„Ginę po to, żeby zwyciężyła prawda,
żeby zwyciężyło człowieczeństwo
i żeby zwyciężyła miłość”
Przeciwko inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację w sierpniu 1968 r. protestowali zarówno Polacy w PRL, jak i na terytorium naszego południowego sąsiada, a także na emigracji. Po latach wiemy, że skala tego sprzeciwu – wbrew do dzisiaj pokutującym mitom – okazała się zaskakująco duża. A także że protesty te były nader różnorodne – od chyba najbezpieczniejszego rzucania legitymacji partyjnych po formy skrajne. Tę najbardziej dramatyczną wybrał Ryszard Siwiec, który w trakcie ogólnopolskich dożynek na Stadionie Dziesięciolecia dokonał samospalenia.
Postanowiłem zaprotestować przeciw totalnej tyranii zła, nienawiści i kłamstwa
Czyn Ryszarda Siwca nie był spontanicznym gestem, lecz przemyślanym, zaplanowanym aktem. Zanim podpalił się w dniu 8 września 1968 r., poczynił staranne przygotowania, które nie ograniczyły się bynajmniej do kupna rozpuszczalnika niezbędnego do jego tragicznego protestu. Przede wszystkim musiał zdobyć przepustkę na ogólnopolskie uroczystości dożynkowe, dużo wcześniej, w kwietniu, kilka dni po Wielkanocy, spisał testament, a także przygotował biało-czerwoną flagę. We wspomnianym testamencie wyjaśniał swoje motywy. Stwierdzał m.in.:
„zdrów na ciele i umyśle, po długiej walce i rozwadze postanowiłem zaprotestować przeciw totalnej tyranii zła, nienawiści i kłamstwa, które opanowały świat”.
Jako człowiek wierzący przystąpił też do spowiedzi. Nie zapomniał nawet o nagraniu na taśmę magnetofonową swojego manifestu politycznego – krytykował w nim sowiecki imperializm oraz uciemiężenie mniejszych narodów. Kończył go słowami:
„Ludzie, w których może jeszcze tkwi iskierka ludzkości, uczuć ludzkich, opamiętajcie się! Usłyszcie mój krzyk, krzyk szarego, zwyczajnego człowieka, syna narodu, który własną i cudzą wolność ukochał ponad wszystko, ponad własne życie, opamiętajcie się! Jeszcze nie jest za późno!”.
Przed wyjazdem na dożynki – wcześnie rano 7 września – pobłogosławił śpiące jeszcze dzieci, a najstarszemu synowi zostawił własny zegarek. Następnie udał się na dworzec w Przemyślu. W trakcie jazdy pociągiem do Warszawy sporządził poruszający list pożegnalny do swojej małżonki Marii. Pisał w nim m.in.:
„Kochana Marysiu! Nie płacz!, szkoda sił, a będą ci potrzebne, jestem pewny, że po to dla tej chwili żyłem 60 lat, wybacz, nie można było inaczej, po to, żeby nie zginęła prawda, człowieczeństwo, wolność, ginę, a to mniejsze zło jak śmierć milionów, nie przyjeżdżaj do Warszawy, mnie już nikt, nic nie pomoże, dojeżdżam do Warszawy, piszę w pociągu i dlatego krzywo. Jest mi tak dobrze, czuję taki spokój wewnętrzny – jak nigdy w życiu! Kochane dzieci, nie dokuczajcie mamie, uczcie się, bo to wasze najważniejsze zadanie teraz. Niech was Bóg ma w swojej opiece. Całuję was – Ojciec”.
List ten do jego małżonki dotarł dopiero po 25 latach. Na prośbę Siwca próbowała go jej przekazać Maria Tchórzewska, która wraz z nim była w stolicy, ale niestety nie zastała Siwców i zostawiła go w drzwiach ich mieszkania. Z drzwi zaś wyjęli go czujni funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa.
Kim był Ryszard Siwiec? Sięgnijmy do akt Służby Bezpieczeństwa. W notatce sporządzonej po jego samospaleniu pisano o nim:
„Według danych uzyskanych z Rzeszowa Siwiec jest żonaty, ma czworo dzieci (dwie córki i dwóch synów), z których troje jest dorosłych, a jedno uczęszcza jeszcze do szkoły podstawowej. Ostatnio Siwiec pracował prywatnie w wytwórni win u Wojnarowicza w Przemyślu, a ponadto prowadził własną fermę kurzą i hodowlę kwiatów […]. Mieszkał wraz z rodziną w trzypokojowym, dobrze wyposażonym mieszkaniu i uchodził za człowieka majętnego. W mieszkaniu znajduje się m.in. duży zbiór różnych książek, telefon, maszyna do pisania oraz ozdobny portret J. Piłsudskiego”.
Notatka nie była nazbyt dokładna, gdyż miał pięcioro, a nie czworo dzieci (córki Elżbieta i Innocenta oraz synowie Adam, Mariusz i Wit). W innym esbeckim dokumencie stwierdzano natomiast:
„Według przeprowadzonych ustaleń w Miejskiej Przychodni Rejonowej w Przemyślu, nie stwierdzono, aby […] był kierowany [na leczenie] i pozostawał na leczeniu na zaburzenia psychiczne. Równocześnie informuję, że rodzina Siwca jest religijna i pozostaje w ścisłym kontakcie z kurią biskupią w Przemyślu, która udziela im pomocy materialnej, jako małżeństwu wielodzietnemu”.
Ewidentnie zatem widać, że nie był szaleńcem, człowiekiem niezrównoważonym psychicznie, jak to próbowano wmawiać w okresie PRL.
Okrzyk konającego wolnego człowieka
Ryszard Siwiec zdecydował, że swój dramatyczny protest zrealizuje – o czym była mowa – w trakcie ogólnopolskich dożynek na Stadionie Dziesięciolecia. Nie uczynił tego w czasie oficjalnych przemówień, lecz podczas części artystycznej dożynek – występów zespołów ludowych. Kwadrans po południu, po uprzednim rozrzuceniu ulotek (rozpoczynających się od słów: „Protestuję przeciw niesprowokowanej agresji na bratnią Czechosłowację”, a zakończonych stwierdzeniem: „Ginę po to, żeby nie zginęła wolność, prawda i człowieczeństwo”), oblał się rozpuszczalnikiem i podpalił. W rękach trzymał flagę narodową z napisem „Za Waszą i Naszą Wolność. Honor i Ojczyzna”, a paląc się, krzyczał: „Protestuję”, „Niech żyje wolna Polska”, a także
„To jest okrzyk konającego wolnego człowieka”.
Apelował również do świadków zdarzenia, aby ci go nie gasili. Oczywiście bez powodzenia. Ponieważ jednak odpychał osoby, które usiłowały ugasić ogień, dopiero gdy spłonęło na nim całe ubranie, został doprowadzony przez milicjantów do samochodu.
Nie miał praktycznie szans na przeżycie, gdyż oparzenia obejmowały ponad 80 proc. jego ciała.
Samospalenia dokonał na oczach 100 tys. ludzi – niemal naprzeciwko trybuny głównej, na której znajdowało się kierownictwo partii i państwa, na czele z I sekretarzem Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Władysławem Gomułką – a jednak jego czyn długo pozostawał nieznany. Paradoksalnie, dla Polaków bohaterem był czeski student Jan Palach, który na podobny krok jak Siwiec zdecydował się w styczniu 1969 r. w Pradze… Owszem, w Warszawie krążyły pogłoski o tym, że ktoś spalił się podczas dożynek, ale nie wiązano tego wydarzenia z interwencją wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji. Tak o tym pisał w swoim dzienniku Stefan Kisielewski niespełna tydzień po czynie Ryszarda Siwca:
„wciąż mówią, że na dożynkach w obecności Wiesia [Władysława Gomułki] i Józia [Józefa Cyrankiewicza] ktoś się oblał benzyną i podpalił. Nie wiadomo tylko, »po jakiej linii« to się stało”.
Przyczyniły się do tego działania peerelowskich władz, które jego samospalenie przedstawiały naocznym świadkom jako przypadkowe zapalenie się (samozapłon) nietrzeźwej osoby. Publicznie o dramatycznym czynie Ryszarda Siwca poinformowało dopiero ponad pół roku później – w połowie kwietnia 1969 r. – Radio Wolna Europa.
Siwiec został przewieziony do Szpitala Praskiego. Lekarze określili jego stan
„jako bardzo ciężki, nierokujący długiego pozostania przy życiu”.
Nie miał praktycznie szans na przeżycie, gdyż oparzenia obejmowały ponad 80 proc. jego ciała. Umierał niemal cztery dni – jego zgon stwierdzono 12 września o godzinie 1.45. Co niebywałe w takiej sytuacji, zachował jednak praktycznie do samego końca przytomność. Jak wspominała po latach pielęgniarka Halina Łagowska:
„Nie chciał mówić o tym, co zrobił, martwił się jedynie o swoją rodzinę, o dzieci, że przez jego samospalenie dzieci będą cierpiały. Bał się, że nie będą mogły chodzić na studia, zostaną wyrzucone. To było jego dodatkowym cierpieniem. Martwił się bardzo – o siebie nie”.
Wspominał jednak po raz kolejny o swoich motywacjach, co utrwalili funkcjonariusze SB:
„Ginę po to, żeby zwyciężyła prawda, żeby zwyciężyło człowieczeństwo i żeby zwyciężyła miłość. Ginę po to, żeby zginęło kłamstwo, zginęła nienawiść i zginął terror”.
I dalej:
„Nie odczuwam żadnego bólu i nie odczuwałem żadnego bólu przez cały czas. Bolą mnie tylko dwie ręce, lewa do składania fałszywych przysiąg, prawa do ściskania ręki tym, którym złożyło się fałszywą przysięgę”.
Przekazywał również swoje przesłanie:
„Niech żyje prawda, niech żyje wolność, niech żyje człowieczeństwo, niech żyje demokracja, niech żyje konstytucja! Niech zginie totalny terror, opanowujący świat!”.
I apelował:
„Jeśli ludzie nie zapomnieli dźwięku najpiękniejszego słowa »matka« na świecie – to niech się opamiętają, póki nie jest jeszcze za późno. Niech wstrzymają rękę wzniesioną nad guzikiem, który może wzbudzić zagładę połowy ludzkości. Mój apel kieruję do wszystkich ludzi dobrej woli na świecie, do ludzi, którym dobro wszystkich, a nie małych grup nie jest obojętne. Opamiętajcie się, opamiętajcie się, póki jeszcze nie jest za późno”.
Opamiętajcie się, póki jeszcze nie jest za późno
Oczywiście w szpitalu był starannie odseparowany od innych pacjentów. Jego słowa dotarły zatem jedynie do pilnujących go funkcjonariuszy. Niewykluczone zresztą, że po części („Nie mam żadnych inspiratorów, nie mam żadnych wspólników”) były dla nich przeznaczone.
Umierał niemal cztery dni. Co niebywałe w takiej sytuacji, zachował jednak praktycznie do samego końca przytomność.
Tak na marginesie personel oddziału, na którym leżał, miał w pełni współpracować ze Służbą Bezpieczeństwa – z jednym z opiekujących się nim lekarzy ustalono nawet (w dniu 10 września) przeprowadzenie badań psychiatrycznych umierającego Ryszarda Siwca…
Jego pogrzeb odbył się po kilku dniach. Tak go zapamiętał znajomy Siwca Władysław Mazur:
„Dowiedziałem się drogą poufną, że pogrzeb […] będzie w niedzielę na cmentarzu zasańskim w Przemyślu. Milicja nie pozwoliła chować go w powszedni dzień, bojąc się demonstracji. Klepsydry pozwolono rozlepić dopiero w sobotę wieczorem”.
Mimo to – jak dodawał – „na cmentarzu znalazły się tłumy ludzi”. I dalej:
„Nabożeństwo żałobne odprawiało trzech księży z kościoła oo. salezjanów. W czasie pogrzebu dookoła znajdowało się mnóstwo tajniaków […]. Przemówień pożegnalnych nie było żadnych, bo nikt się nie odważył”.
Nikogo to zresztą nie powinno dziwić. Po dramatycznym geście Siwca jego rodzina znalazła się pod lupą funkcjonariuszy SB – czego efektem było m.in. przejęcie wspomnianego wcześniej listu pożegnalnego. Esbecy rozpuszczali również w Przemyślu – czyli miejscu zamieszkania jego i jego rodziny – plotki, że był szaleńcem. Z kolei Komenda Stołeczna Milicji Obywatelskiej prowadziła śledztwo, które wszczęto w związku z odnalezieniem w skórzanej torbie, którą miał ze sobą w chwili samospalenia, ulotek. Uznano bowiem, że zawierają one
„fałszywe wiadomości o sytuacji społeczno-politycznej, mogące wywołać niepokój publiczny”.
Stwierdzono też, że Siwiec wzywał do ich czytania, a tym samym popełnił przestępstwo, jednak ze względu na jego śmierć dochodzenie przeciwko niemu (w dniu 16 października 1968 r.) umorzono. Czujni byli również funkcjonariusze „zabezpieczający” dożynki na Stadionie Dziesięciolecia – odebrali oni kliszę ze zdjęciami płonącego Ryszarda Siwca – jak pisali – „jednemu z fotografujących”. Niewykluczone, że przyczynili się w ten sposób do tego, że czyn Siwca był przez lata zapomniany…
* * *
Tak naprawdę został on doceniony dopiero po 1989 r. Nie tylko zresztą w Polsce, ale przede wszystkim w Czechach. W przypadku naszego kraju, mimo licznych już dziś upamiętnień (m.in. nazwania jego imieniem mostu w Przemyślu), trudno nie odczuwać pewnego niedosytu po nazwaniu nowego Stadionu Narodowego (zbudowanego w miejscu dawnego Stadionu Dziesięciolecia) imieniem znakomitego trenera piłkarskiego Kazimierza Górskiego, a nie właśnie Ryszarda Siwca. Tym bardziej że w przypadku tego pierwszego zdecydowanie lepszym wyborem – ze względów historycznych – byłby Stadion Śląski w Chorzowie. Ale to już całkiem inna historia…
Testament Ryszarda Siwca (fragment):
„Wam, moje drogie dzieci, zalecam i nakazuję:
1. Nie dajcie nigdy odebrać sobie wiary w Boga, wiary w człowieka, w jego dążenia do wolności i prawdy.
2. Bądźcie zawsze dobrymi Polakami i Polkami i pamiętajcie, że Ojczyzna to nie tylko Wy, ale i ten zbałamucony polski milicjant, który bije cię pałką i kopie za domaganie się wolności.
3. Zawsze pamiętajcie, że drugi człowiek jest takim samym człowiekiem, jak Wy, a często może lepszym od Was.
4. Pamiętajcie, że kłamstwo jest początkiem i pierwszą przyczyną wszelkiego zła na świecie.
5. Prawda niech tylko znaczy prawdę.
6. Podstawą Waszych działań powinna być zawsze jedność myśli, słów i czynów.
Niech Bóg miłosierny i Królowa Polski, Matka Częstochowska, ma Was w opiece i całą naszą ziemską Ojczyznę”.
Tekst pochodzi z numeru 9/2023 „Biuletynu IPN”
