Urodziła się 5 grudnia 1900 r. w Warszawie. W okresie międzywojennym pracowała jako urzędniczka w Pocztowej Kasie Oszczędności, specjalizując się w grafologii. Ślub wzięła w 1928 roku z poetą Władysławem Sebyłą. Po agresji ZSRS na Polskę 17 września 1939 r, został aresztowany przez Sowietów, a następnie zamordowany przez NKWD w dniu 11 kwietnia 1940 r. w Charkowie.
W czasie okupacji, Sebyłowa utrzymywała się głównie z hafciarstwa. Po wojnie pracowała jako urzędniczka w Ministerstwie Kultury i Sztuki. Przez większą część życia mieszkała na warszawskiej Pradze w kamienicy przy ul. Brzeskiej 5. Zmarła 19 lutego 1980 roku w Warszawie.
„Notatki z prawobrzeżnej Warszawy”
„Notatki z prawobrzeżnej Warszawy” to dziennik Sebyłowej obejmujący okres od 1 września 1939 roku do 18 marca 1945 roku. Autorka opisuje codzienne życie mieszkańców warszawskiej Pragi, skupiając się głównie na codziennych sprawach, takich jak powszechna drożyzna, czarny rynek czy moda. Jej zapiski są cennym, rzadko spotykanym w literaturze wspomnieniowej źródłem, dotyczącym losów Prażan w okresie Powstania Warszawskiego.
Sebyłowa pisze, że już pierwszego dnia Powstania Warszawskiego, kamienica, w której mieszkała, znajdująca się przy ul. Brzeskiej 5, została zajęta przez żołnierzy Armii Krajowej. Powstańcy wybudowali w bramie kamienicy barykadę, Sebyłowa podkreśla, że byli słabo uzbrojeni:
„Broni krótkiej (…) dramatycznie mało. Naboje powystrzelali. Pozostały rewolwery bez naboi oraz naboje nieodpowiednie do posiadanych rewolwerów”.
W dniu 2 sierpnia nad ranem powstańcy opuścili barykadę, ale naziści, nie wiedząc o tym, co jakiś ostrzeliwali kamienicę. Bezradni mieszkańcy schronili się w piwnicy. Jeszcze tego samego dnia zdecydowali się oddać w ręce Niemców. Sebyłowa pisze, iż żołnierze zachowywali się poprawnie wobec lokatorów:
„Mimo nadmiernej wprost grozy sytuacji, trudno było nie dostrzec wyjątkowej urody tych żołnierzy. Miałam wrażenie, że to nie byli Niemcy, lecz Skandynawowie służący ochotniczo w niemieckiej armii (tacy Niemcy?!)”.
Jeden z żołnierzy pouczył lokatorów, że w przypadku pojawienia się w kamienicy powstańców, ludność cywilna ma obowiązek wywieszenia na budynku białej chorągwi lub białej szmaty. Po powrocie do mieszkania Sebyłowa napisała, iż noc minęła im spokojnie, poza tym, iż jedna zabłąkana kula karabinowa rozbiła szybę i przeleciała przez mieszkanie, nie czyniąc nikomu krzywdy.
W czasie okupacji, Sebyłowa utrzymywała się głównie z hafciarstwa. Po wojnie pracowała jako urzędniczka w Ministerstwie Kultury i Sztuki. Przez większą część życia mieszkała na warszawskiej Pradze w kamienicy przy ul. Brzeskiej 5.
Przez kolejne dni mieszkańcy skupiali się głównie na zdobyciu pożywienia, a także na słuchaniu wiadomości radiowych. Sebyłowa zwraca uwagę na solidarność lokatorów kamienicy, którzy nie tylko wspierali się, ale również potrafili dzielić się jedzeniem.
Zgodnie z zarządzeniami niemieckimi bramy domów musiały być stale zamknięte. Mieszkańcy mogli chodzić po ulicach od godziny dziesiątej rano do czternastej po południu. Walki powstańcze na Pradze zakończyły się właściwie w nocy z pierwszego na drugiego sierpnia. Sebyłowa stwierdziła, iż miały one „(…) improwizowany przebieg”, a powstańcy byli słabo uzbrojeni. Do tego część Prażan odnosiła się do nich wrogo, oskarżając ich o sprowadzenie niebezpieczeństwa na cywili.
Za jaką cenę – my tu nie wiemy
Przez cały okres powstania mieszkańcy prawobrzeżnej Warszawy, ze strychów i dachów obserwowali toczące się walki po drugiej stronie Wisły. Pewnej nocy dostrzegli biało – czerwoną flagę zatkniętą na Hotelu Bristol. Fakt ten nie wzbudził w Sebyłowej radości:
„Za jaką cenę – my tu nie wiemy”
– podsumowała.
Z czasem Niemcy ograniczyli Prażanom możliwość poruszania się po ulicach. Rozpoczęły się pierwsze wysiedlenia – początkowo tylko z odcinka praskiego Powiśla, jednak nad ludnością cywilną wisiała groźba ewakuacji z miasta. Codzienność ludności cywilnej sprowadzała się do życia w zamkniętych podwórkach kamienic. Mężczyźni najczęściej spędzali czas na grze w karty i rozmowach o polityce. Najczęściej usadawiali się w miejscach, które były niewidoczne z ulicy, a więc Niemcy nie mogli ich podglądać przez tzw. „judasza”, znajdującego się w drzwiach bramy.
Nocami lokatorzy z kamienicy przy ul. Brzeskiej organizowali dyżury, podczas których obserwowali płonącą Warszawę.
Sebyłowa zwraca uwagę na niezwykłe napięcie, jakie panowało między mężczyznami, objawiające się kłótniami i fizycznymi zatargami. Wynikało ono z obawy przed wywózką na roboty do III Rzeszy. Natomiast kobiety starały się zachować pozory normalności, które objawiały się w codziennych rozmowach, a także w dbaniu o wygląd zewnętrzny. Sebyłowa pisze nawet o manikiurzystkach malujących kobietom paznokcie.
W dniu 21 sierpnia Niemcy weszli na podwórko kamienicy zabierając stamtąd wszystkich mężczyzn od lat 16 do 65. Ze stu kilkudziesięciu mężczyzn w kamienicy przy ul. Brzeskiej 5 pozostało dwudziestu dwóch.
Sytuacja Prażan pogarszała się z dnia na dzień. Wśród ludności szalała biegunka. Brakowało żywności, wszystkie sklepy były pozamykane. Popularnością cieszył się handel wymienny. Kobiety zdobywały jarzyny, wychodząc o świcie na Saską Kępę lub na pola skaryszewskie. Potem odsprzedawały część zbiorów z dużym zyskiem.
Dnia 23 sierpnia Niemcy zarządzili wysiedlenie Pragi. Mieszkańcy mieli opuścić swoje domy do godziny jedenastej kolejnego dnia. Jak relacjonuje autorka dziennika, prawie nikt nie zdecydował się iść na miejsce zbiórki, które zostało wyznaczone pod cerkwią św. Marii Magdaleny przy ul. Zygmuntowskiej.
Nocami lokatorzy z kamienicy przy ul. Brzeskiej organizowali dyżury, podczas których obserwowali płonącą Warszawę. Dni coraz częściej spędzano w piwnicy, ograniczona przestrzeń i napięta atmosfera sprzyjały kłótniom; część mieszkańców oddawała się modlitwom.
Ostatnie dni niemieckiej okupacji
Sebyłowa w swoich zapiskach wspominała również absurdalne, z punktu widzenia otaczającej rzeczywistości, wydarzenia, jakie miały miejsce pod koniec okupacji. Na podwórko kamienicy, w której mieszkała, przychodzili co jakiś czas Niemcy z zaskakującymi prośbami: chcieli pożyczyć maszynkę do mielenia mięsa, jednocześnie zapewniając, że ją zwrócą; trzech esesmanów przeprowadziło rewizję w mieszkaniach w poszukiwaniu patefonu; innym razem przybyli zapytując o świeży chleb ponieważ „(…) czerstwy kłuje ich w zęby lub w protezy”. Niemcy poszukiwali również kobiet do gotowania w kantynie. Dwukrotnie żołnierze niemieccy przyjechali w odwiedziny do polskiej „panienki”.
14 września warszawską Pragę zajęły wojska Armii Czerwonej i ludowego Wojska Polskiego. Sebyłowa zapisała, iż Rosjanie okazywali współczucie mieszkańcom prawobrzeżnej części stolicy.
Sebyłowa pisze także o ostatniej wizycie żołnierzy, która nieomal skończyła się dla niej tragicznie. Do mieszkania wpadł pijany Niemiec, który przystawił Sebyłowej pistolet do skroni. Następnie pojawił się drugi żołnierz, który spostrzegłszy jej matkę, podszedł do niej, pocałował ją w czoło i ze wzruszeniem powiedział po rosyjsku, że przypomina mu jego własną, po czym zabrał pijanego kolegę i opuścił mieszkanie.
Ostatnie dni niemieckiej okupacji w zapiskach Sebyłowej to opisy płonącej Pragi: pożar boksów samochodowych na zapleczu domu stojącego naprzeciwko jej kamienicy, kilku budynków kolejowych na terenie Dworca Wschodniego i Wileńskiego, spalenie Bazaru Różyckiego, podpalenie fabryki Wedla. Sebyłowa pisze o wielkiej ofiarności Prażan, którzy gasili płonące budynki, żeby zapobiec rozszerzeniu się ognia.
* * *
14 września warszawską Pragę zajęły wojska Armii Czerwonej i ludowego Wojska Polskiego. Sebyłowa zapisała, iż Rosjanie okazywali współczucie mieszkańcom prawobrzeżnej części stolicy. Prażanie gościnnie częstowali ich papierosami. Niektórzy żołnierze nie dowierzali, że są już w Warszawie.
„Prażanie skrótowo charakteryzują miejscową sytuację: »Tak, to jest Warszawa. Ale za Wisłą też jest Warszawa. Tam jest powstanie«”.
