu (1992-2000).
Ksiądz Eugeniusz Dryniak (ur. w Rożniatowie), po latach wspominał, że po powstaniu „Solidarności”:
„Zrozumiałem, że trzeba stanąć po stronie krzywdzonych ludzi. Już wtedy wiedziałem, że zostałem wyświęcony dla »Solidarności«”.
Początkowo był wikariuszem w Zagórzu (1980-1982), potem w parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Rzeszowie (do 1987 r.). W stanie wojennym pomagał ukrywać się poszukiwanym działaczom „S”, rozprowadzał paczki dla ich rodzin, brał udział w kolportażu prasy. W Rzeszowie został kapelanem Duszpasterstwa Ludzi Pracy. Dla nich odprawiał comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę. Był rozpracowywany przez SB. Jak przyznał po latach:
„Co tydzień miałem wizytę oficerów SB w sprawie duszpasterstwa i w ogóle w sprawach Kościoła. O wszystkich tych spotkaniach informowałem ks. Biskupa Ignacego Tokarczuka. Każdy mój wyjazd z parafii był pilnie śledzony przez SB. Czasem udawało się nam zmylić towarzyszące nam pojazdy. Były próby zastraszania. Nie otrzymałem paszportu w 1985 r. Koledzy z rocznika święceń pojechali do Rzymu. Ja paszport dostałem dopiero w 1990 r.”.
Podobnie jak dla ks. Bogunia ks. Jerzy Popiełuszko był dla niego „wzorem i inspiracją do pracy”. W 1987 r. ks. Dryniak został przeniesiony do Przemyśla. Pełnił obowiązki kapelana DLP i w dalszym ciągu współpracował z „Solidarnością”. W 1989 r. został organizatorem i proboszczem nowoutworzonej parafii pw. św. Józefa Rzemieślnika w Nowym Zagórzu, w której wybudował świątynię.
11 stycznia 2019 r. ks. prałat Eugeniusz Dryniak postanowieniem Prezydenta RP Andrzeja Dudy został odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności. Wręczenia odznaczenia dokonał Marszałek Sejmu RP Marek Kuchciński.
