Odpowiedzialni za formowanie tych instytucji komuniści nie mieli ludzi, szczególnie kompetentnych i kierunkowo wykształconych, którzy mogli zapełnić przygotowane etaty. Było to problem niezwykle palący, z czego sprawę zdawali sobie tak sowieccy mocodawcy komunistycznej władzy, jak i najważniejsi działacze Polskiej Partii Robotniczej, a także szefowie bezpieki.
Kierownik RBP Stanisław Radkiewicz wspominając tamtej okres stwierdził:
„Fachowo zresztą, w tamtym czasie, wszyscy byliśmy laikami”.
Wieloletni zastępca Radkiewicza Mieczysław Mietkowski, który objął tę funkcję w październiku 1944 r. powiedział natomiast:
„[…] nasz aparat [w 1944 r.– P.Sz.] był jeszcze słabiutki, niedoświadczony i niewykształcony”.
Kombatant
W tej sytuacji do bezpieki przyjmowano najróżniejsze „osobistości”. Generalnie w pierwszym okresie starano się zatrudniać ludzi, którzy mieli jakiekolwiek wojskowe doświadczenie. Byli to zatem żołnierze Armii Ludowej oraz innych partyzanckich struktur, związanych z komunistami, czy też żołnierze tzw. ludowego Wojska Polskiego, szczególnie ci, którzy służyli w Polskim Samodzielnym Batalionie Specjalnym.
Ponadto w organach represji pracę znaleźli byli żołnierze LWP, którzy w 1944 r. zostali przeszkoleni na specjalnym kursie NKWD w Kujbyszewie. Było to szkolenie, które miało przygotować ich do służby w „bezpieczeństwie”.
Słowem, była to zbieranina ludzi przypadkowych, z których część zupełnie nie nadawała się do pracy w MBP czy MO. Inni natomiast okazali się niezwykle zdolni i bardzo szybko zrozumieli, czym miał być aparat bezpieczeństwa Polski „ludowej”.
Milicjant
W grupie ludzi przyjętych do organów represji w roku 1944 był ukraiński robotnik Jan Matejczuk. Gdy składał on podanie o przyjęcie, najpierw do MO, a potem do MBP, twierdził, że przed II wojną światową należał do Komunistycznej Partii Polski, a we wrześniu 1939 r. walczył w obronie Polski, w szeregach 34. lub 35. pułku piechoty.
Dodatkowo, w jednym z dokumentów przedstawił swoją bojową przeszłość. Pisał, że w 1941 lub 1942 r. został przez Niemców aresztowany i osadzony w więzieniu w Chełmie, skąd zbiegł i wstąpił najpierw do sowieckiej partyzantki, a potem do Gwardii/Armii Ludowej. Ponadto w dokumentach pochwalił się tym, jak doskonale był wykształcony – na średnim poziomie, co w tamtych warunkach czyniło go prawie inteligentem.
Człowiek o takiej przeszłości był dla komunistów prawdziwym skarbem. Nic zatem dziwnego, że jesienią 1944 r. znalazł pracę w MO w Łukowie. Następnie, kilkadziesiąt dni później, został przeniesiony, jako świetny specjalista (a przynajmniej tak o nim wyrażali się przełożeni oraz Sowieci), do łukowskiego Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, gdzie obsadził stanowisko funkcjonariusza śledczego. Tam okazał się na tyle sprawnym pracownikiem, że w grudniu 1944 r. został skierowany do Szkoły Oficerów Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie, która – w sposób iście błyskawiczny – miała kształcić oficerów bezpieki.
Podwładny Różańskiego
Po ukończeniu lubelskiej szkoły Matejczuk został skierowany do pracy w pionie śledczym MBP. Wówczas był to Wydział VIII Departamentu I, który jesienią 1945 r. został przekształcony na Samodzielny Wydział IV, potem Wydział Śledczy, a wreszcie latem 1947 r. został podniesiony do rangi Departamentu.
Matejczuk pracował tam od samego początku jako oficer śledczy. Opiniujący go szef jednostki, „osławiony” oficer Józef Różański, pisał o nim:
„[...] jest pracownikiem obowiązkowym, pilnym. Jako oficer śledczy wykazuje dość dużo inicjatywy i zdolności w prowadzeniu śledztwa, łagodnego i spokojnego usposobienia. W czasie swej pracy w Wydziale Śledczym MBP rozpracował szereg ośrodków podziemnych, m.in. ostatnio poprowadził śledztwo w sprawie wielkiej siatki wywiadowczej »Liceum«, poprzednio zaś pracował na Komendą Główną N[arodowych] S[ił] Z[brojnych], przyczym wykazał wiele umiejętności zarówno w podejściu do poszczególnych oskarżonych, jak i w skoordynowaniu zeznań całym grup. Politycznie pewny i całkowicie oddany walce z wrogami Demokracji”.
Dzięki swojemu oddaniu i zaangażowaniu Matejczuk został nawet kierownikiem jednej z sekcji pionu śledczego.
Upadek
Dość dobrze rozwijająca się kariera Matejczuka została przerwana w pierwszych tygodniach 1949 r. Kilka tygodni wcześniej, do poznańskiej bezpieki wpłynął donos agenta Tadeusza Kosińskiego ps. „Komar”, w którym twierdził on, że w okresie II wojny światowej Matejczuk
„robił starania jako ochotnik celem wzięcia go do służby wojskowej niemieckiej, gdzie jednak został na wniosek przyjęty przez władze niemieckie do armii niemieckiej jak SSmann. Służbę pełnił w miejscowości Trawinka [powinno być Treblinka]”.
Niemal od razu po otrzymaniu tego dokumentu funkcjonariusze Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Poznaniu przekazali go do centrali, a konkretnie do Biura ds. Funkcjonariuszy MBP. Ci natychmiast, bez zbędnej zwłoki, zajęli się sprawą. Dzięki przesłuchaniu sporej ilości osób ubecy doszli do wniosku, że w latach 1942-1944 Matejczuk pełnił służbę w „Oddziałach Wartowniczych Dowódcy SS i Policji w Dystrykcie Lubelskim” (niem. Wachmannschaften des SS und Polizeiführers im Distrikt Lublin), w skrócie SS-Wachmannschaften. Były to oddziały zbrodnicze, które Niemcy wykorzystywali m.in. do eksterminacji ludności żydowskiej w trakcie akcji „Reinhardt”.
Jak się okazało, Matejczuk nie brał bezpośredniego udziału w mordowaniu Żydów, ale parał się innym, bardzo niesmacznym procederem. Mianowicie kradł kosztowności po pomordowanych i przekazywał je swoim rodzicom, a także sprzedawał różnym, często obcym dla niego ludziom.
* * *
Wobec powyższych faktów funkcjonariusz śledczy został zatrzymany w styczniu 1949 r. Następnie toczyło się przeciwko niemu śledztwo, które pracownicy Biura ds. Funkcjonariuszy MBP zamknęli aktem oskarżenia we wrześniu 1949 r. Matejczukowi postanowiono trzy zarzuty. W pierwszym punkcie stwierdzono, że brał on udział w likwidacji Żydów, przetrzymywanych w trawnickim obozie pracy, które miało miejsce 3 listopada 1943 r., aczkolwiek podkreślono, że
„jego [Matejczuka – P. S.] rola polegała na zbrojnej ochronie obozu, celem zapobiegnięcia ucieczce przeznaczonych przez Niemców do zlikwidowania”.
Drugi zarzut dotyczył generalnie jego służby w SS-Wachmannschaften, a trzeci posiadania nielegalnie pistoletu CZ 27.
14 marca 1950 r. Wojewódzki Sąd Rejonowy w Warszawie skazał Matejczuka na karę śmierci. Wyrok na nim wykonano w więzieniu mokotowskim 19 czerwca tegoż roku, ok. godz. 21.
