Ubiór podczas okupacji to nie tylko niezbędny do funkcjonowania zestaw garderoby, kwestia estetyki, elegancji czy mody. Pozyskanie ubrania stało się istotnym problemem codziennego funkcjonowania, ale wygląd był również nośnikiem informacji społecznej, a nawet elementem strategii przetrwania.
Wyglądać czyli przeżyć
„Mieć dobry wygląd” znaczyło „mieć szansę na przeżycie”. Dobry czyli zadbany (a przede wszystkim – zdrowy) wygląd ratował życie podczas kolejnych etapów likwidacji gett lub selekcji w obozach. Dobry czyli „aryjski” wygląd był szczególnie ważny dla ukrywających się Żydów. Funkcjonować na tzw. aryjskich papierach mogli jedynie ci, którzy nie wyróżniali się od reszty społeczeństwa. Maria Hochberg ps. Mariańska, Żydówka, która przeżyła okupację poza gettem, wspominała słowa przyjaciela:
„Powiedział coś na temat najlepszego dokumentu, jakim jest moja aparycja. […] To nie był komplement, to był atut, który wzmagał poczucie bezpieczeństwa i pewności siebie”.
Elementem „dobrego wyglądu”, obok – najważniejszych – rysów twarzy, koloru oczu, włosów, był strój, który powinien być adekwatny do środowiska, w którym funkcjonował ukrywający się Żyd. Przesada i nienaturalność bywały zgubne.
W przypadku uciekinierów z niemieckich obozów ubiór pozwalający na wtopienie się w tłum był rodzajem przebrania gwarantującego pozostanie nierozpoznanym. Uciekinier musiał zatem jak najszybciej pozbyć się np. obozowych pasiaków, przebrać w „cywilne” ubranie, zasłonić ogoloną głowę. Toteż przygotowującym się do ucieczki więźniom dostarczano, obok legalizacyjnych dokumentów, także odzież i peruki.
Niejednokrotnie zmiana wyglądu była konieczna w przypadku osób działających w konspiracji wojskowej i uczestniczących w akcjach na terenie miasta. Aby nie zostać rozpoznanym przez policję lub konfidentów, żołnierze podziemia dokonywali swoistego kamuflażu. Jeden z młodych konspiratorów w swoich wspomnieniach opisał sytuację, gdy musiał zgolić, popularne i modne w czasie okupacji, wąsy:
„Żal mi było je golić […]. Goląc mnie, fryzjer pyta: »Panie, ma pan wsypę, że wąsy goli«. […] Objechałem fryzjera, że do niego należy robić to, czego klient żąda, a nie wdawać się w dyskusje”.
Dodał, że dla lepszego zabezpieczenia:
„przez kilka dni nosiłem ubranie Rakoczego [kolegi z konspiracji], a on moje”.
Dążyć do ideału przeciętności
Generalnie osoby działające w konspiracji obowiązywał kanon ubierania się sprowadzający się do zasady: nie wyróżniaj się z tłumu. Wykreowana w literaturze tzw. moda konspiracyjna, wzorowana na wojskowym stylu, niewiele miała wspólnego z faktyczną działalnością w podziemiu. Jej nieodłącznymi elementami były skórzane oficerki, zwane popularnie „szklankami”, oficerskie bryczesy, marynarka, wiatrówka lub płaszcz spięty skórzanym paskiem. Niektórzy uczestnicy konspiracji twierdzili nawet, że władze podziemia zabroniły pokazywania się w takim stroju, radząc „dążyć do ideału przeciętności i pospolitości”.
Nie wszyscy stosowali się do tych zasad, ale - jak pisze prof. Tomasz Szarota – najprawdopodobniej zdecydowanie częściej oficerki i bryczesy nosili ludzie niepowiązani z działalnością konspiracyjną. Z kolei Sebastian Pawlina, autor monografii o żołnierzach Kedywu, zauważa, że najczęściej problemu „konspiracyjnej mody” w szeregach działaczy podziemia nie było z prozaicznego powodu – nowe, dobrej jakości ubrania i skórzane buty były bardzo drogie, a konspiratorzy, tak jak i reszta społeczeństwa, musieli zmierzyć się z wojenną biedą.
Dowództwo Armii Krajowej odradzało noszenia ubrań łatwych do zapamiętania oraz zwracających uwagę dodatków. Jaki strój był zatem najodpowiedniejszy dla żołnierza podziemia? Odpowiedź przynosi broszura szkoleniowa sporządzona dla cichociemnych przygotowujących się do powrotu do kraju, zawierająca m.in. wytyczne dotyczące ubioru. Zalecano przede wszystkim „starać się być jak najbardziej przeciętnym w danym środowisku”.
I doprecyzowywano:
„unikać przy doborze ubrań kolorów łatwych do zapamiętania i opisania lub rzucających się w oczy np. ubrania w kratki, w paski, jasnych spodni do ciemnej marynarki i odwrotnie; najlepiej [wybierać] barwy spokojne i takie, które by nie odróżniały się od tła nocy np. szare, stalowe, popielate, ciemnobrązowe. […] Obuwie najlepiej czarne, znoszone. Ze względu na pozostawianie za sobą śladów łatwych do zidentyfikowania unikać gwoździ i podkówek. Ubiór cały winien mieć typ kroju i uszycia kontynentalnego, bez żadnych cech charakterystycznych. […] ubranie powinno być podnoszone, możliwie jednak schludne”.
Podobne zalecenia przedstawiła Halina Czarnocka, która w czasie okupacji odpowiadała za szkolenie łączniczek AK:
„Wygląd zewnętrzny, ubranie i sposób bycia miały ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa łączniczki. Powinna ona niknąć w tłumie, tzn. niczym szczególnym nie zwracać na siebie uwagi. Kolorowe piórko przy kapeluszu czy inna barwna plama, wyróżniająca w szarym tłumie przechodniów, nie musiała oczywiście sama przez się budzić żadnych podejrzeń, ale mogła stać się ułatwieniem dla śledzących ją agentów i być pomocna przy przekazywaniu informacji innym agentom”.
Modnie czy wygodnie?
Ubiór żołnierzy podziemia, obok standardowych, pełnił dodatkowe funkcje – miał ułatwić wykonywanie zadań oraz przenoszenie broni i innych zakazanych materiałów. Osoby działające w podziemiu „projektując” swoje ubrania myślały nie tyle o elegancji, co o ich funkcjonalności. Jedna z nich wspominała:
„Ja szyłem kurtkę u zaufanego krawca Mariana na Ludwinowie [dzielnica Krakowa]. Dałem sobie wszyć w rękaw kieszenie pod pachami, w których potem zawsze nosiłem broń. […] Kurtka była bardzo kudłata i nie można było poznać, że coś się ma pod pachami”.
Inna opisała ubiór, który ułatwił wykonanie zadania:
„Byłem ubrany w lekką granatową kurtkę do kolan, kryjącą doskonale MAS-a zawieszonego na szyi lufą w dół i przykrytego szalikiem”.
Ukrywanie broni pod ubraniem nie było sprawą łatwą zwłaszcza w okresie letnim.
„W czasie upalnych dni koledzy przychodzili na spotkania w samych koszulach, podczas gdy ja, rzadko rozstając się z pistoletem zatkniętym za pas, musiałem pocić się w marynarce lub wiatrówce”
– napisał Kazimierz Albin.
Doraźnie w celu kamuflażu łamano rozporządzania okupanta w zakresie ubioru m.in. zakazujące Polakom noszenia mundurów. Na akcje zakładano pozyskane w nielegalny sposób mundury niemieckich formacji policyjnych lub wojskowych. Popularne, choć dość naiwne, było udawanie niemieckiego tajniaka. Za elementy tak zwanego „gestapowskiego ubrania” uważano skórzany czarny płaszcz i kapelusz ze spuszczonym rondem. Wydaje się jednak, jak zauważa w swojej książce Pawlina, że najistotniejszym elementem tego przebrania była wiara w to, że mistyfikacja się uda. Kobiety działające w podziemiu – łączniczki, kurierki, wywiadowczynie – celowo upodabniały się do Niemek, by odsunąć od siebie podejrzenia o nielegalną działalność.
Wygląd znakiem oporu
Do zagadnień modowych odwoływało się podziemie niepodległościowe także w innych kontekstach, a instrukcje postępowania w tym zakresie dotyczyły przede wszystkim kobiet. W skierowanym do nich piśmie „Służba Kobiet” w rubryce „Nakazy chwili”, gdzie zamieszczano wskazówki, jak godnie zachowywać się względem okupanta, redaktorki napisały:
„Strój kobiety powinien na każdym kroku podkreślać różnicę między nami a naszym wrogiem. Dla kogo te wszystkie lisy wspaniałe, modne kostiumy… noszone przez niektóre Polski? Dostosujmy nasz strój do naszych przeżyć, wykopmy i tutaj olbrzymią przepaść między kobietą-Polką a wrogiem”.
Z elegancją Polki-patriotki miał nie licować mocny makijaż. Pisma konspiracyjne zawierały także zalecenia, by kobiety nie naśladowały berlińskich wzorców modowych. Dotyczyło to zwłaszcza modnych i charakterystycznych fryzur noszonych przez Niemki. Uwagi te okazały się mało skuteczne, bowiem kobiety, o ile miały taką możliwość, chciały wyglądać modnie, a uczesanie było niekiedy jedyną ozdobą, na którą mogły sobie pozwolić.
Jednocześnie polskie podziemie nawoływało do dbałości o powierzchowność. Miała świadczyć o niepoddawaniu się polityce okupanta, która prowadziła do skrajnej pauperyzacji polskiego społeczeństwa. Staranny wygląd i elegancję można było bowiem traktować jako rodzaj broni psychologicznej w codziennej walce z silniejszym wrogiem.
