W okresie międzywojennym do najczęściej popełnianych na terenie Krakowa czynów przestępczych należały kradzieże. Kraków wpisywał się w tym względzie w ogólne trendy, bowiem w okresie II Rzeczypospolitej kradzieże stanowiły około 75% wszystkich przestępstw odnotowanych przez statystyki policyjne. Wydaje się, że prawidłowość ta utrzymała się także po wybuchu wojny. Można tak sądzić przeglądając akta więźniów skazanych za przestępstwa pospolite.
Więzienie św. Michała
Na terenie Krakowa w okresie okupacji niemieckiej więźniów „pospolitych” przetrzymywano przede wszystkim w więzieniu przy ul. Senackiej tzw. więzieniu św. Michała i jego filiach (obecnie w budynkach przy ul. Senackiej ma siedzibę Muzeum Archeologiczne).
Potoczna, ale powszechnie używana, nazwa więzienia pochodziła od istniejącego w tym miejscu do 1872 r. kościoła pod wezwaniem św. Michała i św. Józefa. Kościół należał do dawnego kompleksu klasztornego Karmelitów Bosych, który w 1797 r. przejęły władze austriackie z przeznaczeniem na siedzibę sądu i więzienie. Po rozbudowie zespół budynków służył celom sądowym i penitencjarnym do połowy XX w.
W okresie II Rzeczypospolitej kradzieże stanowiły około 75% wszystkich przestępstw odnotowanych przez statystyki policyjne. Wydaje się, że prawidłowość ta utrzymała się także po wybuchu wojny.
W okresie okupacji więzienie początkowo funkcjonowało jako Więzienie Sądu Specjalnego w Krakowie – Sondergerichtsgefängnis in Krakau, a od końca 1941 r. jako niemiecki zakład karny – Deutsche Strafanstalt in Krakau. Wśród więźniów „św. Michała” dominowały osoby narodowości polskiej – zarówno mężczyźni i kobiety (niniejszy tekst dotyczy kradzieży popełnianych przez Polaków). Niemniej wśród osadzonych były także osoby innych narodowości – Niemcy (Reichsdeutsche i Volksdeutsche), Ukraińcy, a nawet Żydzi. Ci ostatni zostali ostatecznie usunięci z więzienia w październiku 1942 r.
W więzieniu św. Michała osadzane były zarówno osoby zatrzymane na czas śledztwa, jak i po wyrokach. Wśród osadzonych należy wyróżnić tzw. przestępców zawodowych (Berufsverbrecher, BV), nazywanych przestępcami nałogowymi. Do tej kategorii kwalifikowane były osoby odsiadujące wyroki za najgroźniejsze przestępstwa, notoryczni bandyci i złodzieje, osadzeni pod zarzutem napadów, rozbojów itd. przeważnie już karani przez sądy przedwojenne. Więźniów tej kategorii m.in. wywożono do obozów pracy i koncentracyjnych oraz w „nieznane miejsca”, prawdopodobnie na rozstrzelanie.
Łupem padały deficytowe podczas okupacji produkty – przede wszystkim odzież, bielizna osobista i pościelowa, obuwie, kupony materiału, a także żywność, tytoń, opał, zastawa stołowa. Przedmiotem kradzieży stało się nawet mydło, którego braki były bardzo odczuwalne.
W wypadku więźniów nie zaliczonych do kategorii przestępców zawodowych obowiązywały dwie główne ścieżki postępowania. Tych, którym zasądzono długoletnie kary pozbawienia wolności, wysyłano do innych zakładów karnych celem odbycia długoterminowej kary (w dystrykcie krakowskim były to zakłady karne w Wiśniczu Nowym i w Tarnowie). Natomiast skazani na wyroki krótkoterminowe odsiadywali kary na miejscu, a po ich odbyciu w większości byli zwalniani. Wśród nich największą grupę stanowili skazani za tzw. „drobne kradzieże”.
Zwrot „drobne kradzieże” nie jest określeniem pochodzącym z ówczesnych regulacji prawnych. Można jednak przyjąć, że są to występki obwarowane karą grzywny bądź krótkoterminowego pozbawienia wolności, a kradzieże obejmowały stosunkowo niewielkie ilości towarów.
Pożądane przedmioty
Poza początkiem okupacji pieniądze nie były dla złodziei atrakcyjnym dobrem. Łupem padały deficytowe podczas okupacji produkty – przede wszystkim odzież, bielizna osobista i pościelowa, obuwie, kupony materiału, a także żywność, tytoń, opał, zastawa stołowa. Przedmiotem kradzieży stało się nawet mydło, którego braki były bardzo odczuwalne. Kradziono na własne potrzeby, zdobycze mogły też służyć jako środek wymiany na inne, niezbędne do przeżycia towary – żywność, lekarstwa itp. lub być przeznaczone na handel. Toteż łupem złodziei padały produkty deficytowe, na które w obrocie czarnorynkowym aktualnie istniał popyt, gwarantujący łatwe i zyskowne ich zbycie.
Kradzieży dokonywały pojedyncze osoby lub grupy osób doraźnie związanych „sprawą”, działały też szajki złodziejskie. Złodziej lub złodzieje bywali w zmowie z osobą trudniącą się handlem, zwłaszcza z licznymi w czasie okupacji tzw. handlarzami starzyzną.
Kradzieży dokonywano włamując się do mieszkań, piwnic. Często złodzieje znali swoje ofiary, nierzadko pozostawali z nimi w bliższych relacjach (znajomi, sąsiedzi, współlokatorzy). Podczas włamań niejednokrotnie wręcz ogołacano mieszkania z rzeczy codziennego użytku. Na przykład w sentencji wyroku Sądu Okręgowego w Krakowie z 23 czerwca 1942 r. wymieniono przedmioty kradzieży:
„3 płaszcze damskie, 3 pary bucików, 9 kompletów damskich, 7 koszul nocnych, 3 biustniki, 8 sukienek, 4 pary pończoch, 3 kombinacje, 3 koszulki dziecinne, 3 metry materii na ubranie, 4 metry jedwabiu na suknię, jedwabną chustkę na głowę, 1 prześcieradło, 2 poszwy na pierzynę, 1 koc, 3 pary skarpetek, 7 sukien, 3 ręczniki […]”.
Jak bardzo pożądanym w okresie okupacji dobrem były tekstylia, świadczy choćby informacja o kobiecie odsiadującej wiosną 1944 r. czteromiesięczny wyrok za kradzież 3 zasłon okiennych.
Kradzieże opału były domeną pory zimowej, a na terenie Krakowa rozpowszechniona była zwłaszcza kradzież węgla lub jego pochodnych.
Drobnych kradzieży w instytucjach zarządzanych przez Niemców dokonywali zazwyczaj zatrudnieni w nich pracownicy. Okradano współlokatorów (warto mieć w pamięci przeludnienie miasta w okresie okupacji), zbywano przedmioty, które uprzednio od kogoś pożyczono. Częste były kradzieże – można by rzec – przygodnie np. rozwieszonego prania lub wietrzących się płaszczy. Zdarzało się, że poszkodowani rozpoznawali swoje rzeczy na innych osobach lub mogli je odkupić od handlarzy.
Kradzieże opału były domeną pory zimowej, a na terenie Krakowa rozpowszechniona była zwłaszcza kradzież węgla lub jego pochodnych. Kradzieże drobne dotyczyły niewielkich ilości tego surowca liczonych w kilogramach. Dokonywano ich w składach lub wprost z wagonów kolejowych, ale ofiarami złodziei opału padali także sąsiedzi posiadający choćby niewielkie jego zapasy. W sentencji wyroku Sądu Grodzkiego w Krakowie z 27 marca 1942 r. możemy przeczytać, że oskarżony
„przyznał, że w nocy na 22 grudnia 1941 przedostał się przez klozet do przylegającej komórki z węglem [należącym do sąsiadów], zabrał drobną ilość węgla na czym został przytrzymany”.
Powszechne były kradzieże płodów rolnych z pól uprawnych na terenach podmiejskich, z ogródków działkowych, ale także z zabudowań gospodarskich, młynów itp. Wiązały się one z narastającym ubóstwem wśród ludności oraz z trudnościami aprowizacyjnymi i wysokimi cenami żywności na wolnym rynku. Jedną z nich, dotyczącą kradzieży z pola w Bronowicach Małych około 150 kg ziemniaków rozpoznawał Sąd Grodzki w 1941 r. Oskarżeni przyznali się do winy i wyjaśnili, że
„uczynili to z nędzy”.
Kradzieże „z nędzy”
Częstą przyczyną kradzieży podstawowych produktów codziennego użytku była bieda, skłaniająca dotknięte nią osoby do desperackich zachowań. Gwałtowne zubożenie, utrata materialnych podstaw bytu z powodu przesiedleń lub braku miejsca pracy, nieprzygotowanie do egzystowania w nowych, wojennych warunkach mogło prowadzić (i niekiedy prowadziło) do działań przestępczych. Ilości towaru, często bardzo niewielkie, po które sięgali złodzieje oraz interesujący ich asortyment – żywność, tekstylia, środki czystości, opał itd. pokazują zarówno ubóstwo ofiar, jak i sprawców.
Sądy w czasie okupacji brały pod uwagę trudną sytuację podsądnych, tworząc kategorię przestępstw: Notdiebstahls – kradzieży z nędzy. Trudne warunki materialne sąd wziął pod uwagę na przykład w sprawie o kradzież niewielkiej ilości węgla z piwnicy sąsiada. W uzasadnieniu wyroku można przeczytać:
„Przy wymiarze kary miał Sąd na uwadze, że oskarżony dotąd karanym nie był – działał niewątpliwie z nędzy (w czasie zimy i ciężkiej choroby ojca) zabrał drobną ilość węgla (2 kawałki)”.
Jeden z oskarżonych otrzymał karę tygodniowego aresztu, drugi – z uwagi na przyznanie się do winy – został jedynie upomniany. Podobne uzasadnienie zawiera wyrok dotyczący gospodyni domowej, która
„wyciągnęła z otwartej walizki […] swojej lokatorki powłóczkę [poszewkę] i sprzedała ją na tandecie za 20 zł za pieniądze te kupiła dla chorego dziecka lekarstwa i jedzenie, a czyn ten popełniła będąc w nędzy, gdyż była bez pracy, a mąż, który wyjechał do Niemiec nie przysyłał jej pieniędzy”.
Została skazana na 7 dni aresztu. W uzasadnieniu innego wyroku sądowego w sprawie o kradzież znajduje się zapis
„przy wymiarze kary miał Sąd na uwadze młody wiek oskarżonej, jej warunki materialne, niekaralność oraz niską wartość skradzionej bielizny”.
Gdzie leżała granica?
Błędem byłoby jednak przekonanie, że drobnych kradzieży dokonywano wyłącznie z biedy. W sentencjach wyroków sądowych możemy spotkać opinie, że oskarżeni chcieli wyciągnąć korzyści majątkowe z trudnej sytuacji materialnej innych osób, sami nie będąc taką sytuacją dotknięci. Także w takich przypadkach drobne kradzieże popełniły niejednokrotnie osoby, które przed wojną nie wchodziły w konflikt z prawem.
Zastosowanie się do regulacji wprowadzonych przez władze niemieckie, zwłaszcza w zakresie zaopatrzenia w podstawowe produkty codziennego użytku, prowadziłoby do fizycznego wyniszczenia lub śmierci. Zapobieżenie temu zmuszało do ustawicznego łamania i przekraczania obowiązujących przepisów administracyjnych i porządkowych.
Otwartym pozostaje pytanie, na ile rozluźnienie norm moralnych, brak poszanowania dla praworządności wywołany i praktykowany przez władze okupacyjne, powszechny deficyt dóbr codziennego użytku, brak zajęcia lub możliwości edukacji miały wpływ na to, że część osób decydowała się na kradzieże, zarówno z biedy, jak i dla wzbogacenia się. Traktowanie przez Niemców Generalnego Gubernatorstwa jako terenu eksploatacji gospodarczej i głęboko nieludzki charakter okupacji ziem polskich skutkował tym, że niejednokrotnie źródłem przestępczości był sam okupacyjny „porządek prawny”.
Miejscowa ludność nie miała zapewnionych podstaw egzystencji, nie była zatem w stanie funkcjonować całkowicie legalnie. Zastosowanie się do regulacji wprowadzonych przez władze niemieckie, zwłaszcza w zakresie zaopatrzenia w podstawowe produkty codziennego użytku, prowadziłoby do fizycznego wyniszczenia lub śmierci. Zapobieżenie temu zmuszało do ustawicznego łamania i przekraczania obowiązujących przepisów administracyjnych i porządkowych oraz ciągłego narażania się na represje. Granica pomiędzy sprzeciwianiem się porządkowi wprowadzonemu przez okupanta, a przestępczością pospolitą stawała się coraz łatwiejsza do przekroczenia.
