W snutych przez polityków, politologów, socjologów i ekonomistów refleksjach nad teraźniejszością i przyszłością Europy konsekwentnie przewija się koncepcja, że Republika Federalna Niemiec winna odgrywać w Unii Europejskiej i na całym Starym Kontynencie rolę lidera, przewodnika, hegemona nawet.
Mit założycielski powstałej w 1949 r. RFN opiera się na twierdzeniu, że w pierwszych latach powojennych Niemcy dokonały denazyfikacji, czyli przebudowy świadomości społecznej.
Mniemanie to oparte jest na trzech głównych przesłankach. Pierwsza z nich to fakt, że Niemcy są europejską i światową potęgą gospodarczą. Przesłanka druga wskazuje, że Niemcy to państwo chlubiące się stabilnym ustrojem politycznym – demokracją silną, bo wykształconą po wywołanej przez Niemcy w 1939 r. wojnie światowej, która zakończyła się ich klęską i bezwarunkową kapitulacją w maju 1945 r.
Przesłanka ta powiązana jest immanentnie z trzecią: przeświadczeniem, że Niemcy umiały nie tylko podnieść się ekonomicznie po zniszczeniach wojennych, lecz także dokonały politycznego i społecznego katharsis, że odrzuciły złowrogie dziedzictwo lat 1933–1945, dokonały pełnego rozliczenia z ludobójczą przeszłością, wyznały winy i zadośćuczyniły skrzywdzonym.
Przeświadczenie to – tak przecież popularne w światowej opinii publicznej – jest jednak w większym stopniu efektem zabiegów propagandowych niż konkluzją wynikającą z analizy faktów historycznych. Co ważne – coraz częściej mówią o tym historycy niemieccy.
Denazyfikacja à l’allemande
Mit założycielski powstałej w 1949 r. RFN opiera się na twierdzeniu, że w pierwszych latach powojennych Niemcy dokonały denazyfikacji, czyli przebudowy świadomości społecznej. Komponentami denazyfikacji były odrzucenie teorii rasowych jako fundamentu relacji Niemców z innymi narodami, wyrzeczenie się koncepcji, że prawo jest pochodną siły, oraz uznanie, że godność człowieka jest wartością nadrzędną w stosunku do interesu państwa.
Oczywiście Niemcy przyznają, że przebudowa ta została dokonana pod presją zwycięskich mocarstw alianckich, które na konferencji poczdamskiej przyjęły uchwałę „O Niemczech”. We wstępie tej uchwały stwierdzono, że
„[…] naród niemiecki musi spłacić dług za straszliwe zbrodnie popełnione pod kierunkiem tych, których uczynki otwarcie aprobował i którym był ślepo posłuszny”.
Denazyfikacji miały towarzyszyć następne „D” – demilitaryzacja, decentralizacja, dekartelizacja i demokratyzacja. Choć napięcia między aliantami zachodnimi a Związkiem Sowieckim narastały praktycznie od zakończenia działań militarnych jesienią 1945 r., to w sprawie niemieckiej współpraca istniała – choć coraz bardziej podejrzliwa – praktycznie do 1948 r. Gdy stało się jasne, że postulat utrzymania jednych Niemiec jest dla ZSRS wybiegiem umożliwiającym przesunięcie strefy wpływów komunistycznych aż po Ren, alianci zachodni uznali, że korzystnym politycznie i militarnie rozwiązaniem będzie powołanie do istnienia Niemiec Zachodnich, złożonych ze stref okupacyjnych amerykańskiej, brytyjskiej i francuskiej (konferencja londyńska w czerwcu 1948 r.). W następnych miesiącach przedstawiciele niemieckich rządów krajowych powołali Konwent Konstytucyjny, a następnie Radę Parlamentarną, która opracowała projekt ustawy zasadniczej (Grundgesetz), przyjęty 24 maja 1949 r. Zwierzchnią kontrolę nad funkcjonowaniem państwa zachodnioniemieckiego miała sprawować Wysoka Komisja Aliancka.
Gdy stało się jasne, że postulat utrzymania jednych Niemiec jest dla ZSRS wybiegiem umożliwiającym przesunięcie strefy wpływów komunistycznych aż po Ren, alianci zachodni uznali, że korzystnym politycznie i militarnie rozwiązaniem będzie powołanie do istnienia Niemiec Zachodnich.
Jednak szybki rozwój Niemiec Zachodnich umożliwiły nie tylko uzgodnienia polityczne, lecz otwarta konfrontacja militarna koalicji państw demokratycznych z blokiem komunistycznym. Doszło do niej w czerwcu 1950 r., gdy wojska komunistycznej Korei Północnej przekroczyły 38 równoleżnik, atakując Koreę Południową. W nowej sytuacji geopolitycznej państwo zachodnioniemieckie stało się cennym sprzymierzeńcem – początkowo głównie gospodarczym – powołanej do życia w kwietniu 1949 r. Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego. Ta zmiana statusu doprowadziła do zaniechania, a nawet w wielu wypadkach cofnięcia procesów związanych z realizacją zasady „pięciu D”. Niezakłócenie przebiegała tylko demokratyzacja, choć – jak zobaczymy – przestała być ona ustrojem „jednoznacznie dobrych”, przyjmując wiele odcieni szarości. Powróciły też barwy kojarzone z okresem III Rzeszy.
Wywabianie brunatnych plam
O powierzchowności procesów denazyfikacyjnych i przemijalności aprobującego je nastawienia społeczeństwa niemieckiego świadczyły wyniki badań społecznych. O ile w 1946 r. poparcie dla działań sądzącego w Norymberdze największych zbrodniarzy niemieckich Międzynarodowego Trybunału Wojskowego wyraziło 78 proc. Niemców, o tyle w 1951 r. odsetek ten spadł do zaledwie 10 proc.
Coraz powszechniejszy stawał się pogląd o równoważności cierpień, które sprowadzili na narody europejskie Niemcy w latach wojny, z tymi, które dotknęły ich samych po zakończeniu działań zbrojnych.
„Można każdej popełnionej przez Niemców potworności przeciwstawić podobne, dokonane angielskimi, francuskimi, amerykańskimi czy rosyjskimi rękoma”
– pisał w 1949 r. ceniony przez aliantów i Konrada Adenauera pastor Theophil Wurm, przełożony Kościoła Ewangelickiego w Niemczech (od 1945 r.). Dobitnym dowodem – jeśli nie na aprobatę, to przynajmniej społeczne usprawiedliwianie zbrodni niemieckich – był fakt, że ok. 20 tys. funkcjonariuszy aparatu terroru III Rzeszy żyło w Niemczech Zachodnich (pod zmienionymi nazwiskami) i żaden z nich nie został zadenuncjowany przez osoby cywilne.
Niemieccy specjaliści od gospodarki wojennej (Wehrwirtschaft), dzięki którym III Rzesza była w stanie przez sześć lat toczyć wojnę kosztującą życie 50 mln ludzi, stali się po zakończeniu działań pożądanymi zarówno przez Amerykanów, jak i przez Sowietów fachowcami.
Ponieważ aliancka kontrola ograniczała suwerenność polityczną RFN, Adenauer skupił się na odbudowie gospodarki.
Kwalifikacje funkcjonariuszy byłej III Rzeszy doceniał Konrad Adenauer. Niegdyś członek opozycji antyhitlerowskiej, od 1947 r. przewodniczący Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej Niemiec (CDU), przewodniczący Rady Parlamentarnej, po pierwszych wyborach do Bundestagu w sierpniu 1949 r. został Adenauer pierwszym kanclerzem RFN (urząd ten sprawował do 1963 r.). Adenauer postawił sobie za zadanie odbudowę znaczenia politycznego i potęgi gospodarczej Niemiec.
Ponieważ aliancka kontrola ograniczała suwerenność polityczną RFN, Adenauer skupił się na odbudowie gospodarki. W tym celu konsekwentnie dążył do ochrony fachowców-zbrodniarzy wojennych przed sprawiedliwym rozliczeniem czynów popełnionych w latach 1933–1945. Adenauer przyczynił się do wprowadzenia do Ustawy Zasadniczej Republiki Federalnej Niemiec (Grundgesetz für die Bundesrepublik Deutschland) artykułu 16., który w punkcie 2. stanowi:
„Żaden Niemiec nie może być wydany innemu państwu”.
W artykule 102. znoszono karę śmierci.
Jednym z pierwszych głosów ostrzegających opinię publiczną Niemiec Zachodnich przed rehabilitowaniem czy wręcz promowaniem członków NSDAP i funkcjonariuszy reżimu była wystawa przygotowana w 1959 r. przez Reinharda Streckera. Ukazywała ona nazistowską przeszłość sędziów RFN:
„Adenauer nie był nazistą, ale po 1945 roku otoczył się nazistami. Wychodził im naprzeciw, za wszelką cenę nie chciał dopuścić do procesów hitlerowskich zbrodniarzy przed niemieckimi sądami”.
Większość ludobójców skazanych w trzynastu procesach norymberskich wyszła na wolność do połowy lat pięćdziesiątych.
„Po przejęciu przez Niemców osądów zbrodni popełnianych w okresie istnienia III Rzeszy nastąpiła gorączka ułaskawień tych, którzy zostali skazani na karę więzienia lub śmierci”
– podkreślał prof. Witold Kulesza.
Pobłażliwość i zaniechania
Masowe mordy na ludności cywilnej, rzeź na Woli, gwałty i nieopisane okrucieństwa, rabunek i planowe niszczenie Warszawy w sierpniu i wrześniu 1944 r. – wszystko to łączy się z nazwiskiem SS-Gruppenführera i generała-porucznika Waffen-SS Heinza Reinefartha (z zawodu prawnika). Po wojnie Polska zażądała wydania zbrodniarza, jednak Anglosasi odmówili. Wprawdzie Reinefarth stanął przed sądem, ale był to sąd niemiecki, który kata wciąż leżącej w gruzach Warszawy uniewinnił. Z braku dowodów.
Ta zmiana statusu doprowadziła do zaniechania, a nawet w wielu wypadkach cofnięcia procesów związanych z realizacją zasady „pięciu D”. Niezakłócenie przebiegała tylko demokratyzacja.
Mógł więc esesman przebrany w garnitur „dobrego Niemca” włączyć się w budowę nowych, powojennych Niemiec. W 1951 r. został burmistrzem miasta Westerland na położonej w pobliżu granicy z Danią wyspie Sylt. Urząd ten pełnił przez następnych osiemnaście lat, będąc jednocześnie od 1958 r. posłem do Landtagu kraju związkowego Szlezwik-Holsztyn. Kolejne wnioski Polski o wydanie zbrodniarza były odrzucane przez władze Niemiec1, które w 1967 r. przyznały Reinefarthowi generalską emeryturę.
Innym przykładnym obywatelem RFN był Eilert Dieken. Porucznik Dieken rozkazał zamordować we wsi Markowa członków żydowskich rodzin Goldmanów, Didnerów i Gruenfeldów oraz ukrywających ich Józefa i Wiktorię Ulmów wraz z siedmiorgiem ich dzieci. Po wojnie leutnant Dieken był przez wiele lat komendantem policji w miasteczku Esens nad Morzem Północnym. Rodzinie opowiadał, jak w okropnych „czasach nazistowskich” pomagał Polakom i Żydom. Nikt nigdy go nie niepokoił przypominaniem prawdy.
Co pewien czas opinię publiczną w Niemczech, w Izraelu lub innych państwach bulwersowały ujawniane fakty z przeszłości, przypominane zbrodnie, których sprawcy nie ponieśli kary. Polityka zamilczania brunatnej przeszłości ustępowała miejsca polityce rozliczeń.
Znacznie więcej przykładów pobłażliwości niemieckich sądów oraz instytucji powojennego państwa niemieckiego wobec zbrodniarzy przytaczają Klaus-Michael Mallmann i Andrej Angrick w książce Gestapo po roku 1945. Kariery, konflikty, konteksty. Obliczają oni, że w tworzonej pod patronatem CIA w Niemczech Zachodnich agencji wywiadowczej ok. 30 proc. pracowników należało do NSDAP, a 10 proc. stanowili byli funkcjonariusze Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (Reichssicherheitshauptamt, RSHA), w skład którego wchodziły gestapo, kripo i sipo. Szefem organizacji był Reinhard Gehlen – były generał-major, szef wywiadu Sztabu Generalnego Wehrmachtu na wschód. W 1956 r. Organization Gehlen została przejęta przez RFN i przyjęła nazwę Bundesnachrichtendienst (BND). Jeszcze na początku lat siedemdziesiątych co czwarty pracownik BND legitymował się stażem w strukturach wojskowych i policyjnych III Rzeszy.
Szczególnie łaskawy dla nazistowskich zbrodniarzy był kraj związkowy Szlezwik-Holsztyn: tam pracowali burmistrz Reinefarth i komisarz Dieken. Tamtejsza policja kryminalna w 1950 r. w 100 proc. składała się z funkcjonariuszy RSHA.
Co pewien czas opinię publiczną w Niemczech, w Izraelu lub innych państwach bulwersowały ujawniane fakty z przeszłości, przypominane zbrodnie, których sprawcy nie ponieśli kary. Polityka zamilczania brunatnej przeszłości ustępowała miejsca polityce rozliczeń. Często były to rozliczenia minimalne, obliczone na uspokojenie nastrojów społecznych. W 1958 r. powołano Centralę Badania Zbrodni Narodowosocjalistycznych z siedzibą w Ludwigsburgu, która przekazywała dochodzenia do prokuratur. Efekty? Ocenia się, że III Rzesza doprowadziła do śmierci 13 mln ludzi (nie licząc żołnierzy poległych na frontach), za co odpowiedzialnych było ok. 200 tys. funkcjonariuszy reżimu – policjantów, prokuratorów, sędziów, urzędników. Niemieckie prokuratury w RFN wszczęły śledztwo wobec 87 tys. osób, skazano 6456, w tym 182 na dożywocie. Zestawienie jest porażające: 13 mln ofiar – 182 osoby skazane na dożywocie.
Największą skuteczność Centrala w Ludwigsburgu wykazała w zaprzepaszczaniu przekazywanych jej z Polski oryginalnych dokumentów dotyczących zbrodni niemieckich: ponad 200 tys. jednostek archiwalnych wysłanych do Ludwigsburga przepadło bezpowrotnie. Śledztwo w tej sprawie prowadzone przez prokuraturę warszawską zostało w 2010 r. umorzone z powodu „przedawnienia karalności czynu”.
Mundury na garnitury
Parasol ochronny nad pomniejszymi zbrodniarzami roztaczali ci dawni towarzysze narodowi, którzy objęli w RFN najwyższe stanowiska państwowe. Sekretarzem stanu i szarą eminencją u kanclerza Adenauera był Hans Globke, współtwórca osławionych norymberskich „ustaw rasowych”, które dały podstawę najpierw do represji, potem Holokaustu Żydów europejskich. W 1938 r. Globke objął stanowisko kierownika w Urzędzie ds. Żydowskich Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Rzeszy, gdzie przygotował zarządzenie zmuszające żydowskich mężczyzn do przyjęcia drugiego imienia Izrael, a żydowskich kobiet – Sara. Chodziło o szybką identyfikację.
W 1941 r. opracował ustawę pozbawiającą Żydów na terenach okupowanych państwowości i mienia. Globkemu przypisuje się również autorstwo raportu dotyczącego Francji, w którym ubolewał nad obecnością „kolorowej krwi w Europie” i wzywał do „eliminacji jej wpływów”. Ani te fakty, ani związek Globkego z wysłaniem 20 tys. greckich Żydów do obozów zagłady, ani protesty CIA nie powstrzymały Adenauera przed powierzeniem Globkemu stanowiska najpierw podsekretarza, a potem sekretarza stanu w kancelarii państwa. Stanowisko to Globke piastował do 1963 r.
W 1955 r. alianci zgodzili się na reaktywację Lufthansy, niemieckich linii lotniczych. Lufthansę odbudowywali m.in. Kurt Weigelt, członek NSDAP od 1937 r., który planował dla reżimu hitlerowskiego nową politykę kolonialną. Po wojnie uznany za zbrodniarza wojennego, od 1952 r. pracował w Deutsche Banku.
Obok Adenauera na piedestale wybitnych mężów stanu pierwszych lat istnienia RFN stawiany jest Ludwig Erhard: w latach 1949–1963 minister gospodarki, zastąpił potem Adenauera na stanowisku kanclerza. Obwołany autorem niemieckiego „cudu gospodarczego” (Wirtschaftwunder) przedstawiał się Erhard jako apolityczny profesor ekonomii, którego władze III Rzeszy represjonowały za niezależność poglądów, odmawiając mu habilitacji.
Jak się jednak okazało, dysertacja Erharda była po prostu bardzo słaba, zaś jej autor zarabiał potężne pieniądze, pisząc ekspertyzy ekonomiczne dla wysoko postawionych członków NSDAP i administracji okupacyjnych. Od 1940 r. Erhard pracował dla Głównego Urzędu Powierniczego Wschód. Haupttreuhandstelle Ost działał na ziemiach polskich wcielonych do Rzeszy i zajmował się konfiskatami polskiego mienia – od wielkich zakładów przemysłowych po małe, prywatne sklepiki. Przyszły kanclerz RFN stykał się oczywiście z Polakami. To dwie z jego opinii:
„Polski robotnik okazał się być chętny i pracowity, chociaż jego osiągnięcia nie spełniają wymagań stawianych Niemcom z Rzeszy. To wynik braków w wychowaniu i cech wynikających z uwarunkowań rasowych”; „Naród polski nie posiada mocy kształtowania (rzeczywistości), która pozwoliłaby mu na osiągnięcie prawdziwie kulturalnych wartości”.
W 1962 r. stanowisko prokuratora generalnego RFN objął Wolfgang Fränkel. W okresie III Rzeszy skazał na śmierć co najmniej trzydzieści osób, w tym Polaka, który ośmielił się nie zgodzić z opinią, że Hitler opanuje całą Europę. Dopiero po ujawnieniu zbrodniczej przeszłości, Fränkel został poproszony o rezygnację z zajmowanego stanowiska.
W 1955 r. alianci zgodzili się na reaktywację Lufthansy, niemieckich linii lotniczych. Lufthansę odbudowywali m.in. Kurt Weigelt, członek NSDAP od 1937 r., który planował dla reżimu hitlerowskiego nową politykę kolonialną. Po wojnie uznany za zbrodniarza wojennego, od 1952 r. pracował w Deutsche Banku, potem przewodniczył Radzie Nadzorczej Deutsche Lufthansa AG. Obok niego nad odbudową linii lotniczych pracował Kurt Knipfer, protegowany Hermanna Göringa, dyrektor w Ministerstwie Lotnictwa Rzeszy i członek Naczelnego Dowództwa Sił Powietrznych. W 1951 r. został szefem Departamentu Lotnictwa Federalnego Ministerstwa Transportu. Obaj zostali odznaczeni Wielkim Federalnym Krzyżem Zasługi z Gwiazdą.
Męstwo i poziom wyszkolenia żołnierzy Wehrmachtu doceniali wszyscy przeciwnicy Niemiec. Podobnie jak nowatorstwo i zaawansowanie technologiczne uzbrojenia.
I wróćmy jeszcze do Szlezwiku-Holsztynu. Doktor Carl-Anton Schäfer członkiem NSDAP został w 1934 r., do września 1939 r. był dyrektorem Bank von Danzig, następnie organizował Reichkreditkasse we wcielonej do Rzeszy Łodzi. W 1940 r. został komisarzem Banque de France, instytucji, przy pomocy której Niemcy przeprowadzali wyzysk fiskalny i handlowy okupowanej Francji. W 1945 r. minister finansów wyzwolonej Francji oszacował, że Niemcy wyprowadziły łącznie 900 mld franków, czyli 45 mld reichsmarek, co można przeliczyć na 450 mld euro.
Schäfer trafił na krótko do francuskiego więzienia. Opuścił je w 1948 r., a trybunał niemiecki uznał go wyłącznie za „sympatyka” nazizmu. W listopadzie 1953 r. Schäfer został ministrem finansów i ministrem sprawiedliwości w rządzie kraju związkowego Szlezwiku-Holsztynu. Po roku zrezygnował z funkcji ministra sprawiedliwości, zatrzymując tekę ministra finansów. Od października 1957 do października 1958 r. był także wicepremierem. W listopadzie 1961 r., skończywszy siedemdziesiąt lat, Schäfer opuścił rząd krajowy i przeszedł na emeryturę.
Białe kołnierzyki
Męstwo i poziom wyszkolenia żołnierzy Wehrmachtu doceniali wszyscy przeciwnicy Niemiec. Podobnie jak nowatorstwo i zaawansowanie technologiczne uzbrojenia. Lecz najistotniejszym czynnikiem, który pozwolił III Rzeszy przez lata prowadzić wojnę przeciwko potężnej koalicji, a NSDAP utrzymywać nieprawdopodobnie wysoki poziom poparcia społecznego, była niemiecka gospodarka. Wehrwirtschaft swą wydajność i odporność na potężne uderzenia lotnicze zawdzięczała w znacznej mierze wykorzystywaniu pracy przymusowej i niewolniczej ludności krajów okupowanych oraz planowej, bezprzykładnej grabieży zajętych terytoriów. Niemiecki przemysł wspierał wysiłek wojenny III Rzeszy, czerpiąc z niego gigantyczne dochody.
Do najważniejszych firm należał syndykat IG Farben utworzony w 1925 r. przez sześć niemieckich firm chemicznych, w tym Bayer, AGFA i BASF. Jacy ludzie tam pracowali, może świadczyć Helmuth Vetter, pracownik Bayer AG z Leverkusen. Gdy otrzymał pracę w obozie w Dachau, był wręcz zachwycony perspektywami. Pisał o tym w liście do kolegów z firmy:
„Możecie sobie wyobrazić, z jakim zapałem rzuciłem się w wir nowych obowiązków, zwłaszcza że mam możliwość praktycznego wypróbowania także naszych preparatów. […] Gdy porównuję to wszystko z poprzednim okresem, wydaje mi się, że trafiłem do raju”.
IG Farben było właścicielem 42,5 proc. akcji firmy Degesch produkującej środek insektobójczy Zyklon B, za pomocą którego w komorach gazowych niemieckich obozów zagłady uśmiercono miliony ludzi. Następne 42,5 proc. udziałów firmy Degesch było własnością przedsiębiorstwa Degussa GmbH. Nazwa Degussa to skrót od Deutsche Gold- und Silber-Scheideanstalt. W swoich produktach Degussa wykorzystywała rabowane przez Niemcy złoto, w tym złote zęby i koronki zabierane w obozach zamordowanym więźniom. Degussa funkcjonowała do 2003 r., w roku 2007 stała się częścią koncernu Evonik Industries, niemieckiej spółki giełdowej, drugiego co do wielkości niemieckiego przedsiębiorstwa z branży chemicznej. Rok 2003 jest datą istotną – Degussa otrzymała wówczas zamówienie na wykonanie powłoki ochronnej Pomnika Pomordowanych Żydów Europy w Berlinie. Degussa, mimo protestów, zlecenie dokończyła, po czym rozpoczęła serię przekształceń i zmian nazwy.
Proces pracowników IG Farben był szóstym z kolei procesem norymberskim. Najwyższe wyroki otrzymali w nim ci z kierownictwa syndykatu, którzy zaangażowani byli w działalność Werk Auschwitz – wytwórni kauczuku i paliwa na terenie Monowic, wsi niedaleko Oświęcimia. Fabrykę –finansowaną przez Deutsche Bank – budowali więźniowie Auschwitz, oni także w niej pracowali. Około 10 tys. zmarło z wyczerpania i głodu bądź zostali zagazowani lub zastrzeleni. Najwyższy wyrok – osiem lat – otrzymał Otto Ambros, na siedem lat skazano Fritza ter Meera. Otto Ambros szybko opuścił więzienie i został doradcą kanclerza Adenauera i pracownikiem amerykańskiej firmy Dow Chemicals. Fritz ter Meer zaś po odsiedzeniu wyroku wrócił w 1956 r. na stanowisko szefa Bayer AG, na którym pozostawał do 1964 r.; pracował również w zarządach innych firm, m.in. Commerzbanku i Bundesverband Deutscher Banken. Carl Wurster, inny pracownik IG Farben, w 1939 r. przejmował na rzecz syndykatu polskie zakłady chemiczne, w 1941 r. jako Wehrwirtschaftsführer (lider gospodarki wojennej) został członkiem Rady Gospodarki Wojskowej Izby Gospodarczej Rzeszy, a w 1943 r. odznaczono go Krzyżem Zasługi Wojennej I klasy. Od 1952 r. był szefem firmy BASF, potem członkiem zarządu Deutsche Banku.
Hugo Ferdynand Boss, od 1924 r. właściciel firmy odzieżowej z Mentzingen, nazistą był z przekonania – do NSDAP wstąpił w 1931 r.
Wartość przedsiębiorstw należących dziś do rodziny Quandt szacowana jest na 6 mld euro (w tym 30 proc. udziałów BMW). Twórcą potęgi rodziny był Günther Quandt. W III Rzeszy w fabrykach jego firmy AFA w oparach kwasów, w nieustannym kontakcie z ołowiem, tysiące robotników przymusowych i więźniów obozów produkowało akumulatory do U-Bootów i baterie do różnego typu broni, w tym pocisków V-1 i rakiet V-2. Quandt miał też udziały w Continentalu. Po wojnie firmę przejęli synowie Harald (pasierb Goebbelsa) i Herbert. Od 1962 r. AFA nosi nazwę VARTA.
Rudolf August Oetker, ochotniczy członek SS, odbył staż w Dachau. Był dostawcą produktów żywnościowych dla Wehrmachtu, a jego fabryka wykorzystywała pracę robotników przymusowych. O swojej przeszłości nie chciał rozmawiać nawet z dziećmi. Prezesem firmy był do 1981 r., funkcję doradcy sprawował w niej do śmierci w 2007 r.
Hugo Ferdynand Boss, od 1924 r. właściciel firmy odzieżowej z Mentzingen, nazistą był z przekonania – do Narodowosocjalistycznej Partii Robotników Niemiec wstąpił w 1931 r. Okres prosperity dla jego firmy nastał w momencie otrzymania zamówienia na szycie mundurów: początkowo brunatnych, dla członków NSDAP i partyjnych bojówek SA (Sturmabteilung), potem czarnych dla SS (Schutzstaffel) oraz czarnobrunatnych dla Hitlerjugend. Od 1938 r. Hugo Boss szył również mundury dla Wehrmachtu. Zamówienia od partii i armii sprawiły, że kulejąca wcześniej firma weszła w okres intensywnego rozwoju: w 1932 r. Boss sprzedał towary za 38 260 reichsmarek, a w roku 1941 już za ponad 3 mln 300 tys. RM. W zakładach Hugo Bossa pracowało co najmniej 140 polskich robotników przymusowych – głównie kobiety – oraz 40 francuskich jeńców wojennych.
W 2021 r. sprzedaż produktów Hugo Boss AG osiągnęła wartość 2,8 mld euro, zysk netto zaś – 144 mln euro.
Reimannowie, ojciec i syn, byli gorącymi zwolennikami Hitlera. Albert junior w 1937 r. napisał do Himmlera:
„Jesteśmy czysto aryjską firmą rodzinną, która ma ponad sto lat. Właściciele są bezwarunkowymi zwolennikami teorii rasowej”.
W czasie wojny Reimannowie potroili majątek, wykorzystując pracę niewolniczą i przymusową. Albert Reimann stał na czele firmy do 1984 r., honorowany najwyższymi odznaczeniami RFN. Należący do Reimannów holding inwestycyjny JAB ma dzisiaj znaczące udziały w wielu światowych markach, m.in. w Jacobs Douwe Egberts oraz Coty Inc., a majątek rodziny Reimannów szacowany jest na 33 mld euro.
Firma Continental z opracowanych przez siebie mieszanek gum produkowała podeszwy doświadczalnych butów. Do chodzenia w nich zmuszano więźniów obozu w Sachsenhausen. Więźniowie ze specjalnej drużyny Schuhläufer-Kommando maszerowali więc setki, tysiące kilometrów, aż do wyczerpania sił, a często do śmierci. Z wyników testów korzystały również firmy Salamander, UHU, Deutsche Linoleum-Werke AG (obecnie Gerflor DLW Gmbh).
Członkami NSDAP byli bracia Adolf i Rudolf Dassler, założyciele dwóch innych firm obuwniczych: Adolf stworzył Adidasa, Rudolf zaś Pumę – obaj swoje listy biznesowe kończyli formułą „Heil Hitler”.
Warto przyjrzeć się nieco bliżej losom Ottona Ambrosa i niemieckiej firmy farmaceutycznej, w której pracował. Z wiedzy i umiejętności, które Ambros zdobył, służąc niemieckiemu przemysłowi śmierci, korzystali Amerykanie – zatrudnili zbrodniarza w US Chemical Corps. W 1952 r. Ambros został zaproszony do udziału w pracach rodzinnej firmy Chemie Grünenthal. Przedsiębiorstwo prowadzili dwaj bracia Wirtz – Hermann i Alfred. Obaj należeli do NSDAP, zatrudniali robotników przymusowych, korzystając z programu aryzacji, przejęli dwie firmy należące do niemieckich Żydów. Bracia naziści utworzyli Chemie Grünenthal w 1946 r., chcąc wejść na gwałtownie rozwijający się rynek farmaceutyczny.
Na początku lat pięćdziesiątych przedsiębiorstwo stało się azylem dla byłych SS-lekarzy i hitlerowskich „naukowców” z obozów koncentracyjnych. W Chemie Grünenthal zatrudnienie znalazł Martin Staemmler, jeden z gorących orędowników niemieckiego programu „higieny rasowej”. W okupowanej Polsce współpracował z SS w dziedzinie „polityki ludnościowej”, czyli przy wyniszczania narodu polskiego. W Chemie Grünenthal czuwał nad pionem patologicznym. Bracia Wirtz zatrudnili też dr. Ernsta-Günthera Schencka. Jako inspektor żywienia SS, opracowaną przez siebie „kiełbasę białkową” testował na 370 więźniach obozów koncentracyjnych. Wielu z nich nie przeżyło. I jeszcze Heinz Baumkötter, hauptsturmführer SS, naczelny lekarz obozów koncentracyjnych w Mauthausen, Natzweiler-Struthof i Sachsenhausen. W 1956 r. wrócił wraz ze Schenckiem ze Związku Sowieckiego (byli skazani na dożywocie) i znalazł pracę u Wirtzów w Chemie Grünenthal. Otto Ambros był przewodniczącym komitetu doradczego Grünenthala i zasiadał w zarządzie firmy.
Takie oto grono lekarzy i naukowców pracowało w Chemie Grünenthal, gdy firma wypuściła na rynek Contergan, innowacyjny lek przeciwko nudnościom, nasenny i przeciwbólowy, który mógł być – jak twierdziła firma
„podawany z całkowitym bezpieczeństwem kobietom w ciąży i matkom karmiącym bez negatywnego wpływu na matkę i dziecko”.
Kierownikiem programu rozwoju leku Wirtz już w 1946 r. uczynił chemika Heinricha Mücktera, ze względu na jego doświadczenie w badaniach i produkcji szczepionki przeciwtyfusowej dla nazistowskich Niemiec. Mückter pracował w okupowanej Polsce, w krakowskim oddziale lwowskiego Instytutu Badań nad Tyfusem Plamistym i Wirusami, potem w obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie eksperymentował na więźniach. Aresztowany po wojnie w Polsce, oskarżony o prowadzenie eksperymentów medycznych na więźniach, zbiegł z aresztu do Niemiec Zachodnich.
Contergan zawierający talidomid w końcu lat pięćdziesiątych trafił na rynki 46 państw, mimo że władze Chemie Grünenthal ukryły kluczowe informacje o procesie badawczym i kłamały na temat potencjalnych skutków ubocznych. W efekcie zażywania przez przyszłe matki talidomidu (który ma silne działanie teratogenne, czyli powodujące uszkodzenia płodu, zwłaszcza w pierwszych pięćdziesięciu dniach ciąży) narodziło się ok. 12 tys. dzieci z ciężkimi wadami rozwojowym. Około 4 tys. dzieci zmarło krótko po urodzeniu, pozostałych 8 tys., najczęściej pozbawionych nóg lub rąk, żyło w cierpieniu przez wiele lat.
Jak napisał William L. Shirer w Powstaniu i upadku III Rzeszy:
„[…] setki niemieckich urzędników całymi dniami i miesiącami siedziały za biurkami w miłym świetle wiosennego słońca, sumując liczby i formułując memoranda, w których z zimną krwią rachowały masakrę milionów”.
Po wojnie w Republice Federalnej Niemiec ci sami skrupulatni niemieccy urzędnicy siedzieli za biurkami, rachując miliardowe zyski niemieckich globalnych firm.
Tekst pochodzi z numeru 9/2023 „Biuletynu IPN”
1 W Grundgesetz (ustawa zasadnicza, czyli niemiecka konstytucja z 1949 r.) wpisano artykuł 16., który wyklucza ekstradycję Niemców; chronił on niemieckich zbrodniarzy przed skazaniem za zbrodnie dokonane poza terytorium Niemiec.
