Mimo że w filmie zadebiutował już w 1961 roku, większą rozpoznawalność zaczął zdobywać dopiero pod koniec lat 70. dzięki (jak to zwykle bywa) małemu ekranowi. Równie dobry w rolach dramatycznych, jak i komediowych czy historycznych, występował w takich klasykach schyłku PRL, jak: „To tylko rock”, „Och, Karol” czy „Piłkarski poker”. Nie unikał również seriali: „Lalka”, „Królowa Bona”, „Zmiennicy” to tylko niektóre z nich.
Miałem mieć fach w ręku…
Właściwie to nie miał być aktorem.
„Dorastałem w ciężkich czasach, więc moja mama zdecydowała, żebym poszedł do technikum energetycznego. Miałem mieć konkretny fach w ręku, potem może pójść na politechnikę”
– mówił niedawno o swoim dzieciństwie w Poznaniu w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej. Ale nigdy nie był do tego przekonany…
Technikum ostatecznie skończył, ale głównie dlatego, że w międzyczasie zapisał się do szkolnego kółka teatralnego. Dostał się do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w stolicy i tak, po kilkunastu latach, znowu znalazł się w swoim rodzinnym mieście. Wcześniej jednak przekonał się, że los lubi komplikować poznańsko-warszawskie relacje.
Podejrzany Wardejn Zdzisław
„Dnia 27.6.56 został zatrzymany przez jednostkę WP podejrzany Wardejn Zdzisław, który przechodził po godz. 22.00 na ul. Polnej. Wymieniony prócz dokumentów osobistych więcej przy sobie nic nie miał”
– czytamy w aktach śledztwa dot. „uczestnictwa w wydarzeniach Poznańskiego Czerwca 1956 r.[…]”. Tak naprawdę było to 28 czerwca, a młody człowiek chciał po prostu korzystać z rozpoczynających się wakacji i nie do końca zdawał sobie sprawę, że od 21.00 w mieście obowiązuje godzina milicyjna.
„O godz. 12.00 udałem się do Śródmieścia XXV. M.T.P. [Międzynarodowe Targi Poznańskie] – aut.] Przy Kinie »Bałtyk« spotkałem krewnego Kozłowskiego Pawła, który poinformował mnie o sytuacji na mieście i zaprosił mnie do swego mieszkania, celem spożycia obiadu.[…] O godz. 17.00 wracając do domu spotkałem Aleksandrę, znajomą z zabawy, z którą schroniłem się do bramy pobliskiej ze względu na odbywającą się na ulicy strzelaninę.[…] Następnie udałem się z znajomą […] drogą okrężną na ulicę Kościelną. Z kąd (oryg.) udałem się w kierunku miejsca zamieszkania, gdzie zostałem zatrzymany na ul. Polnej przez patrol wojskowy”
– zeznawał.
Tak oto 16-latek stał się uczestnikiem „wydarzeń poznańskich”.
Pogrzeb za życia
W komisariacie milicji przy ul. Matejki spędził noc, a odchodząca od zmysłów matka w piątek 29 czerwca od godziny szóstej rano rozpoczęła tułaczkę po szpitalach w poszukiwaniu syna. W końcu na ul. Szkolnej weszła do kostnicy, gdzie pokazano jej ciało szczupłego młodego człowieka w samych spodenkach, z obandażowaną głową. Rozpoznała w nim Zdziśka.
Jeszcze tego samego dnia zrozpaczona kobieta powróciła do szpitala i zażądała wydania ciała rzekomego syna, uruchamiając procedurę organizowania pogrzebu. Trudno powiedzieć skąd ten pośpiech. Pewnie tragiczne przeżycia z przeszłości (ojciec Zdzisława Wardejna nie powrócił z wojny; zginął z rąk Niemców jeszcze przed narodzinami dziecka) miały tu niemałe znaczenie. Tak czy owak, powiadomiona rodzina zaczęła zjeżdżać z różnych części Polski.
Niedzielna msza żałobna została przekwalifikowana na dziękczynną, a pieniądze zebrane przez kolegów na wieniec trafiły do niedoszłego umarlaka, ale nazajutrz, 2 lipca 1956 roku, trumna z nieznanym mężczyzną w środku została odprowadzona na cmentarz.
W tym samym czasie Wardejn został przewieziony wraz z innymi zatrzymanymi z komisariatu MO do tymczasowego aresztu na lotnisku Ławica. Spędził tam cały dzień, a na noc został umieszczony w tamtejszym hangarze. Ponieważ nie znaleziono dowodów na antypaństwową działalność, 30 czerwca zwrócono mu wolność. Wieczorem dotarł pod dom.
Nietrudno sobie wyobrazić, jaka była reakcja wszystkich na zmartwychwstanie 16-latka. Ale peerelowska biurokracja była zbyt potężna, by operację „pogrzeb” można było tak po prostu zatrzymać. Co prawda niedzielna msza żałobna została przekwalifikowana na dziękczynną, a pieniądze zebrane przez kolegów na wieniec trafiły do niedoszłego umarlaka, ale nazajutrz, 2 lipca 1956 roku, trumna z nieznanym mężczyzną w środku została odprowadzona na cmentarz.
Był w niej 25-letni tramwajarz Kazimierz Wieczorek, aktywny uczestnik wydarzeń w Poznaniu w 1956 roku. Najprawdopodobniej został zamordowany przez UB w odwecie za zamieszki z 28 czerwca. Procedura przywracania do życia młodego Wardejna trwała dobre 2,5 miesiąca; dopiero po tym czasie oficjalnie udało się ustalić, kogo tak naprawdę pochowała jego matka.
10 października Prokuratura Wojewódzka wydała postanowienie o umorzeniu śledztwa przeciwko uczniowi technikum energetycznego podejrzanemu o popełnienie przestępstwa z art. 163 Kodeksu karnego (udział w zbiegowisku publicznym, które dopuszcza się przestępstwa).
* * *
Zdzisław Wardejn na szczęście jest wśród nas do dziś. Nadal jest aktywny zawodowo i bynajmniej nie myśli o emeryturze. Swoistym paradoksem jest fakt, że ten wybitny aktor oraz reżyser teatralny, wychowanek Jana Świderskiego i Adama Hanuszkiewicza, najbardziej kojarzony jest z rolą docenta Wolańskiego z komedii „Kogel-mogel”. A przecież stworzył tyle innych niezapomnianych kreacji…
Więcej interesujących materiałów na profilu Archiwum IPN
