Trafiło tam około 130 tys. kobiet reprezentujących różne narodowości. Najliczniejszą grupę stanowiły Polki. Szacuje się, że było ich około 40 tys., co stanowi 30% ogółu więźniarek. Zmuszano je do niewolniczej pracy, poddawano zbrodniczym eksperymentom medycznym, okaleczano, głodzono, a także rozstrzeliwano i kierowano do komór gazowych. W obozie doświadczyły prawdziwego piekła na ziemi.
Transporty Polek
Pierwszy transport polskich kobiet, w liczbie 23, przybył do FKL Ravensbrück 23 września 1939 r. Pochodziły one z terenów III Rzeszy Niemieckiej, m.in. z Prus Wschodnich, Śląska i Ziemi Lubuskiej. Pośród nich były działaczki oświatowe oraz członkinie polskich stowarzyszeń, m.in. Związku Harcerstwa Polskiego, Związku Polaków w Niemczech, Towarzystwa Polek czy organizacji „Rodło”. 2 listopada przyjechało pierwszych pięć kobiet z Polski. Łącznie liczba osadzonych Polek do końca listopada 1939 r. wynosiła 58.
Duże transporty polskich więźniarek zaczęły docierać do Ravensbrück od kwietnia 1940 r. z terenów okupowanej Polski: Generalnego Gubernatorstwa i ziem wcielonych do III Rzeszy (m.in. z Pomorza i Śląska). Do końca tego roku przebywało ich w obozie już ponad tysiąc (co najmniej 1075). W pierwszym transporcie tzw. warszawsko-lubelskim (z dwóch dystryktów Generalnego Gubernatorstwa – warszawskiego i lubelskiego), 23 września 1941 r., do FKL Ravensbrück trafiło 420 Polek, których część poddano później zbrodniczym doświadczeniom medycznym. Do obozu trafiały przede wszystkim członkinie organizacji podziemnych z terenów okupowanej Polski, jak również więźniarki wywodzące się ze środowisk kryminalnych oraz tzw. aspołeczne.
Po upadku Powstania Warszawskiego 3 października 1944 r. docierały do obozu również transporty kobiet uprzednio deportowanych ze zniszczonej stolicy do obozu przejściowego w Pruszkowie (Durchgangslager 121). Ogółem ok. 12tys. kobiet i dziewcząt z powstańczej Warszawy oraz miejscowości podwarszawskich przybyłych do FKL Ravensbrück skierowano z obozu głównego do jego podobozów (zaczęto je tworzyć w 1942 r., a ich łączna liczba wynosiła ponad 40).
Do FKL Ravensbrück przybywały również transporty Polek z innych obozów koncentracyjnych, m.in. Gross-Rosen, Majdanek, Stutthof, w roku 1945 – również tzw. transporty ewakuacyjne z KL Auschwitz.
Po kąpieli miały miejsce oględziny lekarskie. Sposób, w jaki je wykonywano, uwłaczał kobiecej godności. Następnie nowo przybyłym golono głowy.
Podróż do Ravensbrück trwała nieraz kilka dni i nocy i odbywała się w bardzo trudnych warunkach. Gdy kobiety pojawiały się w obozie, stawiano je przed łaźnią i prowadzono do kąpieli. Najpierw musiały jednak oddać wszystkie prywatne rzeczy, w tym kosztowności i pieniądze. Po kąpieli miały miejsce oględziny lekarskie. Sposób, w jaki je wykonywano, uwłaczał kobiecej godności. Następnie nowo przybyłym golono głowy. Na koniec więźniarki otrzymywały odzież obozową: sukienkę (tzw. pasiak) i pasek do jej przepasania oraz drewniaki, a także fartuch i białą chustkę na głowę, zimą dodatkowo kaftan, czyli okrycie wierzchnie. Tak zaopatrzone trafiały do obozowego bloku.
Każda z więźniarek była oznaczana za pomocą trójkąta odpowiedniego koloru, określającego kategorię, do jakiej ją zaliczono. Taką trójkątną łatę należało przyszyć na lewym rękawie. Większość Polek w FKL Ravensbrück nosiła trójkąty czerwone, przeznaczone dla więźniów politycznych (Schutzhäftlinge).
Wśród osadzonych kobiet z Polski znalazły się m.in.: artystki (Maja Berezowska, Maria Hiszpańska-Neumann), harcerki (Józefa Kantor, Zofia Janczy, Urszula Wińska), nauczycielki (Anna Burdówna, Janina Górska, Natalia Tułasiewicz), uczone (Karolina Lanckorońska), a także lekarki (w 1944 r. w rewirze, czyli w szpitalu obozowym, pracowało 15 polskich lekarek). Warto wspomnieć, że jedna z polskich więźniarek Ravensbrück – Natalia Tułasiewicz – dzięki swojej heroicznej postawie została przez papieża Jana Pawła II ogłoszona w 1999 r. błogosławioną Kościoła katolickiego, jako jedna ze 108 polskich męczenników II wojny światowej. Obecnie jest patronką nauczycieli.
Maria Hiszpańska-Neumann, osadzona w KL Ravensbrück, numer obozowy 10219 (fot. z zasobu AIPN. Zdjęcie pochodzi z kolekcji przekazanej przez p. przez Elżbietę Wilanowską)
Praca ponad siły
Niewolnicza praca w niemieckich obozach koncentracyjnych służyła wykorzystywaniu więźniów dla potrzeb gospodarczych III Rzeszy oraz fizycznej likwidacji osadzonych. Polki w FKL Ravensbrück były zmuszane do prac zarówno w granicach obozu, jak też poza nim. Pracowały w obozowej kuchni, w magazynach odzieżowym i żywnościowym, w pralni, tkalni i szwalni, a także w ogrodach. Praca w tych miejscach była traktowana jako przywilej, dawała bowiem możliwość zorganizowania dodatkowego jedzenia oraz ciepłych ubrań.
Polki kierowano jednak także do znacznie cięższych prac – przy rozbudowie obozu (wznoszeniu budynków), rozładunku i załadunku pociągów, budowie dróg, wycince lasów oraz przy robotach melioracyjnych. Była to praca ponad siły, po kilkanaście godzin na dobę. Głodne, zziębnięte, schorowane, bardzo często wykonywały zadania żmudne i monotonne. Do tego więźniarki przetrzymywano w poniżających, urągających ludzkiej godności warunkach. Wiele z nich, pozbawionych należytej opieki medycznej, umierało z wycieńczenia i chorób.
Zmuszano je do pracy także w oddalonej o 1,5 km od obozu głównego fabryce Siemensa, gdzie produkowano części do radioodbiorników i telefonów.
Od jesieni 1941 r. Polki z Ravensbrück były kierowane do pracy również w majątkach ziemskich i gospodarstwach rolnych. Na wyznaczone miejsca dowożono je pociągami, co skracało czas samej pracy. Ze względu na kontakt ze światem zewnętrznym Polki otrzymywały lepsze ubrania, a dodatkowo mogły liczyć na dodatkowe pożywienie u gospodarzy. Wykorzystując sytuację, „organizowały” dla siebie i pozostałych w obozie współwięźniarek owoce i jarzyny, zawierające tak bardzo potrzebne witaminy, w ogóle niedostarczane w głodowych racjach wyżywienia obozowego.
Polki kierowano także do katorżniczych prac w podobozach FKL Ravensbrück – ośrodkach niemieckiego przemysłu zbrojeniowego. Pod nadzorem esesmanów pracowały np. w zakładach w Bergen-Belsen, Dreznie, Magdeburgu czy Waldbau. Zmuszano je do pracy także w oddalonej o 1,5 km od obozu głównego fabryce Siemensa, gdzie produkowano części do radioodbiorników i telefonów. Warunki w tych zakładach były niezwykle ciężkie: dwunastogodzinna praca na zmiany w warsztatach mechanicznych, uciążliwy hałas, unoszące się opary trujących substancji, wszechobecne insekty, dźwiganie ciężarów. Mimo że groziły za to surowe kary, z karą śmierci włącznie, kobiety sabotowały prace, doskonale zdając sobie sprawę, że są wykorzystywane do robót na użytek niemieckiej machiny wojennej.
Obozowe „króliki doświadczalne”
W latach 1942–1944 Niemcy przeprowadzali w FKL Ravensbrück zbrodnicze eksperymenty medyczne. Ich ofiarami były przede wszystkim Polki, m.in. te, które przybyły do obozu 23 września 1941 r., wspomnianym pierwszym transportem warszawsko-lubelskim. Makabrycznym operacjom doświadczalnym poddawano osoby młode i zdrowe, oczywiście bez ich wiedzy i zgody. Pierwsze zabiegi tego typu przeprowadzono 1 sierpnia 1942 r. na sześciu polskich kobietach. Wykonał je kilkuosobowy zespół lekarzy pod kierunkiem dr. Karla Franza Gebhardta, osobistego lekarza i przyjaciela Heinricha Himmlera oraz prezesa Niemieckiego Czerwonego Krzyża.
Ofiarą zbrodniczych eksperymentów padło w sumie 86 więźniarek, w tym 74 Polki, co stanowi 86% ogółu okaleczonych.
Przeprowadzane w szpitalu obozowym (rewirze) zbrodnicze eksperymenty medyczne polegały m.in. na wprowadzaniu do otwartych ran zarazków ropotwórczych wywołujących zakażenia (np. gronkowca złocistego, tężca i zgorzeli gazowej), wstrzykiwaniu do mięśni łydki bakterii, przeszczepianiu kości piszczelowej prawej na lewą i odwrotnie, łamaniu i nadcinaniu kości w celu przeszczepienia ich z jednej nogi do drugiej, wycinaniu fragmentów mięśni oraz nerwów kończyn dolnych. W wyniku tych szokujących zabiegów „króliki”, jak je określano w obozowym żargonie (same mówiły o sobie „króle”), ciężko chorowały. Nie bez znaczenia był także fakt, że operacje przeprowadzane były w bardzo złych warunkach, bez zachowania podstawowych zasad higieny.
Potworny ból, wysoka gorączka czy majaki to tylko niektóre objawy, jakie towarzyszyły kobietom poddanym opisanym zbrodniczym zabiegom. Nie było przy tym mowy o jakiejkolwiek pomocy lekarskiej czy pielęgniarskiej. Jakby tego było mało, niektóre z nich były operowane kilkukrotnie. Najmłodszą z dziewcząt była szesnastoletnia Barbara Pietrzyk, którą poddawano zabiegom aż pięć razy.
Ofiarą zbrodniczych eksperymentów padło w sumie 86 więźniarek, w tym 74 Polki, co stanowi 86% ogółu okaleczonych. Pięć Polek z tej grupy zmarło w wyniku powikłań (Alfreda Prus, Zofia Kiecol, Weronika Kraska, Kazimiera Kurowska i Aniela Lewandowicz), a sześć zostało rozstrzelanych. Większość kobiet – „królików doświadczalnych” opuściła obóz wraz z ostatnim transportem ewakuacyjnym.
Bunt
Polki poddane eksperymentom medycznym Niemcy próbowali zmusić do podpisania oświadczeń, że ich kalectwo zostało spowodowane wypadkiem przy pracy. Miało to służyć ukryciu zbrodniczego procederu. Kiedy żadna z okaleczonych kobiet nie przystała na tę cyniczną propozycję, Niemcy podjęli decyzję o ich fizycznej likwidacji – rozstrzelaniu. Rozpowiadali przy tym, że w związku z przewidywaną ewakuacją chcą okazać im pomoc i wywieźć je osobnym transportem, tak aby nie musiały iść piechotą. Było to oczywistą nieprawdą.
Kiedy 2 lutego 1945 r. przyszedł rozkaz przygotowania do transportu wszystkich pozostałych przy życiu „królików” , kobiety postanowiły nie stawić się na wezwanie. Liczyły na to, że z pomocą innych więźniarek uda im się ocalić życie. Część zoperowanych kobiet ponaszywała sobie numery więźniarek już nieżyjących. Inne udały się do innych baraków i założyły pończochy, aby zasłonić ślady po zabiegach. Jeszcze inne wykopały sobie jamy pod blokami i tam się ukryły.
Dzięki ponaszywaniu sobie numerów więźniarek już nieżyjących kilkunastu kobietom udało się opuścić obóz wraz z więźniarkami wysłanymi do kopania rowów. Być może świadomość zbliżającego się frontu sprawiła, że Niemcy nie zarządzili szczegółowego sprawdzenia całego obozu. To uchroniło Polki, które przeżyły zbrodnicze operacje, od niechybnej śmierci jako kary za okazane władzom nieposłuszeństwo.
Egzekucje
Polki przetrzymywane w Ravensbrück były również ofiarami egzekucji. Pierwsza zbiorowa egzekucja odbyła się 13 kwietnia 1942 r. Jej ofiarami padło 14 kobiet pochodzących z Częstochowy oraz 3 z Kielc. Do kolejnego mordu doszło kilka dni później, 18 kwietnia. Rozstrzelano wówczas kolejnych 14 osadzonych, z Lubelszczyzny. W następnych miesiąca życie traciły kolejne Polki, m.in. z Warszawy, Lublina i Radomia. Przykładowo, 23 września 1943 r. w egzekucji rozstrzelano 3 więźniarki z Lublina, które uprzednio zostały poddane zbrodniczym doświadczeniom. Egzekucji dokonywano na osadzonych, które w obozie popełniły przestępstwo lub sabotowały prace w fabryce. W latach 1942–1945 w FKL Ravensbrück w wyniku rozstrzelania zginęło ogółem blisko 200 Polek. Należy zaznaczyć, że dane te są jedynie szacunkowe – liczba ta może być większa.
Młode Polki, w wieku od 18 do 21 lat, trafiały do Jugendschutzlager Uckermark. Budowa tego obozu rozpoczęła się w 1941 r., a jego oficjalne otwarcie nastąpiło w czerwcu 1942 r. Pobyt w tym miejscu wiązał się z wykonywaniem ciężkiej pracy, którą Niemcy uważali za najlepszy środek „wychowawczy”. Pod koniec wojny obóz dla młodocianych został przekształcony w obóz śmierci. Zwożone tam kobiety, w tym starsze i schorowane, były bite i poniżane, a następnie kierowane do komory gazowej, która została oddana do użytku pod koniec 1944 r.
Kolejna niemiecka zbrodnia na terenie Ravensbrück związana była z realizacją akcji pod kryptonimem „14f13” (Sonderbehandlung „14f13”), w ramach której mordowano więźniów i więźniarki niepełnosprawne, chore umysłowo i niezdolne do pracy. Dotknęło to również osoby z Polski.
„Trwaj i pomóż przetrwać innym” – hasło polskich harcerek
W listopadzie 1941 r. w FKL Ravensbrück powstała Tajna Drużyna Harcerek Starszych „Mury”, założona przez harcmistrzynię i nauczycielkę Józefę Kantor ps. „Ziuta”, Marię Rydarowską oraz Zofię Janczy – więźniarki z drugiego transportu specjalnego z Tarnowa, który przybył do obozu 12 września 1941 r. Głównym hasłem drużyny było:
„Trwaj i pomóż przetrwać innym”.
Początkowo drużyna „Mury” liczyła trzy zastępy, w których znajdowało się po pięć, sześć harcerek, a następnie siedem zastępów, nazwanych: „Cegły”, „Cementy”, „Fundamenty”, „Kamienie”, „Kielnie”, „Wody”, „Żwiry”. Ogółem działały w niej 102 więźniarki (wg stanu na 1 kwietnia 1945 r.). Przyjęły one sześciopunktowy program zadań, do których należało czuwanie nad własną postawą, zgodną z harcerskim prawem, zachowanie godności i pogody ducha oraz wspieranie innych więźniarek (m.in. poprzez dostarczanie pożywienia i leków, wsparcie moralne oraz udzielanie pomocy materialnej chorym, starszym i młodszym, a także tym osadzonym, które nie otrzymywały paczek żywnościowych od bliskich). Harcerki pozyskiwały również informacje o życiu obozowym czy zamiarach Niemców względem współwięźniarek, aby zainteresowane w porę uprzedzić. Propagowały polskość, a dzięki swojej życzliwej postawie zyskiwały sympatię wśród osadzonych innych narodowości.
Oprócz wspomnianych działań w obozowej społeczności drużyna „Mury” organizowała również własne zajęcia harcerskie. W trudnych warunkach obozowych regularnie spotykano się na zbiórkach zastępów i drużyn, odbywały się także uroczystości przyrzeczenia. Dużym aktem odwagi było ukrycie sztandaru 13. Drużyny Harcerskiej im. Zofii Wocalewskiej, znalezionego w czasie sortowania rzeczy zrabowanych z Warszawy i przywiezionych do FKL Ravensbrück w 1944 r. Sztandar, ukrywany przez drużynową Józefę Kantor, przetrwał, a następnie został zabrany z obozu przez polskie więźniarki w czasie ewakuacji do Szwecji. W 1947 r. przewieziono go do kraju. Obecnie sztandar znajduje się w klasztorze na Jasnej Górze w Częstochowie.
Wspólnota więźniarek
Osadzone w FKL Ravensbrück Polki udzielały sobie nawzajem pomocy, m.in. zdobywały żywność dla współwięźniarek chorych i słabych, wyniszczonych pracą. Ułatwione zadanie miały kolumny osadzonych pracujące w rolnictwie, które różnymi wyszukanymi sposobami starały się przemycać na teren obozu owoce czy warzywa. Oprócz żywności zdobywano dla potrzebujących również lekarstwa i ciepłą odzież, które dostarczano m.in. więźniarkom z fabryki Grüneberg czy 96 Polkom z bloku numer 19, rannym na skutek bombardowań niemieckich fabryk, w których były zmuszane do katorżniczej pracy.
W ścisłej tajemnicy polskie więźniarki organizowały nawet obchody świąt Bożego Narodzenia czy Wielkiejnocy. W Niedzielę Wielkanocną 1943 r. Eugenia Kocwa z bloku numer 16 opowiadała o rodzimych zwyczajach wielkanocnych.
Treść korespondencji wysyłanej przez więźniarki Ravensbrück drogą oficjalną była cenzurowana przez władze obozowe. Informacje o fatalnych warunkach życia w obozie, o egzekucjach oraz zbrodniczych eksperymentach medycznych przedostawały się jednak na zewnątrz, ponieważ solidarnej postawie polskich osadzonych przekazywano je potajemnie. Taką korespondencję przenosiły kolumny pracujące poza obozem, np. w ogrodach Hohenlychen. Wśród Polek, które zapoczątkowały przekazywanie w ten sposób wiadomości, były m.in. Maria Rutkowska oraz Teresa Taczukowa. Ponadto listy do rodzin przesyłano przez komando przeładunkowe (Ladekommando). Dużą zasługę w dostarczaniu mieli również jeńcy wojenni osadzeni w Stalagu II A w Neubrandenburgu oraz polscy robotnicy, z którymi rodaczki miały kontakt w podobozach FKL Ravensbrück. Część wiadomości pisano tzw. atramentem sympatycznym (moczem).
Dla wielu Polek osadzonych w FKL Ravensbrück istotne znaczenie miała wiara, która przynosiła ukojenie i pozwalała na przetrwanie obozowej gehenny. Wszelkie przejawy życia religijnego były oczywiście tępione przez władze, szczególnie od 1942 r., dlatego w tym celu spotykano się potajemnie. Ważna rola przypadła wspomnianej wcześniej Józefie Kantor, harcerce, nazywanej przez osadzone „proboszczem”, ponieważ odprawiała nabożeństwa i prowadziła modlitwy.
W ścisłej tajemnicy polskie więźniarki organizowały nawet obchody świąt Bożego Narodzenia czy Wielkiejnocy. W Niedzielę Wielkanocną 1943 r. Eugenia Kocwa z bloku numer 16 opowiadała o rodzimych zwyczajach wielkanocnych. Obchodzono również polskie święta narodowe: rocznice uchwalenia Konstytucji 3 maja 1791 r. czy odzyskania niepodległości 11 listopada 1918 r. Przy takich okazjach m.in. recytowano okolicznościowe wiersze.
Tajne nauczanie
Mimo skrajnie trudnych warunków polskie więźniarki organizowały w FKL Ravensbrück również tajne nauczanie. Początkowo były to pogadanki poświęcone historii, literaturze czy geografii. Już taka forma aktywności intelektualnej miała istotne znaczenie dla samorozwoju i niezatracenia się w brutalnej obozowej rzeczywistości. Helena Skalska, przybyła do obozu 2 listopada 1939 r., zainicjowała wykłady na tematy historyczne i społeczne. Dołączyły do niej Julia Szartowska i Urszula Wińska. W tym pierwszym okresie słuchaczkami były pojedyncze więźniarki.
Z czasem tajne nauczanie zaczęło przybierać charakter zorganizowanych zajęć. W 1940 r. Zofia Grocholska zapoczątkowała opowiadanie m.in. Trylogii Henryka Sienkiewicza. Przywoływano też utwory poezji polskiej – Adama Mickiewicza czy Juliusza Słowackiego, a także literatury światowej, m.in. Pieśń o Rolandzie. Wyróżniały się w tym zakresie przede wszystkim Polki przybyłe pierwszym transportem warszawsko-lubelskim, z września 1941 r., wśród których znajdowało się wiele działaczek organizacji podziemnych oraz osób wywodzących się z inteligencji.
Fragment z pamiętnika Renée Skalskiej pt. „Wspomnienia z Ravensbrück (pamiętnik drużynowej)”, pochodzący ze znajdującego się w zasobie Archiwum IPN w Warszawie zespołu: Zbiór „Ob” akt obozowych i więziennych, zawierający fragmenty akt niemieckich, wytworzonych przez kancelarie obozów i więzień lub urzędy związane z ich działalnością (z zasobu AIPN/akta Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu)
Od grudnia 1941 r. do kwietnia 1942 r. w bloku numer 15 Urszula Wińska, rano przed apelem, spotykała się z kilkoma współwięźniarkami na zajęciach poświęconych polskiej literaturze. Wśród słuchaczek były Grażyna Chrostowska i Romana Sekuła, rozstrzelane 18 kwietnia 1942 r. Wówczas lekcje zawieszono.
Kiedy w 1943 r. ponownie podjęto nauczanie, zorganizowano je już na znacznie szerszą skalę. Objęło ono kształcenie na poziomie powszechnym, gimnazjalnym oraz licealnym. Program przewidywał lekcje polskiego, arytmetyki, historii, języków obcych, łaciny i innych przedmiotów. Wspomniana już parokrotnie Józefa Kantor zorganizowała kurs przygotowawczy do zawodu nauczyciela, trwający sześć miesięcy, który ukończyło 16 słuchaczek. W 1942 r. inne osadzone w obozie nauczycielki – Wanda Madlerowa, Helena Skalska, Julia Szartowska, Urszula Wińska – wygłaszały wykłady w blokach numer 2, 14, 15, 16, 17 i 19. Ich tematyka była różnorodna, dotyczyła np. pracy społecznej w utworach Stefana Żeromskiego czy w nauczaniu Sokratesa. W przedsięwzięcia edukacyjne włączyły się też więźniarki z kolejnych transportów przybywających do obozu (tzw. transport częstochowsko-radomski z 1942 r. i drugi warszawsko-lubelski, z powstańczej Warszawy w 1944 r.).
Twórczość obozowa
Prawdziwym fenomenem była twórczość artystyczna, jaką uprawiały Polki w FKL Ravensbrück w tajemnicy przed władzami obozowymi, pomimo tragicznych warunków bytowych i ciągłego zagrożenia. Było to wielkim aktem odwagi oraz ważnym świadectwem ich życia w niemieckiej niewoli.
Na uwagę zasługuje m.in. poezja Grażyny Chrostowskiej, autorki wierszy: „Apel”, „Podróż”, „Niepokój”, ukazujących realia obozowe. Ostatni z wymienionych utworów został napisany 18 kwietnia 1942 r. – w dniu, w którym została rozstrzelana wraz z siostrą Apolonią. Inny charakter miała twórczość Haliny Golczowej. Oprócz liryków ukazujących tęsknotę za bliskimi czy wyrażających pragnienie powrotu do ojczyzny pisała ona również wiersze humorystyczne. Natomiast w dorobku Marii Rutkowskiej-Kurcyuszowej z d. Sucheni dominowały utwory przepełnione buntem przeciwko wojnie, przemocy i uściskowi oraz przedstawiające tragiczną obozową rzeczywistość („Allegro”, „Krematorium”). Zofia Górska-Romanowiczowa w swoich lirykach dawała wyraz tęsknocie za wolnością i najbliższymi, a jeden z jej wierszy – pt. „Różaniec” – był dla więźniarek rodzajem obozowej modlitwy.
Inne utalentowane artystycznie Polki dramat swój i współwięźniarek przedstawiały w formie graficznej. Maja Berezowska wykonywała portrety osadzonych, które wysyłano potajemnie do ich najbliższych. Z kolei Maria Hiszpańska skupiała się na ukazywaniu życia w obozie. Niestety nakryły ją strażniczki i większość jej grafik została zniszczona. Reszta, zakopana w lesie, została prawdopodobnie wykradziona. Ocalało tylko kilka szkiców, które autorka zdołała ukryć. Prace Jadwigi Simon-Pietkiewicz przedstawiały sceny z rewiru (szpitala). Z uwagi na chorobę kręgosłupa rysowniczka wykonywała je na leżąco. Większość jej szkiców ocalała i została przewieziona do Szwecji w czasie ewakuacji więźniarek w kwietniu 1945 r.
Galeria prac Marii Hiszpańskiej-Neumann w Centrum Edukacyjnym IPN Przystanek Historia im. Janusza Kurtyki w Warszawie (ul. Marszałkowska 21/25)
„Ravensbrück–Neubrandenburg. Nocna praca w fabryce 1945”. Rysunek pochodzący ze znajdującej się w zasobie Archiwum IPN w Warszawie Kolekcji grafik, rysunków i akwareli autorstwa Marii Hiszpańskiej-Neumann
Więźniowie na pryczach (tytuł roboczy). Rysunek pochodzący ze znajdującej się w zasobie Archiwum IPN w Warszawie Kolekcji grafik, rysunków i akwareli autorstwa Marii Hiszpańskiej-Neumann
Dźwigające z obozu koncentracyjnego (Steinträgerinnen aus dem KL Lager, 1947 r. U dołu podpis artystki i symbol myszki. Rysunek pochodzący ze znajdującej się w zasobie Archiwum IPN w Warszawie Kolekcji grafik, rysunków i akwareli autorstwa Marii Hiszpańskiej-Neumann
Polskie dzieci
Do września 1944 r., poza pojedynczymi przypadkami, w FKL Ravensbrück nie było dzieci. Od sierpnia 1944 r. do obozu w transportach z Warszawy zaczęło przybywać coraz więcej kobiet w ciąży. Po porodzie trafiały na rewir, natomiast dla niemowląt przeznaczono niewielki pokój w bloku numer 11. Warunki życia matek i dzieci były tragiczne. Kobiety po porodzie musiały szybko wracać do pracy, często nie miały wystarczająco pokarmu, aby wyżywić potomstwo. Ponadto niemowlęta nie miały zapewnionej żadnej opieki, leżały w zimnie, a ich stan pogarszały szerzące się choroby. Dyfteryt oraz głód powodowały wysoką śmiertelność najmłodszych. W okresie od września 1944 r. do kwietnia 1945 r. w obozie urodziło się ponad 600 dzieci, ale tylko 40 z nich przeżyło.
W marcu 1945 r. podczas ewakuacji część kobiet wraz z niemowlętami skierowano do KL Bergen-Belsen. Wiele z nich zmarło w trakcie trwającej siedem dni podróży lub bezpośrednio po dotarciu do obozu. Przyczynami były brak pożywienia, zimno i choroby.
W transportach do FKL Ravensbrück przywożono również matki z dziećmi oraz dzieci w wieku 4–15 lat bez jakiejkolwiek opieki. Starsze, uznane za nadające się do pracy, wysyłano do podobozów, gdzie umierały w wyniku ciężkich warunków zatrudnienia i ograniczonych racji żywieniowych. Młodszymi opiekowały się więźniarki w obozie.
„Białe autobusy” i ewakuacja obozu
Niemcy, zdając sobie sprawę z nieuchronnej klęski, na początku 1945 r. rozpoczęli zacieranie śladów swojej zbrodniczej działalności w FKL Ravensbrück, niszcząc i wywożąc z obozu dokumenty oraz wyposażenie warsztatów i magazynów. Przeprowadzili także akcję mordowania kobiet najstarszych i schorowanych. Jej ofiarą padły także Polki, m.in. 5 stycznia Niemcy rozstrzelali pięć więźniarek z Warszawy.
Z początkiem 1945 r. władze Szwecji zwróciły się do III Rzeszy, aby z obozów koncentracyjnych zostali uwolnieni więźniowie pochodzący z państw skandynawskich. Niemcy prośbę tę jednak odrzucili. Ustąpili ostatecznie dopiero po żmudnych negocjacjach, w których uczestniczył hrabia Folke Bernadotte, polityk i dyplomata, wiceprezes Szwedzkiego Czerwonego Krzyża. W akcji ewakuacyjnej określanej mianem „białych autobusów” (od koloru pojazdów, które posłużyły do transportu więźniów) w kwietniu 1945 r. do Szwecji przewieziono między 17 a 21 tys. więźniarek FKL Ravensbrück, w tym 5,9 tys. kobiet z Polski. Pierwszą Polką, która opuściła obóz – 5 kwietnia, była hrabina Karolina Lanckorońska, uczona, przed aresztowaniem przez Gestapo zaangażowana w działalność konspiracyjną. Jako jedyna została zwolniona wskutek interwencji Carla Jacoba Burckhardta, prezesa Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża.
W związku ze zbliżającym się od wschodu frontem akcja „białych autobusów” została przerwana. Niemiecka ewakuacja obozu rozpoczęła się w nocy z 28 na 29 kwietnia 1945 r. Ostatnie transporty więźniarek, w tym Polek, które przeżyły zbrodnicze doświadczenia medyczne, opuściły obóz 30 kwietnia. Niemcy pędzili je następnie w tzw. marszach śmierci.
W ewakuacji nie wzięły udziału kobiety najciężej chore, przebywające w obozowym szpitalu. Pieczę nad rewirem objęła Rosjanka dr Antonina Nikiforowa oraz sześć Polek, które zgłosiły się jako ochotniczki (Maria Bortnowska, Anna Burdówna, dr Janina Węgierska, Jola Krzyżanowska, Kamila Janowicz-Sycz, a także poddana zbrodniczym eksperymentom Pela Michalik). Był to akt niebywałej odwagi i miłości do współwięźniarek, ponieważ zachodziła poważna obawa, jak się później okazało – bezpodstawna, że wycofujący się Niemcy wysadzą obóz w powietrze.
30 kwietnia 1945 r. do opuszczonego przez Niemców obozu weszli żołnierze Armii Czerwonej. Szacuje się, że obozowe piekło przeżyło 8 tys. Polek. Zdecydowana większość przetrzymywanych w FKL Ravensbrück polskich kobiet, dziewcząt i dzieci zmarła z powodu głodu, chorób, katorżniczej pracy i wycieńczenia, część została rozstrzelana lub zginęła w komorach gazowych.
